Do pewnego momentu każda nieobecność Ramosa malowała na twarzy drużyny i działaczy strach. Statystki to potwierdzały. Do grudnia zeszłego roku zespół przegrał osiem z dziesięciu potyczek w Lidze Mistrzów bez Sergio. Królewscy w Europie nie potrafili bez niego egzystować. W ostatnim czasie trend się jednak odwrócił. Ramos od tygodni zmaga się z kolejnymi urazami, a Real, zamiast się załamywać, po prostu odwrócił niekorzystną kartę. Bardzo dobre wyniki w poprzednich spotkaniach to zaś w znacznej mierze zasługa Nacho i Militão.
Zwłaszcza Brazylijczyk się przebudził. 23-latek nareszcie uzasadnia wydane na niego potężne pieniądze. Do tego dochodzi Nacho, który jest bodaj w życiowej formie. Wychowanek spisuje się nieskazitelnie i prezentuje niebywałą dojrzałość. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że pod nieobecność kapitana stał się prawdziwym liderem defensywy. Ignacio wreszcie postawił ten krok naprzód, przed którym w minionych latach zdawała się znajdować niewidzialna ściana. Z aktora drugoplanowego stał się odtwórcą jeden z głównych ról.
Wszystko to stanowi dowód tego, że bez Ramosa można żyć. Klub chciałby pozostania Andaluzyjczyka, ale ten najpierw musiałby zaakceptować ofertę, która już się nie zmieni. Jego zmiennicy pokazali zaś wystarczający charakter na najwyższym poziomie. Mając na względzie bardzo prawdopodobne przyjście Davida Alaby, pożegnanie z Ramosem w efekcie wcale nie musi okazać się aż tak niewyobrażalnym dramatem. Dzisiejsza sceneria wygląda zatem zgoła odmiennie niż ta sprzed jeszcze kilku miesięcy.
Komentarze (48)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się