Choć od tamtych chwil minęło już siedem lat, każda ze stron – Atlético, Chelsea, Courtois i Mourinho – doskonale pamięta tamte zajścia. Bramkarz miał wówczas 21 lat, a przez wynik losowania znalazł się w centrum olbrzymiego zamieszania. W momencie zawarcia umowy między klubami jasno zostało powiedziane, że Thibaut nie będzie mógł zagrać w razie ewentualnego bezpośredniego starcia. W niedalekiej perspektywie były nawet negocjacje dotyczące przedłużenia wypożyczenia. Nadeszły jednak półfinały i cała piękna wizja legła w gruzach.
Atlético, z Simeone na czele, zaczęło podejmować ruchy, by Courtois ostatecznie mógł zagrać w dwumeczu. Jak można było przecież zrezygnować z podstawowego bramkarza w przedsionku wielkiego finału Champions League? Chelsea z uporem powoływała się na zapisy w kontrakcie, ale koniec końców UEFA zezwoliła golkiperowi na grę, tłumacząc, że zawarte w umowie klauzule były nielegalne i niezgodne z duchem fair play. Mourinho nie rozumiał, jak piłkarz, który formalnie należy do jego zespołu, może pozbawić go finału rozgrywek. Portugalczyk starał się jeszcze zrobić wszystko, co w jego mocy, by Courtois nie zagrał. Celu jednak nie osiągnął. Chelsea zaś po sezonie nie przedłużyła wypożyczenia gracza i ten wrócił po sezonie do Londynu.
W trakcie spotkania Mourinho nie miał najmniejszej ochoty rozmawiać z Courtois i nawet się z nim nie przywitał, choć obaj mijali się w tunelu na stadionie i na boisku. W pierwszym meczu padł bezbramkowy remis, w rewanżu goście zwyciężyli zaś 3:1. Atlético awansowało do finału, a tam przegrało po pamiętnym golu Sergio Ramosa. Od tamtej pory, choć już po drugiej stronie barykady, Belg stara się zrobić wszystko, by wyzbyć się tamtej zadry powstałej w Lizbonie. By tego dokonać, najpierw będzie musiał po raz kolejny uzyskać awans na Stamford Bridge. Los bywa wyjątkowo przewrotny.
Komentarze (20)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się