REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

wybitni piłkarze

Santillana (1971 - 1988)

Nie należy wprawdzie do graczy zbyt znanych w Polsce, ale piłkarz ten był swego czasu uznawany za jednego z najlepszych snajperów w Europie, a może i na świecie. Niestety, lata jego kariery piłkarskiej przypadły raczej na okres dominacji klubów angielskich i niemieckich, a w reprezentacji, poza ME 84, stare i znane aż do bólu "gramy jak nigdy przegrywamy jak zawsze". Niestety, teraz, gdy już dawno zakończył karierę i trudno zobaczyć coś więcej niż fragmenty spotkań z jego udziałem, ocenia się go raczej po tym co osiągnął drużynowo niż po tym jak grał, czy po indywidualnych laurach i statystykach strzeleckich. Myślę jednak, że ten typowy goleador zasługuje na to, by nazwać go jedną z legend Realu Madryt. Ale do rzeczy...

Carlos Alonso González, bardziej znany kibicom piłkarskim jako Santillana, urodził się 23 sierpnia 1952 roku w małej miejscowości znanej głównie z nadmorskich ośrodków turystycznych- Santillana del Mar (niedaleko Santander). Ma więc coś wspólnego z inną gwiazdą Realu Madryt z przeszłości- Francisco Gento, który również pochodził z Kantabrii. Santillana zaczynał swoją przygodę z piłką w juniorskich drużynach Racingu Santander (co "kilka" lat później stanie się również udziałem m.in. José Amavisci, Ivána de la Peña i Pedro Munitisa). Już w wieku 17 lat zadebiutował w pierwszej drużynie Racingu, a w roku 1971 został królem strzelców Segunda División (17 goli). Zaowocowało to transferem do Królewskich i już w następnym sezonie 19-latek zadziwiał Madryt (zdobył 10 goli w lidze i dalsze 5 w Copa del S.M. el Rey lub Pucharze UEFA), gdyż został drugim strzelcem drużyny po słynnym Pirrim, a przed m.in. Amancio. W następnych sezonach gole sypały się jak z rogu obfitości, nasz bohater zatrzymał się na liczbie 186 (w 461 meczach) jeśli chodzi o ligę i dołożył jeszcze 49 (84) w Pucharze Hiszpanii i 47 (87) w rozgrywkach europejskich. Ten imponujący bilans strzelecki może śmiało równać się z osiągnięciami samego Gerda Müllera, czy, żeby wszystko zostało w rodzinie, Ferenca Puskasa, czy Alfredo di Stefano. W sumie w 778 oficjalnych meczach pokonał bramkarzy przeciwników 352 razy.

Trofeów Santillana też nazbierał całą masę. Był 9-krotnym mistrzem Hiszpanii, 4 razy wygrał krajowy puchar, 2 razy zdobył Puchar UEFA, grał w finale Pucharu Mistrzów i Zdobywców Pucharów. Dwukrotnie grał w finałach Mistrzostw Świata i również dwa wystąpił w finałach ME (w 84 został z Hiszpanią wicemistrzem). Aż dziw bierze, że nigdy nie został pichichi ligi hiszpańskiej, ale zawsze ktoś był minimalnie lepszy (a to Quini- 5 razy król strzelców w pierwszej i dwa razy w drugiej lidze, więc to chyba nie wstyd z nim przegrać, a to Mario Kempes, w końcu to i mistrz świata i król strzelców tej imprezy, innym razem znów koledzy z drużyny- Juanito i Hugo Sánchez, no cóż Meksykanin oprócz artystycznych salt po bramce potrafił też umieszczać piłkę w siatce z regularnością szwajcarskiego zegarka...). Jednak na dłuższą metę to właśnie Santillana okazywał się najlepszy.

Mimo w sumie dość przeciętnych warunków fizycznych (175 cm wzrostu) był jedną z najlepszych "główek" od czasów Sandora Kocsica i aż do momentu pojawienia się Ivána Zamorano. Żeby nie być gołosłownym zapraszam do odwiedzenia tego adresu. Jest tam zdjęcie z meczu z Lewskim Sofia i "próbka" możliwości powietrznych Santillany.

W reprezentacji Hiszpanii Santillana zaliczył 56 występów, w których 15 razy wpisywał się na listę strzelców.

Swoją przygodę z Madrytem ten cantabro zakończył w roku 1988 po spędzeniu w klubie z Avenida de Concha Espina 17 sezonów. Grał z wieloma wielkimi graczami. Zaczynał jeszcze u boku Amancio (mistrz Europy z 1964, zdobywca PM w 1966) i Pirriego, potem grał z całą plejadą gwiazd z Niemiec- Breitner, Netzer, Stielike i rodzimego chowu- Juanito, Michel, Butragueño, czy z Ameryki ?acińskiej- Valdano, Hugo Sánchez. Zna z boiska Vicente del Bosque i José Camacho. Mimo to, nigdy nie był chłopcem od czarnej roboty, często również on trafiał na pierwsze strony gazet. Dziś nie jest tak znany, głównie dlatego, że nie ma wiele wspólnego ze światem wielkiego futbolu, pracuje w jednej ze znanych firm produkujących odzież sportową. Nie został trenerem jak choćby del Bosque, nie pracuje w swoim dawnym klubie jak Valdano, czy Butragueño i nie komentuje meczy w telewizji jak Míchel. Mimo to nie ulega wątpliwości, że w przeszłości był znakomitym graczem z ogromnym, jak mówią Hiszpanie, olfate de gol, czyli, że dosłownie potrafił wywęszyć każdą, choćby najmniejszą. okazję do zdobycia bramki.

Autor: Paweł Witczak

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama