Trener José Luis Mendilibar musi się zmierzyć z największym kryzysem w swoim niemal sześcioletnim etapie kariery w Eibarze. Zespół z Baskonii awansował do Primera División w 2014 roku pod wodzą Gaizki Garitano. W debiucie w elicie zajął 18. miejsce, ale od spadku uchroniła go kara degradacji dla 14. w tabeli Elche. Szkoleniowiec z Bilbao postanowił rozwiązać swój kontrakt, a wszystkie puzzle musiał poukładać aktualny opiekun Los Armeros. W następnych sezonach zajmował kolejno 13., 10., 9., 12. i 14. lokatę. Ciemne chmury w końcu jednak musiały nadejść i pozostaje teraz niewiele czasu, by je odgonić.
Drużyna z Estadio Ipurúa zajmuje w tym momencie trzecią pozycję od końca, ma na koncie 23 punkty i traci dwa do strefy bezpieczeństwa. Wraz z Getafe posiada najgorszą ofensywę w lidze, a mniej zwycięstw od niej ma tylko ostatnia w tabeli Huesca. – Primera to jedna z najbardziej konkurencyjnych lig. Od początku sezonu wiedzieliśmy, że w tym roku będziemy cierpieć bardziej niż w innych latach – przyznał defensywny pomocnik, Pape Diop. Wyniki w pierwszych kolejkach potwierdzały złe przeczucia. Przegrane z Athletikiem, Villarrealem i Elche biły na alarm, jednak od 5. do 13. serii gier Rusznikarze polegli tylko raz. Głównie odnosili remisy, ale potrafili też pokonać Real Valladolid, Betis i Sevillę. Dobra postawa dała awans do samego środka stawki. Dynamika się jednak odwróciła. Rozpoczął ją Real Madryt, 20 grudnia wygrywając na ich stadionie 3:1. Od wtedy do dziś zwyciężyli w tylko jednym meczu. Spadali na dalsze pozycje, a 6 marca wylądowali w strefie spadkowej.
– Zawodowy piłkarz żyje pod presją. Wiemy, że sytuacja jest trudna, ale mamy wystarczająco dużo punktów i pozostałych spotkań, aby odwrócić bieg wydarzeń – mówi Sergio Álvarez. – Musimy zdobyć komplet oczek jeszcze cztery razy, aby się uratować przed spadkiem – przewidywał kilka tygodni temu sam Mendilibar. Problem w tym, że jego gracze nie potrafią pokonywać nawet bezpośrednich rywali w walce o przetrwanie, takich jak Elche czy Cádiz. Kolekcjonując remisy, może być trudno pozostać w La Lidze.
– Nie sądzę, że nasza obecna kadra jest jedną z trzech najgorszych w Hiszpanii – uważa Pedro León. W czym zatem tkwi problem Eibaru? – Przez cały sezon pozwalamy, aby mecze wymykały się nam z rąk. Rzadko czuliśmy się gorsi, ale nasze błędy były zbyt dużym utrudnieniem. Musimy odnaleźć swoją najlepszą formę, wiedząc, że jesteśmy zespołem z dużym potencjałem – przekonuje Álvarez. Nie sposób się z nim nie zgodzić. Prowadząc w spotkaniu, aż pięć razy pozwolili rywalowi na remontadę. W lidze działo się w starciach z Levante, Villarrealem, Alavés i Atlético, a z Copa del Rey w taki sposób odpadli z Navalcarnero.
Najbliżsi rywale Królewskich mają jednak pojedyncze postacie, które mogą utrzymać klub na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Najlepszym zawodnikiem drużyny jest bez wątpienia 29-letni bramkarz, Marko Dmitrović. Serb nie bez powodu występuje w reprezentacji swojego kraju. Ciekawym futbolowego świata polecamy sprawdzić jego interwencje przeciwko Valencii i Osasunie. Już wkrótce ma zmienić klub na lepszy. W Radio Euskadi podkreślił, że jego agenci wiedzą, jakie są jego „pomysły i ambicje". Źródła Asa informują, że chodzi o Sevillę.
W ofensywie rządzi za to Bryan Gil, gracz wypożyczony właśnie z Sánchez-Pizjuán. Występuje na „dziesiątce” i obu skrzydłach. Zaczynał na lewej stronie, ale w ostatnim czasie przystosowuje się też do prawej. Podstawowe liczby (3 gole i 2 asysty) nie oddają jego skali talentu. Zanotował 12 dryblingów prowadzących do oddania strzału, więcej w Hiszpanii mają ich tylko Lionel Messi i Nabil Fekir. 20-latek jest porównywany do Neymara i nawet do Johana Cruyffa. Uważa to za „szaleństwo”, a jego zdaniem „pochlebstwa osłabiają”. Ze spokojną głową pokonuje kolejne szczeble kariery. Ostatnio dostał od Luisa Enrique pierwsze powołanie do dorosłej reprezentacji. Grał przez 25 minut z Grecją i 45 z Gruzją.
W ataku pomaga mu Kike García, który nazbierał już 8 bramek i 2 ostatnie podania. Trzeba docenić te statystyki, bo Eibar nigdy nie słynął z wielkich goleadorów. Niezłe dorobki strzeleckie Borjy Bastóna (18 trafień w 15/16) i Charlesa (14 w 18/19) były raczej wyjątkami od reguły. Na pozostałych ofensywnych piłkarzy raczej nie ma co liczyć. Pedro León to już melodia przeszłości, a Takashi Inui nigdy zawodnikiem z najwyższej półki nie był. Damian Kądzior natomiast nigdy nie spodobał się trenerowi i został wypożyczony do tureckiego Alanyasporu. Odpowiedzialność z przodu można więc opierać wyłącznie na dwóch osobach.
W drużynie Los Armeros kuriozalna jest kwestia rzutów karnych. W tym sezonie wykorzystali jedynie trzy z ośmiu podyktowanych. We wrześniu jako pierwszy spudłował Edu Expósito, który uderzając w stylu Antonina Panenki, przeniósł piłkę nad poprzeczką. W październiku trafił za to Esteban Burgos, stoper stawiający w strzałach na siłę ponad techniką. W listopadzie w meczu z Betisem otrzymali dwie „jedenastki”. Pierwszą wykorzystał ponownie środkowy obrońca, a drugą oddał napastnikowi, Sergiemu Enrichowi – znów pudło. 3 stycznia Edu Expósito ponownie przegrał rywalizację z bramkarzem, choć w tamtej sytuacji Bryan Gil strzelił gola po dobitce. Doszło do tego, że niecałe 3 tygodnie później w starciu z Atlético do futbolówki podszedł Dmitrović. Trafił, ale 6 marca przeciwko Cádizowi już mu się to nie udało. 8 dni później z punktu karnego pomylił się ponownie Burgos. Jeśli do utrzymania zabraknie im punktu lub dwóch, takie marnotrawstwo będzie bolało podwójnie.
Nastawienie Eibaru na dzisiejsze spotkanie powinno być bojowe. – Mamy przed sobą dziesięć finałów i jeśli nie będziemy silni psychicznie w każdym z nich, to utrudnimy sobie życie. Przed nami jeszcze długa droga, a liczy się tylko tabela końcowa – przekonuje Diop. – Wydaje się, że remis nigdy nie ma smaku. Zawsze chcę zwyciężać, ale jeśli podejmiesz więcej ryzyka niż to konieczne, to nie tylko nie wygrasz, ale na pewno przegrasz – tłumaczy z kolei Mendilibar. Tylko odpowiednie wyważenie pomiędzy sportową złością a chłodną kalkulacją może przynieść Rusznikarzom jakąś zdobycz w Madrycie. Zarząd podkreśla, że ufa szkoleniowcowi. Nie ulega jednak wątpliwości, że musi on jak najszybciej ugasić pożar. W przeciwnym razie klub może wylądować w Segunda División.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się