REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2018.04.24, godz. 12:54, El Jarek / MARCA

Čeferin: Futbol musi wrócić do futbolu

Fot. Getty Images

Aleksander Čeferin przyjął dziennik MARCA w siedzibie UEFA w Nyonie. Słoweniec opowiedział o Lidze Mistrzów, systemie VAR, pieniądzach w piłce, hiszpańskiej federacji, przemocy na stadionach, futbolu kobiet… a nawet o Luce Dončiciu, koszykarzy Realu Madryt, który jest jego rodakiem. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z prezesem UEFA.

Tydzień Ligi Mistrzów, dla mnie najlepszych rozgrywek na świecie.
Nie tylko dla ciebie, ale także dla mnie i wszystkich, którzy lubią futbol. Ludzie piłki uznają ją za topowe rozgrywki. Najlepsze kluby, najlepsze mecze, najlepsi zawodnicy. Wszyscy chcą wygrać Ligę Mistrzów. Wszyscy oglądają Champions League, a gdy słyszą ten hymn, wiedzą, że wydarzy się coś dobrego. Kilka tygodni temu byłem w Argentynie i o godzinie 16 wszyscy oglądali tam mecz Ligi Mistrzów.

Uważa pan, że można ją jeszcze poprawić?
Nie, bo zawsze istnieje w niej rywalizacja. W półfinałach zawsze jest jakaś niespodziewana ekipa, jak w tym roku mamy Liverpool i Romę, a rok temu Monaco. Zawsze jest w nich Real Madryt, także Bayern, ale przy nich pojawiają się nowe zespoły.

Panu podoba się to, że Real Madryt doszedł do swojego ósmego półfinału Ligi Mistrzów z rzędu?
Mnie zajmuje to, żeby w Lidze Mistrzów grały najlepsze drużyny. Real jest najlepszy w ostatnich latach. To fantastyczna ekipa z doświadczeniem i nie ma żadnego problemu, że doszła do ostatnich ośmiu półfinałów. Dla nas dobra ekipa to ta, która awansuje. Cały świat mówił o dwumeczu z Juve, o karnym w ostatniej minucie… futbol. To coś ogromnego.

Czy jest możliwe, że Real Madryt wygra trzeci Puchar Europy z rzędu?
Oczywiście, że tak. Jest w półfinałach. To naprawdę fantastyczna drużyna i zawsze jest jednym z faworytów. W tym sezonie dochodzi jednak do wielu niespodzianek i nigdy nie wiadomo, co zdarzy się dalej, ale Real Madryt może napisać historię, jeśli wygra trzeci raz z rzędu. To możliwe.

Czy uważa pan, że Cristiano i Messi to najważniejsi zawodnicy w historii Ligi Mistrzów?
Nie wiem, czy są najważniejsi, ale obecnie to na pewno najwięksi gracze w całym futbolu. To wielcy piłkarze.

Ale nadejdzie ten dzień, gdy już nie będą mogli grać…
Pojawią się inni. Na pewno. Będą nowi Cristianos i nowi Messis. Mamy bardzo dobrych młodych zawodników w postaci Salaha, Neymara czy Dybali… Zawsze pojawiają się nowi.

W następnym sezonie zmienicie Ligę Mistrzów. To jest potrzebne?
Nie wiem, czy jest potrzebne, ale jest logiczne, bo zmieniają się życie czy systemy i tak samo zmienia się piłka. Cztery czy pięć krajów tworzy ponad 80% przychodów i dlatego trzeba było dokonać zmian, przekazując więcej pieniędzy na cele solidarnościowe. Futbol musi wrócić do futbolu. Nie możemy mieć zamkniętych rozgrywek. Ponad 80% obecnych przychodów rozdzielamy po całej Europie.

Widzi pan szansę na superligę?
Z naszej perspektywy nie. Nie rozmawialiśmy o tym. Nie jest to kwestia, jaką możemy podjąć. Czytam wiele informacji, ale rozmawiają o niej tylko dwie ekipy.

Czy istnieje szansa, że jakiś mecz czy nawet finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany poza Europą? Konkretnie chodzi o Azję.
Obecnie nie. W przyszłości to możliwe. Na ten moment nie rozmawialiśmy o tym. Istnieje problem z godzinami, które są tam inne niż w Europie, co wszystko utrudnia. Finał o godzinie 14 nie byłby logiczny. Pewne jest za to rozegranie najbliższego finału w Kijowie, a kolejnego w Madrycie.

Pan mocno stawia na hasło o tym, że pieniądze z futbolu muszą wspierać futbol.
Futbol w UEFA to nie tylko Włochy, Anglia, Francja, Niemcy i Hiszpania. Mamy wiele federacji i wiele krajów. U małych federacji 80% budżetu tworzą środki z UEFA. System solidarnościowy jest dobry, bo poprawia piłkę w Europie.

Pan chce zobaczyć znowu futbol na ulicy?
Świat się zmienił. Wcześniej dzieciaki cały czas grały na ulicy, a teraz siedzą przed komputerami, tabletami, telefonami… Wszystko jest cyfrowe. Trudno jest już grać na ulicy, bo życie się zmieniło, ale można grać na trawie, na boisku i to jest nasz obowiązek. Musimy ułatwiać im grę, musimy przywrócić futbol ludziom, ulicy.

Obejrzał pan tę ostatnią minutę meczu Realu Madryt z Juventusem?
Połowa uważa, że to karny, a połowa nie. Sędzia zdecydował, że to karny i taki jest futbol. Rozumiem gniew Juve, bo zostało wyeliminowane w ostatniej minucie, ale rozumiałbym także gniew Realu, gdyby tego nie odgwizdano i gdyby potem to oni odpadli w dogrywce czy po karnych. To jest futbol, to sport, to życie. Ciężko jest przegrać w ostatniej minucie.

Ale Buffon przesadził, prawda?
To, co zrobił, było przesadą, ale doskonale go rozumiem, bo to była jego ostatnia szansa na wygranie Ligi Mistrzów. To jest ludzkie i zrozumiałe. Kiedy ja gram w piłkę z przyjaciółmi i przegrywam w ostatniej minucie… Więcej, w ostatnią sobotę mieliśmy mecz charytatywny, a byli zawodnicy rzucali się do sędziego. Gdy grasz, gdy wchodzisz na trawę, chcesz wygrać i mówisz o wszystkim, wszystko komentujesz. To samo dotyczy mnie, gdy gra Słowenia.

Czy VAR rozwiąże te wszystkie problemy?
Posłuchaj, w tej sytuacji w tym meczu on nie zmieniłby niczego. Kocham futbol i chcę futbolu, który będzie zrozumiały dla wszystkich. VAR wciąż nie jest opanowany przez sędziów czy zawodników, a kibice go nie rozumieją… Dochodzi do komicznych sytuacji, gdy po powtórce sędzia odgwizduje karnego, ale piłkarze zeszli już do szatni na przerwę i on musi ich zawracać. To było naprawdę komiczne. Najlepsze rozgrywki na świecie to Liga Mistrzów i musimy to przetestować, ale naprawdę dobrze przetestować, by wszyscy rozumieli, jak to działa. Trzeba się przygotować i kiedy będziemy gotowi, skorzystamy z tego. Jeśli nie wszystko będzie ok, nie będziemy z tego korzystać. Na przykład, co mamy robić, jeśli asystent pomyli się i pokaże spalonego w dobrej akcji, którego jednak nie było? Mamy wrócić do gry? Są problemy z użytkowaniem systemu w ligach, a co dopiero działoby się w całej Europie.

Kiedy więc może wejść do waszych rozgrywek?
Możliwe, że w sezonie 2019/20. Nie jesteśmy przygotowani. Kiedy będziemy przygotowani, skorzystamy z niego.

VAR będzie za to na najbliższym mundialu.
Interesujący test… [śmiech] Zobaczymy. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i nie będzie żadnego problemu.

Czy pan wierzy w Finansowe Fair Play?
Oczywiście, że tak. Nie ustawimy wszystkich europejskich klubów na jednym poziomie, ale staramy się za to zmniejszać dystanse. Musimy pracować razem z federacjami, ligami i klubami. Na przykład, trzeba ustawić ograniczenia liczbowe dla kadr zespołów. Muszą być takie same dla wszystkich. Wiemy, że Maribor nigdy nie będzie Realem, ale kluby muszą zrozumieć, że reguły dla wszystkich są takie same. Rozmawiałem o tym z Agnellim, prezesem Stowarzyszenia Europejskich Klubów i on to rozumie. Najwięksi też chcą, żeby wszystko było pod kontrolą.

Ale nadejdzie jakiś kolejny szejk i kto mu zabroni wydania swoich pieniędzy?
Dobrze, niech to robi, ale w zgodzie z przepisami panującymi w futbolu. To jeden z naszych priorytetów. Nie może być tak, że jeden klub ma prawa do 186 zawodników, a taka sytuacja istnieje. To nie jest logiczne, że w tej grupie piłkarze mają 6- czy 7-letnie umowy, a niektórzy z nich skończyli 38 lat. To jest manipulowanie rozgrywkami. Mówię tu też na przykład o lidze słoweńskiej, gdzie budżety to 2-3 miliony euro. Przychodzi jednak Maribor, który z Ligi Mistrzów dostał 20 milionów euro. Co robi? Może kupić sobie wszystkich zawodników. Trzeba tu znaleźć równowagę, dla małych i dużych.

Jakie widzicie rozwiązania?
Dyskutujemy nad nowym Fair Play. Po pierwsze, możemy ograniczyć liczbę zawodników w klubie i zakazać wypożyczeń. Do tego możemy wprowadzić podatek od luksusu, który byłby karą finansową za wydawanie więcej niż faktycznie się posiada. Te pieniądze rozdawane byłyby innym klubom.

Czy dla pana wydanie 100 milionów euro na zawodnika jest normalne?
Moim zdaniem to nie jest problem. Cieszę się, że w futbolu krążą pieniądze, ale problem to ich dystrybucja. Możesz wydać 200 milionów, ale te środki nie powinny wychodzić poza futbol. Problem jest też taki, czy możesz sobie pozwolić na taki wydatek, na taki kontrakt, na takie koszty. Nie można kupować dla kupowania. Może pojawić się jakiś klub, który mocno zainwestuje i kupi na przykład Cristiano i Messiego, ale co będzie z nim po trzech latach? Będzie mógł opłacić wtedy ich pensje? Nie może być tak, że jestem właścicielem, inwestuję, wydałem pieniądze i potem nie ma niczego. Zabijasz klub, jak zabija się firmy. Musisz działać przejrzyście i pokazywać, co robisz. Musisz mieć plan. Futbol to coś więcej niż pięć krajów. Futbol to ulica i dzieci. Przepisy to przepisy, są równe dla wszystkich. Dla mnie podstawa mandatu to ochrona futbolu i utrzymanie go w rękach fanów.

Nie lubi pan rozmawiać o konkretnych klubach, ale w jakiej sytuacji znajdują się dzisiaj PSG, Milan czy Galatasaray?
Po pierwsze, trzeba powiedzieć, że komitety, które badają te sytuacje i które rozmawiają z klubami, są całkowicie niezależne. Dla mnie trudno jest wejść w takie dyskusje. Nie mogę tego komentować, ale oby nie było żadnego problemu ani z tą trójką, ani z nikim innym.

Na stadiony wraca przemoc, tak przynajmniej się wydaje. Co robi z tym UEFA?
To mnie martwi. Od dawna pracujemy nad ochroną na stadionach i uważam, że to bezpieczne miejsca. Problem widzę raczej poza nimi i tu musimy dalej pracować. Rządy, policja, władze lokalne, kluby czy UEFA, wszyscy razem musimy to zatrzymać. Europa się zmienia. Mamy terroryzm, chuliganów, ekstremistów… UEFA zbiera różne informacje, ale czas działać razem.

Co mogą zrobić kluby?
Wydarzenia przed ich stadionami to także ich odpowiedzialność. Problem tworzy się, gdy nie kontrolują fanów. Nie pozwolimy na to, by pozwalali im na różnego rodzaju sytuacje czy ułatwiali takie działania. Rozwiązaniem na pewno nie są kary w wysokości 100 tysięcy euro czy 200 tysięcy euro ani nawet zamykanie stadionu, a raczej pójście dalej. W Bilbao doszło do tragedii. Cały czas badamy sytuację, ale to nie może się powtórzyć.

Więc rozwiązanie to wyrzucanie klubów z rozgrywek?
Mam nadzieję, że nie, ale wszystko jest możliwe.

Co pan myśli, gdy widzi radykalne grupy bijące się w imię futbolu?
To nie jest futbol, to kryminaliści. Oni nie chcą piłki. Oni są czymś innym, nie są częścią futbolu i nie mogą działać wokół niego.

Co sądzi pan na temat sytuacji w hiszpańskim związku?
Od odejścia Villara sytuacja jest trudna. Nie ma prezesa, nie ma też wyborów. Ostatnie informacje mówią, że dojdzie do nich 17 maja, ale jedna z czterech największych krajowych federacji na świecie nie może być w takiej sytuacji, nie może tak długo odwlekać wyborów. Potrzeba jej prezesa i demokratycznych wyborów, by federacja mogła działać z jasno wybranym liderem.

Jaką przyszłość widzi pan dla kobiecej piłki?
Rozwija się, nie przestaje iść do przodu. Widać to było na ostatnim EURO. Na razie nie ma z tego dużych pieniędzy, ale ma coraz więcej fanów, inwestycje są coraz większe i nadejdzie moment, gdy będzie rentowna. Z każdym dniem jest coraz lepiej i na pewno nadejdzie taka chwila.

Na koniec zmieńmy temat i sport. Gdy patrzymy na Słowenię i koszykówkę, widzimy ostatniego mistrza Europy oraz zawodnika, który może naznaczyć epokę. Co powie pan o Dončiciu?
Fenomen, który może zostać wybrany z 1. numerem w drafcie NBA. To wielki talent, który w profesjonalnej ekipie Realu Madryt gra od 16. roku życia.

Komentarze [5]

REKLAMA

2018.04.24, godz. 12:25, Klatus / as.com

Alaba nie trenował z drużyną

Fot. Getty Images

Bayern Monachium napotkał na kolejny problem przed meczem z Realem Madryt. Bawarczycy mają już za sobą ostatni trening przed jutrzejszym półfinałem i Jupp Heynckes będzie zmuszony dokonać kilku zmian w wyjściowej jedenastce. Wszystko z powodu kontuzji. Z zespołem nie ćwiczył dzisiaj David Alaba i jego występ w starciu z Królewskimi wydaje się być wykluczony. Na boisku nie zobaczymy też na pewno Manuela Neuera, Arutor Vidala i Kingsley'a Comana, którzy również borykają się z urazami.

Lewy obrońca nabawił się kontuzji w ubiegłym tygodniu, gdy Bayern mierzył się z Bayerem w półfinale Pucharu Niemiec. Austriak nie pojawił się już na boisku w drugiej połowie i przegapił także sobotnie spotkanie ligowe z Hannoverem. Defensor zmaga się bólem w mięśniach uda, którego źródłem są problemy z plecami, na jakie narzekał od kilku tygodni. Wczoraj Alaba trenował z zespołem, ale okazało się, że jego ciało nie wytrzymało pracy na pełnych obrotach, choć jeszcze kilka godzin temu wydawało się, iż piłkarz będzie gotowy na półfinałową potyczkę. Jutro od pierwszych minut będzimy więc oglądać Rafinhę.

Heynckes ma coraz bardziej ograniczone pole manewru i skład formacji defensywnej Bayernu wydaje się być już jasny. W bramce zagra Ulreich, a przed nim wystąpią Joshua Kimmich, Mats Hummels, Jérôme Boateng i Rafinha. Więcej znaków zapytania można postawić przy tym, co były trener Realu wymyśli w pomocy i ataku. Niemieckie i hiszpańskie media donoszą, że FC Hollywood wyjdzie na ten mecz w ultraofensywnym ustawieniu. Zinédine Zidane nie zamierza jednak zastanawiać się godzinami nad składem Bawarczyków i woli skupić się na grze własnego zespołu, który dzisiaj wieczorem odbędzie ostatni trening przed spotkaniem.

Komentarze [8]

REKLAMA

2018.04.24, godz. 12:02, El Jarek / bavarianfootballworks.com

Bayern ma jeden dylemat: Robben lub James

Fot. Getty Images

Hiszpanie w ostatnich dniach informowali, że ostatnią kwestią do rozstrzygnięcia dla Juppa Heynckesa poza możliwym brakiem Davida Alaby jest potencjalne wstawienie do składu Jamesa Rodrígueza kosztem Thiago Alcântary. W Niemczech podaje się, że Kolumbijczyk może wystąpić od pierwszej minuty, ale kosztem Arjena Robbena. Warto zwrócić uwagę, że w obu zestawieniach pewny gry jest Thomas Müller, który dostosowuje się do potrzeb zespołu i doskonale odnajduje się w zamysłach trenerów.

Według tych doniesień, pewni występu w środę poza wspomnianym atakującym mają być Ulreich, Kimmich, Hummels, Boateng, Alaba, Martínez, Thiago, Ribéry oraz Lewandowski. Müller zależnie od wstawienia Jamesa lub Robbena wystąpiłby jako drugi napastnik lub prawoskrzydłowy. Kolumbijczyk w 34 meczach w tym sezonie w ciągu 2199 minut zanotował 6 goli i 12 asyst, a Holender w 33 spotkaniach w ciągu 2328 minut zaliczył 7 trafień i 12 asyst. Różnice są minimalne i tak naprawdę każdy ekspert czy fan Bawarczyków może tu wykazać się swoimi preferencjami i spróbować zabawić się w szkoleniowca.

James może jeszcze nie do końca odrodził się w Bayernie, ale złapał radość z gry, której tak brakowało mu w Madrycie. Przeciwko Realowi może dostać szansę gry za napastnikiem, co jest jego ulubioną pozycją. W ekipie Heynckesa 26-latek jednak bardziej od atakowania pokazuje się ze strony rozgrywającego i oferującego się jako dodatkowa opcja w danej akcji. Kolumbijczyk biega po całej szerokości boiska, próbując znaleźć sytuację, w której może być przydatny. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie należy on do najszybszych graczy i jeśli w tak aktywnym poruszaniu się zgubi pozycję, odzyskanie jej czy zareagowanie na kontrę przeciwnika kosztuje go naprawdę bardzo dużo.

Jeśli Ribéry i Alaba próbują przejść przez dwóch rywali na lewej flance, James pokazuje się jako gracz do rozmontowania tej części defensywy. Jeśli Müller szuka zejścia do środka, obiega go. Jeśli para pomocników za jego plecami ma problem z przewagą rywali, cofa się i tworzy z nimi trivote. Dzisiaj gra Jamesa jest oceniana jako bardziej odpowiedzialna i często to właśnie on przesądza o dominacji Bawarczyków w środku pola i spokojnym rozgrywaniu piłki. Być może właśnie to przesądzi o jego występie, gdy naprzeciw staną rozgrywający takiej klasy jak Kroos czy Modrić.

Co do Robbena, w Bawarii nikt nie zaprzecza, że jest coraz bliżej zakończenia poważnej gry na najwyższym poziomie. 34-latek nie ma już tej szybkości, a zakończenie kariery przez Lahma odebrało mu atut w postaci gry w ciemno na prawej flance. Występujący tam teraz w obronie Kimmich nie wykazuje nawet cząstki tej samej chemii, jaką Holender prezentował z legendarnym kapitanem Bayernu. Robbenowi wciąż pozostaje jednak błyskotliwa lewa noga, którą dosłownie w każdym momencie może wyczarować bramkę. Jego zalety ofensywne to ważny aspekt w starciu z zespołem, który w defensywie ma Marcelo zostawiającego często swoją flankę bez jakiegokolwiek krycia i odpowiedzialności za swoje wyjścia. Warto pamiętać, że rok temu to właśnie skrzydłowy był obiektywnie graczem Bayernu stwarzającym największe problemy obronie Królewskich, którzy w pewnym momencie automatycznie go podwajali.

Robben ma jednak też bardzo wyraźne wady. Podstawowa to wspomniany wyraźny brak chemii z Kimmichem, ale poważny zarzut to także spadek efektywności w ataku. Jeśli rok temu Holender notował 3,3 udanego dryblingu w ciągu 90 minut, grając w tym aspekcie na 61% skuteczności, tak w obecnym sezonie to zaledwie 1,55 udanego dryblingu na pełne spotkanie przy zaledwie 39% skuteczności. W tle znajduje się też brak zrozumienia z Lewandowskim. Ta para ma wyraźne problemy ze znajdowaniem siebie na boisku nawet w klarownych sytuacjach.

Patrząc na te argumenty oraz sporą krytykę występów Robbena w ostatnim czasie, eksperci dzisiaj na papierze chętniej stawiają na Jamesa. Chociaż Kolumbijczyk nie tworzy tak dużego bezpośredniego zagrożenia dla bramki rywali jak Holender, to pozwala Bayernowi grać na ogólnie wyższym poziomie. Bawarczycy w takim starciu Ligi Mistrzów mogą chcieć postawić właśnie bardziej na jakość pełnych akcji niż pojedynczych zrywów. Co więcej, pojawia się coraz więcej zarzutów co do fizycznej postawy Robbena w drugich połowach. Rozpoczęcie meczu na ławce pozwoliłoby na wstawienie go do gry w drugiej części spotkania na już zmęczonych rywali.

Komentarze [8]

REKLAMA

2018.04.24, godz. 11:44, El Jarek / as.com

Benzema, Lucas czy Asensio?

Fot. Getty Images

Tercet BBC w ważnych meczach to już historia. Ta trójka nie zagrała w tym sezonie w żadnym ze spotkań fazy pucharowej Ligi Mistrzów od początku. W każdym z czterech starć występował Cristiano. Trzy razy od pierwszej minuty towarzyszył mu Karim Benzema, a raz Gareth Bale. Teraz media donoszą, że trenerzy poważnie zastanawiają się nad oddaniem ich miejsca komuś z pary Lucas-Asensio.

Pewnie miejsce w składzie na jutro ma posiadać dziesięciu zawodników: Navas; Carvajal, Ramos, Varane, Marcelo; Casemiro, Kroos, Modrić, Isco; Cristiano. Znak zapytania stawia się przy ostatnim atakującym. Zidane ma myśleć nad wystawieniem jedenastki z Turynu z Benzemą, która tak dobrze weszła w mecz, utrzymała napór Włochów, a następnie po zmianach wykończyła rywala, lub wprowadzeniem do gry któregoś z wspomnianych Hiszpanów. Drugi wariant dałby większą równowagę na bokach (Isco w obronie schodziłby na lewą stronę, a Lucas bądź Asensio zajęliby się prawym skrzydłem) i byłby odpowiedzią na grę Bayernu, który zdecydowanie skupia się na flankach i poszukuje tam sytuacji dwóch na jednego. Warto podkreślić, że wszyscy eksperci i dziennikarze są wręcz przekonani, że z jakichkolwiek rozważań wypadł Bale.

Kwestia jest raczej czysto piłkarska, bo pod względem bramek Lucas i Asensio prezentują podobne średnie do Benzemy. Francuz swoje 9 goli w sezonie strzelił w ciągu 2719 minut, co daje trafienie średnio co 302 minuty. Lucas ma na koncie 8 bramek w ciągu 2474 minut, co daje średnią trafienia co 309 minut. Najlepszy wynik w tej kwestii ma Asensio, którego 10 goli w ciągu 2543 minut daje mu średnio trafienie co 254 minuty. Wszyscy czekają, na jaki wariant postawi Zizou, ale pozycja Karima w tym względzie wydaje się słabsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Komentarze [33]

REKLAMA

2018.04.24, godz. 10:43, Kristobal / marca.com, as.com

Illgner: Ludzie są niesprawiedliwi w stosunku do Navasa

Fot. Getty Images

Bodo Illgner, były bramkarz Realu Madryt, rozmawiał z dziennikarzami radia COPE w programie El Partidazo o nadchodzącym półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Bayernowi Monachium. Poniżej przedstawiamy wypowiedzi Niemca.

– Ja stawiam na Real Madryt. Wiem, że nie jestem dobrym Niemcem, ale jestem madridistą całym sercem. Miałem nadzieję, że zobaczymy ten mecz w finale, ale niestety tak wypadło w losowaniu. Myślę, że szanse to 51 do 49 na korzyść Realu Madryt.

– Czy wrócę jeszcze do futbolu? Mógłbym być dyrektorem sportowym, ale nie trenerem. Codziennie gdzieś na świecie wyrzuca się z pracy trenera.

– Absolutnie mnie nie zaskakuje, że Real Madryt odpuścił sobie ligę. Chcą wygrać Ligę Mistrzów. Przecież my w 1998 zrobiliśmy to samo.

– Myślę, że Keylorowi Navasowi brakuje tak naprawdę tylko dużego nazwiska. Ludzie są odrobinę niesprawiedliwi w stosunku do niego. Nie powiedziałbym, że jest wśród pięciu najlepszych bramkarzy na świecie, ale jest idealny dla Realu Madryt. Poza tym prezentuje się bardzo dobrze. Był decydujący przy zdobyciu dwóch Lig Mistrzów.

– Najchętniej widziałbym w Realu Madryt Kepę Arrizablagę, bardzo chciałbym, żeby dołączył do drużyny.

Komentarze [8]

REKLAMA

- Archiwum -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama