REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2012.08.08, godz. 18:12, El Jarek / jotdown.es

Granero: Nie zagrałbym w Barçy za żadne skarby świata

Piłkarz galaktycznego Realu Madryt, który studiuje psychologię. Bez zbędnego myślenia musielibyśmy cofnąć się w czasie, żeby wyobrazić sobie gracza najbardziej do niego podobnego, a byłaby nim mieszanka Pardezy, który był filologiem, i Butragueño, który ćwiczył jogę, co przydawało mu się w posiadaniu największej elastyczności przy byciu najgorszym w testach fizycznych. Ale nie o to chodzi w przypadku Granero. Wysoki, szeroki, Esteban jest silny, potężny, subtelny przy asyście i zwarty przy strzale. Cukierek ze szkółki, przystojny, kiedy jego prezesowi bardziej podobają się piłkarze o komercyjnych twarzach. Podchodzi do swojego czwartego sezonu w Realu bez wywalczenia sobie miejsca w podstawowej jedenastce, ale też z sytuacją, w której nikt z niego nie rezygnuje.

Mimo wszystko, jego trener, José Mourinho, jest gotowy do otwarcia sejfu Banku Anglii wszystkim, od lasera po korkociąg. Wszystko mu jedno. Jego formułą na Coca-Colę jest wyciąganie piłkarzy z duszą. I właśnie tutaj Granero - od pojawienia się w Realu Madryt - ma na marginesie wypisane: świetnie się nadaje.

Spotykamy się w Bibliotece Narodowej. Kiedy nasz "przewodnik" się uśmiecha, bo to pierwszy raz, kiedy piłkarz interesuje się tym miejscem, Granero odpowiada mu: "A strażacy? Dużo ich tu przychodzi?". Nie jest mu wygodnie ze stereotypem głupka w drogim ubraniu kopiącego po trawie kulę z zszytych części krowy. Tym bardziej w roli filozofa-kulturoznawcy, która nie jest zbyt populara także w tym sporcie. Ten chłopak przekazuje odczucie, że - na dobre i na złe - wierzy tylko w to, co mówi mu jego umysł.

Na pytania odpowiada skoncentrowany. Lekceważy brak komfortu związanego z ciszą w czasie wywiadu. Dużo medytuje, myśli nad tym, co mówi. Jest dokładny w swoich wypowiedziach. Nie szarżuje. Nie ma wymijających odpowiedzi. Kupujemy to. Wydaje się szczery. A spotkanie wyglądało tak...:

Jednym z pierwszych psychologów, którzy pojawiają się w historii futbolu, jeśli nie pierwszym, jest ten, którego Brazylia zabrała na Mundial do Szwecji w 1958 roku. Ten doktor, po przygotowaniach, sporządził raport, w którym zalecił skreślić Garrinchę, który potem był decydującym zawodnikiem drużyny przy zdobywaniu mistrzostwa.
Nie wiedziałem o tym. Na pewno był pierwszym, który chciał zaistnieć. Typowy efekt dla wszystkich, którzy są gdzieś nowi i chcą coś zrobić, żeby zacząć coś znaczyć. Dobrze, że go nie posłuchali. Jednak sądzę, że minęło już ponad 50 lat i wiele się zmieniło. Było wielu psychologów, którzy dawali dobre i jeszcze lepsze rady.

Psycholodzy, których do Realu sprowadził Benito Floro, byli bardzo kontrowersyjni. Pierwszy, Emilio Cidad, kazał piłkarzom wykonywać takie ćwiczenia, jak wyobrażanie sobie, że jedzą jakiś owoc - powstała nawet na ten temat okładka Marki z Butragueño i wymyśloną cytryną - a do historii przeszedł za to, że nakazał drużynie recytować poezję ze ściągniętymi spodniami.
O tej akcji z owocem wiedziałem. To terapie, które według mnie nie pasują do profilu piłkarza, ale na pewno mają swoje podstawy. Naprawdę. W recytowaniu poezji z opuszczonymi spodenkami chodzi o zbliżenie się do ludzi. Ośmieszenie przed kolegami sprawia, że jesteś bardziej ludzki, stajesz się im bliższy. W wielu przypadkach w szatniach piłkarskich drużyn istnieje pewny dystans między piłkarzami, tym bardziej w takiej ekipie, jak Real, gdzie każdy pochodzi z innej części świata, ale każdy ma też ogromne ambicje. Taki dystans jest zły dla drużyny. Terapia zbliżająca cię do twojego kolegi w formie żartu jest ważna. Czy działa? Nie wiem, nie mam takich informacji. Czasami jednak my, zawodnicy, jesteśmy za bardzo ograniczenia na takie rzeczy lub za bardzo przemożni, w dobrym znaczeniu. Właśnie dlatego tyle kosztuje nas otwarcie się na nowe rzeczy.

W tamtej drużynie Prosinečki mówił, że on nie rozmawia z psychologiem, bo jest kontuzjowany, a nie szalony. Tymczasem Míchel regularnie chodził na ukryte wizyty w latach 80. do Rosy Guisasoli ze Związku Lekkoatletycznego.
Nie opowiadali mi tego z Míchelem! Myślimy, że futbol to sport, w którym niewiele da się poprawić, przede wszystkim w treningu i takich rzeczach, kiedy na polu psychologicznym jest do zrobienia więcej niż się nam wydaje.

Potem Iván Campo po transferze do Realu miał ataki lęku. W innych klubach było podobnie. Na przykład, Gerard umierał ze strachu po przejściu do Barcelony, bo nie grał tak, jak w Valencii. Również Lopetegui miał ataki w barwach Blaugrana. Valerón w Atlético cierpiał na straszną depresję, jak i bramkarz Toni. Guerrero w ostatnich sezonach w Athleticu był cały czas zestresowany. Czy też Giner, który w Valencii obwiniał siebie za wszystkie stracone bramki... No i trenerzy, z Aragonésem na czele, który opuszczał trzy drużyny z powodu fobii. Znamy też przypadek Cruyffa i jego problemów po zawale... Wielki Sacchi nie mógł sobie poradzić z presją braku tych samych wyników, które przyniósł mu rewolucyjny system w Milanie...
Ci piłkarze, których wymieniłeś, przeszli przez sytuacje, które są bardzo naturalne. W 95% przypadków piłkarze z najwyższego poziomu mają takie problemy. Ja miałem je wiele razy. To normalne, to sport o wielkich wymaganiach. Chcą wszystkiego ze wszystkich stron. Poza tym piłkarzy namaszcza się też na ikony, na odpowiedzialnych za wychowywanie dzieciaków. I przy tym wszystkim trzeba radzić sobie na boisku, gdzie pozwala się na niewiele błędów, ponieważ gramy na wysokim poziomie. Ta atmosfera tworzy sytuację stresową, która w niektórych przypadkach po prostu wybucha, a w niektórych objawia się w mniejszy sposób, ale wszyscy mamy takie problemy. Jeśli ktoś przez to nie przeszedł, to jest to coś dziwnego. Nie chodzi tu nawet o przypadki indywidualne, problem mogą mieć wszyscy w jednym momencie. Są zawodnicy, którzy radzą sobie z tym lepiej, ale są też inni, u których kłopoty się rozszerzają i problemy wychodzą na światło dzienne.

Rosana Llames, psycholożka Sportingu Gijón z początku lat 90., stwierdziła, że kluczowa dla jej odpowiedzialności była znajomość futbolu.
Chodzi o to, że żołnierz, niezależnie od tego, jak świetnym strategiem jest, nie może zostać trenerem, to coś podobnego. Różnice w problemach psychologicznych, z którymi ma do czynienia człowiek w swoim życiu i z którymi mierzy się piłkarz, są bardzo duże. Dlatego im więcej o piłce wie psycholog, tym lepiej. Jeśli był zawodnikiem lub na przykład praktykował inny sport, jak na przykład koszykówkę, też to może zadziałać. Problemy byłyby podobne i mógłby je lepiej zidentyfikować.

W Realu w pierwszej drużynie nie macie teraz psychologa, ale w szkółce już są.
Ja miałem ich trzech, ale nie jestem pewny, co się z nimi stało. Pamiętam Chemę Buceta i José Beirána, dwóch dobrych psychologów. Rozmawialiśmy cztery czy pięć razy do roku. Według nich, rozmowy grupowe i jakaś rozmowa indywidualna były potrzebne każdemu zawodnikowi. Robili jeszcze badania statystyczne czynników psychologicznych. Analizowali przede wszystkim motywację, zmęczenie mentalne, reakcje na sytuacje stresowe, bo kiedy jesteś młody, to w szkółce wiele razy widzisz, że za dużo się wymaga. Badali jednak także wpływ rodziny, atmosfery, przyjaciół. Bycie blisko celu tworzy za dużo stresu i oni to kontrolowali. Zarówno sytuacje przeciwne, jak i momenty pozytywne. Identyfikowali to, jak umieliśmy analizować sytuację i potem ją rozwiązywać. Ogólnie na pewno pomogli nam się dobrze rozwijać.

Wiele mediów nabija się z używania w piłce psychologa, ale reprezentacja, która pojechała na Igrzyska w 1992 roku, wzięła ze sobą jednego, José Lorenzo Gonzáleza. Potem także Aragonés postawił na psychologa [ale tylko na Mundialu w Niemczech]. Obie ekipy zostały na koniec mistrzami.
Nie sądzę, że oni mieli aż taki wpływ. Trzeba byłoby także przeanalizować, jakie drużyny mieli. Psycholog jest dla ekipy ważny, ale trzeba umieć go wykorzystać. Dla mnie jest ważny. Na tym polu naprawdę można dużo poprawić, nie analizuje się tego za bardzo, nawet w ogóle. Tak samo, jak poprawia się technikę czy taktykę, tak samo uważam, że można trenować i poprawiać rolę psychologa. Sądzę, że to ważna sprawa, ale nie uważam jednak, że wygrywali, bo mieli ze sobą psychologa.


Później w Realu trener od przygotowania fizycznego, Walter Di Salvo, sprowadził z Massachusetts maszynę do trenowania umysłu, nazywała się "Moduł treningu mentalnego Realu Madryt Tec". Dalej tam jest?
Tak, używałem jej. Jednak już nie działa. Spróbowałem z ciekawości. Nie wiem do jakiego punktu może pracować. To była maszyna, który była zdolna podwyższać lub obniżać aktywność umysłową poprzez dźwięki i obrazki na ekranie. Zwiększała napięcie lub pomagała się zrelaksować.

Mimo wszystko są zawodnicy, prawdziwe gwiazdy, które są jak grzechotki. Możemy w takim przypadku mówić, że szaleństwo czy nadmierna osobowość, nawet zachwiana, pomaga w praktykowaniu futbolu?
Tak, na pewno. Uważam, że taki typ zawodnika nie może być inny. Krótko mówiąc, nie ma Balotellego w wersji dobrego dziecka. Taka możliwość nie istnieje. To charakter, który może wiele się nauczyć, a on, w wieku 25 lat, może zmienić niewiele. Poza tym, temperament idzie w parze z genami. Nie mówię, że takie czy takie zachowanie robi z kogoś lepszego piłkarza, ale też nie stwierdzam, że brak danych zachowań przekształci kogoś w najlepszego piłkarza. Nie możemy myśleć o Mágico Gonzálezie, który kładł się o 22, wstawał, jadł śniadanie i jechał prosto na mecz. Ten człowiek nie istnieje. Musimy cieszyć się tym jaki był i kim był: fenomenem. Podobnie jak Best czy Maradona... Powinni byli bardziej o siebie dbać? Dlaczego? Ciesz się tym, co widzisz, co masz przed sobą, to wystarczy.

Mijatović mówił, że ty nie radziłeś sobie z presją psychologiczną bycia w pierwszej drużynie.
Ta, powiedziano już tyle rzeczy... Jednak to ciekawe, bo to on podpisał mój kontrakt z pierwszą drużyną. Nie wiem czy Pedja pomyślał o tym później, ale tam grałem. I z każdym razem coraz lepiej, naprawdę. Uważam, że problem nie był z mojej strony. Przeciwnie, sądzę, że to jeden z moich mocnych punktów: radzenie sobie z presją i pokonanie tej sytuacji wychowanka, który wie, że w każdym roku będą przychodzić najlepsi piłkarze świata, żeby walczyć o twoją pozycję, ale ty i tak musisz wywalczyć sobie swoje miejsce. Teraz jestem tutaj od trzech lat, zaczynam czwarty rok i chcę być... przez wszystkie lata! Sądzę, że dotychczas oferowałem klubowi dobrą postawę i uważam, że mogę dać jeszcze więcej. Dla mnie presja nie jest problemem.

Jak idzie ci licencjat z psychologii?
Krok po kroku, bez pośpiechu, z radością. Mój pierwszy rok był świetny, ale z powodu godzin wykładów i kariery musiałem zmienić szkołę na uniwersytet prywatny. W tematach egzaminów i takich sprawach jest dużo wygodniej, ale mam dobre wspomnienia z Complutense. Na pierwszym roku tam miałem mnóstwo przedmiotów i zawiązałem wiele przyjaźni, to był dobry rok.

Jako "prawie psycholog", widzisz wokół siebie wiele godnych przypadków do analizowania?
Sądzę, że futbol to prawdziwa szkoła. A Real Madryt to o wiele lepsza szkoła do dawania rad w sprawie światka piłkarskiego niż jakikolwiek uniwersytet. Otrzymywałem wiele rady, które bardzo mi pomogły. Od Casillasa, Raúla, Gutiego, którzy byli tutaj przez wiele lat. Musieli zmierzyć się z o wiele większą ilością problemów niż ktokolwiek, kto kończy licencjat z psychologii. Podpatrywałem ich. Teraz patrzę przede wszystkim na Xabiego, jak on sobie radzi z trudnościami. Podziwiam go w tym aspekcie. Podziwiam także Cristiano za ambicję, którą ma, jak zachowuje się, kiedy jest na szczycie góry i wydaje się, że wyżej zajść nie może, a on i tak szuka miejsca na następny krok.

Cristiano schodzi z tej góry, kiedy jest poza boiskiem?
On jest na tej górze, ponieważ to piłkarz, który żyje na szczycie. Ma takie wymagania. Jest tak dobry i tak zdecydowany, że jest właśnie tam i to jest jego miejsce. To życzliwy człowiek, wszechstronny, przyjaciel swoich przyjaciół i kolega swoich kolegów. Wizerunek, który ma na zewnątrz, niestety nie odpowiada rzeczywistości. Przede wszystkim dlatego, że zazdrość kusi do deprecjonowania zawodnika, kiedy jest bardzo wysoko. Jednak on nie musi schodzić z góry. Jest tam dzięki swoim zasługom. I niech będzie dalej. Nawet stamtąd, z góry, może być dobrym gościem i może być pokorny. A pokora nie polega tylko na pochylaniu głowy. On jest dobry i o tym wie, dlatego o tym mówi. Pokorę pokazuje tym, że kiedy wie, iż jest tak dobry, on chce więcej, to daje ci na każdym treningu, w każdym meczu. Nigdy się nie zadowala, to także pokora. Kiedy mówią, że Cristiano nie jest pokorny, to się śmieję. To jeden z najbardziej pokornych ludzi, jakich znam.

Spojrzałem na timeline piłkarzy z reprezentacji olimpijskiej. Na ich Twitterach można zobaczyć co robią w każdej minucie, kim są ich dziewczyny, co z nimi robią, kiedy... Jednak widać też, że są związani z Playstation. Co sądzisz o tym współczesnym fenomenie?
To nie dotyczy tylko piłkarzy, chociaż piłkarz ma więcej czasu wolnego i dzięki temu, że jest osobą publiczną, lepiej widać, co robi, ale to nie dotyczy tylko zawodników. Mnie osobiście to nie pociąga, niewiele to dla mnie znaczy. Rozumiem, że ludzie tak wypełniają swój czas, że młodzi wolą publikować co minutę na Twitterze coś o swoim życiu lub grać na Pleju, ale ja wolę czytać książki. Portale społecznościowe to coś tak nowego, weszły w tak wybuchowy sposób, że to normalne, że zajmują mnóstwo czasu, szczególnie młodym ludziom.

Ty zacząłeś przygodę z Twitterem dosyć mocno, ale potem zniknąłeś.
Zacząłem selekcjonować wpisy. Miałem kilka złych interpretacji moich publikacji, co zmusiło mnie przemyślenia tego, o czym pisałem. Również dojrzałem i są sprawy, które wolę zachować niż o nich pisać. Jednak jak u wszystkich, to gusta. Ja mam swój, każdy ma swój. Nie sądzę, że mam lepszy gust niż ktoś inny.

Twitter ma swoje znaczenie. Na przykład poddałeś w wątpliwość słowa Diego Torresa z El País, który umieścił cię w szatni i napisał, że musiałeś wysłuchiwać krzyków Mourinho. Napisał, że Mou krzyczał, iż "byłeś jego przyjacielem, ale go zdradziłeś". A ty napisałeś na Twitterze, że siedziałeś w domu, bo byłeś zawieszony za kartki...
Tak, w szatni, a tym bardziej szatni Real Madryt, nie lubimy, gdy ktoś pisze, jakby był w środku, kiedy nie jest. Po pierwsze, dlatego, że dzisiaj informacja ma wielką moc i to, co człowiek przeczyta w dzienniku, staje się prawdą. Niezależnie jak wiele razy jej zaprzeczysz, i tak informacja kończy jako "prawda". A w wielu przypadkach nie ma żadnej kontroli nad tą władzą mediów. Jesteśmy trochę bezbronni wobec możliwości, że ktoś napisze coś nieprawdziwego i zaszkodzi takiej grupie, jak nasza, z wielkimi celami. A my nie możemy pozwolić sobie na tego typu problemy. Dlatego czasami musimy się w jakiś sposób bronić. W tym przypadku oczywistym było, że miałem kartkę i byłem zawieszony, chociaż nie sądzę, że to była dobra forma obrony, chodzi mi o portal społecznościowy. Kiedyś byliśmy też razem w grupie kolegów na kolacji, a jakaś gazeta napisała, że poszli wszyscy Hiszpanie oprócz mnie. Że mnie nie zaprosili, bo byłem przyjacielem trenera i nie byłem częścią grupy. Wyobraź sobie, że następnego dnia pojawiło się zdjęcie, na którym byliśmy wszyscy razem. Żeby zapełnić tyle gazet przez tyle dni, trzeba czasami wymyślić historie i czasami te historie szkodzą. Oczywiście jesteśmy do tego przyzwyczajeni, ale tego nie lubimy.

Jakie były twoje stosunki z Pellegrinim?
To był człowiek, który we mnie wierzył. Człowiek bardzo bliski, dobry trener. Przyszedłem z Getafe, a w Realu było już sześć gwiazd na mojej pozycji. Zapytałem go czy będę miał tyle samo szans, co reszta, czy raczej będzie się temu opierał. Powiedział, że nie, że wszyscy są równi i że będzie liczył na tych w najlepszej formie. W tamtym roku zagrałem trzydzieści kilka meczów, a to był mój pierwszy rok. W tym sensie wypełnił słowo, więc mam o nim dobre wspomnienia.

Miałeś też jednak w karierze trenerów zupełnie przeciwnych, jak Laudrup i Mourinho.
Nie są tak przeciwni. Mają inne wzory pracy. To prawda, że mają inne kariery i inne doświadczenia. Jednak są też podobni. Michael był bardzo ambitnym gościem. W tym sensie przypominał naszego trenera. I chociaż Laudrup nie wydawał się taki, to był wielkim perfekcjonistą, podobnie jak Mourinho. Jednak oczywiście nie można ich porównywać. Jeden to najlepszy trener na świecie, a drugi dopiero zaczyna.

Real w ostatnie lato kupił świecących zawodników, którzy mieli praktycznie sezon bez gry. To nie demoralizuje canteranos?
Kiedy wykonujesz transfer, robisz to z przekonaniem. Madryccy canteranos naprawdę chcą, żeby do Realu przychodzili dobrzy zawodnicy. Ja chcę, żeby drużyna się wzmacniała, chociaż oznacza to dla mnie większą rywalizację. Kiedy byłem kibicem, chciałem, żeby Real kupował najlepszych i grał najlepiej. Wolę, żeby przychodzili tacy gracze i walczyć właśnie z nimi. Jeśli ich kupują, to pomagają mi rozwijać się jako piłkarzowi, mogę również się od nich uczyć, chęć bycia lepszym jest dla mnie też bodźcem. Poza tym klub ma świetne oceny i od dwóch lat trafia z zakupami. Im lepsi, tym lepiej. Nietzsche mówił, że to wrogowie sprawiają, że jesteśmy lepsi, że powinno się ich cenić. Kiedy przychodzi dobry piłkarz na twoją pozycję, jest to bodziec.

Jakie odczucia przewijają się przez szkółkę? Wierzą, że się w nich wierzy?
Wierzy się w tego, który na to zasługuje. W tym aspekcie nasz trener jest sprawiedliwy. Dawał mnóstwo szans. W poprzednim sezonie debiutowało u niego wielu graczy. Na większości treningów są ludzie z Castilli i takie szanse chciałbym mieć w czasach, gdy ja grałem w młodszych kategoriach. Oczywiście, że się wierzy w szkółkę, ale to jest Real Madryt i nie możesz obarczać odpowiedzialnością kogoś, kto nie jest na to przygotowany. Dla jego dobra. Nie można brać dla samego brania.


Co sądzisz o tej teorii, że Xavi Hernández dostał w Barcelonie szansę, której nie miałby, gdyby jego klub w tak ważnych latach dla jego rozwoju nie był w kryzysie ekonomicznym.
Nie zgadzam się. To spekulacje. Być może gdyby Barça kupiła innego zawodnika, Xavi grałby w innej drużynie, gdzie rozwinąłby się, a może nie rozwinąłby się z innego powodu. Nie można powiedzieć, co zdarzyłoby się, gdybyśmy obrali inną drogę. Tego się nie wie nigdy. Może w innej drużynie Xavi byłby jeszcze lepszy. Trudno powiedzieć. Sądzę, że Xavi był zawodnikiem o dużym potencjale i natrafił na idealną platformę dla swojego rozwoju, stając się świetnym piłkarzem.

Twój kolega ze szkółki, Javi García, natrafił na Emersona i Diarrę, potem na Van der Vaarta, Gago, Lassa... Teraz dobrze radzi sobie w Benfice. Rozmawiasz z nim?
Nie rozmawiamy za wiele [uśmiech]. Byliśmy kolegami przez wiele lat. W szkółce byliśmy kolegami i rywalami, ponieważ graliśmy na podobnej pozycji i mieliśmy podobne cele. Chociaż byliśmy tymi kolegami, to jednocześnie istniała ta rywalizacja. Zawsze będę się cieszył, kiedy będzie szło mu dobrze i sądzę, że tak jest teraz. Poza tym on jest bardzo ambitny. Na koniec ludzi, z którymi walczyłeś, obdarzasz życzliwością.

Odpowiedzialni za szkółkę Realu Madryt opowiadają, że ty od dziecka różniłeś się od kolegów przez obsesję gry w pierwszej drużynie. Przy powrocie do Realu nie myślałeś o przejściu do klubu, gdzie pierwszy skład byłby łatwiejszy i pewniejszy?
Dla mnie sukcesem jest Real Madryt. Ta drużyna oznacza sukces, nie mogę mieć więcej nigdzie indziej. W innej ekipie mógłbym się lepiej rozwinąć? W jakiej innej drużynie, jaka jest moja granica? Na jaki poziom muszę zejść, żeby uznać, że to mój szczyt? Nie wiem, nie wiem czy to drużyna z drugiego poziomu, z drugiej ligi czy może z czwartej. Dokąd mam dojść? Jeśli nie Real, to na przykład lepiej pasowałbym do Valencii? To drużyna środka tabeli czy ta walcząca o utrzymanie? Nie umiałbym ustawić sobie sufitu, który nie byłby na najwyższym poziomie. Nie byłbym uczciwy wobec siebie i to nie było uczciwe wobec całego życia, gdzie od dziecka trenowałem i poświęcałem się piłce, która była moją największą pasją. Jeśli miałbym szansę gry na najwyższym poziomie, niezależnie od trudności, ale miałbym zrezygnować z powodu braku szans... Nie. Oczywiście, że chcę szans, ale w Realu Madryt, w najlepszym miejscu. I móc to zrobić, mieć taką możliwość, ale wybrać coś innego to szaleństwo. Tym bardziej, jeśli całe życie poświęciłeś na trening i marzenie o byciu piłkarzem z najwyższego poziomu. Jeśli posiadanie szansy sprawia, że się boisz i wybierasz coś bezpieczniejszego, to straciłeś swój czas.

Sądzisz, że są inni wychowankowie, którym mimo wszystko poszło lepiej poza Realem?
Nie potrafię wymienić takich przypadków, każdy piłkarz podejmuje swoje decyzje. Mówiłeś wcześniej, że miałem większą obsesję niż ktokolwiek,żeby grać w pierwszej drużynie Realu Madryt. Być może. Jednak zawsze widziałem to tak daleko, że wiosłowałem z całych sił. Jeśli widziałbym to bliżej, może skalibrowałbym swój wysiłek. Jednak dla mnie zawsze było czymś odległym, zawsze było czymś trudnym, tak wymarzonym bycie w tym klubie, że nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek odpuszczenie na drodze w tym kierunku. Nie jestem znawcą, ale jednym z powodów dojścia tutaj było to, że myślałem o tym, jak o niemożliwym. Widziałem, że to niemożliwe, szedłem "na maksa". Jeśli nie widziałbym tak tego, pewnie straciłbym szansę.

Poznałeś Bernabéu z trybuną stojącą?
Tak, byłem na nim z kolegami ze szkółki.

Tamten stadion był szalony, były krzyki, ludzie skakali, były butelki z winem, latały kanapki, to był obłąkany obiekt. Teraz wszyscy siedzą, pełno japońskich turystów. Sądzisz, że stadion jest za zimny?
Zmienił się świat, Bernabéu się nie zmieniło. Wcześniej na Real chodzili ludzie z Madrytu, madridistas. Teraz Real, dzięki naszemu prezesowi, który bardzo się o to starał, to najbardziej światowy klub, jaki jest. Odbija się echem na całym świecie, znają go wszyscy na całej planecie. Zmieniły się też media i komunikacja, a Real rozprzestrzenił się na cały świat. Dlatego Bernabéu nie jest już takie same, ale też Real Madryt nie jest już Realem z lat 70. i 80., tamten klub nie ma nic wspólnego z tym z XXI wieku, który dostosował się do globalizacji. Też widzimy, że ludzie są inni. Rozumiemy to. Jednak wiemy także, że to zależy od nas czy ruszają się mniej, czy więcej. Również wiemy, że w ważnych meczach Bernabéu zawsze nas wspierało. W poprzednim roku mieliśmy wiele ważnych wieczorów i trybuny zawsze były z nami, jak za najlepszych dni, które pamiętam. Chodzi o to, że nie możemy udawać, że Real Madryt rośnie w szybkości, której rośnie, i wymiarze, którego nabiera, a przy tym nie pojawiają się zmiany, które są naturalne. Wolę, żeby przyjeżdżali Japończycy i żeby w Japonii byli ludzie Realu Madryt. Byłem w tym kraju tego lata i jest pełne madridistas i ludzi z koszulkami Realu. Więc to normalne, że potem na stadionie są Japończycy...

Cóż, z tymi Japończykami nie chodzi o sprawy etniczne czy ksenofobiczne, chodzi o to, że są ludzie, który skarżą się, że publika nie wspiera jak kiedyś. Fanów już ochrzczono mianem "fajczarzy".
To normalne, że męczą się celebracją bramek. Strzeliliśmy ich grubo ponad setkę w tym sezonie. Zagraliśmy niesamowity sezon i sądzę, że odzwyczaili się już od strachu. Chciałbym być kibicem Realu i chodzić teraz codziennie z radością. Mamy piłkarzy z innej planety, brutalne numery... Rozgrywaliśmy wielkie mecze. Nie daliśmy im wiele czasu na zjedzenie tych fajek z powodu napięcia [śmiech].

Prasa twierdziła, że Mourinho osiągnął to, iż jesteście z nim do śmierci. Do tego punktu, że w finale Pucharu Króla z 2011 roku ty ciągle stałeś przy liniowym i protestowałeś.
Ja nie protestuję. Nie lubię angażować się w sprawy z liniowym. On biedny stoi plecami i to trochę tchórzliwe demonstrować za nim, kiedy on wykonuje swoją pracę. Jednak Mou, ze swojej strony, osiągnął to, że jesteśmy z nim do śmierci. To jedna z jego zalet i osiągnął to dzięki uczciwości. To jest ta różnica. To trener, który wygrał wszystko, który dalej chce wygrywać i ma ambicję, która zaraża. Sprawia, że ciągle jesteś przygotowany na 100%, w każdym dniu przez cały rok. Za to ambitny piłkarz jest mu wdzięczny.

W każdym razie, nie można powiedzieć wiele więcej dobrego o Barcelonie z ostatnich lat. Byli niesamowici i wygrali wszystko. Jak madridismo przełknęło tę kość?
Nie sądzę, że trzeba było to przełykać. Nie uważam, że madridismo i jego kultura musi ograniczać się do oglądania sukcesów Barcelony, żeby potem je przełykać. Jesteśmy przyzwyczajeni do bycia numerem jeden. To jest nasze prawowite miejsce, i dlatego, kibice oraz piłkarze, nie chcemy niczego przełykać. Zostawiamy to i walczymy o powrót na nasze miejsce, to, które wywalczyliśmy w poprzednim sezonie. To prawda, że poziom w ostatnich trzech latach był bardzo wysoki, ale to tylko podnosi znaczenie tego, co osiągnęliśmy. Teraz mamy ważne wyzwanie, którym jest utrzymanie się tam i powrót do odzyskania hegemonii. Wszyscy mówią o najlepszej drużynie w historii, a inna ekipa wygrała z nią o 9 punktów, kiedy ciągle nie przestano opowiadać o niej cudownych rzeczy. My byliśmy o wiele lepsi w tej Lidze! I wygraliśmy na ich stadionie! Trzeba rozumieć, że Real to nie jest drużyna, która się czymś zadowala, która ogranicza się do przełykania tego, co widzi. Real się buntuje i chce wrócić na miejsce, które według mnie się mu należy.

Wyobraź sobie sen... Wierzysz, że w Barcelonie grałoby ci się lepiej ze względu na twoją charakterystykę?
Nie, nie, nie! Nie obchodzi mnie jak grają. Jako madridista nie mógłbym grać w Barcelonie nigdy, nawet w najlepszych warunkach ani za wszystkie skarby świata. Nie, z powodu zasad. Nie byłbym do tego zdolny.


Po wygraniu Ligi na Twitterze, co rozdmuchały niektóre media, pojawiło się zdjęcie ciebie całującego Ramosa. Potem drugie z nagim torsem w szatni. Jak sobie radzisz z tym nieuniknionym wizerunkiem, powiedzmy, popowym?
Odrzucam tę rolę. Odrzucam. Jestem piłkarzem, dobra? Piłkarze zajmują się grą w piłkę, moją pracą jest gra w piłkę i robienie tego dobrze. Nie można wymagać od piłkarzy, żeby oprócz gry zachowywali się przykładnie, myśląc o... dzieciach. Nie sądzę, że to coś nieodłącznego z naszą profesją. Jedyną różnicą, jaką widzę, jest moment gry w Realu. Kiedy grasz w tej drużynie, jeśli masz ten herb na piersi, to musisz być wzorem. Jakbyś nosił koszulkę przez cały dzień. Bo wtedy ludzie nie widzą ciebie, widzą gracza Realu Madryt, a Real Madryt to wizerunek, którego nie można splamić. Wychowywałem się tutaj, przekazano mi rzeczy, które muszę przekazywać dalej, ludzie z Realu wpoili mi grę w piłkę, ale także wiele innych rzeczy. Jestem tej instytucji winny szacunek. To kwestia godności. Jednak nie podoba mi się, że wymaga się od osób publicznych, niezależnie czy to śpiewak, czy sportowiec, żeby dawali przykład dzieciom, żeby je wychowywali. Nie, dzieci wychowują ich rodzice.

Wrzuciłeś na Twittera zdjęcia z wieloma książkami: Valle-Inclána, Maupassanta, Gila de Biedmy, Bukowskiego, Carvera, Kafki, Hernándeza... Przeczytałeś je wszystkie?
Przeczytałem wszystkie. Jeśli chodzi o Valle-Inclána, to cóż, trzeba się przyzwyczaić do języka, przynajmniej u mnie tak było. Niektóre rzeczy trzeba czytać po dwa razy. Nie jestem przyzwyczajony do takiego języka z innej epoki, tak bardzo literackiego, musiałem wiele razy używać słownika. Jednak, co ciekawe, ten styl jest bardziej obecny teraz niż kiedyś. Sądzę, że to dobra epoka na czytanie takich dzieł, tak trudna epoka...

Jak tę epokę oceniają gracze Realu Madryt?
Ludzie są wściekli i to normalne. Jesteśmy w trudnej sytuacji. Całe rodziny i osoby, które mają trudne warunki życiowe. Tymczasem my żyjemy w uprzywilejowanej sytuacji, nie musimy się tego wstydzić, ale powinniśmy być odpowiedzialni przynajmniej na tyle, żeby poznać rzeczywistość i mieć świadomość tego, co się dzieje.

Co słychać w związku piłkarzy?
Walczy o piłkarzy, którzy tego potrzebują. Ludzie myślą, że piłka to sława i miliony, ale jest mnóstwo graczy, którzy nie dostają wypłat. A futbol to praca, ludzie z tego żyją i także związek musi bronić ich praw. Jak każdego innego pracownika.

Wracając do książek przeczytanych tego lata... Xabi Alonso opowiadał nam, że szalejesz na punkcie Kafki.
Mówi tak, bo przyłapał mnie z jakąś jego książką w jakiejś podróży. Tak, on mi się podoba. Jest inny. To jeden z pisarzy, który opowiada ci taką historię, w której wydaje ci się, że nie dzieje się zbyt wiele. Aż do czasu, gdy przestajesz czytać, uspokajasz się po kilku minutach i zdajesz sobie sprawę, że twoje ciało zareagowało. W tym sensie jest jak Carver, czytasz jedną z jego opowieści, wydaje się normalna, biegnie swoich rytmem, a kiedy kończysz, to zostajesz z pewnym odczuciem... Po "Przemianie" Kafki poczułem też niepokój, ale nie odczuwałem go w czasie lektury. Tę książkę czyta się dobrze, jest napisana nawet tak słodko, chociaż opowiada o robaku. Jednak po skończeniu pozostaje poważne odczucie niepokoju. Z Carverem jest podobnie, to codzienne historie, dobrze opowiedziane, dzięki czemu jest tam coś, czego nie widać w literach. Bukowski, wręcz przeciwnie. To czysty realizm, ostry realizm. Najlepsze, że wierzysz to, co się dzieje i tak faktycznie było. Postać, jego alter ego, Henry Chinaski, jest prawdziwa. Możesz identyfikować się z nim przez 24 godziny, chociaż był oczywistym człowiekiem-porażką. Dochodzisz nawet do punktu, w którym go podziwiasz. I to jest pozytywna część tego wszystkiego. Z kolei Gil de Biedma to mój ulubiony poeta. Dużo o nim rozmawiałem z przyjaciółmi, to była świetna postać, naprawdę. Dokładnie punktuje, a to bardzo mi się podoba. Z Maupassanta trzy opowiadania i coś jeszcze. Przydarzyła mi jedna rzecz. Byłem na pchlim targu w Bogocie, na którym jest mnóstwo starych książek. Znalazłem tę Maupassanta, "Baryłeczkę", która najbardziej mi się podobała, kupiłem ją i zachowałem jako wspomnienie stamtąd. Z drugiej strony, u Miguela Hernándeza nie możesz uwierzyć, o czym pisze w danej sytuacji. Dużo kosztowało mnie wejście w jego skórę. Mówi jak ten, któremu się coś zdarzyło, jest w stanie tak reagować, opowiadając o tym, w sposób w jaki opowiada. Godne podziwu. Godne czegoś większego, dlatego mi się podoba.

Masz zupełnie inny gust od Xabiego, który przyznał, że najbardziej lubi thrillery.
Też lubię dreszczowce. Jednak mi ogólnie podobają się dobre książki. Zarówno w muzyce, jak i literaturze, mam słabość do klasyki. Zawsze myślę, że klasyki są klasykami z jakiegoś powodu i zawsze stwierdzam, że to coś, co musisz przeczytać. Lubię też bestsellery. Jednak u mnie nie jest on tak stereotypowy, dla mnie może mieć złą sławę w środowiskach kulturalnych, a ja się z tym nie zgadzam. Czasami nie przeczytam nawet trzech rozdziałów czy coś takiego, nawet kilku zdań, a uważam, że to pisarz o wielkich umiejętnościach.

Macie w Realu Madryt kółko książkowe?
Nie, nie za duże [śmiech]. Skupiamy się na meczu. Z Xabim faktycznie rozmawiam o takich sprawach, ale ogólnie nie za dużo się mówi się na ten temat. To normalne.

Aż cztery razy oglądałeś "Annie Hall".
Bardzo go lubię. Mam nawet scenariusz. Jestem dosyć dużym fanem Woody'ego Allena, to prawda. Wydaje mi się świetny ogólnie, ale także świetny poprzez to, że on wymyślił swój styl. Trudno jest coś robić, ale jeszcze trudniej to wymyślić.

Jakieś inne gusta kinematograficzne?
"Ojciec Chrzestny". Wcześniej byłem też wielkim fanem Kubricka... [dłuższa pauza] Podoba mi się także film Sofii Coppoli, "Między słowami".

Wiem, że lubisz też czytać Harukiego Murakamiego. Widziałeś "Tokio Blues"?
Widziałem film, tak. Nie wydawał mi się zły, ale nie stanął na wysokości książki, chociaż też oczekiwałem mniej niż to, co potem zobaczyłem. Książkę przeczytałem bardzo młodo i mocno na mnie wpłynęła. Sądzę, że to książka do przeczytania w wieku 18 lat. Przynajmniej na moim poziomie. To jednak z książek, które musisz czytać, żeby dorosnąć. One sprawiają, że dojrzewasz. Podobnie jak "Demian" czy "Buszujący w zbożu". Czytasz, kiedy dojrzewasz i kiedy mogą dać ci bodziec.

Alonso zdradził nam także sprawę z twoimi gitarami.
To nie jest jakiś nawyk, ale lubię pograć na gitarze. Teraz gram więcej, ponieważ mam jedną gitarę od przyjaciela, która wiele dla niego znaczyła i teraz wiele znaczy dla mnie, co zmusza mnie do wyciągnięcia jej od czasu do czasu. Jak wszystko, trochę to kosztuje, ale kiedy gram dobrze, to czuję się świetnie.

Moją uwagę przykuło to, że na liście muzyków, którzy ci się podobają i którą kiedyś wypuściłeś, znaleźli się Ryan Adams, Lucina Williams, Wilco, Josh Rouse, a obok nich nagle grupa Pereza.
Lubię każdy typ muzyki. Słucham także muzyki klasycznej. Jestem wielkim fanem Brahmsa. Chociaż jeszcze nie dotarła do mnie muzyka elektroniczna albo jeszcze dobrze jej nie rozumiałem. Lubię gitarę i muzykę amerykańską. Podoba mi się także Pereza, od małego. Znam ich i to genialni goście. Z Leivą łączy mnie przyjaźń. Teraz gra sam, ma brutalny talent i to naprawdę mój dobry przyjaciel, pomógł mi w tysiącu spraw. Bardzo go podziwiam. A Pereza czerpała inspirację z muzyki amerykańskiej. Jestem pewny, że Leiva też słucha Wilco i mu się podoba. Uwielbiam też muzykę na żywo. Nawet jeśli to jakiś koleś z gitarą w barze. Słucham również jazzu, nie tylko dla muzyki, ale też dla atmosfery, jest bardzo literacka... Dobrze się czuję z takim gustem.

Na koniec wykonamy na tobie test z "Zielonej pożywki". Oglądałeś ten film?
Nie.

To film, w którym rząd robi ciasteczka ze starych ludzi dla reszty ludzkości, żeby dostarczyć białko. Kiedy ci ludzie mają umrzeć, udają się centrów, gdzie wybierają muzykę, która się im podoba, podaje im się do tego ostatni posiłek i wyświetla miłe wideo. Dzięki temu mogą odejść w spokoju. Chcę, żebyś powiedział mi, jaki posiłek, muzykę i wideo wybrałbyś, gdybyś znalazł się w tej sytuacji.
Uciekałbym stamtąd! Za bardzo lubię życie, uciekałbym aż by mnie złapali. Jednak jeśli nie miałbym wyjścia... Wybrałbym Quique Gonzáleza, jego piosnkę, która nie jest jeszcze skończona, będzie w następnym roku, chociaż nawet nie ma jeszcze nazwy... Chociaż nie wiadomo jak to się potoczy... Zmienię piosenkę! Wybrałbym "Tak młodzi i tak starzy" Sabiny. A na ekranie poprosiłbym film na taśmie Super 8mm, który wiele lat temu nagrała moja mama z moim bratem. Mama miała wtedy 23 lata, a brat 2 latka. Bardzo mi się podoba. Ostatni posiłek: kawa.

Więc ciasteczka "Zielona pożywka 'Granero'" smakowałaby jak kawa...


REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Wywiady

Komentarze

2012.08.27, godz. 21:38, felek007_12
Nie wiem dlaczego ale polubilem Granero odkad tylko przyszedl do Realu. Moze nie nalezy do najlepszych ale ma charakter ktory pasuje do Królewskich. Mam nadzieje ze bedzie dlugo gral dla Madrytu.
HALA MADRID!!!
2012.08.11, godz. 11:47, LosBlancos_96
Granero to wspaniały piłkarz. Ma serce do gry. Bardzo ciekawa rozmowa.
Hala Granero!
Hala Madrid!
2012.08.10, godz. 08:40, michal0000
Panowie:
Mój znajomy jest kibicem Arsenalu i Realu. Arsenal przegrywa w sondzie o pokazanie jego meczu w CANAL+ gdybyście chcieli zagłosujcie, z góry dzięki.
http://www.canalplus.pl/sport/oferta-sportowa
2012.08.09, godz. 17:21, pozdro dla normalnych
jeszcze jakby go ktoś tam chciał...
2012.08.09, godz. 15:27, sojerrrr
Uzka

Jednak wyjątek potwierdza regułe :) Też chciałbym, żeby piłkarze byli ciut inteligentniejsi, czy tam wyedukowani, ale rozumiem, że czasu nie mają. Dlatego ja się nie łudzę i patrzę tylko na piłkę. Czasem pojawiają się tacy właśnie jak Granero, z którymi, wydaje się, można by było porozmawiać na poziomie :)
2012.08.09, godz. 15:22, sojerrrr
W kwestii filmów podzielam gusta :) Również uwielbiam Woody'ego Allena i widziałem prawie wszystkie filmy, niektórych niestety nie potrafię zdobyć. Również uwielbiam Sofię Coppolę i jej "Między Słowami", a szczególnie "Virgin Suicides" :) A w kwestii wypowiedzi, co do pierwszeństwa to zgadzam się ze słowami Midast poniżej.
2012.08.09, godz. 12:47, MONTERERE
Psychologia? Wielki plusik u mnie;)
2012.08.09, godz. 12:19, wacuchplacuch
podejrzewam, że nie będą płakać :D
2012.08.09, godz. 10:59, adamsinho
"My byliśmy o wiele lepsi w tej Lidze! I wygraliśmy na ich stadionie!

Barcelona tez wygrala na Santiago Bernabéu i to 3:1 wiec nie podniecaj sie tak panie Granero.
2012.08.09, godz. 09:49, hugon600
Cala Barcelona dzisiaj placze...
2012.08.09, godz. 05:18, domin11rm
Swój człowiek :)
2012.08.09, godz. 00:19, Bezimienny
Najlepszy wywiad jaki czytałem od dawna! Niesamowity szacunek dla tłumacza, jesteś wielki!
2012.08.08, godz. 23:43, dzejk0p
Jarek skąd Ty masz tyle czasu na to tłumaczenie ?:D

Typowy Madridista, mimo braku miejsca w składzie walczy o nie, nie grał dużo a i tak nie narzekał.
Teraz będzie lepiej, wierzę w niego ;)
2012.08.08, godz. 23:14, Grzesiek1543
Madridista z krwi i kosci, z obeznego skladu nie wielu pilkarzy moze wypowiedziec takie slowa. a jeszcze mniejsza ilosc ma tak poukladane w glowie.
2012.08.08, godz. 22:46, Madridista1223
"Granero: Nie zagrałbym w Barçy za żadne skarby świata"

Niestety tych słów nie może powiedzieć Eto'o
2012.08.08, godz. 22:09, ronaldo1994
Wspaniałe słowa. Szkoda tylko, że w większości meczów nie potrafi zagrać jak najlepiej potrafi. Może w tym roku wyjdzie mu to lepiej.
2012.08.08, godz. 22:04, oldmadritistas
bardzo fajny wywiad:D esteban mądry gość nie pasuje do stereotypu piłkarza! bardzo go lubie:D moze nie najlepszy technicznie ale za to ma białe serce tym nadrabia! hala Esteban
2012.08.08, godz. 22:00, Oczy Oezila
drodzy admini to lekka przesada...

http://www.youtube.com/watch?v=0WF6mniodfU
2012.08.08, godz. 21:54, Pioti
Po tym wywiadzie nasuwa się jedna myśl: mniej czytania, więcej grania, Esteban.
2012.08.08, godz. 21:40, ronaldo1500
NarcissusBaz

Nie liże tyłek madridismo. Niby czego miałby to robić ? Sam jest Madridistą i kocha ten klub. Mówi prawdę, bez wazeliny. ; )
2012.08.08, godz. 20:27, NarcissusBaz
słaby jest i tylko dlatego by nie zagrał w Barcelonie... taka jest prawda, a to że liże tyłek madridismo tego nie zmieni
2012.08.08, godz. 20:04, Mistrz7
"Trzeba rozumieć, że Real to nie jest drużyna, która się czymś zadowala, która ogranicza się do przełykania tego, co widzi. Real się buntuje i chce wrócić na miejsce, które według mnie się mu należy." ♥♥♥ ;)
2012.08.08, godz. 20:04, El__Blanco__Hala__Madrid
nie zagrałby w barcelonie nawet gdyby chciał bo jest za słaby, i na barcelone i na real. fajnie że madridista ale piłkarz średniawy
2012.08.08, godz. 19:50, Malvorio
Nigdy go nie lubiłem, ale teraz ma u mnie takiego plusa że co najmniej na 0 wyszedł.
2012.08.08, godz. 19:44, Uzka
Jeden z najlepszych wywiadów jakie ostatnio czytałam i to jeszcze w wykonaniu piłkarza, człowieka, który zazwyczaj swoją rolę w tego typu rozmowach ogranicza do powtarzania dyplomatycznych banałów. Dużo też zależy od dziennikarza, więc można powiedzieć, że całość wypadła świetnie. Naprawdę warto przeczytać od początku do końca. W moim mniemaniu, Esteban wychodzi naprzeciw stereotypowi, że każdy piłkarz to kopacz-głupek. Na dodatek, te wszystkie wypowiedzi, zwłaszcza o Realu są dla mnie miliardy razy bardziej szczere i zapewniające, że jest madridistą, niż dosłowne "chciałbym tutaj skończyć karierę." On tego nie mówi, a mimo wszystko jestem pewna, że gdyby tylko miał takową możliwość, nigdy by z tego klubu nie odszedł, za żadne pieniądze.
I wiemy już, dlaczego Mourinho go tak lubi :D
2012.08.08, godz. 19:40, Rufix
Heh, naprawdę mnie do siebie przekonał po tym wywiadzie, podoba mi się jego podejście do klubu, herbu, tradycji i duma z bycia madridista.

Poza tym wydaje się ciekawym człowiekiem:P
2012.08.08, godz. 19:38, koman221
Madridista.Widać,że wychowanek Realu.
Hala Granero
2012.08.08, godz. 19:27, Aneurysm
@martinez_rm Musze cie zasmucic, ale przeczytalem calosc. Nie byl to az tak dlugi wywiad, zebym musial go czytac wiecej niz te 10 minut. :)
2012.08.08, godz. 19:26, panstefan
A Piotr Włodarczyk może za żadne skarby świata nie zagrałby w Realu :D Tylko kto by go tam chciał? I kto by chciał Granero w Barcelonie?
2012.08.08, godz. 19:24, ag1267
El Jarek, świetna robota! Dziękuję Ci bardzo.

Jak dobrze, że na tym świecie są jeszcze tacy ludzi jak Granero :)
2012.08.08, godz. 19:08, kondzio355
Pirat zainspirował mnie bym umieścił tu ślad po sobie w postaci komentarza.
Świetny wywiad, który poleciłbym każdemu, mimo jego długości.Mówi z pasją, oddaje część siebie, dawno nie czytałem tak dobrej lektury. Aż chyba skuszę się na podane przez niego książki.. : ))
2012.08.08, godz. 19:05, dżankomuzykant
Wspaniały facet. Jeden z moich ulubieńców. Gdybym miał wybrać pierwszą jedenastkę na podstawie sympatii do poszczególnych chłopaków, Esteban na pewno by się w niej znalazł.:)
2012.08.08, godz. 19:05, karolllinaogiellla
Nie dziwię mu się jak do szkółki Realu dołączył już w wieku 8 lat. Barcelona to Barcelona a Real to Real. Albo się jest oddanym jednemu klubowi albo drugiemu. Fajnie że Granero to piłkarz Realu i nie jest świnią jak niektórzy.
2012.08.08, godz. 19:02, madristaziom
Z ostatniego sezonu zapamietam jego wejscie w meczu z Barça,po profesorsku rozegral to co mial do rozegrania
2012.08.08, godz. 19:02, Marcines
dłuugi wywiad, pewnie 1% go przeczytało :D
2012.08.08, godz. 18:55, martinez_rm
kubdex

Nie przeszkadza mi to w żaden sposób to tylko takie moje drobne spostrzeżenie pozdrawiam :)
2012.08.08, godz. 18:46, kubdex
martinez_rm

przeszkadza ci to ?;d Jeżeli ktoś nie ma problemów to sobie je szuka ;p
2012.08.08, godz. 18:41, Klusek_1996
za czasow Gierka bylo lepiej
2012.08.08, godz. 18:41, New_Divide
El Jarek pewnie to pół dnia tłumaczył :D
2012.08.08, godz. 18:35, martinez_rm
Pierwszych dwóch nie czytało wywiadu a komentuje przeczytaliście tylko tytuł news'a prawda ?
2012.08.08, godz. 18:32, Pevex002
To jest nasz Modrić!!
2012.08.08, godz. 18:29, RealMadrid7Hala
nic dziwnego Esteban gra dla Realu od 8 roku życia... to jest coś
2012.08.08, godz. 18:27, kubdex
Jarek...! Wyjdziesz za mnie ?
2012.08.08, godz. 18:25, realarko
"Nie, nie, nie! Nie obchodzi mnie jak grają. Jako madridista nie mógłbym grać w Barcelonie nigdy, nawet w najlepszych warunkach ani za wszystkie skarby świata. Nie, z powodu zasad. Nie byłbym do tego zdolny."

kocham go za te słowa !!!
2012.08.08, godz. 18:24, zidaunbpe
Pirat naprawdę fajne rzeczy mówi, jestem mile zaskoczony.
2012.08.08, godz. 18:23, Aneurysm
prawdziwy Madridista
2012.08.08, godz. 18:18, kazer86
Mistrz!!! Takich zawodników nam potrzeba z sercem do gry do klubu do rozwoju!!! Hala Madrid!!!

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama