REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2017.01.21, godz. 14:24, Cover

Ciekawy przypadek Karima Benzemy

Fot. Getty Images

Tekst jest wyłącznie opinią autora. Nie jest stanowiskiem całej redakcji RealMadryt.pl.

„Nietykalnych” spotkasz w polityce, świecie nauki, ale także sportu. Niektórzy otrzymują taki status za zasługi, inni, bo rzeczywiście na niego zasługują, jeszcze kolejni z powodu szeroko pojętego nepotyzmu. Zdarzają się jednak i tacy, których los, lub patroni, chroni „bo tak”, zupełnie bez powodu. Kimś takim jest Karim Benzema, który – o ile nie jest nieślubnym dzieckiem Florentino Peréza – w Realu Madryt gra zawsze, nawet jeśli za jego występami stoi wyłącznie prezes… Czasem myślę, że Floro siedzi w którymś z biur Bernabéu z Sánchezem albo Zidane’em, gdzie pokazawszy im ilustrację Berbera, jak inny sławny prezes pyta: „Po co jest ten Benzema? Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta”. Ale pytają, na przykład ja i wielu, wielu innych.

Francuz przechodzi przez prawdziwe załamanie. W tym sezonie strzela niewiele, jest mniej aktywny w pracy defensywnej, nie asystuje i krótko mówiąc gra bardzo słabo. Nie robi nic, co mogłoby posłużyć jako argument do racjonalnej obrony jego obecności w podstawowej jedenastce. Co więcej, napastnik dzisiaj jest wręcz graczem ujemnym dla ogólnego bilansu zespołu. Długo można było go bronić, ale gdy popełnił błąd w Sewilli, przelał czarę (trzeba jednak wspomnieć, że podstawowym winnym utraty bramki jest Keylor). Ja nie potrafię już Karima bronić, sofistyka ma swe granice, tym bardziej jeśli nie ma z czego czerpać.

Jakość gry Benzemy osłabia tym bardziej, że przecież poprzedni sezon w jego wykonaniu był całkiem dobry. Biegał i strzelał więcej! Wiele jego bramek otwierało mecz, a często w ostatecznym rozrachunku dawał Królewskim trzy punkty. Do tego dochodziła klasycznie już dla niego niezła współpraca z kolegami z zespołu, w szczególności z resztą BBC. Dzisiaj pozostało już tylko wspomnienie takiego Coco. Nie zmieniła się tylko jedna rzecz – czy słońce, czy deszcz, Karim zawsze wyjdzie w pierwszym składzie, o ile tylko będzie tego chcieć.

Dlaczego Benzema gra gorzej? Odpowiedź jest prosta, bo jest daleki od swojej optymalnej formy fizycznej. Z jakiegoś powodu jest wolniejszy, mniej dokładny i aktywny. Dzisiaj pseudonim „kloc”, jakim niektórzy złośliwie go określają, jest bardziej aktualny niż kiedykolwiek. To wszystko tym dziwniejsze, że przecież teraz, pierwszy raz od odejścia Higuaína, Karim ma konkurencję. Niestety tylko papierową. Mariano, gdy już gra, robi to dobrze, mimo to nie może liczyć na częste występy. Jak większość żółtodzióbów musi zapłacić frycowe. Zaś Morata, który zaliczył całkiem udany początek sezonu, dzisiaj spuścił z tonu tak bardzo, że trudno jest na niego patrzeć nawet na ławce rezerwowych. Jednak wcześniej Álvaro spisywał się nieźle, a i tak nie mógł liczyć na zbliżenie się do pierwszego składu, nawet gdy Benzema grał źle (czyli praktycznie stale).

Odczucia byłyby inne, gdyby Francuz wygrywał rywalizację na boisku. Stało się jednak tak, że gdy jest konkurencja, on stara się mniej. Nie ma wątpliwości, że przy normalnej rywalizacji na pewno nie występowałby w pierwszym składzie tak często. Jednak robi to i wydaje się, że obecność innego napastnika wpływa na niego negatywnie. Jeśli konkurencja sprawia, że jesteś słabszy, to nie ma dla ciebie miejsca w Realu Madryt. To proste, ale nie w tym wypadku. Od lat prezes ułatwiał Karimowi egzystencję. Najpierw sprzedano Higuaína, później przez lata nie sprowadzono nawet namiastki rywala dla Benzemy, a teraz, gdy tacy już są, mogą nawet lewitować, ale i tak nie będą mieć takiej pozycji w drużynie jak Francuz.

Miłość prezesa jest piękna, bo prawdziwa, czytaj bezwarunkowa. Uczucie musiało zrodzić się już po przejściu Karima do Realu. Przecież na krótko przed jego transferem Florentino miał preferować Davida Villę. Ostatecznie jednak na Bernabéu trafił Berber i zyskał sobie u prezesa względy, jakich nie ma nawet Cristiano. Lata chimerycznej gry z przeplatanymi dobrymi i słabszymi okresami, z zawsze niezłymi notowaniami w Lidze Mistrzów. Miał upadki i wzloty, ale nigdy nic nie potrafiło osłabić jego pozycji. Dzisiaj narosła wokół niego sytuacja patologiczna, bo choć jest beneficjentem dobrej woli sternika Realu, to nie on odpowiada za to, że ma z niej tyle korzyści. I to jest chyba najsmutniejsze. Nie bez powodu wielu krytyków Florentino wyrzuca mu w pierwszym rzędzie to, jak traktuje Francuza i trudno zarzucać im zupełny brak racji.

Gdy ten broni się na boisku, wszystko jest w porządku, gdy tego nie robi, krytyka spada na niego podwójnie. Od lat w czasie letnich okienek transferowych pojawiały się informacje o coraz to nowych celach Królewskich, jeśli mowa o napastnikach, bo ludzie zawsze chcieli o tym słuchać. Najpierw marzono o Falcao, potem o Suárezie, następnie o Lewandowskim… Kolejny będzie pewnie Aubameyang. Wszystkich tych panów łączy jedno – ostatecznie do Realu nie trafili. Może tylko ten ostatni ma jeszcze na to realną szansę. Niezależnie od tego, w jakiej formie był Benzema, gdy dyskutowano o wzmocnieniach, zawsze powracał jeden argument „Karim jest idealnym napastnikiem dla Blancos”, ale czy na pewno?

Argumentacja dla tej tezy kiełkowała już za Mourinho, który w swoim błyskawicznym systemie zrobił z Francuza łącznika w ataku, świetnie wykorzystując jego przegląd pola i umiejętności w grze na jeden kontakt. To musiało się podobać i nadal potrafi zachwycać, gdy Benzema jest w formie. Prawdziwą ideologię dobudowano do tego za Carlo Ancelottiego, który tłumaczył, że dzięki Karimowi BBC może być tym, czym jest. Napastnik miał sprawiać, że Bale i Ronaldo mogą w pełni rozwinąć skrzydła.

Za rogiem czai się jednak wielkie niedopatrzenie, to znaczy słaby materiał porównawczy. Jedynym zawodnikiem, który potrafił z Benzemą dzielić rolę pierwszego napastnika Królewskich, był Higuaín. Było to dawno, bo niektórzy zdążyli już zapomnieć, że z Argentyńczykiem w składzie gra nie kulała. Zespół był skuteczny, Ronaldo wcale nie tracił na wartości, a sam Argentyńczyk był doskonałym lekarstwem na twarde zasieki zespołów z Primera. Brakowało mu tylko cojones, a to rzutowało przede wszystkim na fatalny obraz jego występów w ważnych meczach, w szczególności w spotkaniach w Lidze Mistrzów. Jak wiemy, nawet jeden fatalnie grający zawodnik w tak istotnych potyczkach odbija się na obrazie całej ekipy i rzeczywiście tak było.

Poza tym Karimowi nadawano pewną wyjątkowość, twierdząc, że grać w ten sposób potrafi tylko on. Tymczasem i Lewandowski, i Suárez wcale nie są słabi w grze kombinacyjnej czy zespołowej. Nie sądzę, żeby mieli być też w tym wyraźnie lub w ogóle gorsi od Karima. To jednak nie pasowało pod narrację, więc nadal mówiono, że Berber jest the one and only, co nie zmieniło się do dziś.

Ostatnimi czasy występy napastnika Realu są nie do zniesienia. Trudno jest na niego patrzeć, cieszyć jego grą i obecnością w klubie. Nie wiem, dlaczego Péraz tak go sobie ukochał, ale wiem i widzę, jakie ma to konsekwencje dla zdrowej rywalizacji w kadrze i gry drużyny. Po Sevilli chciało się tylko powiedzieć: „Wiesz co, Karim Benzema? Weź ty już spi******* do domu”. I boli, gdy zdajesz sobie sprawę, że szanse, aby ktoś powiedział mu tak kiedyś w Madrycie, są minimalne. Nie musi zresztą odchodzić, byle tylko nie kąpał się w świetle miłościwie nam panującego prezesa i był traktowany na równych zasadach.

Komentarze [54]

REKLAMA

2017.01.21, godz. 11:56, Mateo

Kolejny wyjazd do Kraju Basków

Fot. RealMadryt.pl

Castillę czeka kolejny wyjazd do Kraju Basków. Rywalem będzie Amorebieta, zespół, który znajduje się obecnie w strefie spadkowej. Królewscy dwa tygodnie temu wygrali pierwszy mecz poza własnym stadionem i dzisiaj staną przed szansą, by udowodnić, że nie był to przypadek. W końcu bez punktowania i dobrej gry poza stadionem Alfredo Di Stéfano, trudno będzie myśleć o grze w play-offach.

Amorebieta pierwszy raz w swojej historii awansowała do Segunda División B w 2011 roku. Niemal od razu mogła wspiąć się jeszcze wyżej, w sezonie 2011/12 awansowała bowiem do play-offów i walczyła o grę w drugiej lidze. Kolejne lata to spokojna gra i miejsce w środku tabeli. Wyraźny dołek pojawił się teraz, szczególnie przez fatalną grę na wyjazdach. Przyszłość Amorebiety na trzecim poziomie rozgrywkowym stoi pod znakiem zapytania. Jednak mimo słabszych wyników, na własnym obiekcie Baskowie prezentują się przyzwoicie – przegrali tylko dwa na jedenaście meczów.

Castilla tydzień temu prowadziła z Realem Unión 1:0, ale ostatecznie wypuściła prowadzenie i przegrała. Porażka wypchnęła Królewskich poza pierwszą czwórkę. Powrót do czołówki tabeli prowadzi przez Kraj Basków. Zwycięstwo z Amorebietą jest bardzo ważne w obecnej sytuacji, żeby nie zwiększył się dystans do strefy play-offów. Forma drużyny Santiago Solariego jest niestabilna, więc trudno przewidzieć, jak jego gracze się dzisiaj zaprezentują.

Mecz rozpocznie się o godzinie 19:00. Transmisję na żywo będzie można zobaczyć na Real Madrid TV.

Komentarze [0]

REKLAMA

2017.01.21, godz. 10:36, Mateo / as.com

Fernando Sanz: Real Madryt znajduje się na uprzywilejowanej pozycji

Fot. Getty Images

Fernando Sanz, były piłkarz Realu Madryt i Málagi, udzielił wywiadu dziennikowi AS. Mówił w nim o tym, czym się obecnie zajmuje, a także zdradził, któremu zespołowi będzie dzisiaj kibicował.

Już od czterech lat pracujesz w biurze międzynarodowego rozwoju LaLigi w Dubaju.
Kieruję biurem LaLigi w Dubaju, a także odpowiadam za wszystkie jej międzynarodowe projekty sportowe i jestem twórcą projektu ambasadorów ligi oraz projektu legend. Nasz futbol jest najlepszy na świecie, a moim zadaniem jest rozpowszechnianie marki LaLigi w innych krajach. W 2013 mieliśmy blisko 800 milionów widzów poza naszymi granicami, a dzisiaj ta liczba przekroczyła 2,1 miliarda.

Uważnie obserwujesz Real Madryt i Málagę?
Tak, kiedy tylko mogę, oglądam mecze. Czuję się mocno związany z oboma klubami. W Realu Madryt spędziłem szesnaście lat, a w Máladze – jedenaście.

Komu zatem kibicujesz dzisiaj?
Łączy mnie bardzo wiele z oboma klubami, ale myślę, że bardziej trzymam kciuki za Málagę, przede wszystkim ze względu na sytuację, w jakiej się znajduje. Jestem dzisiaj z nimi, bo bardziej potrzebują punktów. Real Madryt jest lepszy pod względem sportowym i ekonomicznym, więc jeśli zostawi jakiś punkt Máladzę, będę szczęśliwszy.

Na ławkach trenerskich usiądą Romero i Zidane. Ty również byłeś jednym z bohaterów ich pierwszego starcia – w 2001 roku na murawie.
W sezonie, w którym Zidane debiutował w Realu Madryt, wywieźliśmy z Bernabéu remis 1:1, a ja strzeliłem gola. Gato wykonał niesamowite zadanie w defensywie, bez żadnego kopania zatrzymał Zidane’a, który kończył mecz z poczuciem bezradności.

Ten remis 1:1 jest jednym z twoich najlepszych wspomnień z Málagi?
Oczywiście. Pamiętam, że wtedy się mówiło o tym, czy będę świętował zdobycie bramki czy nie. To był mój pierwszy gol w Primera División, w dodatku obrońcy nie trafiają zbyt często do siatki i to na takim stadionie jak Bernabéu, w starciu z takim rywalem jak Real Madryt. Jak mógłbym nie świętować zdobycia tej bramki? Cieszyłem się tak bardzo, ponieważ to trafienie dało nam remis. Rozegraliśmy wspaniałe spotkanie i wszystko tego dnia nam się udawało.

Co sądzisz o tym, że Romero znalazł się na czele projektu Málagi?
Jeśli zdoła odcisnąć na drużynie swój charakter, Málaga zyska bardzo dobrego trenera.

Dajesz Máladze szanse w dzisiejszym meczu?
W ostatnich latach Málaga była jedynym zespołem, który potrafił wywozić remisy, a nawet zwycięstwa, ze stadionów najlepszych drużyn. Trzeba mieć to nastawienie. Málaga ma dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową, więc podchodzi do meczu bez presji, za to z ogromnymi nadziejami.

Co sądzisz o Realu Madryt Zidane’a?
W Sevilli drużyna mi się podobała. Sevilla odwróciła losy spotkania na bazie intensywności, ale Real Madryt rozegrał bardzo dobre spotkanie. Po dwóch porażkach z rzędu w Madrycie zapalają się alarmy. Jednak oni dalej znajdują się na uprzywilejowanej pozycji. Zajmują pierwsze miejsce w lidze, mogą odrobić straty w Pucharze Króla, a w Lidze Mistrzów są w 1/8 finału. Mogą aspirować do potrójnej korony. Mają wspaniałą kadrę i niejednokrotnie w historii udowadniali, że są w stanie wyjść z każdej sytuacji.

Jaki jest w takim razie twój typ na dzisiejsze spotkanie?
Każdy, w którym Málaga zdobędzie punkt.

Komentarze [0]

REKLAMA

2017.01.21, godz. 10:30, Leszczu

90 minut, by nie mówić o kryzysie

Fot. Getty Images

Dokładnie tydzień temu piłkarze czy kibice Realu Madryt mogli myśleć, że są niepokonani. Nazajutrz mieli zagrać bardzo ważny mecz w Sewilli, ale przecież za nimi stała 40-meczowa passa spotkań bez porażki. W siedem dni wielu madridistas zupełnie zmieniło optykę. Teraz – według wielu – nastał kryzys. Mistrzostwo coraz dalej. Może nawet stracone. Zły trener, źli piłkarze. Publika na Bernabéu gwiżdże coraz głośniej. W tydzień aż tyle może się zmienić. Dziś przed Królewskimi zadanie chyba jeszcze trudniejsze – wprowadzić siebie i fanów na dobre tory. Na to będą mieli około dziewięćdziesięciu minut.

Niestety w środę na Królewskich spadła bardzo zła wiadomość – do kontuzjowanych Pepego i Garetha Bale'a dołączył Dani Carvajal. Hiszpan i Walijczyk byli fundamentalymi postaciami na prawej flance, dlatego to tam rywale mogą upatrywać swoich szans. Niemal pewne jest to, że ich funkcje przejmą Danilo i Lucas Vázquez. Do tego na mecz z Málagą Zinédine Zidane nie mógł powołać Jamesa, który wciąż zmaga się z urazem łydki.

Jeśli można dopatrywać się przyczyn kryzysu, jedną z nich może być brak formy u jakiegokolwiek środkowego napastnika. Karim Benzema i Álvaro Morata są cieniami samych siebie, Cristiano Ronaldo na „dziewiątce” bez odpowiedniego wsparcia reszty drużyny jest zupełnie zagubiony, a Mariano Díaz w ogóle nie dostaje szans, ponieważ trener wciąż bardziej ufa graczom, na których stawiał już wcześniej. Dziś CR7 dostanie do pomocy Benzemę i tutaj można dostrzec klucz do sukcesu.

W ubiegłym sezonie Málaga właśnie na Santiago Bernabéu zabrała Realowi Madryt dwa punkty, czego efektem była utrata pozycji lidera. Znakomity występ zaliczył wtedy Carlos Kameni. Królewscy zagrali wtedy naprawdę niezły mecz, ale mimo to nie udało się zdobyć trzech punktów. Styl nie był porywający, a Andaluzyjczycy – choć bronili się całą drużyną – wcale nie utworzyli twierdzy ze swojego pola karnego. Los Blancos strzelali jak do kaczek, tyle że raczej w wykonaniu myśliwego po paru głębszych. Ogólnie rzecz biorąc Málaga raczej nie wspomina przyjazdów do Madrytu zbyt dobrze – w 35 meczach na Bernabéu nie odniosła ani jednego zwycięstwa, przegrywając aż 28 spotkań.

Zimą w Máladze sporo się pozmieniało. Trenerem nie jest już Juande Ramos, jego miejsce na ławce zajął Gato Romero. Drużyna wzmocniła się Adalberto Peñarandą i swoim starym znajomym, Martínem Demichelisem. Lista nieobecnych jest jednak znacznie dłuższa. Kontuzjowani są arles, Federico Ricca, Zdravko Kuzmanović, Miguel Torres oraz najlepszy strzelec ekipy, Sandro Ramírez, zaś na Puchar Narodów Afryki pojechali Bakary Koné i Youssef En-Nesyri. A do tego zagrać z powodu zapisów w umowie nie może wypożyczony z Realu Madryt Diego Llorente.

Real Madryt ma mało czasu, by wrócić do łask kibiców. Po dwóch porażkach z rzędu oczekiwania może nieco się zmniejszyły (w końcu wystarczy dziś tylko wygrać) ale presja i obawa są coraz większe. Zinédine Zidane już nie raz – jako piłkarz i trener – wychodził z kryzysu. Niech tak samo będzie i tym razem.

Spotkanie rozpocznie się o 16:15. W Polsce będzie można obejrzeć je na kanale Eleven w platformie Player.pl lub w STS TV.

Komentarze [17]

REKLAMA

2017.01.21, godz. 10:20, Leszczu

Gil Manzano na Málagę

Fot. Getty Images

Arbitrem dzisiejszego starcia między Realem Madryt a Málagą będzie Jesús Gil Manzano. 32-latek pochodzący z Extramadury był rozjemcą w czternastu spotkaniach ligowych Los Blancos. Łącznie wygrali oni jedenaście z nich, raz zremisowali i dwukrotnie schodzili z boiska jako przegrani. Ostatnie starcie z ich udziałem prowadził w październiku ubiegłego roku, gdy Królewscy pokonali na wyjeździe Real Betis 6:1.

Sędzia nie jest anonimem także dla fanów dzisiejszego rywala Królewskich. Był rozjemcą w dwunastu spotkaniach Andaluzyjczyków. Łącznie zanotowali oni cztery zwycięstwa, cztery remisy i cztery porażki. W tym sezonie Gil Manzano prowadził dziewięć meczów Primera División. Pokazał w nich 60 żółtych kartek (średnio 6,67 na spotkanie), trzy czerwone (0,33) i podyktował jeden rzut karny (0,11). W najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii regularnie sędziuje od czterech lat, a od 2014 roku posiada także uprawnienia międzynarodowe.

Komentarze [1]

REKLAMA

- Archiwum -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama