Mówiłem, że Realowi trudno będzie sięgnąć po szóste zwycięstwo z rzędu. Po pierwsze, ze względu na zespół przeciwnika, Granadę, który jest bardzo konkretny i wie, o co gra. To właśnie drużyny takie jak ta Diego Martíneza, poukładane i efektywne, zmuszają do największego wysiłku Los Blancos, którzy czują się najlepiej wtedy, gdy dostaną najwięcej miejsca. Dopóki Hazard nie wejdzie na właściwe tory i nie wniesie tej przebojowości w pojedynkach jeden na jednego, którą błyszczał w Chelsea, dopóty Real będzie polegał na superklasie Benzemy w rozwiązywaniu problemów lub wertykalności Viníciusa, która nie jest byle czym. Jednak oczywistym jest, że drużynie trudno znaleźć dziury w defensywie rywala.
Dodatkowo, jeśli Królewscy nie mogą liczyć na Modricia, który znakomicie zarządza zespołem, i mają za sobą maraton taki, jak w ostatnich tygodniach, to sprawa się komplikuje. Trzeba było zakasać rękawy i cierpieć. Cierpienie rozpoczęło się w 30 sekundzie od uprzejmości Varane'a, popełniającego ostatni sporo błędów, który podarował prezent Granadzie, która wyłączyła Ramosa z wyprowadzenia piłki i zmusiła do tego Francuza.
Do 55 minuty byliśmy świadkami taktycznego (lub nudnego) spotkania. Wtedy nadeszły dwie minuty, podczas których Asensio przypomniał nam o tym, jak świetnym piłkarzem mógłby ponownie być. Lekarze mówią, że z tak ciężkiej kontuzji albo się wychodzi, albo nie. Jeśli jednak chce się wrócić, to potrzebna jest praca, czas i cierpliwość. Real Madryt i zawodnik zdecydowali, że każdy ze swojej strony dołoży jak najwięcej i, patrząc na tę niesamowitą piętkę, po której piłka wylądowała na słupku, wydaje się, że decyzja ta była słuszna. Tą akcją i następną, w której popisał się świetną wrzutką do Casemiro, Marco odwrócił zamknięty mecz. O to właśnie chodzi w talencie, który potrafi dotrzeć tam, gdzie nie jest w stanie nawet dobrze zorganizowana Granada.
Komentarze (43)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się