– Gdy wspominam tamte rozgrywki, to nie przychodzi mi na myśl jeden konkretny obrazek. Pamiętam ogólnie cały sezon. Nie da się opisać tego, co wtedy czułem. Wciąż potrafimy o tym rozmawiać. Byliśmy niezwykle harmonijną grupą. Mieliśmy genialnego trenera, który rozumiał nas i dobrze wiedział, co trzeba robić. Cieszyliśmy się wspólną grą.
– W Lille nauczyłem się wszystkiego. Stałem się mężczyzną. Zamieszkałem w swoim pierwszym mieszkaniu, nauczyłem się życia. Prawie wszystko zawdzięczam właśnie Lille. Jestem teraz w tym miejscu dzięki tym wszystkim ludziom, których tutaj poznałem. Zawsze, gdy tylko mogę, oglądam ich mecze. Jeśli zdobędą mistrzostwo w tym sezonie, to będzie to nawet większy wyczyn niż ten nasz z 2011 roku.
– To właśnie w Lille zdobyłem swoje pierwsze trofeum w karierze, dlatego radość była jeszcze większa. Do klubu dołączyłem w wieku 14 lat, a później awansowałem do pierwszego zespołu. Nie byłem jednak jedyny – w tym samym czasie przychodzili również Cabaye czy Debuchy. Po dziesięciu latach wciąż ze sobą rozmawiamy o tamtych czasach.
– W Lille, w Chelsea, w reprezentacji czy teraz w Realu Madryt były wielkie mecz, w których nie potrafiłem stanąć na wysokości zadania. Nie ukrywam tego. W obecnych czasach bardzo często w tych największych spotkaniach różnicę robią właśnie ci najwięksi piłkarze. I tak jest coraz częściej. Futbol nie jest taki sam jak dziesięć lat temu. Teraz mecze są dużo bardziej zamknięte. Aby wygrać wielkie starcie, trzeba albo wykazać się wielką pracą zespołową w ataku, albo mieć w swoich szeregach wielką indywidualność, która jednym zagraniem czy jednym strzałem wybawi cię z opresji.
Komentarze (34)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się