REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2016.02.27, godz. 22:54, Paczi / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Bernabéu znów upokorzone w derbach

Fot. RealMadryt.pl

Wtorkowe popołudnie było w Madrycie naprawdę ciepłe. Przechadzałem się po parku Quinta de los Molinos – doskonałe miejsce na odpoczynek, bardzo ładne i jednocześnie nie tak popularne jak Retiro czy Casa del Campo. Moją uwagę przykuła para starszych Hiszpanów siedząca na ławce. Ubrani elegancko – pani w jasnej spódnicy, a pan w grafitowej, wieloletniej już marynarce. Ale mój wzrok w jego ubiorze przykuwa co innego – biało-czerwony krawat z małymi herbami Atlético Madryt. Starszy pan miał go już pod szyją zapewne wiele razy – być może na meczach, być może w młodości na spotkaniach z kobietą, która siedzi teraz obok niego. Stał się częścią jego codziennego stroju, tak jak Atlético stało się częścią jego życia. Być może tak ubrany pojawi się w sobotę na Santiago Bernabéu.

Atmosferę derbów Madrytu na kilka dni przed meczem było czuć jedynie w telewizji. Stacja, która w Hiszpanii będzie transmitować to spotkanie, co dzień wypuszcza spoty reklamujące mecz. Kibiców na ulicach jeszcze nie widać, na razie siedzą przed odbiornikami albo szykują się na wylot do Madrytu. W poniedziałek centrum opanowali koszykarze Realu Madryt, którzy razem z kibicami na Puerta del Sol cieszyli się z trzeciego z rzędu Pucharu Króla. We wtorek, kilkadziesiąt metrów dalej, na placu Callao tłumy zgromadziło spotkanie wokół popularnego serialu o zombie. Ludzie szaleli, robili zdjęcia z aktorami, a ja tylko próbowałem przedostać się przez to piekło, w które trafiłem przez przypadek. Na ulicach Madrytu nie widać zbliżających się derbów. Jedynie naklejki na oficjalnych sklepach Królewskich w centrum zachęcają do loterii – po zakupie można było wziąć udział w losowaniu, którego nagrodą była podwójna wejściówka VIP na sobotni mecz. Zachęcające, bo biletów na Bernabéu nie ma już od kilku dni.

Derby Madrytu zawsze budziły u madrileños duże emocje. Szczególnie ostatnio, gdy pod wodzą Simeone Atlético wreszcie potrafiło postawić się bogatszemu wrogowi. Ale teraz wszystko trochę przycichło. Od piątego stycznia atmosfera wokół Realu Madryt była naprawdę gorąca. Kibice i dziennikarze byli zapatrzeni w Zidane’a. Jego postać otoczono ogromnym kultem. Francuz był uwielbiany, wywyższany przez media. Od momentu objęcia Realu do meczu z Atlético było jeszcze mnóstwo czasu. Królewscy mieli do derbów podchodzić nie tyle walcząc o ligę, co będąc już na pozycji lidera. Nastrojów nie ostudziły słabe mecze z Betisem i Granadą. W Madrycie nikt nie dostrzegał, że w grze zespołu Zidane’a nie ma żadnych zmian w porównaniu z drużyną prowadzoną przez Beníteza. Zauroczenie trwało aż do remisu z Málagą. Dziewięć punktów straty do Barcelony sprawia, że derby Madrytu nie będą miały takiego prestiżu, jaki mieć powinny. Kogo właściwie będzie obchodził ich wynik, skoro liga i tak już jest przegrana dla obu zespołów? Potrafi to przyznać Filipe Luís, ale piłkarze Realu idą w zaparte, co chyba jeszcze bardziej złości kibiców.

Na piątkowym treningu nie ma Marcelo, Zidane woli nie ryzykować i nie wystawi go w sobotę. Przekonuje, że cały czas wierzą w mistrzostwo, ale derby będą tylko kolejnym meczem. Normalne spotkanie o 3 punkty, jak co tydzień. Z jego twarzy nie znika uśmiech, chociaż sytuacja w lidze jest już naprawdę trudna. Sala konferencyjna nie jest pełna, tak jak przed meczem z Barceloną. Wszystko wskazuje na to, że sobotni mecz rzeczywiście będzie jedynie zwykłym spotkaniem.

Być może dla Zidane’a i piłkarzy to rzeczywiście tylko mecz o punkty. Ale nie dla kibiców. Oni już wiedzą, że w maju na Cibeles udadzą się co najwyżej na pocztę albo zatrzymają się na placu na chwilę w drodze do Retiro. Dla nich liczy się tylko honor. Na ich stadion przyjeżdża zespół, który niegdyś nie potrafił tu wygrać kilkanaście lat. Ale te czasy to już przeszłość. Atlético zabrało Królewskim jedną ligę, Puchar Króla i omal nie pozbawiło ich marzeń o La Décimie. W zeszłym sezonie ograło Real 4:0, a dwa ostatnie ligowe pojedynki na Santiago Bernabéu kończyło jako zwycięzca. Co prawda Realowi udało się przejść odwiecznego rywala w ćwierćfinale ubiegłorocznej Ligi Mistrzów, ale ten stadion nie zniósłby już kolejnej porażki, kolejnego upokorzenia. Oglądanie przegranych czy remisów w telewizji to co innego. W domu można w każdej chwili wyłączyć telewizor. Na Bernabéu mecz trwa dłużej. Tu po ostatnim gwizdku słabego meczu wracasz do domu z tysiącami równie smutnych jak ty kibiców. Tu denerwują cię jeszcze weseli kibice rywali. W sobotę nie było mowy o upokorzeniu, kibice żądali zwycięstwa.

Fot. RealMadryt.pl

Białe chusteczki kibiców dla Królewskich. Nie tak to miało wyglądać.

Nadzieje związane z tym meczem było widać na stadionie. Piekielnie wygwizdana cała drużyna Atléti, na czele ze znienawidzonym tu Simeone. Gwizdy i okrzyki niezadowolenia wzbudzał przez cały mecz równie znienawidzony Clos Gómez. Na dodatek fani wiedzieli, że Atlético też jest bez formy, oczekiwali jedynie świetnej gry i zwycięstwa swojego zespołu. Ale piłkarze im tego nie dawali. Pierwsza połowa była nudna, Bernabéu częściej podnosiło się po decyzjach arbitra niż po akcjach Królewskich. Doszło nawet do tego, że kibice musieli wziąć sprawy w swoje ręce (nogi) i… sami strzelić gola. W przerwie meczu, w konkursie rzutów karnych wzięło udział pięciu fanów. Bronił bramkarz Juvenilu C, Adrián Fernández.

Z czasem piłkarze coraz bardziej irytowali kibiców. Bernabéu nie mogło już patrzeć na ociężałego Jamesa, który nie był w stanie nawet zerwać się do sprintu (porównajcie sobie jego sytuację z drugiej połowy po odbiorze Mayorala z bramką Bale’a w finale Pucharu Króla z Barceloną). Za chwilę całkowicie trybuny uciszył Griezmann. Po chwili gwizdami żegnano schodzącego do szatni Kolumbijczyka. Fani nie mogli już wytrzymać i cały stadion znalazł winowajcę – Florentino, dimisión! pojawiło się po raz pierwszy za kadencji Zidane’a. Oglądając podania do przeciwnika, takie jak to Isco, mieli nawet prawo czuć się przez piłkarzy zdradzeni. Królewscy na siłę starali się udowodnić Simeone, że liga wcale nie jest pod nich ustawiona. Ostatecznie po końcowym gwizdku fani żegnali piłkarzy Blancos białymi chusteczkami, a prezes był przez trybuny pięć razy proszony o dymisję.

Fot. RealMadryt.pl

Simeone nie ukrywał zadowolenia z gry swoich zawodników.

Fot. RealMadryt.pl

Słowa Cristiano zadziwiły dziennikarzy i kibiców.

Na pomeczowej konferencji Simeone jest szczęśliwy. Mówi, że takiego właśnie meczu się spodziewał. Ma sposób na Real Madryt i dzisiaj to pokazał. Znowu zatrzymał Królewskich i pokazał, że od kilku lat Madryt jest biało-czerwony. Z krótką przerwą na Ligę Mistrzów. Zidane nie ukrywał, że liga jest już skończona. Ale Realowi zostało jeszcze wiele spotkań do rozegrania i chce, żeby zespół robił swoje. Pomimo porażki w derbach nadal sprawiał wrażenie rozluźnionego. W strefie mieszanej zobaczyłem, że piłkarze Atlético są grupką świetnych kumpli. Griezmann stroił sobie żarty z udzielającego wywiadów Godína. Saúl żartuje, że między dziennikarzami nabiega się więcej niż podczas meczu. Jasne, łatwiej być drużyną po zwycięskim spotkaniu. Ale takie obrazki bolą, szczególnie wtedy, gdy za chwilę wychodzi Cristiano i mówi, że gdyby wszyscy byli na jego poziomie, to Real może byłby liderem. Sprostował później, że chodziło mu o poziom fizyczny, jednak co powiedział, to powiedział. Piłkarze Atlético i Barcelony sprawiają wrażenie dobrej grupy znajomych, którzy świetnie grają w futbol. W sobotę widziałem zawodników Realu Madryt, którzy nie rozumieli się na boisku ani poza nim.

Fot. RealMadryt.pl

Nie trzeba było długo czekać na wlepki w metrze.

Pod stadionem nawet półtorej godziny po meczu, nawet w metrze słychać było okrzyki Florentino, dimisión!. Inna napotkana grupka kibiców głośno wyrażała swoją tęsknotę za Mourinho. Zidane na pomeczowej konferencji mówił, że nie wiadomo, jacy zawodnicy przyjdą latem do klubu. Że nie wiadomo, czy trener nadal pozostanie ten sam. Tak właściwie w Realu Madryt coraz mniej wiadomo. Dla mnie jedyną pewną rzeczą jest to, że jutro starszy pan, którego spotkałem w parku, po raz kolejny z dumą ubierze swój krawat.



REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem RealMadrid.pl w Madrycie!

Komentarze

2016.02.28, godz. 14:53, tOmEk3
Tekst jak zwykle bardzo dobrze się czyta, a ta klamra (anegdota z krawatem) to naprawdę.. szacunek :)
Cóż, prawda jest taka, że mamy świetny skład, ale nie mamy drużyny. Cristiano swoimi słowami, tylko dał temu najlepszy wyraz. Nie wymagam od nich, aby się kochali, bo ludzie z jednymi się dogadują świetnie, z innymi mniej. Potrzebna będzie jednak przebudowa zespołu. Pozostać powinni tylko tacy, dla których najważniejszy jest Real Madryt, a nie kasa, popularność i indywidualne trofea. Fajnie byłoby oprzeć projekt na Bale'u, ale jak, skoro więcej czasu spędza na rehabilitacjach niż na boisku...
2016.02.28, godz. 13:20, franka1968
Cały problem w Realu to CR7. Jak długo jeszcze będzie w Realu tak długo nic nie wygramy. To jest typ czlowieka co musi dominować a nie wszystkim w szatni to się podoba.Ta sytuacja trwa od czasów MU i nic tego nie zmieni.
2016.02.28, godz. 09:10, RM2002
Powiem tak wczorajszy mecz to byla jedna wielka kpina i brak szacunku dla kibicow. Ja rozumiem ze mozna byc bez formy ale zeby kur.. nawet nie biegac nie walczyc. Nie mam pretensji do nich o wynik mam pretensje o ich gre. W dwuch najwazniejszych meczach dla kibicow i to naa wlasnym stadionie oni zakpili sobie z kibicow bo im sie biegac nie chcialo. Ten zespół nadaje sie doo wymiany nie trrener i byc moze nie prezes jak zrozumie ze to trener ma pełną kontrolę nad zespolem i dopiera soobie zawodnikow( ale w tym wypadku juz jest chyba za pozno bo gdyby mial zrozumiec zrobilby to dawno) z tego meczu jedna rzecz mnie cieszy a mianowicie gra Mayorala ktory bylo widac ze chce i sie stara zrobil wiecej niz. Benzemma ronaldo i james razem wziecie a james to wielkie nieporozumienie uwielbiam go ale co sie z chlopakiem stalo tego nie wiem.
Moj wniosek jest jeden nie wiem czy dobry ale wydaje mi sie ze forzej by nie bylo. Posprzedawac zlepek gwiazd ktore nic nie wnosza mowie tu o ronalbo bejlu kroosie nawet ramossiie jamesa bym zostawiil bo mam nadzieje ze sie obudzi i zastapic nimi nie gwiazdami typu hazardy( chociaz on chcialbym zeby przyszedl ) pogby czy inne a moze by tak dac wiekssza szanse i zaufac chlopaka ze szkolki. Popatrzmy ze nikt o takim pedro, busqetsie, nawet nie sllyszal do póki nie dostali szansy i co najwazniejsze zaufania. U nas jest za wielkie cisnienie na wszystko dajmy czas zidanowi niech pracuje tak jak on chce, jezeli oni goo zwolnia po sezonie to jiz calkiem strace wiare w ten klub bo co on kest winien przejal zespol w polowie sezony calkiem rozsypany. Dajmy mu czas i zaufanie a moze wtedy wkoncu bedzie u nas liczy sie wynik sporotowy a nie finansowy. I na. Koniec powiem tak. Juz to kiedys mowilem i powtarzac bede Real moj ukochany klub nie jest teraz klubem pilkarskim to jest tylko maszyna no zarabiania pieniedzy niestety
2016.02.28, godz. 00:23, Arturo
o jakim Wy kryzysie piszecie..? przegraliśmy 0-1 po wyrównanym meczu. A tu płacz i lament że wielki kryzys tak jakbyśmy zajmowali 10 pozycję w tabeli. Barça jest obecnie poza zasięgiem.Atlético ma na Nas patent i takie życie. Dajmy czas Zizu, niech pracuje, dokonają kilku transferów, kilku sprzedadzą i przyjdzie nowy sezon, nowa nadzieja :). Na ligę szans już nie było, niech Zizu ogrywa młodych, próbuje nowych rozwiązań taktycznych a skupmy się na LM, bo przy odrobinie szczęścia możemy ją wygrać. 9 czy 12 pkt straty do lidera nie ma znaczenia. Głowa do góry i wszystkie siły na LM. :) nie dramatyzujmy. Myśleć pozytywnie.;)
2016.02.28, godz. 00:02, mow mi Benitez
Avadis
Nie zgadzam sie z tobą, wlasnie potrzeba nam nowych gwiazd w zastepstwie tych, ktore mamy. Trzeba sie pozbyc Ronaldo oraz paru innych pilkarzy i zbudowac druzyne wokol wlasnie nowych, ale glodnych sukcesu, ktorzy jeszcze maja motywacje by cos w futbolu osiagnac a nie liczyc jedynie hajs. Inaczej sie nie da powrocic do wielkosci. Musi byc kilka nowych gwiazd a obok nich pilkarze waleczni, ktore na te cracki bedą pracowac i wykonywac czarna robote. Samymi wychowankami silnej druzyny nie zbudujemy bo potrzeba genialnego pokolenia, ktore zdarza sie raz na kilkadziesiat lat jak to w Barcelonie. Zresztą wszystko to co napisalem opisuje to co ma miejsce w Katalonii- maja swoje gwiazdy a obok nich pilkarzy pokroju Rackitica czy Mascherano. Wszystko jednak budowane wedlug jakiegos pomyslunku a nie transfery nastawione jedynie na sprzedaz koszulek.
2016.02.27, godz. 23:51, matioos92
Kwesita drużyny jest tutaj najwazniejsza to już wiadomo nie od dziś,
W tym klubie brakuje stabilizacji trzeba dać komuś czas wtedy ludzie mogą nabrać pewności, tymczasem gdy w życiu nie ma stabilizacji to nie ma równowagi i ciężko będzie ją osiągnąć po raz kolejny wymieniając kadrę. Boli mnie że Cristiano obwinia poziom poszczególnych graczy a Real przegrał z .... Kolektywem Atlético. 3mam kciuki za Zizou noże on będzie miał czas żeby uporządkować grę piłkarzy jak kiedyś na boisku.
2016.02.27, godz. 23:34, Avadis
Real przypomina Warszawę po II wojnie światowej - kompletna ruina czegoś, co kiedyś było stolicą (w przypadku Realu - stolicą futbolu, w przypadku Warszawy - stolicą Polski, oczywiście). Kibicuję temu klubowi od 7 lat, czyli od początku dominacji katalońskiej, i moim zdaniem w tym czasie nie przeżywaliśmy tak złych momentów, jakie przeżywamy teraz. 6:2 czy 5:0 z Barçą? Jasne, to również były tragiczne chwile, po których wszyscy rwali sobie włosy z głowy. Ale wtedy przynajmniej mieliśmy nadzieję, że będzie lepiej.

A teraz? Wielki Kryzys Realu trwa już rok i nic nie zapowiada jego zakończenia. Nikt się nie spodziewał, że potrwa tak długo, zwłaszcza że wcześniej Mały Kryzys Barcelony trwał jakieś 1,5-2 miesiące, a ostatecznie Katalonia i tak wygrała prawie wszystko. U nas niestety jest dużo, dużo gorzej, bo końca cały czas nie widać. A jeżeli ban transferowy nie zostanie zawieszony... no cóż, możemy się chyba wtedy spodziewać, że Real szybko się nie podniesie.

Pewnie, prędzej czy później natrafimy na jakiś Espanyol, którym złoimy skórę. Ale co z tego, skoro później nie potrafimy wywalczyć chociaż jednego zwycięstwa z czołówką? Gdzieś w internecie natrafiłem na taką opinię, która chyba dosyć dobrze obrazuje sytuację: Real jest obecnie jak łobuz na podwórku - słabszych leje bez litości, ale jak spotka kogoś równego albo silniejszego od siebie... cóż, szkoda gadać.

Powiedzmy sobie szczerze: nie istnieje proste i (w miarę) bezbolesne rozwiązanie kłopotu "Real chce zacząć wygrywać". Nie wystarczy wywalić Péreza / Zidane'a / Ronaldo / Kroosa / Jamesa / Bale'a / Benzemę / dr-a Olmo i kupić Pogbę / Hazarda / Verrattiego / Reusa / Dybalę, by nagle wszystko zaczęło działać jak należy. Niestety, ale Real upadł już zbyt nisko, by jeden transfer w tą czy w tamtą stronę zbawił drużynę. Jeżeli jeszcze w jakiś sposób Królewscy chcą wrócić na szczyt, trzeba definitywnie zamknąć projekt "Galácticos" i zacząć od nowa, ucząc się oczywiście na własnych błędach i tym razem NAJPIERW stworzyć styl i dobrać do niego trenera, a dopiero potem skonstruować do tego drużynę. Oczywiście nie będzie to łatwe i nie jest pewne, że się uda, ale niestety innej drogi nie ma.

Chciałbym bardzo, by nasz zarząd to zrozumiał. Gdyby Pérez zmądrzał i wcisnął przycisk "reset", jego odejście wcale nie byłoby konieczne (choć oczywiście musiałby przyjąć do wiadomości, że to trener w głównej mierze prosi o uzupełnienia kadry). Florentino jako prezes jest naprawdę dobry i pod względem ekonomicznym wypracował świetną sytuację, ale nie jest idealny i musi do niego dotrzeć, że musi trochę zmienić swoje postępowanie.
Ale niestety wątpię, by do tego doszło. Real zapewne jakoś doczłapie do końca sezonu (w najgorszym przypadku, jeżeli ban nie zostanie uchylony, do końca przyszłego sezonu) nie wygrywając żadnego trofeum, po czym wymieni dwie czy trzy gwiazdy na nowe, co kompletnie nie poprawi naszej sytuacji i znów skończy się na pustych obietnicach Ramosa, że "będziemy walczyć do końca" i "każdy kolejny mecz to finał". Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że jednak do zarządu dotrze, że nie tędy droga, i Real po ciężkich dwóch czy trzech latach przebudowy się odrodzi.
2016.02.27, godz. 23:14, dudek666
kobalto
Brawo, fajne jest to że na tej stronie pojawiają się sympatyczni i mili ludzie
2016.02.27, godz. 23:13, sebas1902
Niech Florentino odejdzie. Chcemy klubu, chcemy drużyny - nie firmy. Niestety przestała liczyć się gra, a zaczęła kasa. Wszystko idzie w złym kierunku. ;/
2016.02.27, godz. 23:09, 19Ramos02
Co oni te białe szmatki ze sobą co mecz noszą?
2016.02.27, godz. 23:01, kobalto
Ładne zakończenie... ale to jest życie, niech i on się pocieszy, a my pocieszmy się z jego radością.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama