REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.04.06, godz. 08:05, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Niedziela cudów

Fot. RealMadryt.pl

Nie ma lekko, w święta czasami też trzeba iść do pracy czy się tego chce czy też nie. Ja akurat chciałem i jak zwykle poszedłem do niej z uśmiechem na twarzy. Tym bardziej, że wiosna już chyba na dobre zawitała do stolicy Hiszpanii, a ja, choć święconka nie była tak ładna jak co roku, nie byłem zmuszony spędzić kolejnych świąt w samotności płacząc w poduszkę zamknięty w moim lochu. Spacer na Santiago Bernabéu przy rześkim powietrzu o poranku jeszcze bardziej ochoczo nastroił mnie przed niedzielnym starciem Królewskich z Granadą.
Moja święconka

Pod Bernabéu chciałem zameldować się chwilę wcześniej niż zwykle, by oszukać przeznaczenie i odebrać akredytację jeszcze zanim ulica Padre Damián zostanie zamknięta przed przyjazdem piłkarzy na stadion. Zawsze jest to najbardziej drażniącym mnie punktem wyprawy na obiekt Królewskich. Punkt akredytacyjny znajduje się bowiem niedaleko wjazdu na stadion, zaś cała droga tuż przed przybyciem zawodników obu drużyn zostaje przez policję zamknięta na około pół godziny zarówno dla pieszych, jak i samochodów. Plakietkę można odbierać zawsze już na dwie godziny przed meczem. Tak wiec o punkt 10.00 byłem na miejscu. Okazało się jednak, że o której bym nie przyszedł, Calle de Padre Damián MUSI być zamknięta. Zawsze. Choć reguły na to, na ile czasu przed meczem zjawiają się autokary obu zespołów nie ma.
Jedyna wczoraj zaludniona okolica Madrytu

Do punktu, w którym wydają akredytacje melduję się ostatecznie trochę przed godziną jedenastą. Podchodzę jak zwykle do wejścia numer 55. Tam stoją już fani czekający na otwarcie bramek. Przebijam się przez tłum i mówię ochroniarzowi, że jestem z mediów. Puszcza mnie bez kolejki. Plus dziesięć do próżności. Podchodzę do okienka. Tam pani Marta na mój widok wita mnie miłym „Hola Hanus”, po czym wydaje mi to, po co przyszedłem. Rzut oka na plakietkę w celu upewnienia się – 5-TP-3, czyli wszystko okej – mecz plus wejście na konferencję i do strefy mieszanej. Kieruję się do bramy, proszę ochroniarza o wypuszczenie mnie. Już z akredytacją przebijam się po raz kolejny przez tłum. Plus dwadzieścia do próżności. Jeszcze mały rekonesans w okolicy stadionu i można wchodzić. Bramka numer 53, winda na piąte piętro, krótki spacerek na lożę prasową, a tam na pamieć już kieruję się na ósmy sektor, pierwszy rząd, krzesełko numer pięć i wypakowuję mandżur. Szybka fotka na fanpejdż RealMadryt.pl i można rozpocząć słonecznikową ucztę, która była jeszcze przyjemniejsza, ponieważ pogoda i godzina były naprawdę piknikowe. Swoją drogą oglądanie meczów, w których nie włącza się sztucznego oświetlenia jest według mnie dużo przyjemniejsze. Oczywiście o ile słońce nie razi cię po oczach.

Na trybunach, jak można było się spodziewać, kompletu publiczności nie było. Niemniej mając na uwadze fakt, że była Wielkanoc, a spotkanie rozgrywano w samo południe, na Santiago Bernabéu i tak stawiło się sporo widzów. Święta w Madrycie postanowiła spędzić także spora grupa fanów z Andaluzji. Choć o samym pojedynku pewnie chcieli jak najszybciej zapomnieć, mam nadzieję, że mimo wszystko spędzili w stolicy miłe chwile. Przecież mimo wszystko nie samą piłką człowiek żyje. No dobra, może łatwo mi tak teraz mówić, bo to nie moja drużyna została skazana na śmierć przez rozstrzelanie.

Mecz? Dziesięć goli, pięć Cristiano, więcej niż pięć minut Chicharito. Niedziela cudów, prawie jak za starych dobrych czasów w polskiej lidze. Obok mnie jak zwykle siedział dziennikarz z Meksyku, który bardzo liczył na gola swojego rodaka. Do, jak to określił, Chicharazo ostatecznie jednak nie doszło. Nawet niedziele cudów mają swoje granice tolerancji. Szkoda mi tego Javiera, naprawdę, bo Meksykanie to, przynajmniej z mojego doświadczenia. naprawdę bardzo fajni ludzie. Nawet ci, którzy oberwali na gdyńskiej plaży byli bardzo sympatyczni.
Pierwsza z pięciu chwil zapomnienia o Irinie

Jako człowiek o dobrym serduszku często emanuję empatią i głębokim współczuciem względem uciśnionych i poszkodowanych. Granady jednak jakoś żal mi wczoraj nie było. Żeby kogoś było mi żal, muszę bowiem widzieć, że komuś zależy, że się stara. Andaluzyjczycy się nie starali ani przez chwilę. Spotkanie przegrali chyba w głowach jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Szczególnie nie spodobała mi się ich gra na czas przy stanie 7:0 oraz to, że po sytuacji stykowej, w której ucierpiał jeden z naszych i jeden z gości, sędzia przerwał grę, gdy byliśmy w posiadaniu piłki, zaś po jej wznowieniu piłkarze Abela Resino nam jej nie oddali. Spadajcie i wróćcie, kiedy nabierzecie ogłady. Adiós.

Gdybym miał na siłę czegoś żałować, to tego, że koniec końców nie udało się wcisnąć dyszki i że straciliśmy bramkę. Aha, no i tego, że miałem problemy z odtwarzaniem sobie w pamięci kolejnych bramek. Przy takiej ich liczbie to jednak w pełni usprawiedliwione. Obym częściej miał tego typu problemy.

Konferencja. O ile Granady jako drużyny szkoda mi nie jest, o tyle widząc trenera gości ogarnął mnie już pewien smutek. Sadzanie przed dziennikarzami faceta po takim blamażu to prawdziwy sadyzm. Ludzka tragedia. Tym bardziej, że w takim wypadku musisz jeszcze wziąć ciężar upokorzenia na swoje barki i powiedzieć, choćbyś bardzo nie chciał i choćby nie było to do końca zgodne z prawdą, że cała wina leży po twojej stronie. Przymusowe autobiczowanie.
Pasja Abela Resino

W strefie mieszanej pojawili się Álvaro Arbeloa oraz James Rodríguez. Jeszcze przed meczem obstawiałem, że to właśnie ta dwójka wyjdzie na spotkanie z dziennikarzami. Moje przypuszczenia były jednak oparte na wielomiesięcznych obserwacjach, które pozwoliły mi opracować pewien wzór. Mianowicie, Arbeloa, gdy tylko dostaje szansę występu, wychodzi zawsze. Co do Rodrigueza, jego obecność w mix zonie również wydawała mi się wielce prawdopodobna, ponieważ praktycznie za każdym razem, gdy po groźniejszej kontuzji wraca któryś z hiszpańskojęzycznych zawodników, idzie on na pogadankę z żurnalistami. Poprzednio byli to Sergio Ramos i Jesé. Z Kolumbijczykiem zresztą zdołałem sobie również strzelić pamiątkową fotkę. Być może nie jest to zbyt profesjonalne podejście do zawodu, ale na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że nigdy nie ustawiam się pierwszy w kolejce do robienia sobie zdjęć z piłkarzami. Z inicjatywą zawsze wychodzi ktoś inny. Po drugie rzecznik prasowy pytany o to, czy James zatrzyma się na wywiad dla prasy pisanej odpowiedział, że nie. Pytany natomiast o możliwość fotki stwierdził, że to zależy od dobrej woli zawodnika. Mój rówieśnik tę dobrą wolę miał.
Mój rówieśnik

Dzień byłby idealny, gdyby Mateusz z Barcelony nie postanowił na dobre odkryć swojego instynktu goleadora. Niemniej chyba nie można mieć wszystkiego... To była naprawdę udana Niedziela Wielkanocna. Pierwszy z sześciu meczów w Madrycie za mną. Po takim spektaklu jak wczorajszy apetyt naprawdę rośnie.

Na dziś tyle dobrego. Już w środę bardzo fajnie zapowiadające się derby Madrytu z Rayo Vallecano, z którego oczywiście możecie spodziewać się następnej relacji. Na koniec jeszcze po raz kolejny pozwolę sobie na odrobinę prywaty i znów podlinkuję mojego prężnie rozwijającego się Twittera. Kto nie obserwuje, ten trąba.

REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2015.04.07, godz. 00:24, adrianekk
sajmoniks

To proste piszesz list po angielsku lub hiszpańsku w którym opisujesz siebie, dlaczego im kibicujesz i czego im życzysz w liście piszesz oczywiście którego zawodnika najbardziej lubisz i którego autograf byś chciał otrzymać, wysyłasz do Madrytu na adres, który znajdziesz gdzieś w necie, chyba nawet na wiki jest i po sprawie na odpowiedz czekasz około dwóch tygodni, mi wysłali juz po niecały tygodniu ale miałem jakiegoś farta bo średnio to od 2 tygodni do miesiąca :)
2015.04.06, godz. 13:53, Don Gural
Podpinam sie pod prosbe sajmoniks! :D
2015.04.06, godz. 13:42, sajmoniks
podesle ktos linka albo wytlumaczy ktos jak wyslac te listy fo zawodnikow o autografy? I skad mozna wziasc namiaty na nich? Byl bym niezmiernie wdzieczny :)
2015.04.06, godz. 12:32, Banan
Sebbar4800

Nie zrobiłem tego, bo obawiałbym się sodówki :P
2015.04.06, godz. 12:31, Sebbar4800
Banan:
dodałbyś ze 100 do próżności jakbyś zamieścił to selfie z Jamesem w tym artykule :)
2015.04.06, godz. 12:14, macko1
Coraz lepsze masz te artukuły :) Piszesz lekko i ciekawie Oby jak najwiecej tego typu relacji. Pozdro
2015.04.06, godz. 11:45, 19MaTeUsZ94
Fajnie się czyta :)
2015.04.06, godz. 10:15, sbernabeu
"' Nie ma lekko, w święta czasami też trzeba iść do pracy czy się tego chce czy też nie. "'
Nie martw sié Banan,jakos to bédzié:)
klawiatura mi síé spi.......
2015.04.06, godz. 09:36, Banan
Sebbar4800

No pewnie, niektórych przyzwyczajeń już się nie da zmienić, nawet bilet mam na sektor gości :)
2015.04.06, godz. 09:27, Sebbar4800
Dziękuję Kolego :)
Oczywiscie Najlepszego Wzajemnie !
BTW nadal w meczu z Rayo będziesz kibicował Realowi, nie ? :)
2015.04.06, godz. 09:22, remontada
ThrainRM



Taa ? I jak to zrobileś ? ^^
2015.04.06, godz. 09:13, Banan
Sebbar4800

Jak zwykle dziękuję za miłe słowa :) Mokrego dyngusa w Sosnowcu życzę :P
2015.04.06, godz. 09:04, Sebbar4800
Rozumiem że CR jest wyjątkiem potwierdzającym regułę :) Banan, jak zwykle super napisane :)
A tak odnośnie tej bramki straconej -- to nawet lepiej, bo widać że mieli ochotę strzelać ( No i ta poprzeczka że wow !!! ) a i tak dostali 9, a jak do zera to wychodzi ze rzeczywiście przespacerowali :)
Serdeczne Serdeczności !
2015.04.06, godz. 08:51, Banan
Czasami mam wrażenie, że czym zawodnik dalej zajdzie, tym mniej gwiazdorzy – James, Arbeloa, Ramos... może i nie znam ich prywatnie, ale w stosunku do dziennikarzy i fanów są naprawdę bardzo w porządku :)
2015.04.06, godz. 08:47, ThrainRM
Świetny artykuł! :) zazdroszczę pracy :P Ja jedynie mogę się pochwalić, tym że JAMES odesłał mi mój list ze swoim autografem :P

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama