REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.04.30, godz. 02:51, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Je suis Charlie

Fot. RealMadryt.pl

– Nie mogę przyjść na kolejne dzisiejsze zajęcia z panem. Muszę być chwilę wcześniej na Bernabéu. Odebranie akredytacji, rozłożenie sprzętu, takie sprawy.
– 22 maja jest rozdanie dyplomów za udział w Dniu Poezji, wtedy nie gra Real.
– Będę. Mogę też zapewnić, że jutro będę na wszystkich zajęciach.
– Dobra, nie ma problemu. Barcelona wczoraj 6:0...
– Wiem, wiem. My dzisiaj też spokojnie wygramy.
– Miejmy nadzieję!
– Z Almeríą? No proszę...

Czasami trudno jest pogodzić uczelnię z pracą. Tym razem byłem usprawiedliwiony.

***
Godzina 15.00, szybkie, jak ja to mówię, kerfurazo. Żywność zakupiona. Czas na śniadanie. Paella z mikrofali to najlepszy wynalazek ludzkości zaraz po internecie i kebabie. Ta paella chyba jednak oprócz owoców morza miała w sobie również jakieś środki usypiające. Na szczęście zanim odcięło mi prąd zdążyłem jeszcze nastawić budzik.

17.30, czas wstawać. „Matko, jeszcze chwilę. Mogę?”, mruczę pod nosem. Oczywiście mojej mamy nie było nigdzie w pobliżu, ale uszami wyobraźni słyszałem jej odpowiedź. „Podnoś się, bo narobisz sobie zaległości!”. Tak też zrobiłem. Moja mama zawsze potrafiła w idealny sposób kierować moją pełną wzlotów karierą.
***
Procedury standardowe. Zaczeska boczna i w drogę. Okolice stadionu może nie przypominają pustyni, ale widać gołym okiem, że rywalem nie jest Atlético, Barcelona, ani nawet Villarreal. Pod bramami od strony ulicy Padre Damián, słynącej z tego, że jest zamknięta zawsze wtedy, kiedy akurat chcę nią przejść, grupa dziennikarzy z Norwegii postanowiła utworzyć kółko wzajemnej adoracji, udzielając sobie wzajemnie wywiadów z kilkoma żurnalistami z Hiszpanii. Nieszczęśnicy pewnie czekali na debiut Martina Ødegaarda.

Odbieram akredytację. „Hola Hanusz”, mówi pani Marta. „No cześć!”, mówię ja. Wymiana szczerych (przynajmniej w moim przypadku) uśmiechów i czas do roboty. Przed wejściem do windy zerkam jeszcze na dołączaną zawsze do akredytacji broszurkę z historią spotkań. Przeglądam kadrę Almeríi. Nikogo nie znam. Tak myślałem. Ignorancja posunięta do granic możliwości. Po drodze zabrałem sobie jeszcze wczorajsze wydanie Grada Blanca, czyli gazetki wydawanej przed meczami. Jak zwyklę otwieram ją na środku, by zobaczyć, jaki plakat dali tym razem. Chicharito w momencie strzelania gola z Atleti. Perfekcyjnie, powieszę sobie.
Na półtorej godziny przed meczem w okolicach stadionu pustki

Siedzę sobie już na moim krzesełku, na którym spędziłem już prawdopodobnie więcej czasu niż przez ostatnie półtora roku we własnym domu, aż tu nagle... kontrola biletów. Pierwszy raz spotkałem się z kanarami na Santiago Bernabéu. Pewien mężczyzna przechadzał się po każdym z sektorów prasowych w celu sprawdzenia, czy wszystko się zgadza. W odróżnieniu do polskich kontrolerów w środkach transportu miejskiego nie miał machiny do sprawdzania kart miejskich (w niektórych województwach zwanych też „migawkami”) oraz był miły. Tak czy inaczej, mimo że nigdy nie jeżdżę na gapę, obecność kontrolera sprawiła, że oblał mnie zimny pot. Właśnie uświadomiłem sobie, że do końca mojego pobytu w Madrycie oprócz wczorajszego będę miał okazję obejrzeć w najlepszym wypadku jeszcze trzy spotkania. Każdy sen kiedyś się kończy. „Ciesz się, że było, nie płacz, że skończyło”, mawiają mądrzy ludzie.

Stwierdzenie, że na meczu było mało ludzi w przypadku Bernabéu nie byłoby najodpowiedniejszym określeniem, ale do kompletu na pewno trochę brakowało. Po batalii z Atlético na trybuny wrócił słonecznik i biblioteczna cisza. Co prawda Grada Joven starała się jak zwykle nieco pokrzyczeć, ale brzmiało to raczej jak gdyby robili to z czystej przyzwoitości. Mimo to nie mam zamiaru narzekać. Nie byłbym w stanie przeżywać regularnie takich starć jak to sprzed tygodnia.

Grają. Klepią. Tylko o golach zapominają. Przynieście mi kawy, najlepiej sypanej i bardzo mocnej. Aż tu nagle coś trzasnęło. Zdezorientowany rozglądam się dokoła. To James i jego kolejna rakieta. Czy ktoś przypomina sobie jakiegoś gola Kolumbijczyka, który byłby brzydki? Ja mam z tym problem. Crack. Początkowo chciałem też ponarzekać trochę na Illarrę, ale stwierdziłem, że jest mi go żal. Ograniczę się więc do jednego spostrzeżenia – ja też jestem miłym człowiekiem, ale nie gram w Realu Madryt. Jak dość brutalnie zweryfikowała rzeczywistość nie umiem też zbyt dobrze grać w piłkę. Aby równowaga w przyrodzie została zachowana, muszę się jednak przerzucić na kogoś innego. Padło na Jesego. Jego również podsumuję krótko. Tak kończy się w Getafe. Może i nie było takiego slow motion jak zazwyczaj, ale z bólem serca muszę to powiedzieć: na dzień dzisiejszy lepiej rapujesz niż grasz, Jesé. Być może powinienem też kogoś pochwalić, jednak wybaczcie – na tle takiego rywala bardziej widoczne są braki poszczególnych piłkarzy niż ich błyski. Ci, którzy mają prezentować wysoką jakość, prezentują ją na co dzień. Ci, których umiejętności się kwestionuje, w takich meczach się pogrążają. Wczoraj według mnie byli to właśnie Illarramendi i Jesé. Real Sociedad złapał Boga za nogi. Do teraz pewnie w San Sebastián podcierają się banknotami.

Konferencja. W towarzystwie długowłosego Jorge (tak ma na imię rzecznik prasowy Almeríi) wychodzi Sergi Barjuán. Facet wyglądał, jak gdyby przed chwilą spożył całą paczkę euforexu. Nie ukrywał radości. Chwalił swoich piłkarzy, stale się uśmiechał. Pozytywy, pozytywy, wyciągamy same pozytywy... Po chwili pada pytanie od dziennikarza Radio Catalunya. Oczywiście po katalońsku. Trener gości uspokoił wszystkich, że odpowie w dwóch językach. Dlaczego o tym uprzedził? Ponieważ po zeszłotygodniowym starciu Almeríi z Eibarem trener Basków wyszedł obrażony z konferencji prasowej po tym jak dziennikarze zaczęli marudzić, że odpowiadał na pytania zadawane w języku baskijskim po baskijsku. Barjuán postanowił więc poniekąd nieco obrócić w żart tamtą sytuację. Według mnie wyszło mu to bardzo przyzwoicie i w naturalny sposób.
Długowłosy Jorge i rozentuzjazmowany trener gości, Sergi Barjuán

Carlo jak zawsze na salę wkroczył z rękami w kieszeni, podgwizdując sobie pod nosem. Don't care po całości. Muszę przyznać, że po lekturze autobiografii Carletto trochę inaczej na niego patrzę. Teraz już wiem, że pewnie odpowiedzi na połowę pytań są kłamstwami. Nie chesz być okłamany? Nie pytaj.

Grał Arbeloa, więc do strefy mieszanej wyjść po prostu musiał. Drugiego zawodnika jednak wytypować byłoby już o wiele trudniej. Na pogaduszki z mediami wyszedł bowiem Varane. Gdy tylko dziennikarz L'Equipe zobaczył, że w mix zonie znajduje się jego rodak, dostał wręcz ataku ekstazy. Myślałem, że to Hiszpanie są mistrzami szybkiego mówienia, ale zmieniam zdanie. Tempo, w jakim podniecał się przez telefon Francuz było zawrotne. Sam zawodnik zrobił wyjątek i słysząc ojczystą mowę nie wahał się ani chwili czy się zatrzymać przy stanowisku dla prasy pisanej. „Charlie! Charlie! Pssst, Charlie! Słyszysz mnie? Facet gada już tyle czasu, że Rafała zdążyłoby obskoczyć już z pięć gazet!”, słyszę za plecami. Kim jest Charlie? Tak, Charlie to pseudonim artystyczny Carlosa, czyli Łysego z Madrytu. Charlie pospieszył więc rozentuzjazmowanego Francuza i wszyscy byli już wolni.
Nie uciekniesz tak łatwo, Charlie

L'Equipe w akcji

Sam się dziwię, że ze spotkania bez historii udało mi się zebrać tyle materiału. Może po prostu miałem natchnienie? W każdym razie czas kończyć. Jeśli jakimś cudem jest wam mało, możecie zawsze zacząć obserwować mnie na Twitterze. Do usłyszenia wkrótce!


REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2015.04.30, godz. 19:22, modric1915
jak zawsze genialny felieton
2015.04.30, godz. 13:28, tanceti
Szmytaa
Tak widziałem jak grał KAKA za czasów Milanu. Crack to mało powiedziane co on wyrabiał. Znam kazus Deislera jak i kilka innych podobnych kazusów w piłce. Ja po prostu chciałbym dać szansę Jesemu na normalny okres przygotowawczy lub na wypożyczenie - żeby pokazał co potrafi.
Zdaję sobie sprawę z tego, że część jego problemów znajduje się w głowie - bo gdzieżby indziej szukać problemów u zawodników, którzy talent mają wielki. Chodzi mi po prostu o to, żeby nie pisać dzisiaj o zmarnowanym talencie. Mam nadzieję, że Jese się odnajdzie.
2015.04.30, godz. 13:08, rumunkanterq
Polecam zaglądać na twittera Banana :)
Był Meksykański kolega żurnalista?
2015.04.30, godz. 13:05, Szmytaa
tanceti
Ty chyba nie widziałes jak Kaka grał 8 lat temu..... To jest adekwatne co do Twojego toku myślenia.. Nie żyj przeszłością , nie chcę mówić że Jese jest już wypalony , jednakże jest w ogromnym dole; nie mówiąc już o bagnie. Gdy widzę Jesego przypomina się nieco historia Sebastiana Deislera.. Gość był fenomenalny ,największy talent niemieckiej piłki od lat..Tak się na niego napalali , a tu szok nagle kontuzja.. Deisler wrócił potem ale co z tego jak przez media i przez kontuzje popadł w taką depresje że w wieku 26 lat zakończył kariere. Nie mówię żę z Jese ma być tak samo , ale nie możemy od chłopaka oczekiwać cudów po takim urazie. To nie jest tak że on jest słaby, tylko widać to gołym okiem , że on po prostu się BOI. Wielokrotnie odstawiał nogę albo nie atakował na 100%
2015.04.30, godz. 12:13, Banan
gonzalez131

Mail do mnie w stopce.
2015.04.30, godz. 11:53, gonzalez131
Banan miał bym do Ciebie mały interes (spokojnie tylko kilka pytań) możesz mi podać jakiś namiar? jakiegoś maila
Z góry dzięki.
2015.04.30, godz. 11:13, oumajgad
tanceti
No ale co z tego, ze ma talent jak gra piach? Ma grać non stop, bo może kiedyś się przebudzi? Super. A czyim kosztem?
2015.04.30, godz. 10:48, tanceti
Wy chyba nie widzieliście jesego w zeszłym sezonie i wcześniej. Koleś ma mega talent, dajmy mu normalny okres przygotowawczy albo go wypożyczmy. W mojej ocenie naprawdę będą z niego ludzie tylko na Boga, zawodnik jest po kontuzji i potrzebuje czasu.
Co do Illary to nie wiem co on jeszcze robi w kadrze meczowej. Mam wrażenie że część Castilli by lepiej zagrała.
2015.04.30, godz. 08:48, lodyga
Może to głupio zabrzmi ale..nie wracaj Banan :D Siedz tam i pisz bo dobrze Ci to wychodzi:D
2015.04.30, godz. 08:38, Koniaks
Jese jest tak slaby, ze kazda kolejna minuta na boisku to kolejny gwozdz do jego trumny. W tym meczu skupilem sie na nim i musze stwierdzic, ze okolo 93% jego zagran bylo bezmyslnych i oczywiscie nieudanych. Wypozyczenie jest konieczne!! aczkolwiek nie wahalbym sie go sprzedac...poki mlody :)
2015.04.30, godz. 08:05, malak
Kerfurazo <3
2015.04.30, godz. 07:36, 07cris
Jak zwykle świetnie napisane. Co do Jese, zgadzam się. Dużo słyszałam, że to ma być nowa nadzieja naszych, ale to mi się osobiście nie wydaje prawda.
2015.04.30, godz. 07:06, Leszczu
Miałeś migawkę na sektor?
2015.04.30, godz. 05:52, 19Ramos02
Jak zawsze swietnie sie czyta. Co do Illlary tez pełna zgoda. Jego jest az żal hejtowac. To nie jest słaby piłkarz, tylko klub i cena za niego go przerosły. Jego miejsce jest w Sociedad, Villareal itp

Banan
Do kiedy jestes w Madrycie? :>

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama