REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

wybitni piłkarze

Ronaldo (2002 - 2006)

Kocha go pewnie tylu, co nienawidzi, większość podziwia, a pozostanie w pamięci wszystkich. Cudownie utalentowany, już we wczesnych latach życia został okrzyknięty złotym dzieckiem brazylijskiej piłki i następcą legendarnego Pele. Ronaldo Luís Nazário de Lima, bo tak brzmi jego pełne nazwisko, wciąż jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych piłkarskich twarzy na świecie. I gdziekolwiek by się nie ruszył, w każdym zakątku globu ma rzesze oddanych mu fanów.

Urodził się 18 września 1976 roku w Bento Ribeiro, biednej dzielnicy Rio de Janeiro w Brazylii (nota bene stamtąd też pochodzi inny znany brazylijski napastnik Adriano). Co ciekawe ubogim rodzicom cztery dni zabrało zebranie dziesięciu dolarów potrzebnych na rejestrację narodzin syna, stąd też oficjalnie piłkarz urodziny obchodzi 22 września. Ronaldo wychowywał się w skrajnej nędzy w fawelach, dzielnicach brazylijskiej biedoty. Stamtąd prawie każde dziecko albo kończyło w gangu albo wstępowało do policji. Chyba, że wykazywało niezwykły talent do piłki, tak jak Ronaldo.

Podobnie jak miliony jego rówieśników z faweli, swoją przygodę z piłką nożną rozpoczął na ulicy. Przejawiał ogromny talent, marzył o grze w najpopularniejszym klubie w Rio de Janeiro, Flamengo, ale biednych rodziców nie było stać na dojazdy dla syna, a sam klub odmówił dofinansowania. Działacze, którzy podjęli feralną decyzję pewnie do dziś plują sobie w brodę patrząc jaki diament prześlizgnął im się przez palce. Ostatecznie Ronaldo wylądował w pobliskim San Cristavao. Tam obiecującego piłkarza zauważyli dwaj agenci - Alexandre Martinsa i Reinaldo Pitta. Obaj postanowili od razu spisać umowę z ojcem piłkarza (Ronaldo nie był jeszcze pełnoletni). Nie stroniący od alkoholu rodzic podpisał za siedem tysięcy dolarów istny cyrograf, na kilka lat stawiający Ronaldo w pozycji wręcz niewolnika.

W 1993 roku obiecujący napastnik został wykupiony za 30 tysięcy dolarów przez Cruzeiro Belo Horizonte. Tam jego talent dosłownie eksplodował, strzelił 58 goli w 60 meczach, a wyśmienita gra zaowocowała debiutem w reprezentacji Brazylii 22 marca 1994 roku. Ronaldo nie mógł zostać niezauważony przez selekcjonera reprezentacji Canarinhos Carlosa Alberto Parreirę, który zdecydował się zabrać zaledwie 17-latka na Mistrzostwa Świata w USA. Wprawdzie na turnieju nie zagrał ani minuty, była to jednak jego pierwsza przygoda ze światową piłką. Brazylia zdobyła mistrzostwo globu, a medal przypadł całej kadrze.

Zaraz po mistrzostwach Ronaldo został zauważony przez holenderskiego skauta Pieta de Vissera, który zaaranżował jego transfer do PSV Eindhoven za sześć milionów dolarów. W Holandii doskonale się zaadaptował strzelając 42 gole w 46 ligowych występach, a ogólnie kończąc z bilansem 55 bramek w 57 oficjalnych meczach. Być może właśnie to było kluczem do jego późniejszej wspaniałej kariery w Europie, że nie od razu został rzucony na głęboką wodę przechodząc do wielkiego klubu, w którym ciążyłaby na nim ogromna presja i wielkie oczekiwania. W ten sposób mógł spokojnie, w niezbyt prężnej lidze holenderskiej, zaaklimatyzować się na Starym Kontynencie. Tym bardziej, że w Eindhoven wraz z nim zamieszkała jego matka.

Po fenomenalnych występach w PSV zainteresowała się nim FC Barcelona. Dla Ronaldo przyszedł w końcu czas na wielkie wyzwania, kataloński klub w 1996 roku wyłożył za wschodzącą gwiazdę 20 milionów dolarów i podpisał 8-letni kontrakt zapewniający zarobki 1,5 miliona dolarów na sezon – jak się później okazało była to kwota stanowczo poniżej płacowych aspiracji Brazylijczyka... W każdym razie piłkarz rozpętał w Barcelonie prawdziwą Ronaldomanię, przywitany został niczym zbawca, który doprowadzi „Dumę Kataloni�? do największych triumfów.

Grając w Barcelonie R9 zadziwił piłkarski świat. Zaczarował kibiców fantastyczną, magiczną, można powiedzieć, że wręcz nieziemską grą. W 34 rozegranych ligowych meczach w barwach azulgrana strzelił 37 bramek (w sumie był autorem 47 trafień w 49 spotkaniach doliczając mecze Pucharu Króla i Pucharu Zdobywców Pucharów)! W 1996 roku FIFA przyznała mu tytuł najlepszego piłkarza globu. Został najmłodszym w historii laureatem tej nagrody. Jego agenci wykłócali się z klubem o wyższe zarobki, piłkarz niezbyt przykładał się do treningów, prowadził hulaszczy tryb życia, cały czas kursował między Hiszpanią a Brazylią, nawet popadł w konflikt z trenerem Bobbym Robsonem, ale robił swoje. Poprowadził Barcę do triumfu w Pucharze Zdobywców Pucharów zdobywając w finale zwycięską bramkę.

Ronaldo od początku deklarował rzekomą wierność barwom klubowym, już zaraz po wylądowaniu w stolicy Katalonii całował koszulkę Barcelony, w trakcie sezonu powtarzał, że to jest dla niego najlepsze miejsce, w którym czuje się wspaniale i chce grać wiele lat. Oczywiście rzeczywistość była zgoła inna, oczekiwania finansowe Brazylijczyka rosły wprost proporcjonalnie do ilości strzelonych goli. Kataloński klub wciąż odmawiał podpisania nowego kontraktu i ostatecznie zawodnik przeszedł do Interu Mediolan za astronomiczną wówczas kwotę 27 milionów dolarów. Na tamte lata to była transferowa bomba.

Do Mediolanu El Fenomeno przybywał w glorii i chwale, przyciągał na stadion tłumy kibiców i, tak jak przystało na jego przydomek, grał fenomenalnie. W swoim pierwszym sezonie strzelił 34 gole w 47 występach, w 1997 roku drugi raz z rzędu został wybrany w plebiscycie FIFA najlepszym piłkarzem globu (otrzymał także Złotą Piłkę w plebiscycie organizowanym przez sportowe pismo „France Football�?), a w 1998 poprowadził Inter do zdobycia Pucharu UEFA. Brakowało mu jedynie sukcesów w piłce reprezentacyjnej, ale i to miało się zmienić, gdyż wielkimi krokami zbliżały się Mistrzostwa Świata we Francji, na których Ronaldo miał być jedną z najjaśniejszych gwiazd.

Jego cztery gole i trzy asysty doprowadziły Brazylię do finału, w którym miała zmierzyć się z gospodarzem turnieju – reprezentacją Francji z niesamowitym Zinedinem Zidanem. Właśnie wtedy, przed decydującym meczem, doszło do chyba najbardziej kuriozalnych wydarzeń w karierze piłkarza, do tej pory nie do końca wyjaśnionych. Oficjalna wersja głosi, że Ronaldo w noc przed spotkaniem doznał kłopotów ze zdrowiem, wymiotował i ostatecznie został usunięty z wyjściowej jedenastki. Jednak na 70 minut przed rozpoczęciem meczu na prośbę piłkarza, który ponoć poczuł się już lepiej, selekcjoner Mario Zagallo zdecydował się wystawić napastnika. Nieoficjalnie mówi się, że decydujące okazały się tu naciski przedstawicieli koncernu Nike, sponsora Ronaldo i reprezentacji Brazylii, którzy nie wyobrażali sobie finału bez największej gwiazdy drużyny.

Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę, faktem natomiast jest, że Ronaldo był cieniem samego siebie i Brazylia gładko przegrała finał 0:3 (dwie bramki strzelił Zidane). Od tego momentu zaczęły się problemy zdrowotne piłkarza, w sezonie 1998/1999 rozegrał już tylko 29 meczów zaliczając 15 trafień, Inter w Serie A zajął dopiero dziewiąte miejsce, a zaledwie w ciągu roku przez klub przewinęło się aż czterech szkoleniowców. W kwietniu 1999 r. Ronaldo wziął ślub z brazylijską piłkarką Milene Domingues – owocem tego małżeństwa jest syn Ronald urodzony w 2000 r. Mimo osobistego szczęścia następne dwa lata okazały się dla piłkarza najgorsze w karierze. Zaczęło się od fatalnej kontuzji kolana w meczu z Lecce w listopadzie 1999 r. Kolano zostało poddane operacji, El Fenomeno przeszedł ciężką rehabilitację i jego powrót przewidziano na 12 kwietnia 2000 w pojedynku z Lazio w Pucharze Włoch.

I właśnie w tym spotkaniu na Brazylijczyka jak grom z jasnego nieba spadło kolejne nieszczęście. Już po siedmiu minutach od swojego wejścia kolano nie wytrzymało i piłkarz został zniesiony z boiska na noszach, ku rozpaczy wszystkich kibiców. Diagnoza była druzgocąca, piłkarz znów musiał trafić pod nóż chirurga. W sezonie 2000/2001 nie rozegrał żadnego meczu. Ostatecznie po dwóch operacjach i 20 miesiącach rehabilitacji wrócił na końcówkę sezonu w 2002 roku i zdążył strzelić siedem bramek w dziesięciu ostatnich ligowych spotkaniach. Wszystko wskazywało na to, że Ronaldo najgorszy okres miał już za sobą. Jego powrót na boisko nie uciekł uwadze selekcjonerowi reprezentacji Brazylii Luizowi Felipe Scolariemu, który zabrał go na finały Mistrzostw Świata 2002 w Korei i Japonii.

Na turnieju w Azji cały świat mógł zobaczyć wielki powrót gwiazdy. Ronaldo, któremu wielu wróżyło, że już nie wróci na piłkarskie boiska, stał się symbolem uporczywej walki z przeciwnościami losu i natchnieniem dla wielu w podobnie beznadziejnej sytuacji. Brazylijczyk, który zaskoczył wszystkich wymyślna fryzurą, strzelał w każdym meczu Mundialu (oprócz ćwierćfinałowego spotkania z Anglią), w finale z Niemcami zaliczył dwa trafienia i doprowadził reprezentację Canarinhos do piątego pucharu w historii. Napastnik z ośmioma trafieniami został królem strzelców turnieju i w liczbie goli strzelonych w finałach mistrzostw świata zrównał się ze swoim legendarnym rodakiem – Pele (12 bramek), chociaż do wyrównania absolutnego rekordu Niemca Gerda Müllera brakowało mu dwóch trafień.

Powrót geniusza futbolu od razu zwrócił uwagę ówczesnego prezesa Królewskich Florentino Pereza, który gromadził w Madrycie konstelację gwiazd, hucznie okrzykniętą przez media mianem Galacticos, obiecując co roku jeden wielki transfer. Po sprowadzeniu Luisa Figo w 2000 r. i Zinedine’a Zidane’a w 2001 r., kolejnym galactico miał się stać właśnie Ronaldo. Przez całe wakacje aż huczało od plotek i spekulacji łączących Brazylijczyka z Królewskimi. Prezes Interu Mediolan, Massimo Moratti, za nic w świecie nie chciał wypuścić z rąk posiadanego diamentu. Jednak po naciskach głównego zainteresowanego, który bardzo chciał trafić na Bernabeu (nie bez znaczenia był również konflikt z nowym szkoleniowcem włoskiej drużyny – Hectorem Cuperem), w myśl zasady, że z niewolnika nie ma pracownika, Inter ostatecznie przystał na warunki oferowane przez Pereza. Dosłownie na kilka godzin przed zamknięciem okna transferowego podpisano porozumienie, w myśl którego Królewscy w sumie mieli zapłacić za Brazylijczyka 39 milionów euro.

W ciągu czterech sezonów w Interze Ronaldo rozegrał 69 meczów strzelając w nich 49 goli. Katastrofalna kontuzja uniemożliwiła mu grę przez prawie dwa sezony. Wątpliwa lojalność zawodnika wzbudzała liczne kontrowersje – Brazylijczyk przeszło dwa lata przechodził rehabilitację na koszt klubu, przez cały ten okres pobierając niebagatelną gażę, a kiedy już wrócił do zdrowia prawie natychmiast zmienił barwy klubowe. Mimo wszystko jego transfer po raz kolejny był wielkim hitem i wzbudził ogromne zainteresowanie mediów i milionów fanów. Koszulki z jego nazwiskiem sprzedawały się jak świeże bułeczki, już po miesiącu rozeszło się ich ponad 120 tysięcy! Sam napastnik debiut też miał niczym „wejście smoka�? – w swoim pierwszym meczu z Alaves wszedł w 63 minucie i zdążył strzelić dwie bramki do czerwoności rozgrzewając trybuny Santiago Bernabeu.

Rok 2002 Ronaldo znów zakończył z tytułem najlepszego piłkarza świata oraz Złotą Piłką. Pierwszy sezon w Realu Madryt miał wyśmienity, zagrał w 42 meczach, strzelił 29 bramek, zdobył Puchar Interkontynentalny i mistrzostwo Hiszpanii. To właśnie w swoim pierwszym sezonie w barwach Blancos ustrzelił pamiętnego hattricka Manchesterowi United na Old Trafford za co otrzymał owację na stojąco od angielskich fanów. Z powodu nadwagi (której piłkarz nie mógł się pozbyć od czasów kontuzji) madryccy kibice pieszczotliwie ochrzcili go mianem El Gordito (grubasek) i Obelix (od otyłego bohatera francuskiego komiksu „Asterix i Obelix�?). Stał się z miejsca podstawowym piłkarzem i jednym z Galacticos, bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym klubie, a życie w stolicy Hiszpanii wyraźnie przypadło mu do gustu.

Następny sezon, już pod wodzą Portugalczyka Carlosa Queiroza, dla samego napastnika był równie udany, choć dla klubu był początkiem końca ery Galacticos i zakończył się fiaskiem lansowanej przez Pereza polityki Zidanes y Pavones. Sam Ronaldo został królem strzelców ligi hiszpańskiej z 24 bramkami na koncie (w całym sezonie strzelił 30 goli), ale Królewscy nie zdobyli żadnego tytułu. Sezon 2004/2005 stał pod znakiem zawirowań w klubie, przez posadę trenera przewinęło się aż trzech szkoleniowców, a Real znów nie zdobył żadnego trofeum. Choć sam Ronaldo strzelił 24 gole (najwięcej w drużynie) to coraz częściej pod jego adresem pojawiała się krytyka. Kibice zarzucali mu brak zaangażowania, nie przykładanie się do treningów, wytykali nadwagę, a pojawiające się coraz częściej plotki na temat nocnego życia gwiazdy rzucały ciemne światło na jego sportową postawę. Mimo pojawiającej się krytyki popularny Ronnie wciąż miał niepodważalną pozycję w zespole i nie chciał się ruszać z Madrytu. Tym bardziej, że trenerem Królewskich był jego rodak Vanderlei Luxemburgo.

W międzyczasie wiele zmieniło się w jego życiu prywatnym. W 2003 r. po wielu perypetiach rozwiódł się z Milene Domingues i prawie natychmiast związał się z brazylijską modelką Danielą Cicarelli, która nawet zaszła z nim w ciążę, ale poroniła. Ich związek przetrwał zaledwie trzy miesiące od ogłoszenia zaręczyn i jeszcze na dobre nie ucichł, kiedy brazylijskie media doniosły o romansie piłkarza z kolejną modelką – Livią Lemos. Po burzliwym małżeństwie z Domingues Ronaldo z równą częstotliwością podbijał niewieście serca, co strzelał gole.

W trakcie sezonu 2005/2006 w Madrycie utworzyła się istna brazylijska kolonia. Do Ronaldo, Roberto Carlosa i Luxemburgo dołączyli Julio Baptista, Robinho i Cicinho. Atmosfera była wręcz „kanarkowa�?, ale napastnikowi sezon zmarnowały kontuzje. Real kolejny rok grał słabo, jednak tym razem przez dużą część sezonu bez El Fenomeno, który zagrał 25 meczów strzelając 14 bramek. W połowie sezonu z posady wyleciał Luxe, a zastąpił go trener drugiej drużyny – Lopez Caro. Ronaldo krytykowany był coraz częściej i coraz częściej pojawiały się plotki na temat jego ewentualnego odejścia. Wciąż zarzucano mu nadwagę, brak chęci do gry, małą finezyjność i marną skuteczność. Był to jego najsłabszy sezon od przybycia do Madrytu.

Mimo beznadziejnej formy R9 w Brazylii wciąż cieszył się statusem megagwiazdy i nikt nie wyobrażał sobie, żeby selekcjoner Canarinhos Carlos Alberto Pareirra nie zabrał go na finały Mistrzostw Świata w Niemczech. Na mundialu Ronaldo grał słabo, jego drużyna w kiepskim stylu odpadła w ćwierćfinale z Francją (a przed turniejem była murowanym faworytem), aczkolwiek sam piłkarz strzelając trzy bramki o jedno trafienie pobił rekord wszechczasów w ilości goli strzelonych na mundialach (ustanowiony przez Gerda Müllera) mając ich na swoim koncie aż 15.

Latem 2006 spekulowano o powrocie napastnika do Serie A, prowadzone były nawet rozmowy z Interem i Milanem, ale koniec końców Brazylijczyk pozostał w Madrycie. Głośno również było o konflikcie na linii Capello – Ronaldo, prasa katalońska rozpisywała się nawet o nieskrywanej wrogości. Włoski szkoleniowiec ponoć nie uwzględniał piłkarza w swoich planach, choć na początku trudno to było orzec, gdyż Ronnie sezon rozpoczął na liście kontuzjowanych. Niewątpliwie dodatkowo jego karierę w Madrycie skomplikowało przybycie supersnajpera Holendra Ruuda van Nistelrooya. Piłkarzowi wciąż dokuczały drobne urazy, a z kolejnymi tygodniami jego relacje z Capello były coraz bardziej dwuznaczne. Wpierw Włoch deklarował, że jest on ważnym piłkarzem w jego drużynie (o ile tylko był zdrowy), a potem sadzał go na ławie. Nic dziwnego, że już w listopadzie pojawiły się pierwsze plotki wieszczące jego odejście zimą. Do końca roku rozegrał zaledwie jedenaście spotkań strzelając tylko trzy bramki. To o czym plotkowano w listopadzie, faktem stało się w styczniu. Piłkarz w sprawie swojego odejścia doszedł do porozumienia z dyrektorem sportowym Królewskich Pedją Mijatoviciem i ustalił warunki z Milanem, który zapłacił za niego 7.5 miliona euro.

Zmianom barw klubowych towarzyszyły zmiany w życiu towarzyskim piłkarza, przez którego łóżko przewijały się kolejne partnerki. W grudniu 2006 roku brazylijskie brukowce aż huczały od plotek na temat piłkarza i jego nowej dziewczyny, supermodelki Raiki Oliveiry. Zaledwie miesiąc później brazylijski serwis „O Globo�? donosił o kolejnym romansie z młodą dentystką z Rio de Janeiro - Ériką Abreu. Pisarka Andrew Downie ukuła nawet teorię podkreślającą korelację pomiędzy skutecznością i formą piłkarza, a szczęśliwym pożyciem małżeńskim.

W Mediolanie Ronaldo otrzymał koszulkę z numerem 99 i został bardzo dobrze przyjęty przez włoskich fanów. W debiucie z Livorno przywitany został burzą oklasków. Aklimatyzacja w klubie przebiegła błyskawicznie, w końcu piłkarz doskonale zna włoską piłkę. W 14 rozegranych meczach strzelił 7 bramek. Milan sezon 2006/2007 zakończył zwycięstwem w Lidze Mistrzów, ale R9 nie miał udziału w tym sukcesie, ponieważ występując w LM w barwach Realu nie mógł w tym samym sezonie grać w europejskich pucharach dla innego klubu. Sezon 2007/2008 znów rozpoczął kontuzjowany i z powodu urazu pauzował kilka miesięcy. W międzyczasie osławiony Milanlab (sztab medyczny klubu) doniósł, że znalazł przyczynę nadwagi piłkarza w źle działającej tarczycy. W listopadzie planowany jest jego powrót na boisko.

Nikt nie wie jak potoczy się dalsza kariera tego niewątpliwie niezwykle utalentowanego zawodnika. Można mu zarzucić brak chęci do treningów, zaangażowania w grę, frywolny tryb życia. Ale nie można mu odmówić finezji, efektowności, techniki i magii, którą co raz czarował kibiców. Można się jedynie zastanawiać, co by było gdyby Ronaldo swój gigantyczny wręcz talent poparł ciężką pracą i dyscypliną. Ale to jedynie jałowe gdybanie, Brazylijskie gwiazdy mają to do siebie, że świetną grę przeplatają z bardzo rozrywkowym stylem życia, a sam Romario przyznawał, że najlepiej mu się gra, kiedy sobie przed meczem dobrze „poimprezuje".

El Fenomeno spędził na Santiago Bernabeu cztery i pół roku. Mimo nieustannej krytyki i ambiwalencji postaw fanów, nie można odmówić mu tego, że pozytywnie zapisał się w historii zespołu. Był jedną z najlepszych „dziewiątek�? w dziejach klubu, w 177 meczach strzelił aż 104 gole (średnio 0.58 gola na mecz). Mimo świetnej skuteczności wraz z Królewskimi zdobył zaledwie trzy trofea i wszystkie na początku swojej kariery w Madrycie – Puchar Interkontynentalny w 2002 r. oraz mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii w 2003 r. Większa część czasu spędzonego przez niego w Madrycie zbiegła się z głębokim kryzysem Realu Madryt, zmierzchem ery Galacticos, także warto zastanowić się czego dokonałby Ronaldo, gdyby drużyna przeżywała okres chociażby umiarkowanej świetności.


W kadrze Brazylii R9 rozegrał 97 meczów strzelając 62 bramki, co stawia go na trzecim miejscu w rankingu strzelców Canarinhos za Zico (66) i Pele (77). Ronaldo był obecny na czterech turniejach finałowych mistrzostw świata (1994, 1998, 2002, 2006). Wszystko wskazuje na to, że wraz z nowym selekcjonerem Dungą definitywnie zakończyła się jego przygoda z reprezentacją. W karierze klubowej do tej pory (listopad 2007) rozegrał 391 meczów strzelając 268 bramek. Poza triumfami w Madrycie zdobył Puchar Brazylii (1993), Puchar Holandii (1996), Super Puchar Hiszpanii (1996), Puchar Zwycięzców Pucharów (1997), Puchar UEFA (1998). Był trzy razy wybierany najlepszym piłkarzem świata i otrzymał dwie Złote Piłki. W jego kolekcji brakuje jedynie triumfu w Lidze Mistrzów, którego najbliżej był w 2003 roku wraz z Realem Madryt, kiedy odpadł w półfinale z Juventusem Turyn.

Warto na koniec dodać, że przez całą karierę Ronaldo bardzo aktywnie udzielał się charytatywnie. Sam wychowywał się w dzielnicach nędzy Rio de Janeiro i poznał smak biedy. W 2000 r. został Ambasadorem Dobrej Woli ONZ. – Nikt nie powinien być skazany na życie w nędzy, niezależnie czy przez urodzenie czy wojnę – powiedział Brazylijczyk, który brał udział w niezliczonych meczach i innych przedsięwzięciach mających na celu poprawę sytuacji najbiedniejszych.

Autor: Klatus

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama