REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

wybitni piłkarze

Roberto Carlos (1996 - 2007)

Roberto Carlos urodził się 10 kwietnia 1973 r. na plantacji kawy w niewielkiej miejscowości Garça niedaleko Sao Paulo. Imię zawdzięcza wielkiej sympatii, jaką jego rodzice darzyli do brazylijskiego piosenkarza Roberto Carlosa, parającego się dość popularnym wtedy nurtem MPB (Música Popular Brasileira). Trzeci kapitan Królewskich jak większość młodych Brazylijczyków nie miał łatwego dzieciństwa, jednak fascynacja piłką nożną objawiała się u niego już od wczesnej młodości. Kiedy tylko mógł, wymykał się z domu, by móc rozegrać kolejny mecz ze swoimi przyjaciółmi. W wieku 14 lat, wraz z zapisaniem się do szkółki União São João de Araras, rozpoczęła się jego wielka (jak się miało później okazać) piłkarska kariera.

Kolejnym przystankiem w jego "quest for glory" była drużyna Palmeiras São Paulo, pierwszy z trzech wielkich klubów w jego karierze, do którego przeniósł się na początku 1993 r. Tutaj zdobył dwukrotnie mistrzostwo Brazylii - w roku 1993 i 1994. Dwa i pół roku później, za sprawą znanego skądinąd Massimo Morattiego, filigranowy Brazylijczyk spakował manatki i przemierzył Atlantyk celem podbicia Europy w barwach nowego klubu - Interu Mediolan. Mimo iż w swoim pierwszym sezonie w Serie A (95/96) wystąpił w 30 spotkaniach zdobywając sześć bramek, w światowej stolicy mody długo miejsca nie zagrzał. Ówczesny trener Internazionale, Roy Hodgson, uparł się bowiem, by z Roberto zrobić... środkowego pomocnika. Rzeczonemu taki stan rzecz oczywiście niezbyt odpowiadał, więc gdy zgłosił się po niego madrycki Real, nie zastanawiał się ani chwili. Włoski klub na transferze zarobił ok. 18 milionów USD, stracił jednak piłkarza, który szybko miał dorobić się miana jednego z najlepszych lewych obrońców w historii piłki nożnej.

Inicjatorem transferu był człowiek, który po rozstaniu z Milanem objął wtedy prowadzenie królewskiego klubu - niejaki Fabio Capello. A trzeba wspomnieć, że w Madrycie sytuacja nie była wtedy wesoła. Niewiele wcześniej, dziewięć miesięcy po wyborze na prezydenta, Ramón Mendoza złożył rezygnację. Na jaw wyszły potężne długi Realu Madryt. Dnia 20. listopada 1995 r. nowym prezydentem został Lorenzo Sanz. W desperackich próbach przywrócenia klubowi dawnego blasku po latach bez większych sukcesów na arenie europejskiej, zatrudniony zostaje wspomniany Fabio Capello. Włoch otrzymuje wolną rękę w przeprowadzeniu rewolucji kadrowej. Do Realu przybywają m.in. Seedorf, Davor Suker, Mijatović oraz oczywiście Roberto Carlos.

Dysponujący atomowym uderzeniem Brazylijczyk zadebiutował w białych barwach w wieku 23 lat, dnia 31.08.1996 r. w wyjazdowym meczu z Deportivo La Coruna, zremisowanym zresztą 1:1. Bardzo szybko przystosował się do hiszpańskiego stylu gry, jeszcze tego samego sezonu zdobywając z Realem swoje pierwsze trofeum - Mistrzostwo Hiszpanii `97. Jak słuszne były zmiany przeprowadzone przez Capello, pokazał jeszcze dobitniej zdobyty rok później, po dokładnie 32 latach i 9 dniach przerwy, Puchar Europy. Gol Mijatovicia w finale, zdobyty po jednym z potężnych uderzeń Roberto Carlosa, był ukoronowaniem wspaniałej gry Królewskich w tych rozgrywkach. Ligę Mistrzów udało się jeszcze później wygrać 2 razy - w 2000 oraz 2002 roku.

Mimo tego, że drużyna wznosiła Puchar Mistrzów już pod wodzą Juppa Heynckesa, to właśnie Capello był wspominany przez Roberto z największym rozrzewnieniem. W jednym z wywiadów powiedział: - Według mnie Capello to najlepszy trener na świecie, jest dla mnie jak ojciec.

Po wielkim sukcesie w Amsterdamie płynęły lata, kolejni szkoleniowcy się zmieniali, ale niezniszczalny Carlos wciąż pozostawał dobrym duchem zespołu. Z Realem przeżył wiele wspaniałych, jak i trudnych chwil. Grał tutaj z wieloma gwiazdami. Z Sanchisem, Hierro, Redondo, Sukerem, czy Mijatoviciem. Wraz z przybyciem do klubu Florentino Pereza światowej klasy piłkarzy w Madrycie co roku przybywało, jednak jego pozycja zawsze była niepodważalna. Grając w barwach Realu, błyskawicznie zjednał sobie szacunek fanów tym, co Hodgsonowi tak bardzo przeszkadzało – spektakularnie ofensywną grą na pozycji bocznego obrońcy, a także profesjonalnym podejściem do zawodu.

Drugiego sierpnia 2005 r. Roberto Carlos otrzymał hiszpańskie obywatelstwo. Głównie dzięki temu klub mógł sprowadzić innego Brazylijczyka - młodziutkiego Robinho. I kiedy w Madrycie pod wodzą Vanderleia Luxemburgo zaczynała się powoli tworzyć Brazylijska kolonia, na jesieni 2005 roku pojawiły się pierwsze spekulacje na temat ewentualnego następcy Carlosa, a sam piłkarz otrzymał intratną ofertę (21 milionów euro za trzy lata gry!) udania się na piłkarską emeryturę do Kataru. I chociaż zespół pogrążał się w coraz większym kryzysie, Brazylijczyk co rusz powtarzał, że jest bardzo szczęśliwy w Madrycie, że chce do końca wypełnić kontrakt, a nawet zakończyć tu karierę.

Jeszcze przed zakończeniem kolejnego bezowocnego sezonu 2005/2006 pojawiły się głosy o mającej nastąpić rewolucji kadrowej w Realu Madryt. Roberto Carlosa łączono głównie z Chelsea, wydawało się, że Abramowicz zagiął parol na filigranowego obrońcę, jednak sam piłkarz ostatecznie wybrał Madryt, tym bardziej, że na Santiago Bernebeu wrócił jego mentor, człowiek, który sprowadził go do Realu – Fabio Capello. Włoski szkoleniowiec bezgranicznie ufał Brazylijczykowi, który przez pierwszą część sezonu był jednym z najbardziej eksploatowanych zawodników. W oknie zimowym działacze Królewskich sprowadzili młodziutkiego Marcelo, który miał być następcą Carlosa.

Pierwsze miesiące roku 2007 nie był najszczęśliwsze dla Roberto, który przez długi okres, chyba po raz pierwszy w karierze, borykał się z kontuzjami. Dużo mówiło się o przedłużeniu o rok kontraktu Brazylijczyka, jednak klub nie mógł dojść z zawodnikiem do porozumienia. Co więcej Roberto Carlos już w marcu ogłosił, że po sezonie odchodzi do Fenerbahce. Oficjalnie wpierw swoją decyzję tłumaczył wiekiem, zmęczeniem i chęcią zmiany otoczenia, jednak po zakończeniu sezonu nie ukrywał, że działacze nie chcieli mu dać szansy zakończenia kariery w Madrycie.

W Stambule został przyjęty owacyjnie, a na jego prezentację przybyło tysiące fanatycznych kibiców. W tureckiej drużynie zaaklimatyzował się szybko, głownie z powodu sporej kolonii Canarinhos prowadzonej przez brazylijskiego szkoleniowca Zico. W swoim pierwszym oficjalnym meczu wygrał wraz z Fenerbahce Superpuchar Turcji, a pierwszego gola dla nowej drużyny zdobył głową 25 sierpnia 2007. Co ciekawe był to jego zaledwie trzeci gol zdobyty głową w karierze.

Cyferki, cyferki, cyferki
Trzeba przyznać, że statystyki Roberto Carlosa są imponujące. Jako piłkarz Królewskich zdobył trzy Puchary Europy, cztery mistrzostwa Hiszpanii, trzy Superpuchary Hiszpanii, dwa Puchary Interkontynentalne i Superpuchar Europy. Ponadto z reprezentacją Brazylii triumfował w 2002 roku w Mistrzostwach Świata. Ten rok obrońca uznaje zresztą za najbardziej udany w karierze. Wtedy tryumfował także w Lidze Mistrzów, Superpucharze Europy i Pucharze Interkontynentalnym.

Roberto w białej koszulce rozegrał aż 527 oficjalnych meczów strzelając 68 goli. Równie imponujące są jego osiągnięcia w najważniejszych potyczkach sezonu - Gran Derby. Roberto Carlos stawiał czoła Barcelonie w lidze 18 razy – 9 na Bernabeu i 9 na Camp Nou. Wygrał 5 razy, 5 zremisował i 8 razy przegrał. W pojedynkach tych strzelił 2 bramki, jedną z nich wspomina jako jedną z najbardziej wyjątkowych strzelonych w barwach Blancos.

Dla reprezentacji Brazylii strzelił 11 goli (nie licząc dwóch bramek w reprezentacji olimpijskiej) w 132 meczach. Wraz z Canarinhos wystąpił na trzech mundialach (1998, 2002, 2006) zdobywając kolejno wicemistrzostwo, mistrzostwo i odpadając w ćwierćfinale. W marcu 2004 został ogłoszony przez słynnego Pelego jednym ze 125 największych żyjących piłkarzy. Dwukrotnie otrzymał brazylijską Srebrną Piłkę (w roku 1993 i 1994). W 1998 został ogłoszony najlepszym południowoamerykańskim piłkarzem ligi hiszpańskiej.

Superman - wersja kieszonkowa
Patrząc na tego małego ciałem, ale wielkiego duchem człowieka można się zdziwić - jak to możliwe by przez tyle lat grać na tak wysokim poziomie, wychodząc w podstawowej jedenastce niemal we wszystkich możliwych spotkaniach?

Nawet pod koniec swojej przygody z Królewskimi Roberto Carlos był najszybszym piłkarzem w drużynie. Podczas testów przeprowadzonych w 2006 roku jego czas na popularną "setkę" wyniósł zaledwie 10,9 sekundy! Tuż za nim uplasowali się Cicinho oraz Ronaldo, obaj z wynikiem 11,1 sek. To także bardzo dobry wynik, jednak nie aż tak dobry, jak ten Roberto Carlosa, którego lekarze oraz trenerzy uważają za niezwykły "cud natury". Sam Roberto utrzymywał, że swoje końskie zdrowie zawdzięcza zdrowemu trybowi życia –stronił od używek, nie pił napojów gazowanych i jadał jedynie białe mięso.

- Nie jestem Supermanem - powtarzał, śmiejąc się, Roberto Carlos. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały jednak, że gracz Realu Madryt miał w sobie coś z superbohatera. Nie było takiej serii spotkań, która mogłaby wywołać u niego zadyszkę czy zmusić do przerwy. Carlos radził sobie z każdym "meczowym maratonem". W trakcie jego długiej madryckiej przygody, zdarzały się dłuuugie okresy (9-10 miesięcy), w czasie których Roberto rozgrywał wszystkie mecze, absolutnie wszystkie. Kontuzje omijały go jak mogły, co w porównaniu z perypetiami choćby Ronaldo czy pamiętnego Woodgate’a zasługuje na miano... fenomenu?

Fantastycznie grający wślizgiem, zwinny, szybki... to wszystko przymiotniki określające tego obrońcę. Opis nie byłby jednak pełny, gdyby nie wymienić najważniejszego - rekordowo mocnego uderzenia z dystansu lewą nogą. Jego rekord wynosi 178 km/h!

Wszystkim w pamięć zapadł gol małego Roberto w meczu z Francją na turnieju w 1997 roku, będącym zapowiedzią francuskiego mundialu rok później. Kopnięta wtedy przez Carlosa piłka zaprzeczyła wszelkim prawom fizyki i zrobiła tak ogromny łuk, że wszyscy widzowie spojrzeli na trzepocącą w siatce piłkę z osłupieniem. Sam Fabien Barthez też nie wyglądał na człowieka, który uwierzył w to, że ktoś potrafi tak podkręcić futbolówkę zewnętrzną częścią stopy z taką siłą.

R.C. prywatnie
Roberto Carlos jest człowiekiem bardzo silnie związanym ze swoją rodziną. Od zawsze był bardzo blisko rodziców - Oscara i Very Lucii, sióstr - Cristiane, Giseli i Sylvii oraz dzieci - córek Roberty i Giovanny oraz syna Roberto Carlosa Juniora. Choć rozwiódł się z żoną Alexandrą, stara się być dla ukochanych dzieci przykładnym ojcem i wpoić im wartości, które on sam uważa za słuszne (życiowe motto, przekazane mu przez ojca, brzmi: „najpierw Bóg, później rodzina, a następnie pasja"). Chciałby, aby syn poszedł w jego ślady. Pomimo tego, że wkomponował się w madryckie realia perfekcyjnie, lubił podtrzymywać tradycje swojego kraju, zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę i jedzenie. Kocha sambę. Poza piłką nożną uprawia też inne sporty - siatkówkę oraz siatkonogę.

Jako najlepszych przyjaciół wymieniał swojego ojca, Ronaldo, Júlio Baptistę, Davida Beckhama, Robinho oraz Vanderleia Luxemburgo.

Nie da się zaprzeczyć, że Roberto był znakomitym piłkarzem. Jednak serca fanów zdobył dzięki czemuś więcej: przyjacielskiemu charakterowi, radości z gry oraz utrzymywaniu dobrego kontaktu z kibicami. Ma opinię człowieka, którego wiecznie trzymają się żarty.

Oczywiście w czasie długiego pobytu w Madrycie nie obyło się też bez przykrych incydentów, pomijając oczywiście zawody i rozczarowania na gruncie stricte sportowym. W czerwcu 2005 Roberto został napadnięty na ulicy przez dwóch uzbrojonych mężczyzn na motocyklu. Co ciekawe, całość można było śledzić na żywo... przez radio, gdyż dokładnie w tym momencie Brazylijczyk za pomocą telefonu komórkowego udzielał wywiadu jednej z lokalnych radiostacji. - Właśnie okradli mój samochód. Nigdy mnie nic takiego nie spotkało. To straszne - powiedział gracz będąc na antenie. Warto w tym miejscu jednak podkreślić, że Roberto Carlos aktywnie wspiera akcje przeciwko rasizmowi na całym świecie.

Panta Rei
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że na przełomie wieków byliśmy świadkami narodzin nowej legendy – Roberto Carlosa. Nikt nie zaprzeczy, że ten genialny piłkarz, przez dekadę broniący białych barw, zapewnił sobie stałe miejsce w historii Realu Madryt i wszedł do panteonu największych gwiazd Blancos. Można śmiało i bez żadnej przesady ustawić go w jednym szeregu z takimi tuzami jak Di Stefano, Puskas, Juanito czy Santilliana. Jedynie jego odejście z Realu budzi kontrowersje. - Zawsze powtarzałem, że swoją karierę chciałbym zakończyć w Madrycie, lecz niestety nie było mi to dane, ponieważ ci, którzy tam rządzą, byli zdania, iż są lepsi na moje miejsce - powiedział w jednym z wywiadów. Nie krył też swojego rozgoryczenia na łamach „AS’a" (listopad 2007): - Nie chowam do nikogo urazy, ale jestem smutny, ponieważ niektórzy ludzie mnie zawiedli.

Po raz kolejny zarząd Królewskich udowodnił, że nie umie godnie pożegnać piłkarzy, którzy przelali za ten klub hektolitry potu i krwi. Niesmak budzi wyrzucenie Del Bosque i Fernando Hierro w 2003 r., pożegnanie z Luisem Figo i właśnie potraktowanie Roberto Carlosa. Na szczęście sam Brazylijczyk nie czuje żalu i otrzymał ogromne wsparcie kibiców, którzy wciąż chcieliby, żeby występował na Santiago Bernabeu (czemu dali wyraz w jednej z sond „Marki"). Zresztą legendarny już obrońca namaścił swojego następcę. - Marcelo jest moim następcą w Realu Madryt. To crack o wielkich umiejętnościach. Wielu ludzi myślało, że nie będzie dostawał tylu szans. Teraz udowadnia wszystkim, jakim ogromny talentem dysponuje. Będzie wielkim piłkarzem - powiedział o swoim rodaku. Można tylko życzyć młodemu obrońcy, żeby pobił rekordy swojego starszego kolegi.

Autor: Bednar

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama