Koszykarze Realu Madryt przegrali drugi mecz w sezonie zasadniczym. Dzisiaj od początku do końca prezentowali się słabiej niż Valencia i zasłużenie przegrali. Ta porażka nie jest szczególnie bolesna, ponieważ w tabeli Królewscy dalej ze spokojem prowadzą. Potrzebują jednego zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach, żeby zagwarantować sobie pierwszą pozycję. Dziś zawodnikom przytrafiło się zbyt wiele strat i niecelnych rzutów. Jednak teraz jest czas na popełnianie błędów, nie będzie na to miejsca w play-offach, które już niedługo się rozpoczną.
Początek spotkania należał do Valencii. Mike Tobey był w tym fragmencie bezbłędny, za to Real Madryt przeplatał straty z niecelnymi rzutami. Szybko goście wyszli na dwucyfrowe prowadzenie. Bardzo dobrze funkcjonowała defensywa Valencii. W końcu Pablo Laso postanowił przerwać niemoc swojego zespołu. Poprosił o czas i starał się przywrócić drużynę na właściwą drogę. Jego słowa niewiele jednak zmieniły. Valencia dalej dobrze broniła i atakowała, dlatego po 10 minutach zasłużenie prowadziła (12:27).
Druga kwarta nie przyniosła poprawy. Nieskuteczna gra Realu Madryt sprawiła, że prowadzenie Valencii przekroczyło granicę 20 punktów. Co prawda rywale zaczęli się rozbijać o defensywę Królewskich, ale atak madrytczyków prezentował się fatalnie. Zaledwie 3 trafione rzuty za dwa punkty na 14 prób są dobrym podsumowaniem postawy ofensywy. Jedynie do Taylora oraz Poirier nie można mieć pretensji, bo akurat oni trafiali do kosza. W połowie meczu sytuacja Realu Madryt nie była najlepsza (27:43).
Po zmianie stron można było mieć nadzieję, że Królewscy w końcu wskoczą na swój poziom. Zaczęli odrabiać straty i zredukowali je o połowę. Jednak nie udało się pójść za ciosem. Znów na drodze stanęła nieskuteczność. Zbyt wiele rzutów, nawet z dobrych pozycji, nie kończyło się w koszu. Do tego trzeba też dodać starty, których było zbyt wiele. Ostatecznie zamiast gonienia rywali, na koniec kwarty Valencia jeszcze powiększyła przewagę (43:60).
W ostatniej kwarcie poprawiła się skuteczność, szczególnie rzutów z dystansu. Jednak kiedy ten aspekt stał się lepszy, zaczęły zawodzić inne. Valencia wygrywała większość pojedynków pod koszami o piłki po niecelnych rzutach. To dawało rywalom większą liczbę akcji do przeprowadzenia i w ten sposób remontada nie była możliwa. Udało się trochę zmniejszyć straty, ale zasłużone zwycięstwo odniosła Valencia.
69 – Real Madryt (12+15+16+26): Causeur (5), Tyus (3), Laprovíttola (4), Poirier (16), Thompkins (2), Rudy (0), Vukčević (6), Alocén (0), Garuba (0), Carroll (7), Llull (15), Taylor (11).
79 – Valencia (27+16+17+19): Van Rossom (9), Tobey (16), Kalinić (6), Vives (3), Williams (0), Prepelič (8), Labeyrie (10), Dubljević (8), Hermannsson (11), Sastre (8).
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się