• polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2016.12.03, godz. 09:45, Leszczu

Klasyk inny niż wszystkie

Fot. Getty Images

Dziś na Camp Nou odbędzie się mecz, który – przynajmniej przed pierwszym gwizdkiem sędziego – nie przypomina Klasyków z poprzednich sezonów. Od bardzo dawna Real Madryt nie miał tak komfortowej sytuacji w lidze. „Barça musi, Real może” – niejednokrotnie można było usłyszeć taką tezę, a jej wyjaśnienie jest banalnie proste. Ewentualna porażka i różnica aż dziewięciu oczek na tym etapie sezonu prawdopodobnie podetnie skrzydła graczom z Katalonii, Królewscy zaś stworzyli przewagę, dzięki której bez względu na rezultat na pewno na nic szans nie stracą.

Zinédine Zidane miał ostatnio wielkie kłopoty kadrowe, ale i tak poradził sobie z Atleti na wyjeździe. O tak wielkich stratach tym razem nie ma mowy. Pewnie gdybyśmy spytali kibiców Realu Madryt, którzy piłarze są najważniejsi w układance trenera, Toni Kroos czy Gareth Bale zajmowaliby miejsca w samej czołówce. Obu dzisiaj zabraknie. Wciąż nie wiadomo, czy Zizou uzna, że gotowy na 90 minut na Camp Nou jest Casemiro, który po kontuzji zagrał z Leonesą, jednak do formy, dzięki której rozkochał w sobie madridismo, wciąż sporo mu brakuje. Mimo wszystko nawet w przypadku innego zestawienia drugiej linii z Isco obok Kovačicia i Modricia można być spokojnym. Zarówno Alarcón, jak i Mateo ostatnio mogli nas do siebie przekonać, a Lukita w takich meczach po prostu nie zawodzi.

FC Barcelona tak dużych kłopotów kadrowych nie ma, ale jasno należy zaznaczyć, że pod względem sportowym zawodzą nawet zawodnicy uznawani przez lata za trzon zespołu. Trio MSN nie radzi sobie już tak dobrze jak w zeszłym sezonie, a do tego nie ma wsparcia pomocników. Sergio Busquets notuje prawdopodobnie najsłabszy start sezonu w karierze, a bez Andrésa Iniesty druga linia nie funkcjonuje płynnie. Hiszpan otrzymał jednak zielone światło od sztabu medycznego i może zagrać, choć Luis Enrique raczej nie postawi na niego od pierwszej minuty. Napastnicy zawodzą, ale jest wyjątek – Lionel Messi. Drużyna bez niego traci bardzo dużo i można się bronić, że ostatnio w Klasykach na Camp Nou nie błyszczy. Rzeczywistość jest jednak taka, że Argentyńczyk należy do tej grupy piłkarzy, których efektywności można bać się zawsze. Nawet jeśli przed chwilą miał gips na nodze.

Klasyk to zazwyczaj gwarancja bramek obu zespołów. Rok temu passa ta została przerwana przez drużynę prowadzoną przez Rafę Beníteza, która w Madrycie poległa z Barceloną aż 0:4. Miejsce rozgrywania tego meczu nie ma jednak ostatnio tak dużego znaczenia. Poprzednie dziesięć spotkań na Camp Nou lub Santiago Bernabéu (czyli nie licząc finału Pucharu Króla na Mestalli) to 4 zwycięstwa Barcelony, 2 remisy i 4 zwycięstwa Realu (bilans 2-1-2 na obu stadionach). Ostatnio na stadionie Barcelony graczom Realu Madryt nie plątały się nogi i to samo można powiedzieć o Katalończykach podczas meczów w stolicy.

Barcelona potrzebuje punktów w Klasyku jak nigdy. Bywały mecze, w których jedna lub druga drużyna musiała o czymś przesądzić, powiększyć przewagę na koniec sezonu. Real Madryt nie ma „spiętych pośladków”, jak zgrabnie ujął to Zizou na konferencji prasowej. Takiej sytuacji jak dziś nie było od wielu, wielu lat. Ostatni raz, gdy Real podchodził do starcia w Barcelonie z tak mocnej pozycji w tabeli, Cristiano Ronaldo uciszył swoich fanów na Camp Nou. Nie mamy nic przeciwko, by przedstawił nową wersję tej cieszynki, podczas której znów będzie wykrzykiwał „calma, que aquí estoy yo”.

Początek meczu o 16:15. Transmisję przeprowadzą Eleven w platformie Player.pl i STS TV.

Komentarze [5]


2016.12.03, godz. 08:30, El Jarek / MARCA

Messi i Cristiano w trybie przyszłości

Fot. Getty Images

Poniższą analizę dla dziennika MARCA wykonał Enrique Ortego.

Tylko gdy zakończą kariery czy wybiorą inny kierunek na ostatni etap gry, Barcelona, Real i hiszpański futbol będą mogli wycenić znaczenie Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo. Przeszłość i teraźniejszość tych graczy będzie rosła w przyszłości. Bez żadnej wątpliwości. Wtedy zostaną docenione ich wkłady i postawa indywidualna oraz całkowity wpływ na aspekt kolektywny.

Rzadko w historii widzieliśmy dwóch ludzi, którzy toczyli bezpośredni pojedynek na tak małym dystansie. Rywalizacja Kubali z Di Stéfano w latach 1953-1962 nie osiągnęła takiego wymiaru. Były to też inne czasy. Teraz 29-letni Messi i 31-letni Cristiano przeszli na tryb przyszłości. Są ciągle tacy sami, ale z innymi predyspozycjami technicznymi, fizycznymi i taktycznymi.

Leo jest obecnie w organizacji Barcelony tym, czym chce być. Nie ma określonej pozycji, gra na wszystkich. Nie byłoby przesadą stwierdzenie, że Enrique ustawia pozostałych 10 graczy, a go zostawia wolnego. Jeśli trzeba, Argentyńczyk dostaje minimalne rekomendacje taktyczne ze względu na rywala. Leo gra, gdzie chce, a koledzy nie tylko się dostosowują, ale też ciągle go szukają na murawie.

Od skrzydłowego do organizatora
Daleką przeszłością jest gra Leo na prawym skrzydle w pierwszych latach u Rijkaarda. Był też okres, gdy występował u Guardioli jako fałszywy napastnik. Hiszpan wymyślił mu to miejsce w starciu z Realem na Bernabéu. Teraz Messi może rozegrać akcję na prawej flance czy wbiec w strefę napastnika, gdy tylko wymaga tego mecz. Argentyńczyk jest jednak raczej „wszechpomocnikiem” albo inaczej mówiąc mieszanką organizatora, mediapunty i napastnika.

Nie ma dokładnego numeru, którym można go określić. Dobry jest ten z jego koszulki, czyli „10”. Messi z teraźniejszości i pewnie przyszłości będzie trochę takim Xavim, trochę Iniestą, szczególnie, gdy będzie brakować tego drugiego. Ma też jednak cechy Suáreza, bo kiedy wbiega w pole karne, kończy akcje tak samo, a nawet lepiej niż on. Widać także w nim wiele Neymara, gdy trzeba się uwolnić od rywala. Organizuje akcję, kiwa, rozgrywa na krótko i na długo, pozwala sobie na sprint za obronę rywala, a to wszystko przy ciągłym zdobywaniu bramek i asystowaniu. Strzela z pola karnego i dystansu. Jego wpływ na drużynę jest większy niż kiedykolwiek.

Cristiano podróżuje w odwrotnym kierunku. Jego łatwość w wykańczaniu akcji i jego obsesja na punkcie uderzania prowadzą go bezpowrotnie do bramki. Z upływem czasu jego rola zbliża się pola karnego, gdzie widać go coraz częściej. To powinna być jego strefa w kolejnych tygodniach, miesiącach i latach.

Na razie kontuzja Bale'a może sprawić, że wróci na lewą flankę, ale celem będzie coraz bliższa pozycja do pola karnego. Różnica jest taka, że będzie coraz bardziej odczuwać zbieganie ze skrzydła do ataku, jego wysiłki będą coraz krótsze, a znikająca świeżość będzie na usługach strzału.

Prawa, lewa, środek
Jak w przypadku Messiego, wydaje się, że czas Cristiano na skrzydle się kończy. Na flance najmocniej błyszczał w Sportingu. Wszyscy mówili o drugim Futre, Figo czy Simao. Jego najlepszymi cechami były zwody i szybkość. Strzelanie goli już nie za bardzo. Premier League i Ferguson powoli modyfikowali jego warunki fizyczne. Ronaldo grał na prawym skrzydle, ale coraz częściej uciekał do środka. Zmieniał swoje ciało na siłowni, a brytyjska piłka poprawiała jego cechy piłkarskie.

Zaczął walczyć ciałem, nie odbijał się od rywali, poprawiał skoczność. Jak miał tego nie robić?! Przez to wszystko zbliżał się od pola karnego i goli. W 2009 roku w Realu Madryt Pellegrini ustawił go na lewej stronie, by grał na zmienioną nogę. Tam pozostał wystawiany u kolejnych trenerów, to było dla niego idealne miejsce. Na długim odcinku pokonywał rywali szybkością. Mógł wykorzystywać to do wrzutek, ale wolał schodzić diagonalnie do środka, by wykorzystywać swoją prawą nogę do uderzeń. W ten sposób nadeszła większość z jego bramek w Hiszpanii. Do tego doszły rzuty wolne i karne.

Ze środka na zewnątrz
Teraz nawet tak perfekcyjne ciało jak to jego zbudowane z samych mięśni odczuwa zmęczenie. To logiczne. Inna jest też szybkość. Rozwaga nakazuje, by jego wysiłki były coraz krótszy. Nigdy nie straci za to nosa do bramek, więc jego idealna pozycja powinna znajdować się blisko pola karnego. Musi do tego mieć swobodę wbiegania i wybiegania z szesnastki, żeby uderzać z lewej czy prawej strony, żeby szukać życia na bokach i przestawać być odnośnikiem dla stoperów rywala. Końcem tych podróży ciągle pozostawać musi jednak punkt rzutu karnego.

Właśnie tam w polu karnym jego obie nogi i wyskok do zagrań głową powinny czynić cuda. Do tego trzeba jednak zmodyfikować ustawienie kolegów. Benzema musiałby wtedy występować z tyłu, co nie jest w sumie żadnym problemem. Wręcz przeciwnie, Francuz uwielbia poruszać się jako mediapunta. Z kolei Bale może startować z któregokolwiek skrzydła, co też nie jest żadnym kłopotem. Być może nadszedł moment, w którym trzeba zrestrukturyzować taktykę i zrobić w Realu to, co dzieje się w Barcelonie: by pozycja gwiazdy wpływała na resztę zespołu.

Komentarze [3]


2016.12.03, godz. 08:00, Leszczu / MARCA, AS

Przewidywane składy

Fot. Getty Images

Dziś Real Madryt po raz pierwszy w tym sezonie zagra z Barceloną. Zinédine Zidane wciąż nie może liczyć między innymi na Garetha Bale'a, Toniego Kroosa czy Álvaro Moratę. AS i MARCA są zgodne – trener postawi między innymi na Raphaëla Varane'a i Isco, a na ławce mecz rozpoczną między innymi Pepe i Casemiro.

Między słupkami tradycyjnie stanie Keylor Navas. W obronie dostępu do własnej bramki pomagać mu będą Dani Carvajal, Raphaël Varane, Sergio Ramos i Marcelo. W środku pola pewniakiem jest Luka Modrić, a obok niego ma zagrać Mateo Kovačić. Na bokach pomocy wystąpią Isco i Lucas Vázquez. Za grę ofensywnę odpowiedzialni będą przede wszystkim Cristiano Ronaldo i Karim Benzema.

MARCA i AS stawiają na identyczne jedenastki także w składzie Barcelony. W bramce niemal na pewno zagra Marc-André ter Stegen. Obok Gerarda Piqué w defensywie mają wystąpić Sergi Roberto, Javier Mascherano i Jordi Alba. W pomocy zagrają Sergi Busquets, Ivan Rakitić i Andrés Iniesta, w ataku zaś Luis Enrique postawi na Neymara, Lionela Messiego oraz Luis Suárez.

Przewidywane składy:

FC Barcelona: Ter Stegen; Sergi Roberto, Piqué, Mascherano, Alba; Rakitić, Busquets, Iniesta; Messi, Suárez, Neymar.

Real Madryt: Navas; Carvajal, Varane, Ramos, Marcelo; Lucas Vázquez, Modrić, Kovačić, Isco; Benzema, Ronaldo.

Komentarze [11]


2016.12.03, godz. 07:00, El Jarek / MARCA

Klasyki będą dwa

Fot. Getty Images

Poniższą analizę dla dziennika MARCA wykonał Marcos López.

Piłka. Akcja i reakcja. Zidane mógłby oprzeć swój plan na długich posiadaniach. Brak Bale'a sprawia, że Real nie może tylko bronić przez natychmiastowe szukanie przestrzeni do kontry. Barcelona nie jest szybka w powrotach – pięć goli straconych po kontrach w tej lidze – ale Królewskim zabraknie tego wyjątkowego sprintera, żeby perfekcyjnie korzystać z takich sytuacji. Zagrożenie przez obronę na swojej połowie to cel Zidane'a, ale planem na akcję może być naruszanie Katalończyków przez nacisk.

Z siły do słabości
Barcelona pożerała rywali. Jej siła polegała na tym, że odbierała im piłkę na ich połowie i od razu zmieniała chip na ten ofensywny. Blaugrana przestała być jednak wzorem, tracąc pozycję w takim rankingu. Schemat gry – obsesja polegająca na tym, by pomocnicy biegali tak dużo, by uwolnić od wysiłku trio MSN – sprawia, że Barcelona odbiera najmniej piłek w La Lidze. W starciu z Sociedadem zanotowała 10 odbiorów mniej, ale największe zmartwienie budzi to, jak trudno jest odzyskać jej futbolówkę na połowie przeciwnika. Długie akcje przeciwko Katalończykom naruszają ich strukturę zawsze wtedy, gdy są wykonywane przez odpowiednich zawodników potrafiących dobrze podawać, bo niewymuszony błąd na swojej połowie będzie niczym więcej jak piłką meczową dla Messiego i kolegów. Zidane, dodając pomocnika do środka pola, będzie musiał poprosić swoją ekipę, by grała na przewagi w odpowiednich sektorach bez utraty tradycyjnej skuteczności.

Wariant Mascherano
Argentyńczyk zagra w obronie, eksperci spierają się tylko czy jako lewy, prawy czy środkowy defensor. Jeśli El Jefe występuje na środku, zmieniają się automatyzmy. Busquets na środku nie wraca do obrony, a trójka, która zazwyczaj wyprowadza piłkę, tworzona jest ze stoperów i jednego bocznego defensora. Hiszpan pozostaje przed nimi. To bardziej rozwiązanie do ataku niż schemat z trzema stoperami, bo drużyna nie wytrzymałaby z balansem, który tworzyłby fałszywy skrzydłowy – Rafinha, Arda czy nawet Messi – próbujący kryć jedną z flanek za ostatnim obrońcą.

Pionek, który może złamać mecz
Najważniejsze będzie utrzymywanie kursu. Pozostawanie w zimnej wojnie i unikanie nerwowości, bo ta bitwa będzie długa i nudna. Szachista Carlsen obronił tytuł mistrza świata po zremisowaniu kolejnych siedmiu partii, co pokazało, że grał bez zarzutu. Redukował błędy i czekał na swoją chwilę. Zidane może i będzie czekać, ale będzie też szukać pojedynku z Busquetsem. Podobnie było w meczu z Borussią, gdzie James zajął się Weiglem. Tym razem rolę kryjącego może przejąć Isco w wariancie 4-2-3-1. Wtedy Królewscy staliby się mocniejsi w strefie, gdzie rządzi Barcelona. Cristiano zostałby na lewej flance. Jeśli Mascherano grałby na jego stronie, jego wysiłek w obronie byłby mniejszy. Benzema biegałby sam w ataku. Guardiola zrobił to samo wobec Busquetsa w Lidze Mistrzów, używając Davida Silvy.

Yin-Yang Iniesta
Zaskakuje jak kluczowym wydaje się być Andrés. Kiedy go nie było, zespół się zapadł, gdy nie miał za trudnego terminarza, a zawodnicy pozostawali zdrowi, przynajmniej ci najważniejsi z tria MSN. Ta trójka wpływa i karze rywala, chociaż zaskakuje, z jaką łatwością Sociedad wszedł w grę Barcelony na Anoecie. Iniesta przyda się Katalończykom, ale może też odczuć poziom wymagań, bo nie ma w nogach odpowiedniej liczby minut.

Jeśli wszystko pójdzie po myśli, godzina dla Iniesty, pół dla jego zmiennika. Gomes nie jest jego klonem, chociaż Enrique może postawić na niego przez warunki fizyczne i wzrost. Iniesta jest nisko w obu aspektach. Klasyki będą dwa. Jeden z Andrésem, drugi bez niego. Wyzwaniem dla Barcelony będzie wygranie ich obu.

Komentarze [2]


2016.12.03, godz. 03:55, El Jarek / elmundo.es

Cristiano zapłacił tylko 4% podatku od 150 milionów euro

Fot. Getty Images

Dzień Klasyku, kolejne informacje o podatkowych rozwiązaniach Cristiano Ronaldo. Tym razem chodzi o wielkie oszustwo, o fikcyjne spółki, raje podatkowe, rozwiązania wykute przez najlepszych prawników. Football Leaks dało dostęp do takich dokumentów 12 europejskim gazetom. Te w dzień meczu z Barceloną publikują informacje, że Ronaldo ukrył i nie zapłacił odpowiednio podatku nawet od 150 milionów euro.

Na początku 2009 roku, przed przejściem do Realu Madryt, Ronaldo miał rozdzielić prawa do swojego wizerunku kilku firmom na Wyspach Dziewiczych, karaibskim raju podatkowych. Były to tradycyjne spółki fasadowe bez pracowników i aktywności. Przez sześć pierwszy lat firma Tollin Associates, w której jedyną realną rzeczą był adres, zebrała 74,8 miliona euro z tytułu dochodów reklamowych. W 2015 roku inne dwie karaibskie firmy z tym samym adresem, Adifore Finance i Arnel Services, kupiły prawa do wizerunku zawodnika za kolejne 75 milionów euro. Operację zrealizowano za pomocą Mint Capital, która powiązana jest z Peterem Limem. Cała kwota została na koniec zaksięgowana na szwajcarskim koncie zawodnika. Podsumowując ten akapit, Ronaldo zebrał 150 milionów euro z tego tytułu i dzięki specjalnym zabieg zapłacił w Hiszpanii tylko 5,6 miliona euro podatku, mniej niż 4% całej kwoty. Do tego zrobił to za jednym razem w 2014 roku, kiedy kończyły się jego przywileje podatkowe z tytułu Prawa Beckhama. To oraz seria inspekcji wobec klientów Jorge Mendesa sprawiły, że zmieniono strategię.


Obrazek tłumaczy cały proceder:
1) W 2009 roku Ronaldo przekazuje swoje prawa do wizerunku Tollinowi.
2) Tollin transferuje te prawa firmom MIM (firma z Irlandii) i Polaris (firma siostrzeńca Jorge Mendesa).
3) MIM i Polaris podpisują porozumienia z wielkimi markami jak Nike, Samsun i TAG Heuer.
4) Marki płacą MIM i Polarisowi.
5) MIM i Polaris większość środków przekazują Tollinowi. Tam pozostają przechowywane.
6) Pod koniec 2014 roku Ronaldo zgodnie z umową miał otrzymać wypłatę środków od Tollinu. (do tego na dole: Pod koniec 2014 roku Ronaldo sprzedał swoje prawa do wizerunku na okres 2015-2020 dwóm firmom offshore'owym na Wyspach Dziewiczych. W zamian otrzymał 75 milionów euro. Miał nie zapłacić podatku od 63,5 miliona euro).

Przez oświadczenie podatkowe w 2014 roku Portugalczyk odkrył przed fiskusem część swojej struktury na Wyspach Dziewiczych. Na światło dzienne wyszły metody Jorge Mendesa: pieniądze z kontraktów przechodziły przez Irlandię, którą można nazwać rajem podatkowym Europy, następnie wypłacono je na Wyspy Dziewicze, a wszystko kończyło na koncie w Szwajcarii. Przez to 3 grudnia 2015 roku wszczęto śledztwo wobec gwiazdy Realu Madryt. Po postępowaniach wobec dziesiątek zawodników otwarto kolejne wobec Ronaldo za nieprawidłowe odprowadzanie podatku od osób fizycznych nie będących rezydentami w latach 2011-2013. W centrum zainteresowania prawa do jego wizerunku i największego zagrożenie dla atakującego, czyli pozostawienie środków do samego końca w raju podatkowym.

Struktura Portugalczyka ma swoją datę otwarcia: 20 grudnia 2008 roku. Tego dnia sformalizowano przekazanie praw do wizerunku firmie Tollin Associates. Sześć miesięcy później fani witali zawodnika na Santiago Bernabéu. Od 1 stycznia 2009 roku do 31 grudnia 2014 roku Tollin miał być depozytariuszem środków za prawa do jego wizerunku. Piłkarz widniał w papierach jako odbiorca wszystkich środków poza 20 tysiącami euro rocznie opłaty stałej i nieprzewidywanymi dodatkami wydatkami. Kilka dni później Tollin wytransferował 100% pozyskanych praw dwóm firmom z Dublina, MIM i Polaris Sports. Na obie narzucono daniny w wysokości od 24% do 26,5%, które miały być prowizjami dla agentów i pośredników. Dzięki tej strukturze Mendes nagiął rozwiązania podatkowe na korzyść swoją i zawodnika. Z jednej strony wykorzystał wysokość podatku od firm w Irlandii (12,5%), z drugiej Wyspy Dziewicze pozwalały ukrywać prawdziwe przychody zawodnika.

Co więcej, agent w przypadku Ronaldo wykorzystał maksymalnie Prawo Beckhama, które wprowadzono w 2005 roku i które do 2015 roku pozwalało płacić sportowcom nierezydentom 24,75% podatku od dochodów zamiast 48%. Dzięki tej legislacji z części z 74,8 miliona euro zarobionych z tego tytułu w latach 2009-2014 Ronaldo odprowadzał tylko 20% podatku. Za resztę nie płacił w ogóle, bo uznawano je za dochody zagraniczne. Football Leaks pokazało, że wszystkie podatki opłacono w 2014 roku. W grudniu tego roku zamknięto ten proceder, ale Jorge Mendes wypracował już nową strukturę offshore'ową.

Zmiana w 2014 roku
Bez czekania na zakończenie roku i wygaśnięcie prawa Beckhama Mendes przeorganizował struktury swoich klientów. Prawa do wizerunku Ronaldo, które do 2014 roku posiadał Tollin, zostały sprzedane w jednym bloku na kolejne sześć sezonów. Wszystkie rozdzielono pomiędzy firmy z Wysp Dziewiczych. 80% z nich zarządzał na koniec Adifore. Pozostałe 20% powiązane ściśle z Hiszpanią wytransferowano do Arnela. Dzięki różnym zapisom i transferom Mendes sprawił, że płacono jedynie od 10% do 15% podatku i to tylko z niektórych kontraktów. 20 grudnia 2014 roku Ronaldo wystawił faktury wspomnianym dwóm firmom, za którymi stoi Peter Lim. Adifore musiało zapłacić 63,7 miliona euro, Arnel 11,2 miliona euro. W sumie 75 milionów euro za sześć lat, od 2015 do 2020 roku.


Obrazek: dochody reklamowe Cristiano w latach 2009-2014.

Prawa wyceniono więc na podobną kwotę do tej uzyskanej w latach poprzednich. Kiedy wytransferowano je na Karaiby, fiskus w Hiszpanii stracił je z radaru. 75 milionów euro wypłacone Portugalczykowi ostatecznie znalazło się na koncie numer 413416 w Genewie w Szwajcarii w banku Mirabaud. Zrobiono to właśnie w momencie, gdy Portugalczyk kończył płacić niższy 24,75% podatek. Co więcej, dotyczył on tylko 15% dochodu uzyskanego w Hiszpanii.

Kluczowe jest tutaj oświadczenie Cristiano w 2014 roku. Była to ostatnia szansa Cristiano, żeby wykorzystać swój status nierezydenta. Fiskus zaczął też naciskać na Mendesa. Trzeba było zmienić wszystkie struktury. W oświadczeniu z 30 czerwca 2015 roku Cristiano zgłosił do opodatkowania 11,5 miliona euro, które dotyczyły 20% przychodów uzyskanych w Hiszpanii w latach 2009-2014. Jednocześnie zarejestrował nową strukturę związaną z Arnelem. Opodatkował 11,2 miliona euro, czyli część z 75 milionów euro, jakie zapłacono mu za prawa do 2015-2020. Podsumowując, za 2014 roku Cristiano zgłosił do opodatkowania 22,7 miliona euro ze 150 zarobionych milionów za okres 12 lat. Ostatecznie fiskusowi wpłacił 5,6 miliona euro. Zapłacił więc w sumie za lata 2009-2020 4% podatku. Wszystko dzięki podwójnej strategii: wolnej interpretacji kontraktów i korzystaniu z Prawa Beckhama.

Śledztwo fiskusa
Na razie fiskus koncentruje się tylko na latach 2011, 2012 i 2013. El Mundo dowiedziała się, że możliwe jest stwierdzenie wielu nieprawidłowości tylko w tym okresie. Prawnik Rafael Villena twierdzi, że Ronaldo powinien od 2009 roku corocznie odprowadzać podatek od przychodów Tollina. Do tego nie powinien być w stanie wpisać do oświadczenia za 2014 rok zysków z lat 2015-2020. Sędzia Peter Duvinage dodaje, że jeśli faktycznie wszystko działo się w rajach podatkowych, jest to bardzo martwiące.

Teraz problemem dla Ronaldo robi się to, co zrobi fiskus. Czy zajmie się tylko tym, że zapłacono mniejszy podatek i zostanie nałożona grzywna? Czy zajmie się też strukturami na Wyspach Dziewiczych i wniesie do prokuratury o ukaranie Portugalczyka? Prawnicy w Hiszpanii twierdzą, że na razie udaje im się zrzucać odpowiedzialność zawodników z firm w rajach podatkowych. Problemem może być jednak to, kto faktycznie jest ich właścicielem i czy da się to udowodnić. Fiskus nie skomentował El Mundo wyników śledztwa, chociaż dziennik zarzucił organom podatkowym, że nie odkryły całego procederu do końca. Prawnik Julio Senn, który pracuje dla fiskusa, powiedział tylko, że śledztwo nie jest zamknięte.

Gestifute znało te oskarżenia i już wczoraj opublikowało na ten temat oświadczenie.

Te informacje otrzymało 12 mediów z Europy, a wszystko od Football Leaks dostał Der Spiegel. Nad śledztwem pracowało ponad 60 dziennikarzy. Hiszpanie dodają, że byli ofiarami nacisków i szantaży. El Mundo twierdzi, że cała wina leży po stronie Cristiano i jego ludzi, a Real pozostaje całkowicie czysty. W następnych dniach mają pojawiać się kolejne informacje w tej sprawie. Dzisiaj na stronie gazety są inne dwie wiadomości dotyczące podatków: Mourinho ukrywał pieniędzy w Nowej Zelandii za pomocą swojej żony, a Özil nie odprowadził podatków za dwa z trzech swoich sezonów w Realu Madryt.

Komentarze [26]

 

- Archiwum -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama