REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

mecze realu

2018.06.09, godz. 16:37, Choob

Baskonia zdobyta! 4:1!

Przed meczem z Athletikiem Królewskim pozostało siedem finałów. Siedem meczów, które zadecydują, czy pod koniec obecnego sezonu dane będzie całemu madridismo wznosić ręce w geście triumfu na La Cibeles. Żeby zachować szanse, Real Madryt nie może pozwolić sobie na jakikolwiek błąd, jakąkolwiek pomyłkę, bo drugiej szansy już nie dostaną. Z takim podejściem i świadomością, jak ważny jest niedzielny mecz, podeszli piłkarze z Madrytu do pojedynku z baskijskimi Lwami.

Jeden strzał, drugi strzał – gospodarze w natarciu
Pierwsze minuty zdecydowanie należały do piłkarzy gospodarzy. Grę zawodników w czerwono-białych pasach ciągnął Joseba Etxeberria, chociaż wspomagał go także Iraola, który nękał naszą obronę wrzutkami w pole karne. Wydawało się, że Madryt czeka trudna przeprawa na San Mamés, na to bynajmniej wskazywały pierwsze minuty meczu. Jednak od 13. minuty to Blancos umieszczeni zostali w uprzywilejowanej sytuacji, bowiem udało się im wysforować na prowadzenie. Rzut wolny dla gości, do piłki standardowo podchodzi David Beckham, mocna wrzutka w pole karne, gdzie odnajduje się Sergio Ramos i silnym strzałem głową nie pozostawia szans Aranzubii. 1:0! Lepiej być nie mogło. Szybkie prowadzenie, kontrola gry… Czy aby na pewno? Nie, nie, tak łatwo być nie mogło… Zespół z Bilbao, jak to ma zwyczaju, łatwo nie odpuszcza i nawet po straconej bramce nie zrezygnował. Ba, to gospodarze wciąż prowadzili grę, nadawali tempo meczu i dyktowali warunki. Real, niczym przyczajony tygrys, czyhał tylko na okazje…

0:1, 0:2 – po meczu?
Athletic dawał z siebie niemal wszystko. Próbował Javi González, próbował Iraola, próbował Exteberria. Real tymczasem w 34. minucie przeprowadził kolejną, jedną z nielicznych zresztą, akcji ofensywnych. Emerson pięknie założył siatkę obrońcy Bilbao, zagrywając do Cicinho, ten popędził prawą flanką, miękko dorzucił, a na miejscu był już Ruud van Nistelrooy, który nie zwykł marnować takich okazji. 2:0! Dla Van the Mana było to 13. trafienie w lidze na wyjeździe. „Życie jest niesprawiedliwe”, mogliby w tym momencie pomyśleć sobie kibice gospodarzy. Przecież to oni atakowali, przecież to oni się bardziej starali, przecież to oni mieli wygrać… A jednak, Królewscy wykazali się skutecznością i, tak jak nas do tego przyzwyczaili, zdobyli bramki po pojedynczych akcjach. Paręnaście minut później pan Muñiz Fernández zagwizdał i zakończyliśmy tym samym pierwszą połowę.

Second half is under way, jakby rzekł Andy Gray, znany szkocki piłkarz i komentator. Druga część spotkania rozpoczęła się od szoku dla gospodarzy. W 49. minucie, po lekkim zamieszaniu w polu karnym, piłka trafia wprost pod nogi Van Nistelrooya, a ten pięknym strzałem umieszcza ją tuż pod poprzeczką Aranzubii, który nawet nie drgnął. 3:0 i już naprawdę po meczu. Blancos dosyć szybko uporali się z rywalem, a trzecia bramka oznaczała już całkowite cofnięcie się do defensywy i ograniczenie do sporadycznych kontr. Konsekwencja takiego zachowania musiała kiedyś nadejść, albowiem niemożliwym jest, by drużyna z powodzeniem broniła się przez cały mecz. Prędzej, czy później gola straci. Poczynania Bilbao bardzo ożywiło wejście Yeste i Urzaiza, których trener Mané nie desygnował do wyjściowego składu. Warto zaznaczyć, że Real całkiem dobrze radził sobie zepchnięty do defensywy. Przede wszystkim środek pola Athleticu nie miał dużego pola manewru, bo świetnie z gry wyłączyła ich para Diarra - Emerson, która zasługuje na naprawdę duże brawa. Poza tym w miarę pewnie spisywał się Cicinho. Swoją szansę w meczu miał także wprowadzony w drugiej połowie Gonzalo Higuaín, jednak młody Argentyńczyk w akcji sam na sam z Aranzubíą trafił w słupek i musiał obejść się smakiem. Gola nie było. Co zaś tyczy się gospodarzy: Fran Yeste był w drugiej połowie jednym z głównych kreatorów akcji Lwów i to po jego podaniu padła upragniona bramka dla gospodarzy. W 80. minucie gry sędzia podyktował rzut wolny. Futbolówkę w pole karne wstrzelił Yeste, ta spadła wprost na głowę Llorente, który nie miał problemów z trafieniem do siatki. 3:1 dla Realu, za stratę tej bramki winić możemy młodego Miguela Torresa, który, jak wyraźnie widać w powtórkach, spóźnił się i nie wrócił za napastnikiem Athleticu. Chwilę później marzenia gospodarzy ostatecznie rozwiał Guti. Pomocnik przyjezdnych otrzymał bardzo ładną, prostopadłą piłkę od Raúla i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Blondwłosy mańkut spokojnie przeniósł piłkę nad Aranzubíą i po meczu. Dziękujemy.

Wynik meczu zdecydowanie nie odzwierciedla przebiegu spotkania. To Athletic był stroną bardziej aktywną, oddawał więcej strzałów i bardziej atakował. Na szczęście dla Realu, mieli dzisiaj niesamowicie rozregulowane celowniki, bowiem prawie każdy strzał kończył się „panu Bogu w okno”. Po zwycięstwie na San Mamés pochwalić możemy, oczywiście, strzelców goli, ale także Davida Beckhama (kolejna asysta, jak i dobra gra w przeciągu całego spotkania), który z Sevillą z powodu żółtej kartki nie zagra, Mahamadou Diarrę i Emersona (para środkowych pomocników bardzo dobrze, zwłaszcza w drugiej połowie, odcinała gospodarzy od gry), a także Ikera Casillasa, który nie raz ratował Madryt w gorących sytuacjach. Słaby mecz natomiast rozegrał niestety Robinho, który nie potrafi udowodnić, że w podstawowym składzie potrafi grać równie dobrze, co wchodząc z ławki. Kolejne zwycięstwo, jednak kolejny finał przed nami, do którego możemy podchodzić z optymizmem.

2007.04.29 - Niedziela - 21:00
Athletic Club 1 : 4 Real Madryt
Llorente - 80 gol 14 - Ramos
34 - van Nistelrooy
49 - van Nistelrooy
83 - Guti

Aranzubía
Expósito
Amorebieta
Sarriegi
Murillo
Gabilondo - 51
Iraola - 70
Javi González
Martínez
Etxeberría - 51
Aduriz
sklad
Casillas
Ramos
Cannavaro
Cicinho
Torres
Diarra
Emerson
Beckham
87 - Raul
76 - Robinho
61 - van Nistelrooy

Murillo - 17
Urzáiz - 68
kartki
10 - Cannavaro
74 - Beckham

Urzáiz - 51
Yeste - 51
Llorente - 70
kartki
61 - Higuain
76 - Guti
87 - Reyes
Primera División - 32. kolejka
Nie przeprowadzaliśmy relacji "minuta po minucie" z tego spotkania

Powrót do listy wyników

Komentarze

2007.06.29, godz. 10:32, dominik028
zgadzam sie jak by był Ronaldo!!!!!!
2007.05.27, godz. 22:56, Karny
jak by był Ronaldo to by było 5-1la nas on ma niezła formę!!!!!!!!!!
2007.05.04, godz. 19:41, Pelkosław
dobrze
2007.05.04, godz. 11:06, Casillas1995
to był jeden z najleprzych meczy w sezonie. Real wygra lige ja to wiem
2007.04.30, godz. 23:30, pyry
czemu nie bylo relacji

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

wybierz

Na RealMadrid.pl znajdziesz dokładne raporty meczów Królewskich z ostatnich ośmiu sezonów!

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania relacji "minuta po minucie" i komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama