REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.10.31, godz. 02:44, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Dokończyć misję

Fot. RealMadryt.pl

20 czerwca 2015 (albo 19 czerwca, już dokładnie nie pamięta)

Okolice godziny pierwszej w nocy. Był już w mieszkaniu kompletnie sam. Pokój był całkowicie pusty, nie licząc leżącego w kącie plecaka. Nasz bohater siedział przy biurku, paląc ostatniego podrobionego Marlboro, które zazwyczaj kupował na sztuki w sklepie u Chińczyka zaraz przy wyjściu z klatki schodowej. I myślał. Starał się sobie przypominać wszystkie piękne chwile, które przeżył tu przez ostatnie kilka miesięcy. Przychodziło mu to jednak z trudem, ponieważ był świadomy, że to już koniec. Że powrót z nieba – może nie do piekła, lecz do szarej rzeczywistości – zbliża się wielkimi krokami.

Jego samolot do Warszawy odlatywał dopiero koło godziny szóstej rano, jednak nie mógł już znieść tej dołującej ciszy dookoła. Bał się, że zwariuje. Zarzucił plecak na ramiona (duży bagaż musiał zostawić z powodu strajku na lotnisku) i wyszedł. Zanim zamknął za sobą drzwi po raz ostatni sprawdził jeszcze tylko, czy na pewno pogasił wszędzie światła i rozpoczął trasę z Moncloi na Cibeles (stamtąd zmierzał autobus na lotnisko), którą pokonywał podczas samotnych pieszych wędrówek dziesiątki razy. Myśl, że z każdym krokiem oddala się od raju, do którego zdążył się już przecież przyzwyczaić, nie dawała mu spokoju.

W trakcie ostatniej wędrówki było mu ciężko. Ciężar ten mimo wszystko wcale nie był spowodowany obładowanym plecakiem, który przyszło mu taszczyć. Przygnębienia nie czuł konkretnie z powodu powrotu do Polski, lecz właśnie przez ten nieznośny żal po stracie czegoś, co stało mu się naprawdę bliskie. Koniec z plakietkami, darmową coca colą w przerwie, konferencjami, wywiadami i byciem integralną częścią czegoś, co fascynowało go od dziecka. Gdy pokonał Gran Vię i dotarł na Cibeles, dostrzegł, że bogini płodności nie płakała już po sezonie zakończonym bez trofeów. Życie toczyło się dalej. Jednak od następnego dnia już bez naszego bohatera.
Gran Via nocą


Tuż po powrocie

– Matko, napal w piecu. Jest mi zimno – powiedział.

– Będziesz na siebie zarabiał, to będziesz sobie palił w piecu pod koniec czerwca – odparła.

Na dworze było 14 stopni i padał deszcz. Był przyzwyczajony do nieco innych temperatur. Tamtej nocy spał w dresie i szlafroku. Do Madrytu kilka dni później miały nadejść rekordowe upały.

Połowa lipca

Opublikowano terminarz rozgrywek La Liga. Mecz z Barceloną miał odbyć się 8 listopada. Wiedział, że musi tam być. Nie miał jeszcze ani grosza, ale czasu było przecież sporo. Szczęście uśmiechnęło się do niego już następnego dnia. Dostał zlecenie na tłumaczenie na hiszpański tekstów reklamujących cudowne tabletki na odchudzanie (niektórzy twierdzili, że naprawdę działają, jednak nasz bohater podchodził do tego typu opinii dość sceptycznie). Robotę wykonał w dwa dni. Nazajutrz miał zarezerwowane bilety lotnicze do stolicy Hiszpanii. Wylecieć miał 26 października i wrócić w połowie listopada.

Jakieś trzy tygodnie później

Dzwoni telefon.

– Klasyk przełożyli. Na 22 listopada. Chciałbym żartować, ale niestety mówię serio – oznajmił Leszczu.

– No trudno. Zobaczę sobie mecz z Las Palmas. Fajnie, bo nigdy nie widziałem na żywo Las Palmas – rzekł nasz bohater, udając obojętność.

Była to jednak tylko dobra mina do złej gry. Wcale nie uśmiechało mu się lecieć na niemal trzy tygodnie tylko po to, by pójść na Las Palmas. Choć była jeszcze nadzieja na coś więcej…

27 sierpnia 2015 (sprawdził datę w internecie)

Dzień losowania Ligi Mistrzów. Zawsze z chęcią oglądał ceremonie, podczas których pewien pan pozbawiony włosów w towarzystwie legend piłki nożnej wyciąga z koszyków kuleczki z nazwami drużyn. Tym razem jednak stawka była dla niego nieco większa. Wiedział doskonale, że podczas jego pobytu w Madrycie rozegrana zostanie jedna kolejka Champions League. Miał więc 50 procent szans, że trafi na spotkanie u siebie. Malmö, Szachtar i... PSG. Emocje sięgnęły zenitu, gdy oczekiwał na terminarz. 3 listopada. PSG. U siebie. Mimo że padało wyszedł z domu na spacer. Nie mógł wysiedzieć w miejscu. Nie obchodziło go już to, że przegapi Klasyk. „Miałem szansę jeden do sześciu, że trafi się PSG na Bernabéu. Może czas spróbować sił w rosyjskiej ruletce?”, pomyślał.

Wrzesień – 26 października

Czekał.
Czekał.
Czekał.
Zabijał czas.
Innym wmawiał, że naprawdę robi coś konstruktywnego.

27 października

Kilka minut po północy wylądował w Madrycie. Gdy tylko wydostał się z metra na powierzchnię, zdał sobie sprawę, że do tej samej rzeki można jednak wejść dwa razy. Udał się w miejsce, gdzie zamieszkiwał przez cały miniony sezon i gdzie dawni współlokatorzy przyjęli go z otwartymi ramionami. Spać poszedł z myślą, że czas dokończyć pewną misję.






REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2015.11.01, godz. 04:13, Banan
marek1111

Maila masz w stopce.
2015.11.01, godz. 00:14, marek1111
BANAN czy mógłbym prosić o kontakt do Ciebie (email starczy)? Mam kilka ważnych pytań, z góry dzięki!
2015.10.31, godz. 23:33, dgdfdeyfhdhfhfg
@maciek_wwa

sektor 515 :)
2015.10.31, godz. 19:42, Wunsz Rzeczny
O żesz Ty w mordę, to je epickie. Banan, propsy za to, co zrobiłś rzez ostatni rok na tej stronie - z całym szacunkiem dla reszty redakcji, Bananowy Madryt to wartość dodana.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Muszę kiedyś zobaczyć Madryt...
Pozdro
2015.10.31, godz. 16:17, maciek_wwa
Banan, z klasykiem i losowaniem LM miałem to samo ;)
Jutro 10:40 ruszam do Madrytu.

dgdfdeyfhdhfhfg, który sektor?
2015.10.31, godz. 16:17, maciek_wwa
Banan, z klasykiem i losowaniem LM miałem to samo ;)
Jutro 10:40 rusz rusz Madrytu.

dgdfdeyfhdhfhfg, który sektor?
2015.10.31, godz. 15:36, madridista1999
Ty to chłopie masz życie jak w Madrycie ;) Z całym szacunkiem do innych, ale jesteś po prostu NAJLEPSZY w tej redakcji.
2015.10.31, godz. 14:15, Rio17
Dobry opis, czułem się jakbym tam był... oh, wait :D
2015.10.31, godz. 13:55, dafidekRM
Banan powrócił ! :D
2015.10.31, godz. 11:36, MrCharismaCC
Świetny tekst!
2015.10.31, godz. 11:20, Mario
doooobry tekst!
2015.10.31, godz. 11:06, Kacper2302
Aaaa Banan! Tak się cieszę!
2015.10.31, godz. 10:37, dgdfdeyfhdhfhfg
Ja też lecę na mecz z PSG do Madrytu :P
2015.10.31, godz. 10:04, komputervip
kukułeczka
Zapewne tak :D
Też bym się "zdenerwował".
2015.10.31, godz. 09:48, Leszczu
kukułeczka, gwiazdek ;)
2015.10.31, godz. 09:38, osti9
Nie to, żebym się czepiał. Po prostu sam ostatnio się o tym dowiedziałem i pragnę się podzielić. Okazuje się, że powiedzenie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" nie oznacza wcale, że nie powinno się do niej wracać, kiedy się już wyszło. Chodzi o to, że to już nie będzie ta sama rzeka. Bo ileś wody upłynęło itd. Niezłe co? Teraz ma to dla mnie sens :)
Człowiek uczy się całe życie... :P
2015.10.31, godz. 09:20, kukułeczka
Leszczu
Rozumiem, że cytat składałby się z samych kropek?
2015.10.31, godz. 09:14, sajmoniks
Super tekst :) milo sie go czytalo
2015.10.31, godz. 09:02, Leszczu
Chciałbym nadmienić, że słowa: "No trudno. Zobaczę sobie mecz z Las Palmas. Fajnie, bo nigdy nie widziałem na żywo Las Palmas" nigdy nie padły z ust autora. Padły za to inne.
2015.10.31, godz. 08:48, 19Ramos02
Banan
Ile czasu tam byłes? 1 rok studencki?
2015.10.31, godz. 08:10, lodyga
Banan kocham Cie :D
2015.10.31, godz. 04:18, kukułeczka
Banan
Musiałeś się nieźle wk..ić gdy zmienili terminarz.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama