Advertisement
Menu
/ elmundo.es

„Uratujemy to, prezesie”

Real Madryt powtarza się tak samo wygrywając Ligę Mistrzów, jak wychodząc z kryzysów, które zagrażają posadzie jego trenera. Jak w drodze do Stambułu w 2019 roku, w trakcie której piłkarze odnaleźli paliwo do obrony swojego szkoleniowca. W ciągu ostatnich 10 szalonych dni z szatnią na dnie, żołnierskimi słowami i niespodziewanym spotkaniem w Valdebebas ponownie doświadczyliśmy zmartwychwstania Realu Madryt.

Foto: „Uratujemy to, prezesie”
Fot. Getty Images

Po otarciu się o odpadnięcie w fazie grupowej, która była rozgrywana na ogromnym styku, drużyna ostatecznie wygrała grupę, czego nie dokonała od grudnia 2015 roku. Kilka dni wcześniej zwycięstwo w Sewilli napędziło zespół do walki z Borussią. W tym okresie dni była napięte, dochodziło do wielu spotkań, wychodziły niepochlebne dla trenera informacje, a wszystko stworzyło atmosferę odpowiedzialności, z którą Królewscy radzą sobie jak nikt inny. El Mundo opisało ostatni ciężki tydzień Zidane'a na ławce Realu Madryt.

WTOREK, 1 GRUDNIA
Szatnia na Stadionie Olimpijskim w Kijowie, 21:02 czasu lokalnego. Real Madryt na obiekcie, na którym wygrał swoją ostatnią Ligę Mistrzów, przegrał właśnie 0:2 w żenującym stylu z Szachtarem. Awans do 1/8 finału jest zagrożony. Piłkarze siedzą przed swoimi szafkami wyraźnie podłamani. Absolutna cisza. Wzrok wbity w podłogę lub nicość. Zidane praktycznie nic nie mówi. Wydobywa z siebie: „Dalej, chłopcy, vamos!”. I niewiele więcej.

Kolejne 1,5 godziny z dojazdem na lotnisko było pogrzebowe, a w tym czasie z dyrekcji Realu wydobywał się hałas typowy dla kryzysu sportowego, który praktycznie zawsze łączy się z podważaniem trenera. Niektórzy doradcy i najbliżsi przyjaciele Florentino Péreza prosili go o głowę Francuza, ale pojawiały się też głosy odwrotne. Telefon prezesa był rozgrzany od wiadomości. Między innymi El Mundo informowało o wewnętrznej debacie dotyczącej szkoleniowca. Piłkarze, jeszcze w autobusie na lotnisko, zaczęli czytać te same informacje, jakie widzieli rok temu przy okazji podróży do Turcji.

Szczęście Zidane'a zawisło na słabym włosku. Tak słabym jak wtedy gra zespołu, tak słabym jak jego forma fizyczna przy brakach w każdej formacji i tak słabych jak logika w wielu jego decyzjach. 22:30 w Kijowie: Real Madryt świętuje swojego pierwszego gola. Nie strzela go Benzema, a Lukaku dla Interu. Włosi prowadzą już w domu Borussii 3:1. W sali odlotów kolejny oddech: VAR anuluje gola Gladbach na 3:3. Zwycięstwo Włochów pozwala Królewskim zależeć od siebie w ostatniej kolejce fazy grupowej.

Pomimo pomocy ze strony Interu, wokół Królewskich cały czas rozbrzmiewają alarmy. Burza jest mniejsza, ale ekosystem wokół klubu wskazuje na ultimatum dla Zidane'a, którego przyszłość zależy od wyniku w Lidze Mistrzów. Wszyscy w klubie są zgodni: przyszłość szkoleniowca, który jako pierwszy w historii Realu Madryt odpadłby w fazie grupowej Ligi Mistrzów, wydaje się klarowna. Nawet jeśli ten szkoleniowiec nazywa się Zidane. Zwolnienie czy odejście za porozumieniem stron? To temat na później. Zresztą sytuacja w lidze też nie jest za dobra.

CZWARTEK, 3 GRUDNIA
Oficjalna sesja zdjęcia drużyny w Valdebebas. Zidane zostaje zaskoczony, gdy przed udaniem się na miejsce zbiórki niespodziewanie do jego drzwi puka prezes. Florentino Pérez chce porozmawiać, chociaż celem nadrzędnym jest spojrzenie trenerowi w oczy i przekonanie się, jakie jest jego nastawienie i stan ducha. Spotkanie trwa pół godziny. Tylko ta dwójka w biurze trenera. Prezes przełknął już pigułkę po porażce na Ukrainie i szaloną noc z różnymi myślami. Na miejscu na spokojnie okazuje pełne wsparcie trenerowi, zachęca go do walki o wyjście z dołka i potwierdza sam sobie to, o czym był przekonany: że Francuza, światową gwiazdę na boisku i także na ławce, presja nie tyka. Przeciwnie, cała sytuacja go motywuje. Przesłanie Zizou jest klarowne: „Uratujemy to, prezesie”. Rozmowa dotyczy wielu tematów, a pożegnanie jest bardzo miłe, zresztą jak zawsze przez te 20 lat od kiedy Florentino podsunął wtedy graczowi Juventusu serwetkę z pytaniem, czy ten nie chciałby zagrać w Realu Madryt.

Article photo

SOBOTA, 5 GRUDNIA
Estadio Sánchez-Pizjuán, 18:00, Real Madryt odnosi ważny ligowy triumf po rzadko spotykanej sytuacji Viníciusa. W drugiej połowie drużyna nakłada defensywny garnitur znany z okresu pod lockdownie. Po zejściu w szatni nie ma ani śladu po przygnębieniu z Kijowa. Piłkarze, chociaż bez przesady, ściskają się i gratulują wygranej, nie wiedząc jeszcze, że wieczorem dojdzie do tego porażka Barcelony, dodatkowo z Cádizem, który kilka tygodni wcześniej podbił Valdebebas.

ŚRODA, 9 GRUDNIA
Estadio Alfredo di Stéfano, 23:00, piłkarze Borussii świętują na murawie, chociaż przegrali 0:2 w wyraźnym stylu z najlepszym Realem w sezonie. Cieszą się swoim awansem. Królewscy w swojej szatni tymczasem tonują nastroje. Nawet piłka meczowa (tak ważna dla klubu, szatni i przede wszystkim trenera) nie sprawia, że wybuchają euforią. „Nie mamy czego świętować. Zrobiliśmy, co było trzeba zrobić”, stwierdzają kapitanowie. „Jesteśmy rodziną, pracujemy zawsze razem i jesteśmy tu, by wygrywać”, wysyła na murawie publiczne przesłanie Benzema. W sobotę kolejna stacja: derby z Atlético.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!