REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

wybitni piłkarze

Zinedine Zidane (2001 - 2006)

Kiedy latem 1972 roku parze mieszkających we Francji emigrantów z Algierii, Smailowi i Malice, rodził się syn, któremu na pierwsze imię dali „Piękno Wiary", nie przypuszczali zapewne, kim ich latorośl stanie się w przyszłości. Ale może jednak przypuszczali, skoro na drugie imię dla syna wybrali „Stający się większym".

Zinedine Yazid Zidane stał się Większym, większym od wszystkich współczesnych mu piłkarzy.

Przyszły najwybitniejszy futbolista przełomu tysiącleci dorastał w jednej z najbiedniejszych części Marsylii, dzielnicy Castellane, skupisku emigrantów z północnej Afryki. Nie było ono dzieciństwo łatwe – pieniędzy brakowało, a niebezpieczeństwo czyhało na każdym kroku. Z tego właśnie powodu Zinedine ćwiczył judo.

Mając osiem lat, trafił do klubu US Saint Henry, w barwach którego po raz pierwszy zetknął się z wielkim futbolem, podczas meczu Francja – Portugalia (jako… podawacz piłek). Następnym etapem kariery było Septemes Sports Olympiques, a potem już AS Cannes.

W 1992 roku poznał przyszłą żonę, hiszpańską tancerkę Veronique. Mimo początkowych obaw, kulturowe i religijne różnice (Zinedine jest muzułmaninem, Veronique – katoliczką) nie przeszkodziły tym dwojgu w stworzeniu zgodnej i szczęśliwej rodziny. Obecnie para ma czwórkę synów, Enzo, Lucę, Theo i Elyaza. Także w 1992 roku Cannes opuszcza pierwszą ligę, a Zidane za 3 miliony franków przechodzi do Girondins Bordeaux.

Dwa lata później fenomenalnie debiutuje w reprezentacji narodowej. 17 lipca 1994 roku w zremisowanym 2:2 meczu z Czechami wchodzi na boisko w 63 minucie przy stanie 0:2 i był autorem kontaktowego i wyrównującego gola.

W barwach Żyrondystów wiedzie mu się nienajgorzej (awans do finału Pucharu UEFA 1996, gdzie Girondins przegrywają z Bayernem), ale kiepsko jak na klasę samego Zidane`a. Tę zaś najwyżej cenią sobie działacze turyńskiego Juventusu i jeszcze w 1996 roku, za sumę 4 milionów dolarów, Zidane staje się piłkarzem Starej Damy, w barwach której wyrasta na prawdziwego rozgrywającego. Na rozgrzewkę prowadzi Juve do triumfu w meczach o Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny. Zwycięstwo w tym drugim meczu ma dla niego dodatkową, symboliczną wartość, gdyż pokonane wtedy River Plate trenuje wielki idol Zidane`a, Enzo Francescoli, po którym imię otrzymał pierworodny syn Zinedine`a.

W 1997 i 1998 roku Juve i Zizou triumfują w Serie A, a koledzy Francuza z drużyny żartują, iż ich taktyka to PAZ – Palla A Zidane (piłka do Zidane`a), gdyż w każdej ciężkiej sytuacji wystarcza podać do niego, a on już wie, co zrobić.

Geniusz Zizou sprawdza się w walkach o Scudetto, ale nie daje rady w finałowych meczach Ligi Mistrzów. W odniesieniu do meczu z 1997 roku, gdy Stara Dama przegrywa z Borussią, możemy mówić „niestety się nie sprawdził". W odniesieniu o finału z następnego sezonu mówić powinniśmy „na szczęście", gdyż w 1998 roku finałowym rywalem Juventusu jest Real Madryt. Królewscy wygrywają ten mecz 1:0 po trafieniu Mijatovicia. Mimo tego rok 1998 Zinedine z pewnością wspomina wspaniale. Na rozgrywanych tego roku we Francji Mistrzostwach Świata na początku wprawdzie dostaje czerwoną kartkę, a później prezentuje zaledwie część swej wielkiej klasy, ale w Wielkim Finale, zdobywając dwie piękne bramki, pewnie prowadzi Tricolores do Mistrzostwa Świata. Dzięki temu zostaje wybrany najlepszym piłkarzem według FIFA, a także dostaje prestiżową Złotą Piłkę przyznawaną przez magazyn France Football.

Od tej chwili gra w Juventusie jeszcze 3 lata bez klubowych sukcesów. Okres ten osładza mu reprezentacja, z którą na boiskach Belgii i Holandii zdobywa mistrzostwo Europy, wcześniej dając swej drużynie awans do finału, wykorzystując (kontrowersyjny) rzut karny w dogrywce półfinału z Portugalią. Oprócz tego sukcesu zespołowego Zizou zostaje po raz drugi wybrany najlepszym piłkarzem globu przez FIFA.

Przez cały 2001 rok musi podobno wysłuchiwać coraz częstszych narzekań tęskniącej za ojczyzną. żony Gdy latem owego roku do narzekań małżonki dołączają namowy Florentino Péreza, marzącego o ściągnięciu kolejnego cracka, Francuz ulega i za oszałamiającą do dziś sumę 66 milionów dolarów staje się piłkarzem Realu Madryt.

Pierwszy sezon w królewskich barwach daje mu to, czego nie dały lata gry w Juve – triumf w Lidze Mistrzów, okraszony pięknym golem w równie pięknym finałowym meczu przeciwko Bayerowi Leverkusen. Następne w kolekcji pojawiają się kolejne triumfy w Superpucharze Europy i Pucharze Interkontynentalnym. Dla odmiany, Mistrzostwa Świata 2002 były dla Francji katastrofą, bo tak chyba trzeba określić brak awansu z grupy.

Ostatnie lata w Madrycie są dla Zizou ciężkie. Z klubem – tylko triumf w Primera División 2003, z drużyną narodową nieudane występy na Euro 2004 i zakończenie reprezentacyjnej kariery. Daje się namówić na powrót, by pomóc Francji w walce o awans do Mistrzostw Świata a następnie o Puchar Świata. Na turniej do Niemiec Trójkolorowi oczywiście kwalifikują się, ale już między Renem a Odrą długo idzie im co najwyżej przeciętnie - do ostatnich chwil waży się ich awans do 1/8 finału. W tamtych dniach Zidane ma już za sobą piękną klubową karierę, którą zakończył jako wicemistrz Hiszpanii. W ostatnim meczu w barwach Los Merengues zdobył co prawda gola, ale Madryt przegrał z Sevillą 3:4 na własnym boisku.

Ostatnim w ogóle meczem Zidane`a był finał Mistrzostw Świata. Co sie wtedy działo, pamięta chyba każdy. Pasjonujący mecz z Włochami, piękny gol Zizou z rzutu karnego i czerwona kartka za uderzenie głową w pierś Marco Materazziego. Zidane`owi nie było dane dokończyć ostatniego spotkania w życiu.

Kawaler (Chevalier) Legii Honorowej ostatecznie odszedł na sportową emeryturę. Trochę szkoda, że zdrowie nie dopisało mu tak jak Maldiniemu czy Cafú i nie pozwoliło pograć na wysokim poziomie kilka lat dłużej, ale też dobrze, że nie chciał dorobić kilku dodatkowych milionów rozmienianiem sławy i umiejętności na drobne w tym rejonie świata, gdzie więcej jest ropy niż wody. Jakąkolwiek wybierze sobie przyszłość, zawsze, nawet jeśli zostanie trenerem i poprowadzi swoje drużyny do największych zaszczytów w futbolowym świecie, pamiętany będzie przede wszystkim jako wybitny piłkarz, gracz, który na dobrą sprawę miał w historii piłki nożnej swoją własną erę, erę być może ostatniego wybitnego rozgrywającego, będącego wzorem piłkarskiego wirtuoza na boisku i wzorem człowieka poza nim. Miał chwile słabości i nieopamiętania, skazy na pięknym sportowym wizerunku? Miał, a jakże, był bowiem człowiekiem, a nie bogiem. I tym piękniejsze jest to, co osiągnął. Jako zwykły człowiek, zwykły syn zwykłych emigrantów, dotarł na szczyty niedostępne dzieciom najmożniejszych tego świata.

Nasuwa się taka mała refleksja, że gdyby rodzice Zizou znali przyszłość syna już w chwili jego narodzin, być może na drugie imię daliby mu nie Yazid a ciut trafniejsze Akmal – Doskonały.

Autor: Airwolf

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama