Czy można „stracić” piętnaście milionów euro w ciągu czterech dni? Niestety tak. Powodem jest oczywiście gra za zamkniętymi drzwiami i fakt, że kibice nie mogli oglądać na stadionie ani meczu z Liverpoolem, ani dziś z Barceloną. Gra w Vadldebebas oznaczała znaczne zmniejszenie wydatków za prąd, organizację spotkań, wielu pracowników czy ochronę, ale odsetek tego, co można było zarobić, jest znacznie wyższy.
Z wyjątkiem derbów Madrytu i meczu z Interem w fazie grupowej Ligi Mistrzów, Real Madryt nie musiał rozgrywać tak zwanych specjalnych meczów na Estadio Alfredo Di Stéfano. Spotkania z Szachtarem, Borussią Mönchengladbach czy Atalantą nie wzbudzałyby aż tak dużego zainteresowania fanów, ale i tak oznaczałyby średnie przychody w wysokości trzech milionów euro za dzień meczowy.
W normalnych okolicznościach spotkanie z Liverpoolem pozwoliłoby zarobić Królewskim około dziesięciu milionów euro, gdyby mecz był rozgrywany na Santiago Bernabéu, a posiadacze karnetów i tak musieliby kupić bilety. Wpływ za dzisiejszy Klasyk byłby niższy za względu na karnetowiczów i wyniósłby w okolicach pięciu milionów euro, ale klub bez wątpienia sprzedałby więcej VIP-owskich miejsc i zapełnił cały stadion, a w wolnej sprzedaży byłoby do zakupienia 25 000 biletów.
Rzeczywistość jest jednak taka, że Królewscy w ciągu czterech dni nie zarobią żadnych pieniędzy dzięki fanom. Pandemia sprawiła, że brak widzów stał się wręcz normalnością, ale włodarze klubów odczuwają w takich dniach prawdziwy ból głowy i zastanawiają się, jak zrekompensować tak duże straty. Złotych środków jednak nie ma. I niestety nie rozumieją tego wszyscy piłkarze…
Komentarze (13)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się