Również w półfinale, również z niekorzystnym wynikiem i numerem 7 na placach [choć już wtedy z 11 – dop. red.], Juan Gómez Juanito był „bohaterem” odpadnięcia Królewskich w dniu, który zawsze jest uważany za najsmutniejszy dla madridistas. Polegnięcie w Pucharze Europy.
Wtedy stanął w obronie aktualnego delegata klubu, Chendo, który został brutalnie sfaulowany przez gwiazdora Bayernu, Lothara Matthäusa. Juanito skoczył mu na głowę i po minucie już przepraszał za swoje zachowanie. To był jego ostatni mecz w Europie w białej koszulce. Czteroletnia dyskwalifikacja od UEFA ostatniecznie oddzieliła go od jego Realu Madryt.
To nie ma nic wspólnego z galaktycznym rżeniem i wybuchem śmiechu głupka, zawodnika, którego sprowadził Florentino Pérez, kiedy ten był symbolem Premier League, MVP Ligi Europy i gwiazdą reprezentacji Belgii, półfinalisty rosyjskiego mundialu. Za dobrą cenę na te czasy, nieco ponad sto milionów.
Ten piłkarz chciał być Don Kichotem nowego Bernabéu, a został Sancho Pansą gabinetów lekarskich w Valdebebas. Chroniony, rozpieszczany, wyczekiwany, usprawiedliwiany przez klub, trenera i kibiców, mimo że publicznie mówił, że bez większych zahamowań sięga do lodówki po bollycao, a kontuzja wyszła mu na dobre, bo może beztrosko spędzać więcej czasu z rodziną.
Ratują go puste stadiony, zakaz przemieszczania się i bezpieczny dystans od kibiców. Bez tego wszystkiego w niedzielę z Sevillą Bernabéu zaszczepiłoby „Ha, ha, Hazarda”, dołączając paszport.
Komentarze (110)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się