REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

Aktualności (3627) powiązane z gorącym tematem Koszykówka

2018.02.23, godz. 23:28, Mateo

Barcelona rozgromiona w Klasyku

Fot. Getty Images

Koszykarze Realu Madryt udowodnili, że ostatnia porażka z Barceloną była tylko wypadkiem przy pracy. Dzisiaj Królewscy byli podwójnie zmotywowani i widać to było już od pierwszych chwil. Katalończycy nie prowadzili ani przez moment i na dobrą sprawę nie zaistnieli na parkiecie, mimo że to oni byli gospodarzami. Podopieczni Pablo Laso natychmiast wypracowali sobie przewagę, którą systematycznie powiększali do samego końca. Znakomicie zaprezentowali się Carroll oraz Randolph. Po tym drugim już nie widać śladów kontuzji. Słabiej wypadł Dončić, lecz nie było tego widać, gdyż cały zespół funkcjonował perfekcyjnie. Na pochwały zasługuje również Campazzo, który potrafił rozbić defensywę rywali świetnymi podaniami.

Spotkanie zaczęło się od prowadzenia Realu Madryt 9:0. Królewscy z przytupem rozpoczęli mecz, a Barcelona nie potrafiła znaleźć na to odpowiedzi. Działania ofensywne Katalończyków było niemal całkowicie zneutralizowane przez madrytczyków. Blancos natomiast robili co chcieli i po dziesięciu minutach prowadzili siedemnastoma punktami. Pozwolili rywalom na rzucenie ledwie trzynastu oczek. Po przerwie gospodarze się wzięli w garść i prezentowali się lepiej, lecz nie byli w stanie zbliżyć się do Realu Madryt. Remis w tej kwarcie to największy sukces Barcelony w tym meczu.

Po przerwie Królewscy znów przyspieszyli i w ofensywie czuli niemal zupełną swobodę. Wychodziło im prawie wszystko. Prezentowali się znakomicie pod tablicami, co widać w statystykach. 38 zbiórek Realu Madryt przy zaledwie 23 Barcelony. Przez to madrytczycy oddali więcej rzutów, a przy tym byli skuteczniejsi. W czwartej kwarcie dystans między obiema drużynami wyniósł nawet 32 punkty! Prawdziwy pogrom. Zwycięstwo było przesądzone już długo przed końcem, ale Blancos nie obniżali tempa. Starali się przekroczyć granicę 100 punktów, żeby zwycięstwo prezentowało się jeszcze bardziej okazale, i to się udało.

74 – FC Barcelona Lassa (13+22+22+17): Hanga (10), Navarro (9), Heurtel (11), Claver (3), Tomić (9), Pressey (0), Jackson (2), Wezenkow (11), Koponen (10), Moerman (9).

101 – Real Madryt (30+22+31+18): Randolph (16), Campazzo (11), Carroll (18), Tavares (5), Taylor (8), Causeur (10), Randle (3), Rudy (5), Dončić (2), Mačiulis (0), Reyes (13), Ayón (10).

Statystyki | Tabela

Komentarze [6]

REKLAMA

2018.02.23, godz. 13:27, Mateo

Okazja do rewanżu za Puchar Króla

Fot. Planeta ACB

Koszykarze Realu Madryt musieli niedawno pogodzić się z bolesną porażką w finale Pucharu Króla z Barceloną. Okazja do rewanżu pojawiła się bardzo szybko. Czas na kolejny Klasyk, tym razem w Eurolidze. Królewscy o awans do play-offów mogą być spokojni, lecz warto walczyć o jak najwyższą pozycję, by móc liczyć na teoretycznie słabszego rywala w walce o tytuł. Katalończycy natomiast zajmują przedostatnie miejsce w tabeli i ich szanse na awans do ósemki są tylko matematyczne. Musieliby wygrać wszystkie pozostałe spotkania i do tego liczyć na wpadki rywali. W europejskich pucharach wiedzie im się w tym sezonie fatalnie, ale starcie z Realem Madryt zawsze jest dodatkową motywacją.

Mecz w Pucharze Króla to już historia, która będzie miała niewielkie znaczenie w dzisiejszym spotkaniu. Mówił o tym Pablo Laso na konferencji prasowej. „Teraz czeka nas zupełnie inny pojedynek w innych rozgrywkach. Przed nami trudne starcie na parkiecie Barcelony. Nie spodziewam się przyjaznej atmosfery”, powiedział trener. Dodał, że nie martwi go dobra dyspozycja Katalończyków. „Nie myślę zbyt dużo o Barcelonie. Mają wielu wartościowych zawodników, nowego trenera, ale w dziesięć dni nie można zmienić wszystkiego ani na lepsze, ani na gorsze. Mają tę samą kadrę”, dodał szkoleniowiec Królewskich.

W starciu z Barceloną nie zagra na pewno Thompkins, który zmaga się z przeciążeniem mięśni. Pozostali zawodnicy są do dyspozycji trenera. Ayón wrócił po kontuzji w poprzednim Klasyku i być może dostanie teraz kolejne minuty. Laso chce go stopniowo wprowadzać do gry. Nie ma potrzeby, by cokolwiek przyspieszać. Real Madryt udział w play-offach ma już na wyciągnięcie ręki. To jest podstawowy cel, lecz im wyższe miejsce uda się zająć, tym później będzie łatwiej. Pojawi się przewaga własnego parkietu i uda się uniknąć najmocniejszych rywali. Po dwóch porażkach z rzędu w Eurolidze czas na przełamanie. Nie ma lepszego rywala, by przerwać złą passę, niż odwieczny rywal – Barcelona. Madrytczycy mogą poprawić swoją pozycję w tabeli, a do tego praktycznie wyrzucić Katalończyków z dalszej gry.

Mecz rozpocznie się dzisiaj o godzinie 21:00. Transmisję na żywo będzie można zobaczyć na Polsacie Sport News.

Komentarze [0]

REKLAMA

2018.02.18, godz. 20:51, Mateo

Zabrakło jednego kroku do historycznej remontady

Fot. Planeta ACB

Nie będzie piątego z rzędu tryumfu w Pucharze Króla. Koszykarze przegrali z Barceloną 90:92, przerywając trwającą od czternastu meczów serię zwycięstw. Królewscy zagrali dzisiaj słabe spotkanie, długo nie wychodziło im nic. Do roboty zabrali się dopiero w czwartej kwarcie i otarli się o historyczną remontadę, ale zabrakło im nieco szczęścia. Gdyby tylko ostatnia akcja zakończyła się powodzeniem… Szkoda, że najwyższy bieg wrzucili dopiero w ostatnich minutach. Wcześniej skuteczność była bardzo słaba, szczególnie na linii rzutów za trzy punkty. Dobrą wiadomością jest powrót Gustavo Ayóna. Meksykanin całkowicie wyleczył kontuzję i będzie realnym wzmocnieniem drużyny na najważniejszą część sezonu.

Pierwsza kwarta nie zwiastowała wielkich problemów. Królewscy spokojnie wypracowali sobie kilkupunktową przewagę. Już wtedy mieli kłopot z trafianiem za trzy punkty. Spokojnie mogli odskoczyć na większy dystans. Prawdziwe załamanie przyszło w drugiej kwarcie. Przewaga szybko stopniała i to Barcelona zaczęła uciekać. Straty, niecelne rzuty i proste błędy sprawiały, że dobrze grająca Blaugrana wypracowywała coraz większą zaliczkę. Słabo spisywał się dzisiaj Luka Dončić. Słoweniec rozczarował i zagrał poniżej swojego poziomu.

W trzeciej kwarcie przewaga Katalończyków wzrosła nawet do osiemnastu punktów. Trudno było myśleć w tym momencie o remontadzie, ale Real Madryt się nie poddał. Szkoda tylko, że zabrał się do roboty dopiero w czwartej kwarcie. Strata topniała w oczach, w końcu zaczęły wpadać rzuty za trzy punkty, lecz to było za mało. Na dziesięć sekund przed ostatnim gwizdkiem dwa rzuty wolne zmarnował Oriola. Piłkę zebrał Dončić, podał do Causeura, który nie trafił za trzy punkty, dobijał jeszcze Rudy, ale on też nie miał szczęścia. W ten sposób zakończyła się passa zwycięstw Królewskich w Pucharze Króla, a trofeum trafiło w ręce Barcelony.

90 – Real Madryt (21+13+18+38): Causeur (2), Dončić (14), Campazzo (14), Tavares (2), Thompkins (17), Randolph (2), Rudy (14), Ayón (3), Carroll (18), Taylor (2), Reyes (2).

92 – Barcelona (15+25+27+25): Hanga (12), Heurtel (8), Sanders (12), Tomić (17), Moerman (4), Ribas (21), Oriola (9), Koponen (2), Claver (7), Navarro (0).

Statystyki

Komentarze [10]

REKLAMA

2018.02.18, godz. 13:32, Mateo

Klasyk w walce o Puchar Króla

Fot. Planeta ACB

Real Madryt i Barcelona powalczą o koszykarski Puchar Króla. Królewscy w drodze do finału wyeliminowali Unicaję i Tenerife, natomiast Katalończycy pokonali Baskonię i Gran Canarię, która występowała w roli gospodarza turnieju. Czeka nas zatem starcie dwóch najbardziej utytułowanych hiszpańskich drużyn. Oba zespoły mają na swoim koncie łącznie aż 50 zwycięstw w 82 edycjach Pucharu Króla. Nieco lepiej prezentują się madrytczycy, którzy zwyciężali 27 razy przy 23 tryumfach Barçy. Tę przewagę udało się wypracować w ostatnich latach. Drużyna Pablo Laso zwyciężyła w czterech ostatnich sezonach i jest już niepokonana od ponad pięciu lat w Pucharze Króla. Warto jednak dodać, że ostatnia porażka przytrafiła się z… Barceloną.

Real Madryt był murowanym faworytem do udziału w finale i to zwycięstwa w całych rozgrywkach. Obecność Barcelony na tym etapie już taka pewna nie była. Dla Katalończyków to trudny sezon. W Lidze Endesa spisują się dobrze, mimo kilku porażek na koncie, ale fatalnie wypadają w Eurolidze. Skutkiem było zwolnienie Sito Alonso. Nowym trenerem został Svetislav Pešić. Serb ma pomóc w odbudowie koszykarskiej Barcelony, z którą w 2003 roku sięgnął po potrójną koronę – wygrał Euroligę, mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Króla. Początek pracy ma bardzo udany. Doprowadził drużynę do finału rozgrywek, ale teraz na jego drodze staje Real Madryt. Co ciekawe, po zakończeniu turnieju w Lidze Endesa odbędzie się kolejny Klasyk.

Królewscy są faworytami dzisiejszego meczu, a do tego na ich korzyść przemawia terminarz turnieju. Rozpoczynali walkę o tytuł w czwartek i mieli później dzień odpoczynku. Barcelona ćwierćfinał rozgrywała dopiero w piątek, a wczoraj pół godziny przed północą skończyła rywalizację z Gran Canarią. Puchar Króla jest bardzo intensywnym turniejem, dlatego możliwość złapania oddechu w trakcie może okazać się kluczowe. W tym sezonie Real Madryt grał z Barceloną dwukrotnie. Oba mecze rozegrano w Madrycie. W Lidze Endesa niespodziewanie to Katalończycy wygrali, ale w Eurolidze sytuacja wróciła do normy i to Blancos cieszyli się ze zwycięstwa. Dzisiaj podopieczni Pablo Laso będą faworytami, ale Klasyk zawsze rządzi się własnymi prawami. Zwycięstwo na pewno nie przyjdzie łatwo, lecz jeśli się uda, końcowy tryumf będzie smakował wyjątkowo dobrze.

Mecz rozpocznie się o godzinie 18:30. Transmisję na żywo będzie można zobaczyć na Sportklubie.

Komentarze [10]

REKLAMA

2018.02.17, godz. 21:04, Mateo

Koszykarze w finale Pucharu Króla!

Fot. Planeta ACB

Już tylko jeden krok został do obrony tytułu w Pucharze Króla. Dzisiaj koszykarze Realu Madryt pokonali Iberostar Tenerife i awansował do finału. Wydłużyli przy tym serię zwycięstw z rzędu w tych rozgrywkach do czternastu, co jest nowym rekordem. Dobrą informacją jest również powrót do meczowej kadry Gustavo Ayóna, chociaż ostatecznie Meksykanin nie pojawił się na parkiecie. Tenerife była debiutantem na tym szczeblu Pucharu Króla. Kanaryjczycy postraszyli Królewskich w pierwszej połowie spotkania, lecz później musieli uznać wyższość bardziej doświadczonych rywali.

Przez pierwsze dziesięć minut Real Madryt miał problemy z przejęciem kontroli. Zawodziła skuteczność i mogły się pojawić obawy co do dyspozycji podopiecznych Laso. Jedenaście punktów na kwartę to wynik bardzo słaby. Po przerwie sytuacja się nie poprawiała. Dopiero pod koniec drugiej części spotkana udało się zmniejszyć stratę. Kanaryjczycy po połowie meczu mieli na koncie jeden punkt więcej. Na szczęście po zmianie stron sytuacja zaczęła wyglądać pomyślnie dla graczy ze stolicy. Odzyskali prowadzenie i zaczęli budować przewagę, której nie oddali już do końca.

Tenerife w drugiej połowie spotkania wyglądało blado na tle Realu Madryt. Królewscy są zespołem z ogromnym doświadczeniem w tych rozgrywkach. Sięgali po tytuł w ostatnich czterech edycjach, a łącznie mają na koncie 27 tryumfów. Trudno nawet zestawiać taki dorobek z osiągnięciami Kanaryjczyków, którzy pierwszy raz zdołali awansować do półfinału. Podopieczni Pablo Laso mogą teraz ze spokojem oczekiwać na rozstrzygnięcie drugiego półfinału. Zmierzą się z nich Gran Canaria (gospodarz turnieju) i Barcelona. W finale zatem możliwy jest Klasyk. Finał odbędzie się jutro o godzinie 18:30. Madrytczycy mogą już odpoczywać przed tym starciem, a ich rywale dopiero powalczą o możliwość gry w najważniejszym spotkaniu.

59 – Iberostar Tenerife (19+19+11+10): Tobey (14), Ponitka (8), Ambromaitis (4), Vasileiadis (0), San Miguel (5), Bassas (0), Vázquez (16), Allen (0), Beirán (4), White (8), Borg (0).

77 – Real Madryt (11+26+19+21): Causeur (7), Campazzo (6), Tavares (4), Thompkins (13), Taylor (1), Randolph (2), Rudy (13), Mačiulis (0), Carroll (14), Reyes (0), Dončić (17).

Statystyki

Komentarze [6]

REKLAMA
 

- Wszystkie aktualności -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama