Są spore szanse na to, że latem Real Madryt sprowadzi jednego z dwóch najlepiej zapowiadających się młodych napastników w Europie: Mbappé lub Hålanda. W lipcu odbędą się wybory na prezesa i prawdopodobnie swoją kandydaturę przedstawi Vicente Boluda. Florentino doskonale wie, że aby zapewnić sobie reelekcję, musi dokonać wielkiego transferu, zwłaszcza jeśli sezon zakończy się bez żadnego tytułu. Od trzech lat jasne jest, jakiego zawodnika potrzebuje Real Madryt. Goleadora. Tym razem nie da się tego uniknąć.
Do tego momentu ekipa Zidane'a będzie radziła na tyle, na ile potrafi, dzięki bramkom Benzemy (już 17) i przede wszystkim dzięki wkładowi najlepszej aktualnie linii pomocy, czyli trio Casemiro–Kroos–Modrić. Dopóki wytrzymywać będą ich nogi i płuca, dopóty niezawodność, precyzja, wymiana piłki i rozegranie, które ci oferują w swojej najlepszej wersji, nie będą miały porównania w futbolu, w którym dominuje intensywność, jednak nigdy nie będzie ona porównywalna z klasą, którą daje ci Kroos czy rozwiązaniami, które oferuje talent Modricia. Jeśli do nich dochodzi dobra seria Benzemy pod bramką, to Real Madryt konkuruje, choć klarownie brakuje mu gola, ponieważ wkład Asensio i Viníciusa wciąż jest niewystarczający, by aspirować o najwyższe cele (o wkładzie Hazarda lepiej nie mówić). Jednak poziom, który wciąż utrzymuje ta czwórka, w połączeniu z takim goleadorem, jak Mbappé czy Håland z przodu, sprawiłby, że Real stałby się drużyną przerażającą, która śmiało mogłaby walczyć o Ligę Mistrzów. Dziś taką drużyną nie jest.
Póki co to wystarcza, by z łatwością rozprawić się i zdominować z przytłaczającą przewagą drużynę tak biedną, jak słabiutka, będąca bliżej strefy spadkowej niż europejskich pucharów Valencia. Pościg trwa.
Komentarze (117)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się