REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

Aktualności (2586) powiązane z gorącym tematem Wywiady

2019.04.15, godz. 12:12, El Jarek / MARCA

Carvajal: Czystka po takim sezonie na końcu jest logiczna

Fot. MARCA

Dani Carvajal udzielił wywiadu dziennikowi MARCA. Przedstawiamy pełne tłumaczenie opublikowanej rozmowy z obrońcą Realu Madryt.

Wyobrażam sobie, że dla ciebie mecz na Butarque zawsze jest wyjątkowy…
Tak, dla mnie to jak powrót do domu. Wyjątkowo czułem się już wtedy, graliśmy tam w trampkarzach czy juniorach… Obyśmy wygrali, ale życzę całego możliwego szczęścia Leganés, to jest jasne. Bilety? Tak, było sporo próśb i spróbuję pozyskać jakieś bilety od kolegów.

Powiedziałeś, że to jest gówniany sezon. Masz wytłumaczenie na to, co się stało?
Byłem zagrzany w tamtym momencie, to było tuż po zakończeniu meczu z Ajaxem. Wytłumaczenie? Nie wyszło nam, taki jest futbol, ale też nie zaprezentowaliśmy naszej najlepszej dyspozycji, jaką mogliśmy mieć. Z powodu X czy Y, nie potrafię powiedzieć, moim zdaniem żaden z nas nie grał na optymalnym poziomie. Gramy ze sobą od wielu lat i znamy się. To był taki klucz, że w tym sezonie powalczyliśmy o nic.

Zmiany trenera miały na was wpływ?
Takie były decyzje, ale na boisko wychodzimy my. Nie ma co zrzucać tego na kogokolwiek. To piłkarze muszą wygrywać i popychać wszystko do przodu.

Modrić z kolei powiedział, że mieli pojawić się zawodnicy, którzy może nie mieli strzelić 50 goli za Cristiano, ale dołożyć ich więcej ze swojej strony… Zgadzasz się?
Jasne jest, że gdy odchodzi zawodnik strzelający 50 goli, to trzeba spróbować je zebrać w inny sposób. Były momenty w sezonie, gdy zdobywaliśmy wiele bramek, ale w innych mieliśmy dwa spotkania bez gola i do drużyny wkradała się nerwowość. Wiedza o tym, że nie mamy tego zawodnika, który z niczego pakował piłkę do bramki, wprowadzała nerwowość i to kosztowało nas wiele punktów.

Jaką ocenę sobie wystawiasz?
Nie jestem fanem wystawiania sobie ocen. Wystawiłbym sobie 4 [w skali do 10], czyli ocenę niedostateczną. Wiążę to z grupą i razem nie poradziliśmy sobie dobrze.

Czy to były najtrudniejsze miesiące w twojej karierze?
Tak. Od zostania profesjonalistą, tak. Jest dziwnie, gdy od marca nie walczysz o żaden tytuł, a jedynie o dumę i za herb na tej koszulce. To dziwna i niekomfortowa sytuacja.

Jesteś madridistą od małego. Czy przez to cierpisz w takiej sytuacji wyjątkowo mocno? Jak przeszedłeś przez te tygodnie?
Pierwsze 2-3 tygodnie po odpadnięciu faktycznie wiele mnie kosztowały. Wracałem do domu i byłem drażliwy. Nie miałem humoru, to było bardzo dziwne uczucie. Teraz minął już jakiś czas i godzisz się z tą sytuacją. Starasz się wygrać wszystkie mecze ligowe, jakie pozostają i skupić się na kolejnym sezonie.

A kto musi cię znosić w takiej sytuacji? Jakie jest twoje schronienie?
Dziewczyna, przyjaciele, rodzina… Wtedy wytrzymać ze mną musi otoczenie… a ja z nimi, że tak powiem. Jestem człowiekiem, którego otworzenie się w takich chwilach wiele kosztuje. Gdy nie mam dobrego momentu, wolę być sam, przemyśleć to. W tym sensie nie jestem otwartą osobą.

Rozumiesz decyzję Ramosa o wymuszeniu kartki w meczu z Ajaxem?
Na końcu on przyznał, że się pomylił. Wynik 1:2 na wyjeździe byłby fantastyczny w jakimkolwiek dwumeczu i on uznał, że to jest najlepsze dla niego i dla zespołu. On sam powiedział, że to nie było odpowiednie, ale nigdy nie wiadomo, co się wydarzy… Jeśli wygralibyśmy z Ajaxem, przeszedłby czysty do ćwierćfinałów. Takie decyzje się podejmuje… i nie należy ich podważać.

W trakcie meczu z Ajaxem był taki moment, gdy faktycznie pomyślałeś, że możecie odpaść?
Kiedy zeszliśmy na przerwę przy wyniku 0:2, w szatni wszyscy wiedzieli, że czas się obudzić i zrobić krok do przodu. Myślę, że gol na 0:3 nas wykończył. W tamtym momencie trzeba było wyrównać stan dwumeczu, ale to nie było łatwe. Nie znajdowaliśmy miejsca do gry, ale nawet przy tym złym meczu mieliśmy chyba z 4-5 klarownych okazji, by wszystko odwrócić. Nic jednak nie wychodziło, a oni trafili wszystko, co mogli. Taki jest futbol, byli lepsi i dlatego grają w ćwierćfinałach.

Po meczu w tym wywiadzie było widać, że ledwo powstrzymujesz łzy. Widać, że przeżywasz to wszystko też jako kibic…
Emocjonalnie w takich chwilach jestem trochę słaby… Tak, boli mnie to, bardzo. Moja głowa nie przyjmuje porażki, tak szybkiego odpadnięcia. Wtedy odczuwałem taki kontrolowany gniew. Tamtej nocy mało spałem przez mecz i to, co się stało.

Skończyłeś też mecz z kontuzją.
Tak, obie kontuzje w tym sezonie miałem przez uderzenia rywali. Wtedy wcześniej w weekend w Klasyku dostałem w mięsień i on pozostał wrażliwy. Odczułem go koło 60. minuty, ale to był mecz, by podjąć takie ryzyko. Jeśli nie ryzykujesz w takim spotkaniu, to gdzie masz to zrobić…

Nie uważasz, że to, iż tak mocno przeżywasz mecze i w każdej akcji grasz na granicy, ma też efekt w twoich problemach fizycznych?
Być może. Dużo o tym rozmawiam z rodzicami, że powinienem podchodzić do meczów spokojniej, bez tego impetu i bez tej adrenaliny. Na końcu mięśnie też się napinają i to prawda, że wtedy ryzyko odniesienia kontuzji jest większe.

Co myślisz, gdy media mówią o rewolucji, czystce i tym, że spadnie kilka głów?
Jestem madridistą od wielu lat i zawsze gdy się nie wygrywa czy dochodzi do czegoś takiego jak w tym sezonie, gdzie od marca nie mamy nic w grze, to wydaje się, że trzeba wszystkich wyrzucić, że trzeba dokonać czystki… i na końcu to jest logiczne. Zawsze ktoś przychodzi i ktoś odchodzi, a tym bardziej, jeśli nic nie wygrywasz. Kiedy wygrywasz wszystko, jest bardzo pięknie i nikt nie chce odchodzić.

Czujesz, że jednak otrzymujecie za dużą krytykę, gdy od ponad 1000 dni jesteście mistrzami Europy?
Uważam, że zapisaliśmy się w historii futbolu. Nie wierzę, że to się powtórzy, a przynajmniej będzie bardzo trudno o coś takiego. Jednak futbol nie ma pamięci. Piłka to teraźniejszość i w niej możesz odkuć się w sobotę, jeśli przegrałeś w środę. Masz szansę na zapomnienie o tym, a wcześniejsze dokonania nie mają znaczenia. Krytykowano nas i kwestionowano za sezon, jaki rozegraliśmy, który nie był dobry.

A ty wierzysz, że zespół potrzebuje nowych twarzy?
To muszą już ocenić trener z prezesem. Oni muszą zobaczyć jacy zawodnicy i na jakich pozycjach mogą nam pomóc.

Po zwolnieniu Lopeteguiego powiedziałeś, że to najlepszy trener, jakiego miałeś. Dlaczego?
Zawsze staram się wyróżniać dobre rzeczy każdego trenera, te czy inne sprawy. Jednak taka jest prawda, że Julen najbardziej przemawiał do mnie od zawsze, od czasów wspólnej pracy w kadrze U-18. To trener, który żyje piłką w podobny sposób do mojego, z tym impetem i emocjami… Całkowicie się z nim łączę, podzielam sposób patrzenia na piłkę, na to jak atakować i jak bronić… Jednak to bardziej kwestia podobieństwa niż porównywania trenerów.

Czego twoim zdaniem mu zabrakło?
Zabrakło nam, chociaż brzmi to dziwnie, szczypty szczęścia. Były mecze, w których zasługiwaliśmy na wygraną 2-3 golami, a przegrywaliśmy. Piłka nie chciała wpaść, a w Realu rządzą wyniki.

Po nim przyszedł Solari. Uważasz, że on pomylił się, „odsuwając” ważnych zawodników od gry?
Trener podjął takie decyzje. Nie uważam, że robił to, by kogoś, że tak powiem, wkurzyć. Starał się robić to, w co wierzył, co jego zdaniem było najlepsze dla zespołu i trzeba to uszanować z naszej pozycji, bo on był naszym szefem.

Bałeś się, że wróci Mourinho?
Nie, człowieku [śmiech]. Było wielu kandydatów na stole, gdy było czuć, że Solari nie zostanie. Gdyby przyszedł Mourinho, trzeba byłoby zebrać się i walczyć razem na maksa o cele. Nie należało bać się nikogo.

Ale wrócił Zidane. To było najlepsze, co można było zrobić?
To było idealne w tym konkretnym momencie i było najlepszym, co mogło się nam zdarzyć. To akt wielkiej odwagi, że trener znowu przejął ekipę i to w takim momencie. Wiedząc, że nie da się grać tak samo, że pewność zawodników jest niska… Wykazał się wielką odwagą przy przejęciu ekipy teraz. Trener doskonale nas zna, wie, jak działa klub i uważam, że jest najbardziej odpowiedni do tego wszystkiego.

Czy wasza szatnia przeżyła w tym roku sytuacje, których nigdy wcześniej nie miała?
Tak, myśląc tu o tym, że od marca zostajemy bez niczego w grze. To sytuacja, której nigdy nie miałem, ale w środku mamy zdrową grupę. Kiedy nie wygrywasz, uśmiechy nie są takie same, ale to coś logicznego.

Jesteście zranieni czy pozostajecie zjednoczeni?
Grupa pozostaje zjednoczona i wszyscy jesteśmy świadomi, że musimy wyjść z tego razem. Chcemy dokończyć sezon, wygrać pozostające mecze, oczyścić umysły i wrócić z pełną siłą w następnym sezonie.

Jesteś już ważną postacią w szatni. Podchodzisz teraz do swojej roli z większą odpowiedzialnością?
To już mój szósty sezon tutaj, lata lecą, chociaż wydaje się, że czas stoi… Tak, ci grający dłużej muszą zajmować się nowymi i pokazywać im, ile znaczy ten herb i ta koszulka… I trzeba to robić szczególnie na boisku.

Gdybyś był kibice, chodziłbyś teraz na Santiago Bernabéu? Czy rozumiesz dlaczego straciliście tylu fanów na meczach w ostatnich miesiącach?
To jest zrozumiałe, jeśli nie tworzysz nadziei i nie ma niczego w grze… Szanujemy to, takie są decyzje każdego socio, ale ja chodziłbym na stadion jako madridista, bo lubię oglądać piłkę i uwielbiam oglądać zawodników Realu. Chciałbym zachęcić fanów do przychodzenia na stadion, zapewniając, że damy z siebie wszystko, by wygrać pozostające mecze i by przede wszystkim podziękować im za wsparcie w tym sezonie.

Jeśli zapytam jaki Real wyobrażasz sobie w 2020 roku, co widzisz jako pierwsze w swojej głowie?
Zwycięski Real z chęciami, pożerający wszystko i walczący w kwietniu o wszystkie tytuły.

Co sądzisz o nowym stadionie?
Będzie zaje**sty. Obym mógł na nim zagrać. To będzie futurystyczna przebudowa i wyjątkowy obiekt.

Widzisz siebie grającego na nim? Zostają cztery lata.
Słuchaj, mam nadzieję, że tak. Mam 27 lat… Myślę, że mogę dojść do tego momentu. Zobaczymy czy uda się to osiągnąć przy szczęściu i pracy.

Przegapiłeś trzy ostatnie zgrupowania reprezentacji.
Tak, przez łydkę straciłem te w październiku i listopadzie, a teraz nie pojechałem też w marcu. Wracam z mocą i postaram się znaleźć na kolejnej liście.

W jakim momencie znajduje się kadra?
Myślę, że trener z nikim się nie wiąże i powołuje zawodników na bazie ich gry. Uważam, że to najlepsze, co może zrobić, bo wszyscy czują się częścią grupy, ale nikt nie czuje się pewniakiem. To czas na testy zawodników i różnych rozwiązań w poszukiwaniu jedenastki i 23 graczy, którzy powalczą o występ na EURO i zwycięstwo.

Widzisz siebie grającego w Realu przez całą karierę?
Tak, prawda jest taka, że tak. Jeśli klub tego zechce, skończę karierę w białej koszulce. To prawda, że powiedziałem w jakimś wywiadzie, że chciałbym spróbować swoich sił w Premier League i faktycznie to mnie przyciąga, ale jeśli ktoś dałby mi wybór zakończenia kariery tutaj, nie miałbym żadnych wątpliwości.

Otrzymałeś oferty czy zapytania? Wysłuchiwałeś tych propozycji?
Nie, nie słuchałem żadnych ofert, bo w żadnym momencie nie myślałem o odejściu. Klub zawsze zachowywał się wobec mnie dobrze w kwestii odnawiania i przedłużania kontraktów… Więc nie.

A myślałeś czym zajmiesz się po zakończeniu kariery?
Ciągle do tego daleko, ale to jest pytanie za milion. Ciężko jest wstawać każdego ranka i nie jechać na trening. Chciałbym być trenerem i pozostać związanym z piłką, ale nie stawiam sobie jeszcze tego pytania, bo nie mogę przez nie spać.

Co najmniej podoba ci się w futbolu?
Uważam, że obecnie strona biznesowa jest trochę wyolbrzymiona i za mocno ubóstwiana. Wszystko zostało wystrzelone, od transferów po prowizje dla tych czy tamtych. To trochę mętna strona piłki, która w ogóle mi się nie podoba. Uważam, że powinna istnieć dużo większa przejrzystość. Co do reszty, dla mnie jest cudowna.

Patrzysz na głosy kibiców w ankietach czy oceny występów zawodników? Dotyka cię ta krytyka? Zgadzasz się z nią?
Tak, czasami spojrzę na te oceny. Nie zgadzam się z nimi ani ich nie podważam. Po prostu patrzę na opinie i przyjmuję je. Nie dotyka mnie to ani pozytywnie, ani negatywnie. Nie możesz żyć patrząc na to, co myślą ludzie. Sam wiesz najlepiej, kiedy grasz dobrze, a kiedy grasz źle i kiedy pomagasz drużynie, a kiedy nie.

Odpisałeś na Twitterze aktorce i prezenterce Evie Hache, która skrytykowała jeden z protestów politycznych, pisząc: „Jesteście gównami”. [Carvajal odpisał jej: „Nie potrzeba obrażania tych, którzy nie myślą jak pani. Mamy wolny z kraj z wielką różnorodnością i każdy z nas szuka tego, co uważa najlepsze dla wszystkich. Niech żyje Hiszpania”] Dlaczego to zrobiłeś?
By wyrazić swoje zdanie czy sposób myślenia, nie musisz obrażać tych, którzy myślą inaczej. Możesz wyrazić swoją opinię i należy to szanować. Ja szanuję zdanie wszystkich. Nie poczułem się zaatakowany osobiście, ale zobaczyłem jej wiadomość i po prostu nie podobają mi się takie rzeczy. Jeśli pisze to ktoś anonimowy, nie odpowiadam, ale to osoba publiczna, która ma za sobą wielu ludzi, którzy ją śledzą i czytają… Moim zdaniem obrażanie kogokolwiek nie jest odpowiednie.

Pójdziesz głosować w wyborach?
Będę głosować, oczywiście. I wiem na kogo, ale zachowam to dla siebie.

Komentarze [6]

REKLAMA

2019.04.11, godz. 11:27, Banan / lanación.com

Redondo: Nie grałem u Passarelli, bo kazał mi ściąć włosy

Fot. lanacion.com.ar

Dziś prezentujemy ostatnią część gigantycznego wywiadu, którego Fernando Redondo udzielił dziennikarzom La Nación. Były pomocnik opowiada między innymi o swoich perypetiach w reprezentacji Argentyny, konflikcie z Danielem Passarellą, obecnej sytuacji Realu Madryt i ogólnych trendach w dzisiejszej piłce.

Poniżej odnośniki do poprzednich części rozmowy:
„Gdy trener ma wątpliwości, piłkarz sam przestaje wierzyć”

„Myślałem, że zakończę karierę w Realu Madryt”

67. Co sądzisz o prezesurze Florentino?
Trzeba przyznać, że unowocześnił klub. Miasteczko sportowe jest stawiane za przykład na całym świecie. Za jego rządów Real również odzyskał aspiracje posiadania w swoich szeregach najlepszych piłkarzy. Wygranie czterech Lig Mistrzów w pięć lat nie jest łatwe. Zasługa leży całkowicie po stronie Florentino.

68. Wydaje ci się w porządku, że negocjował z Lopeteguim w przeddzień mundialu czy że pozwolił odejść Cristiano?
Są pewne rzeczy, których bym nie zrobił, ale nie jestem odpowiednią osobą, by krytykować te decyzje i kogokolwiek sądzić. Nie mogę wydawać osądów na temat tego, co siedzi w głowie prezesa. Nie jestem nim. Nie chcę też się wypowiadać z perspektywy piłkarza, który musiał odejść za czasów jego prezesury. Nie interesuje mnie to, nie żywię żadnej urazy. Co do odejścia Cristiano, nie wiem, co działo się wewnątrz. Z jednej strony byłem zaskoczony, ale z drugiej pamiętam też jego słowa z murawy po finale. To było dziwne.

69. Jak oceniasz Sergio Ramosa? Ma mentalność zwycięzcy i temperament czy też gra brudno i wbrew zasadom fair play?
Kiedy grasz, dajesz z siebie wszystko. Zawsze też jednak są rzeczy, które można poprawić. Sergio jest niesamowity. To urodzony zwycięzca, ma niebywałą osobowość. Zawsze chciałbym mieć kogoś takiego w zespole. Jako kolega doradziłbym mu jednak, by w niektórych sytuacjach miał większą samokontrolę. Chodzi jednak o pojedyncze sytuacje, nic więcej.

70. Łatwo wyprowadzić cię z równowagi? Za czasów gry w Tenerifie przestawiłeś na treningu nos swojemu koledze z zespołu, Antonio Pinilli. Byłeś za to mocno potępiany.
Zawsze łatwo się grzałem i trudno było mi się powstrzymać w niektórych sytuacjach. Nie cieszę się z tego, że dochodziło do takich incydentów, naprawdę wolałbym ich uniknąć. No ale stało się. Wtedy się pokłóciliśmy i doszło do rękoczynów. Klub ukarał mnie finansowo i odsunął na parę dni od treningów z drużyną. Sprawą zainteresował się nawet prokurator.

71. „Żryj trawę, ośle”, powiedziałeś kiedyś jednemu z graczy Osasuny. Prawda czy fałsz?
Prawda. Grałem wówczas w Tenerife. Sędziowie nie za bardzo o nas dbali w tamtym spotkaniu. Przeciwnicy mnie wyzywali, wykonywali ostre wejścia. W pewnym momencie się schyliłem, wyrwałem kawałek murawy, rzuciłem go jednemu z nich w twarz i krzyknąłem „żryj, ośle!”. Wydawało mi się to mądrzejsze niż odpowiedź kopniakiem albo łokciem. Potem on jednak opowiadał w mediach, że to ja go prowokowałem.

72. Trudna była dla ciebie rozmowa z Maradoną przed barażami z Australią?
Była dużo łatwiejsza niż można sobie wyobrazić. Zaraz po przybyciu do Australii od razu podszedłem do Diego, by powiedzieć mu, że chcę z nim porozmawiać. Spotkaliśmy się w jego pokoju i wszystko trwało bardzo krótko. Powiedziałem mu, jak wyglądały moje stosunki z Bilardo, a Diego natychmiast odpowiedział, że cieszy się z mojej obecności. Stwierdził, że musimy wziąć na siebie odpowiedzialność za sytuację i iść razem do przodu. Tyle, załatwione.

73. Redondo wybierał sobie trenerów, żeby grać w reprezentacji. Prawda czy fałsz?
Oczywiście fałsz. Jedną ze spraw, które w mojej karierze nie potoczyły się tak, jakbym chciał, to częstsza gra w kadrze narodowej. Nie udało się uniknąć niektórych rzeczy. Musiałem podejmować trudne dla mnie decyzje. W klubie miałem szczęście grać na najwyższym poziomie i zdobyć wszystkie możliwe trofea. W reprezentacji jednak nie grałem tyle, ile bym marzył.

74. Nauka była wymówką, by nie mieć do czynienia z metodami Bilardo?
Ani trochę. Wcale nie było jasne, że będę grał, wszystko było na etapie preselekcji. Nie byłbym ważnym elementem zespołu. To kłamstwo, że Menotti nakład mi jakichś rzeczy do głowy. Po prostu myślałem o tym, co dla mnie najlepsze. Nie mogłem grać w Argentinos, reprezentacji i jeszcze studiować.

75. Ostatecznie nie ukończyłeś tych studiów.
Kiedy sprzedano mnie do Tenerife, nie mogłem kontynuować nauki, to logiczne.

76. Jakie były prawdziwe motywy niezgody z Passarellą?
Zadzwonił do mnie i spotkaliśmy się w hotelu Palace w Madrycie. Poprosił mnie, żebym ściął włosy, a ja odparłem, że tego nie zrobię. Odparł, pamiętam dokładnie, że reprezentacja jest ponad jednostki i nazwiska, więc jeśli przedtem mnie potrzebował, to teraz przemyśli sprawę. W prasie opowiadał, że kwestia fryzury była drugoplanowa. Stwierdził, że mnie nie powołał, ponieważ nie chciałem grać po lewej stronie, co było wierutnym kłamstwem. Od tamtej chwili nie było odwrotu.

77. Nie było lepiej poświęcić się dla reprezentacji i ściąć włosy? Batistuta też został o to poproszony, nie mogłeś być wyjątkiem.
Uważasz, że piłkarze powinien mieć określoną fryzurę, by móc występować w jakimś zespole? Rozumiem, że dyscyplina i odpowiedzialność są ważne, trzeba budować odpowiedni wizerunek. Włosy jednak będę miał takie, jakie mi się podoba. Powiedziałem od razu, że nie spełnię tej prośby. Nie możesz też pracować z kimś, kto potem publicznie kłamie, tak jak Passarella. Po czasie zastanawiałem się, czy to nie wynikało to z obowiązku. Może potrzebował gracza o innym profilu na tę pozycję? Tak czy owak czuł presję otoczenia i do mnie zadzwonił. Szukał zatem powodu i znalazł: fryzurę. Miał prawo przypuszczać, że ich nie zetnę.

78. Co zrobisz, jeśli spotkasz Passarellę na ulicy?
Nie wiem, ale też nie żywię wielkiej urazy. Minęło już dużo czasu. Straciłem szansę na swój drugi mundial tuż po wygraniu Ligi Mistrzów z Realem i bardzo mnie to bolało. Tak czy inaczej, nie mam zamiaru robić niczego za wszelką cenę. Rodzice mnie tego nauczyli.

79. Czy obraziłeś się na Bielsę, kiedy prosiłeś, by cię więcej nie powoływał?
Nie, wręcz przeciwnie. Bardzo szanuję Marcelo, choć spędziliśmy wspólnie mało czasu. Sprawił na mnie wrażenie kompletnej osoby, takiej, która publicznie powie to samo, co w cztery oczy. Miałem problemy z lewym kolanem, zagrałem w sparingach z Holandią i Brazylią, po czym zdałem sobie sprawę, że nie dam rady. W klubie wygląda to nieco inaczej. „Prawda jest taka, że nie jestem w stanie grać dla reprezentacji”, powiedziałem mu wprost. Marcelo poprosił, bym się nie spieszył i byśmy niczego definitywnie nie urywali. Starał się o mnie zatroszczyć, ale trzeba było być odpowiedzialnym. Jeśli nie czuję się dobrze, niech gra ktoś, kto się czuje na siłach.

Renondo w reprezentacji

80. Dlaczego mówisz, że „w klubie wygląda to trochę inaczej”?
Bo w klubie możesz liczyć na tydzień odpoczynku. W kadrze narodowej natężenie jest inne. Grasz w niedzielę, potem lecisz 12 godzin i czeka cię kolejny mecz w środę. A kolano spuchnięte, wyobraź to sobie. Nie chcę zresztą się jakoś specjalnie rozwodzić na ten temat, ponieważ gra dla Argentyny zawsze była dla mnie powodem do dumy. To kraj mój, moich rodziców, rodzeństwa, przyjaciół i wszystkich, którzy mnie oglądają w koszulce Albicelestes. Bardzo bolało mnie podjęcie takiej decyzji. Wziąłem na siebie wszystkie zarzuty o fałszywy patriotyzm, ale najbardziej bolało mnie to z racji na moich bliskich, którzy cierpieli razem ze mną.

81. Najlepszy i najgorszy trener, jakiego miałeś?
Niesprawiedliwym byłoby wybrać tylko jednego. Na pewno Del Bosque, Basile, Capello, Valdano, Cappa i Heynckes. Najgorszy był jeden z tych, z którymi spotkałem się w Realu. Wolę jednak nie dawać nazwiska.

82. Najszczęśliwszy i najsmutniejszy dzień w karierze?
Szczęśliwe: Pierwszy mecz w dorosłej reprezentacji, w potyczce z Australią na Stadionie River. Wygrana w Copa América w Ekwadorze w 1993 roku. Także La Séptima zdobyta z Realem, choć tutaj bardziej niż z samego trofeum czułem szczęście płynące z tego, że wszedłem do szatni i czułem, iż pokazałem swój futbol. Pamiętam tamto 0:0 z Borussią na ich stadionie, które dało nam awans do finału. Najsmutniejszy dzień to ten, w którym odpadliśmy z mundialu w 1994 roku. Niezwykle bolesny cios.

83. Czy granie dwójką pivotów zabija „piątki” pokroju Redondo?
Wydaje się, że takie ustawienie daje pewność w defensywie, taka jest tendencja. Podam ci przykład z mojej kariery: na „piątce” grałem jedynie w Tenerife i Realu. W reprezentacji na mundialu w 1994 roku razem z Cholo byliśmy środkowymi pomocnikami, ponieważ z przodu byli Caniggia, Maradona, Balbo i Batistuta. My zaś zabezpieczaliśmy tyły. W Realu Capello był jeszcze Seedorf. Broniliśmy wówczas czwórką w linii, ale w ataku ustawialiśmy się w romb, gdzie ja byłem najbardziej cofniętym z elementów. Granie z jedną „piątką” tworzy więcej miejsca i daje większą wygodę innym.

84. Jak myślisz, skąd brało się u ciebie aż tyle kontuzji?
Prawie nigdy nie miałem problemów mięśniowych, ale ze stawami już tak. Łącznie przeszedłem pięć operacji, trzy na więzadłach krzyżowych w obu kolanach. Myślę, że miało to wiele wspólnego z moją budową ciała. Jestem bardzo wiotki i w sytuacjach stresowych przez to cierpiały moje kolana. Starałem się łączyć to jakoś ze sferą mentalną, zwłaszcza w Milanie. We Włoszech brakowało mi stopniowego przestawienia się na specyfikę tamtejszych treningów. Być może myślami byłem wciąż w Madrycie.

85. Najsilniejszy kopniak, jakiego dostałeś?
Ten, którego otrzymałem od jednego z brazylijskich obrońców podczas meczu o Trofeo Ramón de Carranza w La Coruñii. Jego korki przebiły mi ochraniacze. Okropnie podziurawił mi nogę. Nie pamiętam, jak on się nazywał.

86. Naprawdę czujesz większą przyjemność z założenia przeciwnikowi siatki niż ze strzelenia gola? Tak stwierdziłeś któregoś razu.
Zawsze bardziej cieszyłem się z dobrego podania niż kopnięcia na bramkę. Może był to błąd, bo gdybym do tego dorzucił strzał, stałbym się bardziej kompletny. Ale tak, faktycznie czerpałem większą radość z dobrego podania.

87. Byłeś w stanie sobie wyobrazić, że Copa América z 1993 roku to do teraz ostatnie trofeum zdobyte przez dorosłą reprezentację?
Nie. Jak mogłem tak myśleć przy takiej liczbie wielkich piłkarzy, którzy przewinęli się przez kadrę w tych latach? Widzisz jednak, jaki jest futbol. Czasami nie zna on litości, dlatego jest sportem jedynym w swoim rodzaju: nigdy nie wiesz, co może się wydarzy. Liczą się nie tylko zasoby.

88. Dlaczego twoim zdaniem od 26 lat nie jesteśmy w stanie zdobyć żadnego trofeum?
Jest w tym jakiś pierwiastek przypadku, ponieważ nieraz zasługiwaliśmy na triumf, nieraz przegrywaliśmy w karnych. Tak, jak mówiłem: czasami futbol nie zna litości, a czasami po prostu robisz niektóre rzeczy źle, potknięcia się kumulują.

89. Kogo poznałeś najpierw: Jorge Solariego czy jego córkę, Natalię?
(śmiech). Wydaje mi się, że przed odejściem do Tenerife spotkałem się w Mar del Plata z całą rodziną Solarich, w jednym z sanatoriów. Tam zobaczyłem Natalię po raz pierwszy. Później, kiedy Jorge trafił już na Teneryfę, zaręczyliśmy się. Najpierw potajemnie, moja teściowa Esther brała udział w spisku, bardzo dobrze wywiązała się z zadania (śmiech).

90. Kto wygadał się Jorge?
Myślę, że tak naprawdę wiedział od samego początku i udawał głupka (śmiech). W końcu jednak już nie mogliśmy się ukrywać, bo wyspa jest mała. Zaprosił mnie pewnego razu do siebie na kolację. Był wtedy jeszcze moim trenerem w Tenerife.

91. Zdarzyło ci się kiedyś wyjść na ulicę rozczochranym albo z nieestetycznie ułożoną fryzurą?
Nie gadaj takich głupstw (śmiech). Zawsze starałem się dbać o wizerunek, ponieważ zwyczajnie to lubię.

92. „Nie palę i nie piję alkoholu. Moim jedynym nałogiem jest Coca Cola”, powiedziałeś w 1993 roku. Wciąż jest tak samo?
Tak, z tą różnicą, że teraz jest to Coca Cola Zero. Nie palę i nie piję, czasami może pół kieliszka wina przy jakiejś szczególnej okazji.

93. Ile razy udałeś się na pielgrzymkę do Luján (argentyńskie miasto znane z kultu maryjnego – przyp. red)?
Ufff, wiele razy, koło dziesięciu. Pierwszy raz poszedłem tam z ojcem w intencji udanej operacji przepukliny dyskowej. Potem albo chodziłem sam, albo z kimś jeszcze. Nigdy jednak w procesji, zawsze na własną rękę. Zaznaczam też, że ani razu nie szedłem prosić o coś, co związane byłoby z piłką czy też dobrami materialnymi. Po raz ostatni byłem w Luján w zeszłym roku. To nie są łatwe wyprawy, ruszam wcześnie rano z Morón, skąd trzeba pokonać blisko 60 kilometrów.

94. Jakie odczucia wzbudził w tobie mecz River – Boca na Bernabéu?
Oglądałem go w telewizji, będąc w Buenos. Z jednej strony to wstyd dla naszej piłki, że trzeba było grać ten mecz w Madrycie. Czuło się pewną bezsilność. Z drugiej strony jednak taki klasyk grany na podobnym obiekcie, moim zdaniem najlepszym na świecie i to nie tylko ze względu na to, że czuję się madridistą, miało swój urok, nie można temu zaprzeczyć.

95. Jacy są twoi ulubieni trenerzy w dzisiejszej piłce?
Oczywiście nie wymienię tylko jednego (śmiech). Lubię Guardiolę, Zidane’a, Pochettino i bardziej lokalnie – Gallardo.

96. Miałeś okazję poznać Gallardo?
Spotkałem się z nim podczas mojego końcowego etapu w reprezentacji, za czasów Bielsy. Nie zdążyliśmy się jednak poznać zbyt dobrze. O wiele dłużej mogłem z nim porozmawiać parę lat później, kiedy przypadkiem trafiliśmy na siebie na treningu naszych dzieci: jego Matíasa i mojego Federico, obaj z rocznika 2003. Pogadaliśmy trochę. Podoba mi się nie tylko jego spojrzenie na piłkę, dlatego cieszę się, że dobrze mu idzie. Przypada mi do gustu również to, co przekazuje jego osobowość.

97. Nie zdziwiło cię, że Zidane z rękami w kieszeni i niemal bez doświadczenia zdobył trzy Ligi Mistrzów?
Zizou przypomina mi trochę Del Bosque. Choć nie graliśmy razem, potem kilka razy wystąpiliśmy w meczu weteranów. Ma niezwykle silną osobowość. Jego milczenie już coś przekazuje. Spojrzenie także. Jestem z tych, którzy uważają, że istnieją trenerzy zdolni prowadzić określone zespoły. Nie ma w tym raczej żadnej magii.

Renondo w Realu

98. Wydaje się, że w Madrycie lepiej idzie trenerom, którzy nie mówią zbyt wiele.
Nie wiem, ile mówi Zidane, ponieważ nigdy nie byłem z nim w szatni. Tym niemniej jego ręka jest ważna. To akurat wiem, bo mówił mi o tym Del Bosque. Opowiadał, że samo spojrzenie Zizou było wstanie zmienić sytuację na boisku. Sądzę, że jako trener ta cecha mogła się u niego jeszcze bardziej uwypuklić. Moim zdaniem Zidane ma też dar do łagodzenia trudnych sytuacji.

99. Jako madridista odczuwałeś zazdrość względem Barcelony Guardioli?
Nie, bardziej cieszyłem ich grą oczy. Niezależnie od tego, jak wielkim jestem madridistą, nigdy nie było we mnie myślenia „anty”. Chcę, by wygrywał Real, ale nie życzę źle Barcelonie. Jako miłośnik futbolu nie mogę nie przyznać, że to była wspaniała drużyna.

100. Gdzie częściej cię proszą o autografy: w Buenos Aires czy Madrycie?
Czuję się mile widziany i w Argentynie, i w Hiszpanii. Prawda jest jednak taka, że mój etap w Madrycie był wyjątkowy. Bardziej niż o miejsca chodzi o sprawy pokoleniowe. Częściej to rodzice proszą mnie, żebym zrobił sobie zdjęcie z ich dziećmi. Myślę, że te dzieciaki nawet nie wiedzą, kim w ogóle jestem (śmiech).

Komentarze [16]

REKLAMA

2019.04.10, godz. 13:13, Mateo / lanacion.com.ar

Redondo: Myślałem, że zakończę karierę w Realu Madryt

Fot. lanacion.com.ar

Prezentujemy drugą część wywiadu Fernando Redondo dla argentyńskiego dziennika La Nación. Pierwszą część można znaleźć tutaj. Trzecia i zarazem ostatnia część pojawił się na portalu jutro.

34. Przyjąłbyś propozycję z szalonego argentyńskiego futbolu?
Jestem otwarty na wszystko, powinienem dobrze przeanalizować propozycje. Jeśli miałbym iść do drużyny, która stawia przed bramką autobus, to odmówiłbym. Nie chcę być trenerem z powodów ekonomicznych, tylko dlatego że futbol jest moją pasją i aspiruję do rozwijania moich pomysłów. Jeżeli z dyrekcją będziemy myśleć podobnie, mogę pracować w każdej lidze.

35. To prawda, że otrzymałeś propozycję objęcia posady menedżera w Indepediente?
Tak, ale to nie było teraz, lecz nawet przed przyjściem Holana (Holan rozpoczął pracę w styczniu 2017 roku – przyp. red.). Byłem im wdzięczny, ale wytłumaczyłem, że nie widzę się na innej pozycji niż trener.

36. Istniała szansa, żebyś zakończył karierę jako zawodnik El Rojo?
Kiedy było wiadomo, że nie chcę przedłużyć kontraktu z Milanem, ludzie z Indepediente zbliżyli się do Ricardo Luriego, mojego agenta, ale ja już bardzo cierpiałem przez kolano i to nie miało sensu. Byłbym zachwycony, mogąc wyjść na stadion Indepediente i grać, żeby mój dziadek, mój ojciec i moje dzieci z trybun mogli oglądać mnie w tej koszulce. Byłoby to piękne ukoronowanie mojej kariery, ale to gdybym czuł się dobrze, a nie tak jak wtedy.

37. Chodzisz na mecze Copa Libertadores?
Bardzo rzadko, wolę pozostać niezauważony. Jednak moje dzieci chodzą.

38. Jak się czułeś, komentując futbol w hiszpańskiej telewizji?
Zdałem sobie sprawę, że to nie dla mnie. Czuję się bardzo uwarunkowany, ponieważ są pewne rzeczy, których nigdy bym nie powiedział, chociaż mam je na myśli, więc to nie miało sensu.

39. Simeone nadał ci przydomek Príncipe („Książę” – przyp. red.)?
Skłamałbym, gdybym ci powiedział. Pamiętam, że to było w Arabii Saudyjskiej w 1992 roku, kiedy wygraliśmy The King Fahd Cup (później przekształcono ten turniej w Puchar Konfederacji – przyp. red.) z Basile w roli trenera. Myślę, że zaczął Cholo, a później w El Gráfico pojawiło się określenie El Príncipe de Arabia („Książę Arabii”) i tak już zostało, ponieważ niektórzy ciągle mnie tak nazywają. Jak ktoś zawoła „Príncipe”, odwracam się. Tak samo, kiedy wołają „Loco”. Te przydomki z pewnością pochodzą z początkowych lat kariery.

40. Co myślisz o Atlético Madryt?
Że to co zrobił Cholo jest niesamowite. Zaskakuje mnie jego umiejętność przekonywania zawodników. Kiedy widzisz zaangażowanie i pewność siebie jego piłkarzy, to jego podejście nie tylko zasługuje na szacunek, ale jest również godne szczerego podziwu!

41. Wyobrażam sobie, że mecze Atlético nie są tymi, które specjalnie lubisz oglądać?
Gra Atlético przeszła ewolucję od bardzo bezpośredniej do takiej, która już tak bezpośrednia nie jest. Jednak sam Cholo powiedział, że nie przywiązuje wagi do przewagi w posiadaniu piłki. Poza tym nie wygrywasz ligi, będąc defensywnym. Atlético zdobyło mistrzostwo i walczyło o kolejne. Są pewne rzeczy, które podobają mi się bardziej lub mniej, ale nigdy nie powiedziałbym, że nie mogę patrzeć na Atlético.

42. Miałeś wiele kłótni z dziennikarzami w trakcie kariery?
Nie, niewiele, ale powiem ci szczerze, że złe rzeczy wymazuję z pamięci. Jednak przychodzi mi na myśl jedna nietypowa sytuacja, która mi się przytrafiła. Don Balón opublikował wywiad ze mną na dwie czy trzy strony, którego nigdy nie udzieliłem. Innymi słowy, wymyślili cały wywiad, więc musiałem w tej sytuacji wkroczyć do akcji z adwokatem.

43. To przypadek, że z Argentinos wyszło tylu zawodników „typu Redondo”? Cambiasso, Ledesma…
To musi mieć związek z tym, o czym wcześniej rozmawialiśmy na temat trenerów i stylu, który jest znakiem firmowym Argentinos.

44. W którym zawodniku z ostatnich lat widzisz swoje odbicie?
Najbardziej zidentyfikowany czuję się z Gago, przede wszystkim ze względu na tę charakterystykę podłączania się zawsze do gry, do dobrego ustawiania się na boisku, żeby czytać grę, do wyciągania kolegów z trudnych sytuacji i stawianiu innych w sytuacji z przewagą, a także do odpowiedniego zarządzania czasem. Podziwiam również wiele rzeczy w Busquetsie: poczucie prostoty i dobrego ustawiania się. Pamiętam radę, jaką dał mi Francis Cornejo, kiedy zaczynałem: „Jeśli jesteś dobrze ustawiony, będziesz mniej biegać i częściej przechwytywać piłkę”. To jest właśnie kwestia „5”. Dlatego podstawą jest czytanie i interpretacja gry. W futbolu musisz zyskać czas i osiągasz to właśnie w tej części boiska, znajdując się w odpowiednim miejscu, z dobrą kontrolą, będąc prawidłowo ustawionym i oglądem sytuacji jeszcze przed otrzymaniem piłki.

45. Grałeś kiedyś z Maradoną. Messi dotarł na jego poziom z piłką przy nogach?
Tak, w zupełności.

46. Osoba ze świata futbolu, która najbardziej wpłynęła na ciebie poprzez rozmowę?
Menotti, Coco Basile. Menottiego poznałem niedługo przed debiutem w Argentinos. Pewnego dnia Beto Menéndez powiedział mi: „Będziemy jeść obiad z Menottim, chcesz przyjść?”. Naprawdę na mnie wpłynął.

47. Jak zdefiniowałbyś, co zrobiło tamte Tenerife, do którego dołączyłeś na początku lat 90.?
Ten klub prawie nigdy nie był w Primera División w swojej historii. Kiedy przyszliśmy, udało się utrzymać po rozegraniu meczów barażowych. Trenerem był Azkargorta. Gdy starali się mnie sprowadzić, wytłumaczyli mi, że celem jest stworzenie silnej drużyny, która aspirowałaby do wywalczenia miejsca w Pucharze UEFA. Udało się przejść transformację i osiągnęliśmy cel. Na początku nie było łatwo, piłka latała nad tobą z jednej strony na drugą (śmiech). Później przyszedł Indio (Jorge Solari), sprowadził Tatę Martino, a później dołączyli Valdano i Cappa oraz wielu Argentyńczyków: Ezequiel Castillo, Dertycia, Pizzi, Latorre. Drużyna grała bardzo dobrze. Kiedy przychodziliśmy do Hiszpanii, mówiło się, że remis na wyjeździe był czymś pozytywnym, a remis u siebie czymś negatywnym. Spójrz jaka mentalność! Wtedy dla mniejszej drużyny wywalczenie remisu na wyjeździe było sukcesem. Nie mogłem tego zrozumieć. Zmieniliśmy wtedy z Tenerife to myślenie i wychodziliśmy po zwycięstwo w każdym meczu.

Renondo w Tenerife

48. Dwa razy podarowaliście na tacy tytuł Barcelonie, pokonując Real Madryt w ostatniej kolejce.
Tak, to było niesamowite. W drugim z tych sezonów nie grałem w końcówce, ponieważ byłem na zgrupowaniu reprezentacji przed Copa América. Wiele się mówiło przed meczem, o pieniądzach z jednej strony, o ustawieniu wszystkiego z drugiej. Prawda jest taka, że nic takiego nie było i wygrał czysty futbol. Zaczęliśmy od 0:2, a wygraliśmy 3:2 i Barcelona Cruyffa zdobyła mistrzostwo. W kolejnym sezonie było praktycznie tak samo, tylko że wygraliśmy 2:0. W obu przypadkach Real Madryt miał punkt przewagi przed ostatnią kolejką, w obu przypadkach przegrał z nami i puchar wymykał mu się z rąk. Niesamowite!

49. W czym można odczuć, że Real Madryt jest inny od pozostałych klubów, jak to zwykło się mówić?
Kiedy wchodzisz na Bernabéu i spoglądasz w górę, zaczynasz to rozumieć. Później widzisz oddziaływanie tej koszulki, jej medialność. Gdziekolwiek w Hiszpanii czy na świecie się pojawialiśmy, tam czekali na nas kibice Realu Madryt.

50. Atmosfera w szatni Realu Madryt jest trudna?
Moje doświadczenie mówi coś innego, im więksi piłkarze, tym łatwiej nawiązać porozumienie. Oczywiście zawsze pewne rzeczy dzieją się wewnątrz, ale mi się trafiło przechodzić do Madrytu w czasach „Piątki Sępa”. Wszyscy mówili, że oni rządzą drużyną, a prawda jest taka, że w ogóle tak nie było. Istnieje wiele mitów na temat szatni.

51. Z czego jesteś najbardziej dumny z etapu gry w Realu Madryt?
Z tego, że mogłem zademonstrować mój futbol. Zachowałem mój styl pod wodzą różnych trenerów i w różnych sytuacjach. Mój pierwszy sezon był spektakularny, ponieważ przerwaliśmy serię czterech mistrzostw z rzędu Barcelony. W drugim drużyna nie spisywała się dobrze, pojawiła się krytyka i nie było łatwo, ale zdołałem to przezwyciężyć. Oczywiście najbardziej wyróżniającym się punktem było zdobycie Séptimy, ponieważ Real Madryt wrócił do królowania w Europie po 32 latach przerwy. Mogłem wystąpić we wszystkich meczach w tamtej Lidze Mistrzów. Powtórzyliśmy ten sukces dwa lata później, a ja miałem zaszczyt noszenia opaski kapitańskiej.

52. Płakałeś tego dnia, gdy wróciłeś na Bernabéu, grając w Milanie?
Uff, myślę, że zagrałem moje najgorsze spotkanie, to była katastrofa, podawałem do tych w białych strojach (śmiech). Otrzymałem wyróżnienie, którego się nie spodziewałem i mocno mnie to poruszyło. Mieliśmy rozpoczynać mecz, a całe Bernabéu zaczęło skandować: „Redondo, Redondo!”. Rozglądałem się i widziałem, że moi koledzy też klaszczą, tak samo jak cała drużyna Realu Madryt. To było coś spontanicznego, niespodziewanego. To było zbyt wiele, naprawdę. Odebrałem tę chwilę jako hołd, jaki otrzymałem od Realu Madryt, będąc ciągle aktywnym piłkarzem.

53. Słynna akcja z Old Trafford, pamiętne zagranie piętą i wycofanie piłki do Raúla. Ćwiczyłeś to, czy to tak po prostu wyszło w tamtej chwili?
Robiłem to w niższych kategoriach, nigdy w Primera División, być może też na treningu. To była inspiracja, poczułem coś i decyzja zapadła w ułamku sekundy.

54. Jeśli Raúl wtedy nie strzeliłby gola, twoja akcja odbiłaby się takim samym echem?
Oczywiście fakt, że akcja zakończyła się bramką, nadał jej większe znaczenie. Do tego to była Liga Mistrzów i starcie z obrońcą tytułu, który u siebie od dawna nie przegrał. Oprócz piętki, dla mnie ważne było zrobienie przerwy, podniesienie głowy i zauważenie Raúla, który musiał tylko wepchnąć piłkę do bramki (śmiech). To był ćwierćfinał Ligi Mistrzów. W Madrycie zremisowaliśmy 0:0, a w Manchesterze wygraliśmy 3:2 i ich wyeliminowaliśmy. Ludzie nas oklaskiwali, kiedy schodziliśmy do szatni. To znakomite, że futbol tak się odbiera.

55. Kiedy jako kapitan wznosiłeś puchar za zdobycie Ligi Mistrzów w sezonie 2001/02, wyobrażałeś sobie, że rozegrałeś ostatni mecz w barwach Realu Madryt?
Nie, absolutnie, myślałem, że zakończę karierę w Realu Madryt.

56. Florentino Pérez zdecydował się ciebie sprzedać, ponieważ wspierałeś Lorenzo Sanza w wyborach?
Nie sądzę. Florentino zobowiązał się w kampanii, że sprowadzi Figo, co kosztowało dużo pieniędzy. Milan zaoferował za mnie 3 miliardy peset (18 milionów euro). To były ogromne pieniądze za 31-letniego gracza. W tamtym momencie, razem z Florentino, przyszedł Pirri jako sekretarz techniczny i on mnie powiadomił, że przyszła oferta z Milanu i klub jest gotowy ją zaakceptować. Niewiele wcześniej Inter chciał mnie kupić, ale Real Madryt odpowiedział, że nie ma najmniejszej opcji.

57. Otworzyli ci drzwi do odejścia…
Trochę to dotknęło moją miłość do samego siebie, że chcieli mnie sprzedać. Z drugiej strony chodziło o Milan, gdzie był Berlusconi, który osobiście do mnie dzwonił, żebym przyszedł. W Realu Madryt dałem z siebie wszystko, zdobywając dwie Ligi Mistrzów i dwa mistrzostwa Hiszpanii, nie licząc pozostałych tytułów. Trenerzy wybrali mnie najlepszym zawodnikiem Ligi Mistrzów, więc wiedziałem, że nikt mi tam nie zabierze miejsca. Milan w tym sensie był dla mnie wyzwaniem.

58. Jakie były tamte rozmowy z Berlusconim?
Mój agent powiedział mi, że za dziesięć minut zadzwoni do mnie Berlusconi i tak było. Powiedział mi, że mnie obserwowali, gdy grałem jeszcze w Tenerife, ponieważ raz zmierzyliśmy się z Milanem w meczu towarzyskim. Do tego mieli referencje od Fabio Capello, który mnie prowadził w Madrycie. Byłem na szczycie kariery, fizycznie czułem się znakomicie, miałem duże doświadczenie i ostatecznie odszedłem i doznałem kontuzji na jednym z pierwszych treningów. Niezwykłe.

59. Jak doszło do kontuzji?
Przepracowałem pretemporadę z Realem Madryt i na koniec zostałem sprzedany. Trafiłem do Milanu, gdzie system treningów był inny, bardzo fizyczny, z dużą ilością pracy nad siłą. Z powodu dumny nic nie mówiłem, ale moje mięśnie były wykończone. Powinienem stopniowo zwiększać obciążenie, ale dopiero później doszedłem do takiego wniosku. W jednej akcji zrobiłem zwrot i to poczułem. Zerwałem więzadła w prawym kolanie i nie mogłem zagrać w ani jednym meczu w ciągu dwóch lat. Innymi słowy, poszedłem do Milanu i pierwsze spotkanie rozegrałem po dwóch latach, szaleństwo.

60. Dlaczego aż dwa lata po zerwaniu więzadeł?
Ponieważ pierwsza operacja nie poszła dobrze. Operował mnie włoski lekarz, który leczył również innych zawodników Milanu, ale nie był specjalistą od kolan. Więzadło nie zostało najlepiej umiejscowione i ocierało się o chrząstkę stawową. Lekarzowi nic nie zarzucono, a ja musiałem wejść w ten 3 czy 4 procentowy margines błędu. Podczas rehabilitacji kolano puchło i bolało. Lekarze powtarzali, że muszę pokonać barierę bólu. Pracowałem jeszcze ciężej, budowałem mięśnie, a kończyło się to zapaleniem i za każdym razem było gorzej.

61. Co zrobiłeś?
Najpierw porozmawiałem z Gallianim. Poprosiłem go, żeby nie płacili mi dłużej pensji, ponieważ nie mogłem grać. Dodałem, że chcę pojechać do Madrytu i spotkać się z Del Corralem, lekarzem, któremu ufałem. Musiałem opuścić Milanello, ponieważ wtedy wszyscy się pytali, kiedy wrócę, a ja nie potrafiłem odpowiedzieć. Jeśli to wszystko przytrafiłoby mi się w Madrycie, byłoby inaczej, ponieważ dałem drużynie wiele rzeczy, ale w tym przypadku nie mogłem zagrać nawet minuty. To była okropna sytuacja. Poleciałem również do Buenos Aires spotkać się z Jorge Bombicino.

62. Jak się wyleczyłeś?
Zdecydowaliśmy, że zasięgniemy opinii u najlepszych specjalistów od kolan na świecie. Pojechaliśmy do Francji, żeby spotkać się z lekarzem, który operował Ronaldo. Widzieliśmy się również z innymi, ale ostatecznie wybraliśmy Martensa, Belga, który dał nam dużą pewność. Mieszkałem przez kilka miesięcy w Antwerpii i pracowałem z zupełnie nowymi technikami trzy razy dziennie przez cały tydzień. Niedzielę spędzałem z rodziną w Mediolanie, a w poniedziałek wracałem do Belgii. Zastosowano u mnie technikę zwaną Bier Block, która była zakazana we Włoszech, a która oddziaływała na mój centralny układ nerwowy, żeby przełamać pamięć o bólu. Umieścili mnie w sali operacyjnej, podnieśli nogę do góry, opróżnili ją z krwi za pomocą opaski uciskowej i wtedy podali leki. Ryzyko było takie, że jeśli dostałoby się to do mojego serca, miałbym problemy. Maksymalnie robiono to sześć razy, a ja miałem pięć takich zabiegów. Dzięki temu mogłem przełamać próg bólu i pracować nad rehabilitacją.

63. Wszedłeś w lodowate wody Morza Północnego, to prawda?
Tak, robiłem wszystko. Zawieźli mnie do Knokke, popularnej letniej miejscowości na północy Belgii, ale zrobili to zimą! Wszedłem do Morza Północnego, biegałem w wodzie do pasa i robiłem różne treningi na plaży z różnymi gumami i poduszkami. Widząc, że mogę pokonać ból i zapalenie, dawałem z siebie wszystko. Zdołałem się wyleczyć i grać jeszcze przez dwa lata.

64. Kolano już ci nie dokuczało?
Mogłem grać, ale nie miałem pełni ruchów. Kolano puchło po meczach i potrzebowałem 2 czy 3 dni na dojście do siebie. Mimo wszystko rozegrałem kilka meczów na wysokim poziomie i wygraliśmy wszystko: Scudetto, Puchar Włoch i Ligę Mistrzów, chociaż nie miałem tej ciągłości, jakiej bym chciał.

Renondo w Milanie

65. Czujesz dług wobec Milanu?
Nie, ponieważ kiedy w końcu zacząłem grać, prezentowałem wysoki poziom. Chciałbym grać więcej, to naturalne, ale czuję spokój. Jestem wdzięczny za sposób, w jaki traktowali mnie koledzy, dyrektorzy i kibice. Poza tym to był bardzo dobry etap przezwyciężania słabości dla mnie. Jednego dnia byłem na górze, a następnego na dnie, z kontuzją bez debiutu. Było trudno, bardzo trudno. Miałem szczęście, że ostatecznie to ja mogłem podjąć decyzję o zakończeniu kariery, kontuzja nie zrobiła tego za mnie, a tak by było, gdybym nie powrócił do gry po zerwaniu więzadeł. To byłoby naprawdę frustrujące. Zakończyłem karierę, ponieważ już się nie cieszyłem grą w tym samym stopniu i ponieważ musiałem spędzać trzy dni w tygodniu w łóżku, żeby kolano doszło do siebie.

66. Jakaś anegdota z Belusconim?
Nie patrząc na jego idee polityczne, z którymi możesz się zgadzać lub nie, on jest człowiekiem o wielkiej osobowości i wyjątkowej charyzmie. Pewnego razu trenowaliśmy w Milanello i zaczęły podjeżdżać samochody z przyciemnianymi szybami, a następnie wylądował helikopter. Berlusconi wysiadł z niego, przywitał się z nami i wygłosił pewnego rodzaju mowę, komentarz do tego, co widział w ciągu tygodnia. On zna się na piłce. Innym razem, przed meczem Milanu z Interem byliśmy już w szatni, kiedy nagle ludzie zaczęli mówić: „prezes, prezes!”. Otworzyły się drzwi, weszli ochroniarze, a następnie Berlusconi. „Chłopcy, o tej porze miałem się spotkać z Angelą Merkel. Przeniosłem spotkanie, żeby przyjść was zobaczyć, więc to wygrajcie, co?”. Nie pamiętam, czy wymienił akurat Merkel czy inną grubą rybę, ale pamiętam, że wygraliśmy (śmiech).

Komentarze [7]

REKLAMA

2019.04.09, godz. 14:03, El Jarek / lanacion.com.ar

Redondo: Gdy trener ma wątpliwości, piłkarz sam przestaje wierzyć

Fot. lanacion.com.ar

Dla wielu to najlepszy środkowy pomocnik ostatnich 30 lat. W Realu Madryt w ciągu 6 szczytowych lat swojej kariery wygrał między innymi 2 mistrzostwa Hiszpanii i 2 Ligi Mistrzów. Dzisiaj Fernando Redondo jest dwa miesiące od swoich 50. urodzin i spotkał się z argentyńskim dziennikiem La Nación, któremu odpowiedział aż na 100 pytań. Dzisiaj publikujemy pierwszą część tej rozmowy z Argentyńczykiem.

1. Kim jest Fernando Redondo?
Eh, rozmawiania o sobie ani nie lubię, ani mi to nie wychodzi. To jest trudne! Mógłbym powiedzieć, że zawsze starałem się być konsekwentny w moim myśleniu i odczuciach na boisku i poza nim. Cały czas taki pozostaję.

2. Dlaczego zacząłeś grać w piłkę nożną?
Pochodzimy z Adrogué i mój tata, Fernando, grał w piłkę w Brown de Adrogué. Też gra na pozycji numer 5. Jego przyjaciele powtarzają, że był lepszy ode mnie, ale ja odpowiadam, że nie ma zapisów filmowych, więc dla mnie to wszystko pozostaje fantastyką [śmiech]. Mój tata grał profesjonalnie z Brown w Primerze C [czwarta liga], ale wtedy nie miało to takiego znaczenia. Do tego jego ojciec zmarł, gdy on miał 18 lat i musiał iść do pracy, co na szczęście nie dotyczyło mnie, gdy byłem młody.

3. Więc twój ojciec wpoił ci pasję do futbolu…
Od bardzo małego całe dnie chodziłem z piłką. Na pierwszym miejscu z powodu nacisków mamy była nauka, ale potem był tylko futbol, futbol i futbol. W domu graliśmy z Leo, moim bratem, od którego jestem starszy o 18 miesięcy. Z kolegami z osiedla graliśmy na ulicy, dokładnie tak, jak wcześniej robili to wszyscy. Tata zawiózł mnie do 9 de julio de Adrogué, do klubu dla dzieci, byłem malutki. Tam byłem krótko i od razu zauważyli mnie ludzie z Talleres de Escalada w czasie finałów turnieju policyjnego, jaki był rozgrywany na ich stadionie. Zawsze grałem w środku. W szkole miałem wuefistę Lentiniego, wielkiego fana futbolu, który też mnie popychał do przodu. Do tego tata zabierał nas na stadion Independiente, co mi bardzo się podobało.

4. Byłeś jednym z najbardziej fanatycznych kibiców?
Dosyć dużym, tak, ale to też przekazywał nam tata: odczuwanie rzeczy, posiadanie charakteru i to, żeby nie było nam wszystko jedno. Nie tylko mój tata jest fanem Independiente. Był nim też dziadek ze strony mamy, o nazwisku Nery Huerta, który był dożywotnim socio, więc ten wpływ istniał po obu stronach rodziny. Akurat mieliśmy spektakularny okres Independiente w końcówce lat 70. i na początku 80. najpierw z Alzamendim, a potem Marangonim, Bochinim, Villaverde czy Trossero…

5. Pamiętasz jakieś wyjątkowe spotkanie?
Finał ligi Nacional w 1978 roku, który wygraliśmy 2:0 z River na Avellanedzie po golach Bochiniego. Pamiętam ten mecz, bo tata powiedział przed nim: „Jeśli strzelimy gola, rzucę butem w liniowego”. [śmiech] Powiedział to jako żart, jako taką obietnicę, a nie coś brutalnego. Ale tak wyszło, że rzucał je i tyle. Nowe buty, a wrócił do domu boso! [śmiech] Niesamowite…

6. Wróćmy do twojej kariery: przeszedłeś do Talleres.
Cóż, pojechałem na finały z moim dziecięcym klubem i dostrzegł mnie Tito Sarlenga, który odkrył też Zanettiego i zacząłem grać na wymiarowym boisku. W następnym sezonie, w meczu z Argentinos, zauważyli mnie Oscar Refojos i ojciec Checho Batisty, trenerzy ekip juniorskich tego klubu. Dowiedzieli się, gdzie mieszkamy i przyjechali do domu, żeby porozmawiać z tatą i przekazać, że mnie chcą. Miałem 11 lat.

7. Ojciec miał wątpliwości?
Nie. Jego decyzja opierała się na tym, że Argentinos mieli świetne szkolenie. Pracowali tam wielcy mistrzowie jak Francisco Cornejo, odkrywca Maradony. Także Pekerman, Balcázar czy Refojos. To bardzo pomogło. Nie było łatwo, bo przejazd z Adrogué do La Paternal był bardzo utrudniony, a tata mnie tam woził i odbierał. Na początku trzy razy w tygodniu, a potem codziennie. Dlatego zawsze powtarzam, że wielką część kariery zawdzięczam tacie, bo poświęcił dużo czasu, by mi towarzyszyć. Tam byłem częścią rocznika 69, który był świetny. Zostaliśmy razem mistrzami.

8. Kto z tobą grał?
Turco Maradona, Silvio Rudman, Negro Cáceres, Gabriel Marino, Diego Segovia, Gabriel Tesitore… Wielka drużyna.

9. Jak stworzył się ten tak wyjątkowy styl, jaki prezentowałeś w grze?
Myślę, że każdy ma swój styl, a do tego dokładasz rzeczy na podstawie tego, co widzisz. Tu wpływ miały gusta piłkarskiego mojego ojca, śledzenie Independiente czy nawet podglądanie Marangoniego. Zawsze byłem „5”. W pewnym momencie chcieli mnie ustawić na „10” z powodu cech technicznych, ale to trwało niedługo.

10. Co najbardziej podoba ci się na pozycji środkowego pomocnika?
To miejsce na boisku, w którym przecinają się wszystkie drogi. Ja uwielbiałem tam grać. To pozycja, z której masz bardzo ważną wizję na twój zespół i grę. Jako dla trenera, byłaby to dla mnie bardzo ważna pozycja, szczególnie ze względu na styl, jaki chciałbym narzucać mojemu zespołowi. Popatrzcie na to, że gdy w reprezentacji grał Gago, to piłka zawsze wychodziła od tyłu w lepszy sposób. W nim znajdowano wierzchołek akcji, na podstawie którego znajdowano moment na nacisk i złamanie linii rywala. W nim znajdowano podanie do Messiego tworzące mu przewagę. To pozycja, która zmusza cię do czytania gry: są momenty, gdy trzeba ją zwolnić, a w innych trzeba nadać głębokość i przyśpieszyć. „5” zawsze nadaje równowagę defensywną i dokłada swoje w rozegraniu. Uważam ją za kluczową pozycję.

11. Czy to możliwe, że w dzieciństwie mówiono na ciebie „Loco” [„Szaleniec”]? Bo zawsze wydawałeś się bardzo rozsądną osobą.
Tak, dokładnie. Jestem spod znaku Bliźniąt, wiesz? On ma dwie strony [śmiech]. Taki przydomek nadali mi w Argentinos, ale nie z powodu jednego zdarzenia, a z powodu wybuchowego charakteru. Od razu podnosiłem ręce do bitki. W szkole też szybko wdawałem się w bójki.

12. Potwierdź jeszcze, że wystawiłeś do wiatru swoich gości na przyjęciu komunijnym.
Do wiatru nie, bo wszyscy wiedzieli, że musiałem zagrać dla Argentinos zaraz po zakończeniu uroczystości. Mieliśmy mecz w La Placie, dobrze to pamiętam. Mój brat Leo też grał. Więc przyjąłem komunię w Adrogué, nie było przyjęcia ani niczego i od razu biegiem ruszyliśmy z rodzicami do La Platy, przebierając się w samochodzie.

13. Co znaczyło dla ciebie mistrzostwo Ameryki Południowej U-16 z Argentyną na boisku Vélez?
To było coś pięknego, pierwsze spełnione marzenie w karierze i także pierwszy krok do zdobycia pewnego rozgłosu. Dla nas to wszystko było nowe: zgrupowanie, gra na pełnych stadionach… Trzeba było z miejsca dojrzeć i w tym bardzo ważny był trener Carlos Pachamé, którego wspominam bardzo ciepło.

14. W finale pokonaliście Brazylię.
Tak jest, 3:2, a dwa razy przegrywaliśmy. A wcześniej wszystkie mecze kończyliśmy pogromami, chyba siedem. Ludzie mocno identyfikowali się z drużyną. Ja miałem szczęście być jego kapitanem i dzielić szatnię z chłopakami, z którymi zawieraliśmy przyjaźnie i z którymi widujemy się do dzisiaj: jak z Turco Maradoną, Negro Cáceresem, Kuyumchoglu, Gato Miguelem, Salaberrym czy Frutosem… Negro gada teraz więcej, bo wtedy był introwertyczny [śmiech]. Teraz jest bardzo żywotny i jest dla nas wielkim wzorem [w 2009 roku Cáceres padł ofiarą napadu, w którym stracił oko i został poważnie ranny; dzisiaj cały czas poddaje się ciężkiej rehabilitacji].

Renondo w reprezentacji

15. Kto był twoim wielkim mistrzem? Kto najbardziej cię naznaczył?
Nie potrafiłbym wymienić jednej osoby. Musiałbym zacząć od mojego staruszka, naprawdę, za to, jakie wartości mi wpoił i za te wszystkie podróże, jakie razem odbyliśmy. On pozwolił mi zrozumieć, że nie wszystko trzeba robić za wszelką cenę. Bardzo mi pomógł, szczególnie w momencie, gdy kształtował się mój charakter i gdy pojawiły się jakieś wątpliwości. Zawsze prowadziłem z nim i z mamą dużo rozmów. Oni byli ważni w moim rozwoju i pozostają ważni każdego kolejnego dnia. Na szczęście, ciągle mogę się nimi cieszyć.

16. A trenerzy w juniorach?
Oczywiście pierwszym był Francisco Cornejo. Na stadionie Malvinas była tak wielka tablica, że ledwo dało się ją obejść. Francis zawsze wypisywał tam najlepszych graczy z weekendu czy coś, co mu się spodobało i pierwszym, co robiliśmy po przyjeździe w poniedziałek czy wtorek było sprawdzenia czy zapisał kogoś z twojej kategorii, czy może napisał o tobie. Do tego gdy przemawiał, panowała absolutna cisza. On dokarmiał ten zwycięski charakter, to poczucie przynależności. Po wyjściu z tych kategorii juniorskich grałem u José Pekermana i on też odcisnął swoje piętno.

17. Co ci wpoił?
Wszystko, co José przekazuje do dzisiaj: spokój, powiedzmy tego sportowego ducha, piłka jest najważniejsza, duma. Do tego to stwierdzenie: „Jesteśmy juniorami Argentinos, małego klubu pod względem środków, ale wielkiego pod względem gry z jasnym i ofensywnym stylem”. Z José awansowałem do drugiej ekipy, naprawdę mocno mnie naznaczył.

18. Co pamiętasz z debiutu w Primerze?
To było we wrześniu 1985 roku, już po mistrzostwie z reprezentacją, w meczu z Gimnasią na boisku w Ferro. Trener był José Yudica i pamiętam, że José Pekerman naciskał, żeby mnie nie spalili, żeby podeszli do mnie ze spokojem. Miałem ledwo skończone 16 lat i zadebiutowałem w drugim zespole, bo pierwszy rozgrywał decydujące spotkania w Copa Libertadores. Tamten zespół, który sięgnął po to trofeum, był kilka minut od pokonania Juventusu w Pucharze Interkontynentalnym. Miałem szczęście dojść do Primery przy takich wielkich zawodnikach. Yudica miał wielką osobowość. „Graj z pełnym spokojem, jak ty to potrafisz”, powiedział. Ja jednak byłem mocno zdenerwowany. Wszedłem w drugiej połowy.

19. Wejście do pierwszego składu trochę cię kosztowało…
Oczywiście, bo grał tam Checho Batista, który był nietykalny. Kilka razy zagrałem z nim, będąc na lewym boku, ale pierwszy skład wywalczyłem, gdy sprzedali go w 1988 roku do River Plate. Wtedy był już Nito Veiga, z którym też mam świetne wspomnienia. Nito przyszedł z Rojitasem i Beto Menéndezem jako asystentami, którzy byli genialnymi gośćmi. Szło nam świetnie i pokonaliśmy praktycznie wszystkich wielkich.

20. Gdzie zamieszkałeś po zakończeniu kariery w 2004 roku?
Zaraz po zakończeniu kariery pojechaliśmy do Madrytu, gdzie mam dom, a w 2007 roku wróciliśmy do Argentyny. Porozmawialiśmy z żoną: to było wtedy już 17 lat za granicą, a dzieci ciągle były w wieku, w którym mogliśmy się przeprowadzić. Gdybyśmy zaczekali, byłoby już trudniej. Powiedzieliśmy sobie, że trzeba spróbować i prawda jest taka, że cieszymy się z powrotu, bo dzieciaki doskonale się zaaklimatyzowały, a my odzyskaliśmy te uczucia i codzienność związane z rodziną.

21. Ile masz dzieci?
Trójkę: 24-letniego Fernando, 21-letnią Lucianę i 16-letniego Federico. Luciana studiuje wzornictwo przemysłowe, a Fernando grał w juniorach w Argentinos, potem w All Boys i Tigre. Grywał jako „5” i „8”, ale miał problemy z kolanami: zrywał więzadła krzyżowe w obu kolanach. Popatrzcie, jak płynie życie: to samo przytrafiło się mi. Drugą kontuzję miał tuż po debiucie w Primerze w Tigre. Rehabilitacja wiele go kosztowała i sam podjął decyzję o zostawieniu tego i kontynuowaniu studiowania zarządzania. Fede ma 16 lat i gra w Argentinos. Jężdżę go oglądać. Jest „8” lub „5” w parze z jakimś kolegą, bo taki teraz jest styl. Wszystko zależy od niego. Ma warunki.

22. Ciąży im czy ciążyło wasze nazwisko?
Podchodzą do tego naturalnie. Czasami są porównywani, a nazwisko od razu pojawia się w rozmowach, ale zawsze im mówię, że oni sobie tego nie wybrali i że muszą to zaakceptować, muszą podejść do tego ze spokojem. Cała trójka to kibice Independiente i Realu, a do tego czują sympatię do Argentinos. Wszyscy są związani z boiskiem.

23. Co oznacza bycie bycie „ambasadorem” La Ligi?
Zadzwonił do mnie Fernando Sanz, były kolega z Realu Madryt i przyjaciel, który przez 5 lat promował La Ligę w krajach arabskich, otwierając tam biura. I o to chodzi, o promowanie La Ligi, o przekazywanie jej esencji. Ja większość kariery rozegrałem w Hiszpanii. To było 10 sezonów, więc dobrze znam La Ligę, gdyż przeżyłem ją od środka. Jak ją promujemy? Na przykład kilka tygodni temu byliśmy w Kolumbii przy okazji meczu Realu z Barceloną i wypełniliśmy stadion Campín, by tam obejrzeć to spotkanie: rozmawialiśmy, wymienialiśmy uwagi z ludźmi, a do tego załatwialiśmy sprawy Fundacji La Ligi, które wiążą się z budowaniem szkół i miejsc dla dzieci. Cały ten temat włączania najbardziej potrzebujących jest świetny.

Renondo w Realu

24. To wszystko zmusza cię do wypowiadania się, czego nigdy za bardzo nie lubiłeś. W ciągu kilku miesięcy zrobiłeś tego więcej niż przez 20 lat kariery, czy się mylę?
[śmiech] To prawda, ale cóż, pogodziłem się z tym przy akceptowaniu tej pracy. Rozmawiałem też o tym z Fernando Sanzem: ja nie lubię się nudzić, bo na końcu takie same stają się pytania, a tym samym i odpowiedzi. A jeśli nudzę się ja, wyobrażam sobie, że nudzę też innych. Dlatego takie wydarzenia organizujemy rzadziej.

25. Nie wypowiadałeś się za dużo jako zawodnik, ale po zakończeniu kariery zniknąłeś. Dlaczego?
To ma trochę wspólnego z moim sposobem bycia, a trochę z wywiadami, których udzieliłem, gdzie nie widziałem odbicia swoich myśli. To też trochę cię zamyka. Dlatego wtedy powiedziałem: „Wolę nie mówić niż mówić i potem tłumaczyć, że nie o to mi chodziło”. Najgorzej, że cierpię, gdy tak się dzieje, bo gdyby było mi wszystko jedno, nie miałbym z tym żadnego problemu…

26. W czym La Liga wygrywa z Premier League?
Nie lubię przedstawiać tego w taki sposób. Dla mnie La Liga jest wyjątkowa z powodu swojej historii, z powodu wielkich zawodników, jacy w niej grali, z powodu rywalizacji regionalnych i dlatego, że ma wielki światowy klasyk, jakim jest mecz Realu z Barceloną. A w tych klubach zawsze masz najlepszych graczy. Słuchaj, uwielbiam Premier League, ale La Liga jest unikalna, ma swoją pieczątkę.

27. Czym zajmowałeś się przed zostaniem ambasadorem?
Poświęcałem dużo czasu rodzinie, to był mój priorytet po zakończeniu gry. To zajęło mi dekadę, ale pozwoliło też odłączyć się od kariery piłkarza i spojrzeć na futbol z innej perspektywy. Przez te lata oglądałem dużo piłki, to tak, bo nigdy nie przestała być moją pasją. Czerpałem ogromną radość z grania z weteranami Realu i Argentinos. Odkładałem temat zrobienia kursu trenerskiego aż skończyłem go w 2017 roku. W tym okresie oferowano mi wiele różnych stanowisk, ale rozumiem to tak, że jedynym sposobem na powrót do profesjonalnego futbolu jest zostanie trenerem.

28. Dalej sobie pogrywasz?
Nie, już nie mogę. Grałem dopóki moje ścięgno i kolano pozwalały, ale znowu zakończyły moją aktywność. To też sprawa mentalna, bo bez dyspozycji fizycznej nie mogłem grać na pół gwizdka. Wolałem wyjść sobie pobiegać, by coś tam spalić i tyle.

29. Robiłeś kurs trenerski z selekcjonerem Lionelem Scalonim?
Między innymi ze Scalonim, tak. To był intensywny kurs w Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej dla byłych piłkarzy, którzy spełniają pewne warunki. Wszystko trwa 1,5 roku i jest podzielone na 3 fazy. Scaloni pierwszą zrobił we Włoszech i dołączył na dwie ostatnie w Hiszpanii. Z Argentyńczyków byli tam też Leo Franco czy Saviola.

30. Jak wtedy oceniałeś Scaloniego?
Był bardzo aktywny. Zauważyłem, że jest ekstrawertykiem, że ma dużą osobowość i że jest bardzo pewny siebie.

31. Co myślisz o tym, że został selekcjonerem Argentyny bez poprowadzenia żadnego klubu?
Nie jest to naturalne, w tym wszyscy się zgadzamy, ale to ma wiele wspólnego z tym, co działo się w związku. Nie było też logiczne wybranie dziesiątej opcji, bo dziewięć poprzednich odmówiło. Doceniam to, że dzięki osobowości i odwadze podjął się tego w trudnej sytuacji i że zrobił to z naturalnością, jak gdyby miał na karku wiele lat pracy w roli trenera. Podsumowując: przy takiej alarmowej sytuacji, wydawało mi się to logiczne. Z drugiej strony, doświadczenie jest ważne, ale nie jest też synonimem sukcesu, nie? Jest wiele przypadków, które to potwierdzają.

32. Jakie są według ciebie główne atrybuty dobrego trenera?
Dzisiaj bycie trenerem jest bardzo złożone. Trzeba mieć wiele cech. Przekazywanie swoich odczuć jest dla mnie podstawą, bo możesz wiele wiedzieć, ale jeśli nie docierasz do zawodnika, na nic to się nie zdaje. Poza tym musisz bardzo jasno wiedzieć, czego chcesz. Zawodnik od razu zauważa, gdy trener ma wątpliwości i sam przestaje wierzyć, a wtedy jest trudniej. Dlatego liczą się: jasno określony pomysł, umiejętność przekazania go i zarządzanie grupą, co jest bardzo złożone. Tam liczy się szczerość i uczciwość szkoleniowca. Nie możesz kłamać i musisz ustalić jasne zasady. Musisz być sobą. W mojej karierze bardzo ważny był Vicente del Bosque między innymi z powodu docenienia mnie i reszty nie tylko jako zawodnika, ale także jako człowieka. On też wyznawał zasadę, że nie chodzi o wygrywanie za wszelką cenę. Inne pożądane cechy to wiedza piłkarska i odpowiednie spojrzenie, to jest jasne.

33. Jesteś już gotowy, by zacząć pracować jako trener?
Tak, taki jest zamysł. Tęsknię za adrenaliną wynikającą z rywalizacji. Nie ma dla mnie znaczenia kraj, w którym mógłbym pracować, ale liczy się klub, w którym mógłbym rozwijać swój projekt. Na szczęście mam swojego teścia Jorge Solariego czy Renato Cesariniego. Robiłem u nich praktyki. To była wielka pomoc, bo oni zajmują się rozwijaniem zawodników i trenerów. Obaj mają wielkie doświadczenie. To zresztą szaleństwo: w Renato mają 40 boisk! Dlatego pierwszym, co powiedziałem Fernando Sanzowi, gdy zadzwonił, było to, że staram się zacząć pracować jako trener i jeśli pojawi się coś interesującego, to będę musiał przestawić aktywność ambasadorską na tryb stand by.

To pierwsza z trzech części całej rozmowy z Fernando Redondo. Kolejne dwie pojawią się na portalu w najbliższych dniach.

Komentarze [9]

REKLAMA

2019.04.05, godz. 09:24, El Jarek / MARCA

Guti: Muszę jeszcze wiele zrobić, by pojawić się na ławce Realu

Fot. MARCA

Guti od lipca jest asystentem trenera w Beşiktaşie, gdzie kończył karierę piłkarską i gdzie udał się po spędzeniu 14 lat w pierwszym zespole Realu Madryt. Hiszpan podjął w Stambule dziennikarzy Marki, opowiadając o swoim obecnym życiu oraz planach na przyszłość.

Drugi trener w Beşiktaşie, jak ci idzie?
Cóż, to kolejne doświadczenie. Cieszę się z postawienia tego kroku i z dalszego rozwijania mojej kariery trenerskiej. Pozwala mi to kształtować się jako szkoleniowiec, którym chcę zostać. To prawda, że sezon nie jest łatwy i prosty ani nie idzie tak, jak tego chcieliśmy, ale jestem zadowolony.

Jest duża różnica między byciem głównym odpowiedzialnym za zespół juniorski a przejściem na stanowisko drugiego trenera w elitarnym klubie jak Beşiktaş?
Tak, oczywiście, że tak. Kiedy jesteś w juniorach, to oczywiście chcesz wygrywać, ale najbardziej szukasz tego, by twoi gracze kształtowali się jako piłkarze. Chcesz, żeby zostali profesjonalistami, a tutaj już nimi są. Wiedziałem, że przychodzę do ważnego klubu. Zachowując odpowiedni dystans do Realu, to jest właśnie tutaj w Turcji klub, który walczy o wszystko. Wiedziałem, że będzie ciężko, jeśli nie będzie iść nam dobrze. Rywalizacja w lidze tureckiej przy zawodnikach, jakich mamy, nie mogła być łatwa. Doświadczenie jest jednak dosyć dobre i jestem szczęśliwy, że tu jestem.

Znałeś ligę tureckę, znałeś pasję, z jaką podchodzi się do futbolu w Turcji i znałeś Beşiktaş. Nic cię nie zaskoczyło, prawda?
Wiedziałem, jakie wymagania napotkam i to też był czynnik, który zachęcił mnie do przyjścia tutaj.

Magisterka, podyplomówka, praktyki… Jakbyś to opisał?
To magisterka z wielu względów. Wykonałem przeskok z juniorów do profesjonalnej piłki, a do tego przeszedłem do innego kraju niż Hiszpania i chociaż go znałem, to wszystko jest inne. Jestem w sztabie, który mnie nie znał i to przy języku było najtrudniejsze... Oni pracowali tu od dawna, a ja dopiero przyszedłem. To wszystko składa się na tę magisterkę, która bardzo mi się przydaje. Układam głowę i przygotowuję ją do tego wszystkiego, co będę musiał robić, gdy zostanę pierwszym trenerem.

Pokonujesz też trudne okresy, bo obecne otoczenie nie było dla ciebie idealne.
To nie był płynny sezon pod względem wyników i futbolu. Także na poziomie klubowym. Trudny rok, ale nie skarżę się. Kiedy przyszedłem tu w 2010 roku, zobaczyłem, jak tu się pracuje i wiedziałem, że teraz będzie tak samo. Nie skarżę się, bo robię to, czego chciałem, a do tego robię to w tak ważnym klubie.

Teraz, gdy już wyszedłeś z juniorów i masz codzienny kontakt z profesjonalistami, bycie trenerem i piłkarzem aż tak się różni?
Tak, różni się. Kiedy jesteś piłkarzem, martwisz się o siebie, swoją formę, swój trening, to czy trener cię wystawi. Teraz czuję, że muszę martwić się, aby 24 czy 25 graczy czuło się dobrze i było w najlepszej formie. Wiesz, że każdy ma swoją osobowość, że każdy ma swój styl gry, że pochodzą z innych krajów, kultur i to sprawia, iż jest to trudne. Trzeba umieć to prowadzić i dlatego jest bardzo ważne, by w sztabie być otoczonym dobrymi ludźmi. Utrzymanie ciężaru sezonu przez samego trenera jest bardzo trudne.

Piłkarz popełnia więcej błędów niż uważa?
Wszyscy się mylimy. Prawda jest jednak taka, że to oni wychodzą na boisko. To oni sprawiają, że ekipie idzie dobrze lub źle. Pod tym względem mają wielką odpowiedzialność, którą na końcu narzuca się także trenerowi. Jeśli wyniki są złe, pierwszy upada trener. Na końcu jednak odpowiedzialność i błędy należą do wszystkich.

Patrząc na to z drugiej strony, czego nie zrobiłbyś drugi raz jako piłkarz?
Nie wiem, bo na wszystko patrzy się z dużo innego punktu widzenia. Piłkarz nigdy nie może wejść w skórę trenera. Nie potrafi przeżyć tego, co czuje szkoleniowiec. Wejście w tę rolę jest bardzo trudne. Kiedy kończysz karierę zawodnika i przechodzisz na drugą stronę, właśnie wtedy zdajesz sobie sprawę, jakie znaczenie trener ma dla klubu, drużyny i całej organizacji.

Z pozycji trenera trudno doprowadzić do takiej piętki jak ta w meczu z Deportivo czy innego tak genialnego zagrania, prawda?
To jest niemożliwe. Możesz sprawić, by drużyna trochę dostosowała się do tego, co ci się podobało. To możesz osiągnąć. Prawda jest taka, że powinieneś mieć zawodników, którzy trochę pasują do twojego rozumienia piłki. W czasach prowadzenia juniorów, gdy widziałem dobrą grę zespołu czy robienie przez nich czegoś, czego chciałem, odczuwałem wielką radość.

Kiedy zrozumiałeś, że chcesz być trenerem?
Kiedy zostałem pierwszym trenerem Juvenilu w Realu Madryt. Gdy byłem asystentem, znosiłem to bardzo źle, bo ja lubię podejmować ostateczne decyzje, a będąc asystentem jest o to bardziej niż trudno.

Gdy wszedłeś na ten poziom trenerski i po byciu na nim przez wiele lat jako gracz, przypominasz sobie teraz te początkowe lata grania jako dziecko? Poświęcenie rodziców i rodziny?
Dzięki Bogu to było tego warte. Gdybym nie wszedł na ten poziom, też byłoby to warte. W szkółce Realu przeżywaliśmy piękne chwile, bardzo wyjątkowe. Kiedy wchodzisz do elity, wszystko jest inne i odczuwasz ogromną radość. Możesz żyć z tego, co lubisz. Do tego przychodzi ten moment, gdy wszyscy ludzie i rodzina, którzy pomagali ci w trudniejszych okresach, dostają rekompensatę i swój moment na radość.

Od wejścia do elity jako piłkarz twoi rodzice cały czas pozostawali przy tobie.
Jestem bardzo wdzięczny rodzicom za wszystko, co dla mnie zrobili. Starałem się oddawać im wszystko, co mi dawali, czyli wiele miłości, wsparcia i opieki od małego. W domu mieliśmy trudne chwile, mówię o finansach. Wiedziałem o tym, ale zawsze byli przy mnie i byli gotowi pomóc mi z uśmiechem na ustach. Na szczęście kiedy tylko mogłem, odwdzięczyłem się im. Czułem wobec nich dług, bo dali mi wszystko. Znosili to bardzo źle i chciałem, żeby pocieszyli się życiem. Zrobiłem to z pełną radością i zadowoleniem. To zawsze będzie we mnie. Udało mi się sprawić, żeby rodzice mieli wygodniejsze życie.

Jakie wartości wpajasz teraz swoim dzieciom?
One mnie wspierają. Wiedzą, jak trudno jest być trenerem. To ciężki i skomplikowany zawód, bo nigdy nie wiesz ani ile, ani gdzie będziesz mógł pracować. A to wszystko jest jeszcze trudniejsze, gdy masz dorosłe dzieci, bo one są bardziej zakorzenione w danym miejscu. Widzę się z nimi mniej, ale miłość pozostaje ta sama. Zawsze bardzo chcę do nich wracać.

Twój 6-letni synek podobno mówi już po turecku.
Jest tu z nami i prawda jest taka, że mówi lepiej po turecku od ojca.

Jak żyje się w Stambule?
Bardzo dobrze, naprawdę. Mieszkamy w spokojnej strefie, szkoła jest tuż obok, blisko jest ośrodek treningowy. Nie możemy narzekać. To miasto, do którego przyjeżdżasz, poznajesz je i cieszysz się nim na maksa. Jest spektakularne.

Chodzisz na Kryty Bazar czy do Hagii Sophii?
W czapce i w okularach, starając się nie odkrywać tatuaży, bo przez nie łatwiej mnie rozpoznają [śmiech]. Ludzie są jednak bardzo sympatyczni i okazują ci wielki szacunek.

A gdy przegrywacie?
Odczuwają wielką pasję wobec wszystkiego, zwycięstw i porażek. Jest podobnie do Bernabéu, więc nie jest to dla mnie nic nowego. Ci kibice lubią wygrywać i to jest dobre dla zawodnika, bo go motywuje i dzięki temu wie, że musi zawsze grać na maksa.

Najpierw piłkarz, a potem drugi trener Beşiktaşu…
Mówiłem o tym, gdy odchodziłem z Realu. Potrzebowałem rozwoju, bo chcę zostać pierwszym trenerem i to jest mój cel na następny sezon. Gdzie? Nie wiem. Jestem tutaj zadowolony i szczęśliwy, ale nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

Wracając do kibiców na Bernabéu, ależ to był dla nich rok cierpienia, prawda?
Jako madridista przeżywałem to wszystko jak oni. Trudny sezon po tych cudownych latach, jakie przeżywaliśmy w Europie. Takie są cykle i to musiało przyjść. Uważam, że byli piłkarze i ludzie w klubie, którzy jasno na to wskazywali i takie coś mogło się wydarzyć. Nie wiadomo było, czy stanie się to teraz czy w następnym roku. Stało się w tym i teraz trzeba spróbować zachować spokój i poszukać najlepszych rozwiązań.

Ty przeżywałeś podobne okresy jako zawodnik…
Real Madryt zawsze wraca. Trzeba pochylić się nad pewnymi sprawami, by znowu walczyć o wszystko. Nie wiem, czy trzeba zmotywować piłkarzy, czy może konkurencyjnie wzmocnić ekipę… Jasne jest, że Real Madryt wie, iż musi zmienić pewne rzeczy i na pewno to zrobi. Wszyscy zawodnicy chcą przejść do Realu Madryt i nie sądzę, że będzie z tym wiele kłopotów. Real Madryt musi kupować i zobaczymy, jakie będą żądania.

Rynek jednak oszalał.
To szaleństwo. Nie wiem, gdzie to może dojść. Nie chodzi tylko o transfery, ale też pensje. Jednak jeśli tyle się płaci, to dlatego, że tyle się wytwarza. To na pewno.

Przy tym, co działo się w sezonie, myślałeś o tym, że możesz skończyć jako pierwszy trener Realu Madryt?
To oczywiste, że miałbym większe szanse, gdybym tam ciągle pracował, ale nie lubię też patrzeć za siebie. Nie ma w tym żadnej wartości. Dzisiaj jestem szczęśliwy z podjęcia decyzji o przyjeździe tutaj. Było to dla mnie świetne pod tym względem, że zrozumiałem, czym jest byciem trenerem w profesjonalnym futbolu.

Spodziewałeś się znowu zobaczyć Zidane'a na tej ławce?
Zaskoczył mnie, ale jasne jest, że Zidane poradził sobie świetnie w Realu Madryt, a drużyna miała delikatny okres. Pomogła też przyjaźń między Florentino a Zidane'em. Jeśli ma to wyjść na dobre, to wszyscy madridistas cieszymy się z jego powrotu.

Czy potrzeba dużej rewolucji?
W ekipie istnieją podstawy. Real Madryt zresztą wciąż jest urzędującym mistrzem Europy. Poza tym przy takim rynku nie można za wiele kupić. Jest jednak czas, by przemyśleć, czego się chce i co się ma oraz podjąć decyzje odnośnie zawodników, jacy powinni zostać i jakich potrzeba.

Wielu madridistas powtarza, że któregoś dnia Guti zostanie trenerem Realu Madryt. Takie wciąż są twoje aspiracje?
Oczywiście. Zawsze o tym mówiłem. Dla mnie ławka Realu to coś maksymalnego. Tak samo było przy byciu piłkarzem. Pojawienie się tam któregoś dnia byłoby czymś wielkim. Wiem, że muszę jeszcze wiele zrobić, by móc się tam znaleźć, ale bycie tam kosztowało mnie też wiele jako piłkarza. Nie boję się tego. Jedyne, czego chcę, to szansy, by zrobić coś dobrze, by rozwijać się i by pokazać swoją pracę.

W klubie już wiedzą, jaki jest Guti trener, nie?
Na razie jestem zadowolony z kroków, jakie postawiłem. Przede mną ten decydujący, czyli przejęcie profesjonalnego zespołu jako pierwszy trener. Czekam na to, mam wielkie nadzieje, ogromne chęci i oczekuję, że stanie się to tego lata.

Jak grającej drużyny chciałbyś?
Chcę, żeby była małym odbiciem tego, jakim byłem piłkarzem. To prawda, że w wielu momentach nie dałoby się grać w taki sposób i że będę musiał dostosowywać się do zawodników, jakich będę posiadać. Jeśli chodzi o to, czego chciałbym, to wiem dobrze, że ucieszyłbym się, gdybym zobaczył coś podobnego do tego, co robiłem sam na murawie. Jeśli to się nie uda, trzeba będzie się dostosować i wykazać się trenersko. To robią najwięksi. Moim celem jest bycie pierwszym szkoleniowcem. Nie mówię tu o Realu Madryt czy innym gigancie, bo to coś odległego. I trudnego. Musisz mieć nazwisko, by wykonać taki przeskok.

Ale jako Guti masz nazwisko, o jakim mówisz.
Wiele osób zostaje przy Gutim zawodniku, ale to skończyło się, gdy zawiesiłem buty na kołku. Teraz jestem innym człowiekiem. Pozostaję Gutim, bo będę nim zawsze, ale obecnie prowadzę zupełnie inne życie i mam nadzieję, że ktoś da mi szansę na bycie pierwszym trenerem.

To przejście było trudne?
Tak, bardzo. Zawsze lubiłem podejmować decyzje i gdy nie możesz ich podejmować... Zrozumiałem, że muszę pokonać taki etap, że muszę być asystentem, poprowadzić dzieci, ukształtować się…

Twoje przesłanie dociera do gracza?
Tak, oczywiście. Mówimy o tym samym. Traktuję ich tak, jak chciałbym, żeby traktowano mnie czy jak traktowało mnie wielu trenerów. Pomagam im zrozumieć, co jest najlepsze dla nich i dla zespołu.

Gdzie leży granica szkoleniowca?
Najlepszy trener to ten, który w złych chwilach sprawia, że drużyna wygląda dobrze, a w dobrych trochę odsuwa się na bok i pozwala na to, by to naprawdę piłkarze zbierali pochwały.

Wcześniej mówiłeś mi, że dobry trener to ten, który dobrze zarządza całą grupą.
Zrozumiałem, że jest to bardzo ważne. Gdy jesteś na poziomie profesjonalnym, to jest fundamentalne. Ludzie pracują na swoje pieniądze, pomagasz w wygrywaniu, w zdobywaniu mistrzostw czy utrzymaniu się… Trzeba dobrze zarządzać grupą.

Jak można dobrze zarządzać 24-osobową grupą, gdy na boisko wychodzi tylko 11?
Piłkarze o tym wiedzą. Prawda jest taka, że niektórzy znoszą to lepiej, a inni gorzej. Gracz wie, że musisz podejmować te decyzje. Musisz mieć sztab, który też z nimi rozmawia. Jako pierwszy trener nie możesz cały czas robić tego sam. To bardzo męczy.

Nikt nie wątpił w twoje madridismo, gdy odrzucałeś kolejne oferty czy gdy rywalizowałeś z kolejnymi nabytkami.
Wszystko, co przeżywałem jako zawodnik, doprowadza mnie do myślenia o tym, jakim mogę być trenerem. Mocno w siebie wierzę i uważam, że mogę sobie radzić dobrze. Będzie mnie to wiele kosztowało, bo ludzie mają w głowie Gutiego zawodnika, a nie Gutiego trenera, a tak jest już od 7 lat. Będzie dobrze, na pewno. Kto wie, czy za jakiś czas nie zobaczymy się przy okazji kolejnego wywiadu, ale już w innym klubie.

Cristiano czy Messi?
Obaj. To prawda, że niedawno zamieściłem twitta z pochwałami dla Messiego, ale bardzo doceniam to, co zrobił Cristiano. To wielki piłkarz. Messi ma większy talent, a Cristiano ma więcej „gola” i ambicji, to zawodnik stworzony przez siebie. To niesamowite, że w epoce z Messim był zdolny do zdobycia pięciu Złotych Piłek. Był bardzo ważnym piłkarzem, co pokazał w Realu Madryt.

Myślałeś, że będą tak bardzo za nim tęsknić?
To był ważny czynnik, najbardziej przez produktywność goli. Szczególnie w ważnych meczach. Real Madryt odczuł brak Ronaldo.

Hiszpan został do tego poproszony o wybranie dwóch jedenastek najlepszych piłkarzy ze swoich czasów i tych obecnych.
Historyczna: Casillas; Zanetti, Hierro, Maldini, Carlos; Figo, Zidane, Guti; Raúl, Ronaldo i Cristiano
Obecna: De Gea; Carvajal, Piqué, Ramos, Marcelo; Busquets, Modrić, Iniesta; Neymar, Messi i Cristiano.

Komentarze [5]

REKLAMA
 

- Wszystkie aktualności -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama