REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

Aktualności (151) powiązane z gorącym tematem Copa del Rey 2017/18

2018.01.25, godz. 09:44, El Jarek / Onda Cero, RealMadridTV

Carvajal: Jeśli z nimi nie wygraliśmy, nie zasłużyliśmy na półfinały

Fot. Getty Images

Dani Carvajal po wczorajszym meczu z Leganés zatrzymał się w strefie mieszanej. Przedstawiamy wypowiedzi, jakie Hiszpan udzielił stacjom telewizyjnym, a następnie rozgłośniom radiowym.

– To rozczarowanie. Wygranie na Butarque i odpadnięcie po meczu u siebie to wielkie rozczarowanie. Nie oczekiwaliśmy takiego wyniku, ale oni wykorzystali swoje zalety i byli skuteczniejsi od nas. Ciężko będzie zasnąć, ale jeśli z nimi nie wygraliśmy, nie zasłużyliśmy na półfinały.

– Nasza sytuacja w sezonie jest bardzo trudna, to jest jasne. Jesteśmy wku**ieni, bo pozostajemy wiele punktów za liderem w lidze i odpadliśmy z Pucharu. Jak mówisz, zostaje nam jedna karta w postaci Ligi Mistrzów. Pozostaje nam bycie zjednoczonymi i cięższa praca niż kiedykolwiek wcześniej. Zespół jest mocny i będzie łapać rytm i dobre odczucia w lidze, idąc po Ligę Mistrzów.

– Nie wiem, czy byliśmy zbyt pewni siebie w pierwszej połowie. Siedziałem na ławce, ale widziałem dobrą grę zespołu przeciwko zamkniętemu Leganés. Oni grają blisko siebie i trudno stworzyć przeciwko nim okazje. Zostaliśmy ukarani za błąd własny i krycie przy stałym fragmencie. Strzelili gola więcej i zasługują na półfinały.

– Rozumiem krytykę i gwizdy, rozumiem gniew fanów. Nie zasługujemy na ich oklaski, nie stajemy na wysokości tego herbu. Jestem tu od wielu lat i jestem też madridistą. Ten herb narzuca maksymalne wymagania. Wiemy, czego wymagają kibice. Oni chcą widzieć najlepszych graczy i najlepsze mecze. Musimy pracować, by zmienić te gwizdy w oklaski.

– Zidane winnym? Moim zdaniem nie należy szukać jednego, dwóch czy trzech winnych. Na końcu to statek, którym płyniemy razem. Wszyscy jesteśmy winni, ja pierwszy. Musimy być razem, tworzyć ekipę bardziej niż kiedykolwiek i ciężko pracować. Nie należy zrzucać winy na boki, a samemu wziąć za to odpowiedzialność.

– Oby to było dno i obyśmy szli do góry. Odczucia są bardzo złe. To trudny wieczór, ale trzeba pozostać zjednoczonymi. Musimy teraz skupić się na meczu z Valencią, jedziemy tam walczyć do śmierci, a potem będzie dalej pracować.

– Kilku kolegów na cenzurowanym? Wszyscy pozostają tym dotknięci. Kto jest chociaż w minimalnym stopniu madridistą, dzisiaj jest wku**iony.

Komentarze [25]

REKLAMA

2018.01.25, godz. 09:08, Piwwwko / marca.com

Bernabéu nie wytrzymało

Fot. Getty Images

Kibice Realu Madryt nie wytrzymali. Wczorajsza porażka z Leganésem przelała czarę goryczy wśród publiczności, która w ostatnich tygodniach przeżywa kompromitację za kompromitacją. Fatalna sytuacja w lidze sprawiła, że to właśnie Puchar Króla miał być tym turniejem, który wleje nadzieję w serca madridismo. Skończyło się na kolejnej wstydliwej porażce na Bernabéu w tym sezonie.

Po końcowym gwizdku Gila Manzano Królewscy zostali bezlitośnie wygwizdani przez Santiago Bernabéu. Nie przykrył tego nawet hymn, który zabrzmiał z głośników tuż po zakończeniu spotkania. Bernabéu wyraziło swój gniew po raz pierwszy w erze Zidane’a. Na trybunach pojawiły się też białe chusteczki. Wielu kibiców opuściło stadion na długo przez końcem meczu, jednak ci, którzy pozostali, wyrazili swoje oburzenie z postawy zespołu, który w rekordowym czasie przeszedł niewytłumaczalną metamorfozę: z drużyny, która wygrywała wszystko, w drużynę, która nie potrafi wygrać niczego.

Gol Eraso wprowadził w konsternację Bernabéu, które w tym sezonie nie widziało wygranej swojej drużyny w Copa del Rey. Pierwsze gwizdy pojawiły się w przerwie. Trybuny obawiały się najgorszego. W drugiej połowie gwizdy przeplatały się z brawami, które miały natchnąć zawodników do znalezienia rozwiązania. Cudu jednak nie było i kibice Los Blancos zgotowali zawodnikom takie pożegnanie, jakiego nie doświadczyli od bardzo dawna.

Komentarze [36]

REKLAMA

2018.01.25, godz. 08:51, Klatus

Haniebne osiągnięcia

Fot. Getty Images

Real Madryt w żenującym stylu pożegnał się wczoraj z rozgrywkami o Puchar Króla. Królewscy ponieśli w pełni zasłużoną porażkę, ponieważ ich gra była po prostu katastrofalna, a po zawodnikach nie było widać nawet krzty zaangażowania, by wywalczyć awans. Takie wydarzenia wiążą się z reguły z pobiciem kilku negatywnych rekordów. I nie inaczej jest też tym razem.

Po raz pierwszy w swojej 115-letniej historii Królewscy odpadli z pucharowych rozgrywek na krajowym podwórku, mimo że wygrali pierwszy mecz na wyjeździe. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by zawodnicy Realu zostali wyeliminowani z Pucharu Króla, mając przed meczem u siebie bramkową zaliczkę.

Los Blancos po raz pierwszy od dziewięćdziesięciu lat – konkretnie 1928 roku – stracili też przynajmniej dwa gole w trzech meczach Copa del Rey z rzędu na własnym obiekcie. Wtedy wygrali z 3:2 z Athletikiem, zremisowali 3:3 z Deportivo Alavés i pokonali 3:2 Racing. Teraz passa wygląda znacznie gorzej, ponieważ to kolejno dwa remisy 2:2 z Fuenlabradą i Numancią oraz wczorajsza porażka 1:2 z Leganés.

To jednak nie wszystko. W ubiegłym sezonie Królewscy również zakończyli udział w rozgrywkach na etapie ćwierćfinałów, a wówczas przegrali na Santiago Bernabéu 1:2 z Celtą. Oznacza to, że ekipa Zizou nie wygrała żadnego z ostatnich czterech spotkań w Pucharze Króla na własnym obiekcie. Ostatni raz tak zła passa miała miejsce latach 1993–1995.

Wczorajszy mecz to także już czwarta porażka na własnym stadionie w tym sezonie, jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie rozgrywki. Ostatni raz tak źle było w sezonie 2008/09, który Real zakończył z pięcioma przegranymi na Bernabéu. Wtedy sposób na Królewskich znaleźli Juventus i Liverpool w Lidze Mistrzów oraz Sevilla, Barcelona i Mallorca w lidze. Teraz drużyna poległa w starciach z Betisem, Barceloną, Villarrealem i Leganés, a przed nami jeszcze przynajmniej dziewięć spotkań przy Concha Espina 1.

Komentarze [15]

REKLAMA

2018.01.25, godz. 08:08, El Jarek / RealMadridTV, COPE

Ramos: Proszę o wybaczenie

Fot. Getty Images

Sergio Ramos wczoraj jako ostatni opuścił szatnie na Santiago Bernabéu. Przedstawiamy wypowiedzi, jakie Hiszpan udzielił w strefie mieszanej stacjom telewizyjnym, a następnie rozgłośniom radiowym.

– Pierwszymi niezadowolonymi jesteśmy my. To prawdziwa katastrofa, że odpadliśmy dzisiaj z Pucharu. Kolejny cel nam się oddalił. W tym trudnym momencie musimy być jak najbardziej zjednoczeni, by spróbować nie stracić reszty z tego, co zostaje nam w sezonie. Trzeba dalej pracować i skupić się na jedynej karcie, jaka nam zostaje, czyli Lidze Mistrzów. To bardzo trudne wyzwanie i dlatego musimy rywalizować każdego dnia, by dobrze trenować i podejść do tych spotkań w jak najlepszy sposób.

– Carvajal powiedział, że szatnia nie staje na wysokości herbu? Cóż, może przez sytuację czy ostatnie wyniki. Ci z nas, którzy są tu najdłużej, wiedzą, że najważniejszy jest herb, jaki reprezentujemy. Nigdy nie można o tym zapominać. Futbol ponad wszystkim to wyniki i po przeżyciu wyjątkowej epoki pod względem tytułów takie rezultaty są dużo trudniejsze do przełknięcia. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni, nie tylko trener, także zawodnicy, bo zawsze możemy zrobić więcej, by spróbować zmienić tę sytuację. Tak się nie stało, ale trzeba umieć wyciągać wnioski też ze słabych momentów, by odwrócić sytuację jak najszybciej.

– Wstyd? Cóż, wstyd według mnie byłby brakiem szacunku dla rywala, którego mieliśmy naprzeciw. Trzeba pogratulować zwycięzcy, ale dla nas bardziej niż wstyd jest to katastrofa, że odpadliśmy z Pucharu Króla z zespołem, który na papierze jest słabszy od Realu Madryt.

– Zabrakło głodu sukcesów? Nie wiem… Trzeba to zadawać indywidualnie. Ja mogę odpowiedzieć za siebie, że mi go nie brakuje. Codziennie wstaję z taką samą nadzieją na pożeranie świata i zdobywanie trofeów. Zawsze zapominam o tym, co było i resetuję się w każdym roku. Nie mówię, że koledzy tak nie robią, ale też łatwiej jest tak mówić, gdy nie ma wyników. Nie należy nikogo wskazywać, nawet trenera. Każdy musi wziąć winę na siebie. Samokrytyka to pierwszy krok, jaki musi zrobić każdy z nas i podejść w odpowiedni sposób do trudnego lutego. Musimy postarać się odegrać dobre role w Lidze Mistrzów, która pozostała naszą jedyną kartą.

– Wina Zidane'a? Nie wiem. Jak mówię, każdy ma procent odpowiedzialności, trener ma swój, zawodnicy swój. Gdy nie idzie, każdy myśli, co mógł zrobić czy jakie mógł zastosować zmiany, żeby pomóc zespołowi. Gdy nadchodzą turbulencje, trzęsienia i złe czasy, rozumiemy, że kibice są bardzo wyczuleni. Futbol to na końcu stany uczuciowe i dobrze wiemy, co czuje każdy kibic, który ogląda swoją ekipę w takiej sytuacji. Nie potrafiliśmy odwdzięczyć się za to wsparcie i oni wracają do domów z poczuciem porażki, co ma w sobie też każdy z nas. Oni chcieliby utrzymać radość przez cały rok. Futbol ma ogromny światowy wydźwięk i każdy przeżywa go na swój sposób, który naznacza mu rok. To wszystko, co przeżyliśmy, te lata triumfów, wszyscy przyzwyczailiśmy się do dobrego i potem trudniej pogodzić się z trudnymi czasami. W życiu też trzeba się z tym zmierzyć. Postaramy się, żeby to minęło i żebyśmy znaleźli dobrą serię, szczególnie w Lidze Mistrzów.

– Problem fizyczny? Nie sądzę, że to problem fizyczny. Liczby i statystyki są dostępne. Uważam, że drużyna pracuje bardzo dobrze, ciężko trenuje. Wszyscy widzimy, ile kilometrów biega każdy z nas. Nie widzę problemu fizycznego. Na końcu umysł jest dużo mocniejszy od stanu fizycznego. Ogólnie postawiłbym wyżej temat nastawienia, mentalny. Nie sądzę, że to problem fizyczny.

– Szatnia jest dalej z Zidane'em? Cóż, zawsze powtarzam, że przyszłość trenera to nie są nasze decyzje. My musimy skupić się na graniu i tyle, resztę decyzji muszą podjąć ludzie z góry. To prawda, że zawsze powtarzałem, że Zizou ma nasze zaufanie. Mówiłem tak, gdy wygrywaliśmy i teraz też ma nasze wsparcie, to oczywiste, całej kadry.

– Wszyscy jesteśmy dotknięci, to dramatyczny dzień dla nas wszystkich, najbardziej dla tych, którzy zagrali i dla kibiców. Dla nich wynik ich ekipy wyznacza nastrój na cały tydzień. Rozumiemy, że ludzie są rozczarowani zawodnikami i trenerem, Realem Madryt. Musimy być razem, bo to ciężkie chwile. Życie daje jednak szanse, by wyciągać też wnioski ze złych momentów. Mieliśmy czas, że wygrywaliśmy wszystko z Zizou jako trenerem. Wspieraliśmy go wtedy i teraz też ma nasze wsparcie.

– Zidane powinien zostać na kolejny sezon niezależnie od wyniku z PSG? Takie decyzje podejmuje się na górze, więc nie mam odpowiedzi. Ja powtarzam, że wiele tu przeżyłem, miałem po kilku trenerów w sezonie i to nigdy nie jest nic dobrego. Czasami wprowadza to jeszcze większy brak stabilności w zespole. My nie jesteśmy zwolennikami takich zmian, bo je przeżywaliśmy, mówię z doświadczenia, ale na końcu nie podejmujemy takich decyzji. Zawsze wspieraliśmy Zizou i w trudnych momentach to się nie zmienia, my pierwsi mamy do niego zaufanie.

– Nikt nie męczy się wygrywaniem. Jeśli zmęczyłbym się wygrywaniem, skończyłbym karierę 3 lata temu. Każdy chce zawsze przeżywać dobry czas, ale wszystko idzie do przodu i musimy zmierzyć się też ze złymi czasami. Trzeba wyciągać z nich wnioski. Ja w życiu wiele nauczyłem się ze swoich błędów.

– Co powiedział prezes? Nigdy nie zrobił nam w szatni kłótni. Zawsze schodzi, po wygranej czy po porażce, rozmawia z tym mniej, a z tym więcej, ale zawsze jest, gratuluje czy wspiera. Ja nie powiem, o czym z nim rozmawiałem czy z Zizou. Na pewno jest to fatalny dzień dla wszystkich, także dla prezesa. Rozumiemy, że madridismo jest rozczarowane tą katastrofą, ale nas też bardzo to boli.

– Zidane powiedział, że drużyna nie rywalizowała w pierwszej połowie? Wynik mówi wszystko. Ja pozostaję przy drugiej połowie, gdzie tworzyliśmy okazje i gdy tego potrzebowaliśmy, ruszyliśmy na rywala. Zrobiliśmy to, bo tego potrzebowaliśmy i może gdybyśmy tak wyszli od początku, nie rozmawialibyśmy teraz o odpadnięciu.

– Przesłanie dla kibiców? Proszę o wybaczenie. My najbardziej chcieliśmy, żeby madridista poszedł spać szczęśliwy i dumny z ekipy, z jej wysiłku, za który płaci biletem czy koszulką. My pierwsi to doceniamy. Wszyscy jedziemy do domu wkurzeni, od zawodników przez trenera po prezesa, ale to dzień, by być zjednoczonym. Jest o to trudno, bo to ciężki dzień, ale po przeżyciu razem najlepszego musimy też przeżyć razem to najgorsze.

Komentarze [27]

REKLAMA

2018.01.25, godz. 00:51, El Jarek / RealMadridTV

Zidane: Pomyliłem się w wielu sprawach, to ja jestem odpowiedzialny

Fot. Getty Images

Zinédine Zidane pojawił się na konferencji prasowej po rewanżu z Leganés. Przedstawiamy zapis tego spotkania trenera Realu Madryt z dziennikarzami na Santiago Bernabéu.

[La Razón] Jak pan tłumaczy to, co dzisiaj zobaczyliśmy?
Po pierwszym meczu i takiej pierwszej połowie nie możemy… Nie da się. Na końcu ten wynik jest cóż… logiczny, bo rywal rozegrał swój mecz, a my nie. Dla mnie to katastrofa i jestem bardzo rozczarowany. Biorę za to odpowiedzialność, ale będę dalej pracować. Jutro mamy kolejny dzień, trzeba wstać i skupić się na sobotnim meczu. Jednak dzisiaj to jest bardzo ciężki cios.

[El Mundo] To największy cios, jaki otrzymał pan jako trener Realu Madryt?
Tak. Tak…
Żałuje pan czegoś przy swoim podejściu do tego dwumeczu?
Nie, bo na końcu zawsze biorę na siebie to, co robię. Jedyny temat jest taki, że coś się stało, bo jak mówię, po wygraniu 1:0 na wyjeździe jestem zły do tego, jak podeszliśmy do rewanżu, jak zaczęliśmy pierwszą połowę. Jestem na to wkurzony i tego nie rozumiem. Teraz jednak trzeba zobaczyć, jak się z tego podniesiemy.

[SER; Meana] Można powiedzieć, że można było oczekiwać, że Real zanotuje w końcu taki upadek przy tej całej dynamice? Czy można było spodziewać się, że w końcu zanotujecie tak poważną porażkę, gdy zła dynamika utrzymywała się przez taki czas?
Nie, bo nie można dzisiaj wyrzucać do śmieci wszystkiego. Jednak to ciężki cios, tak. Do tego jest trudniej, bo to dwumecz. Zrobiliśmy, co trzeba było zrobić, w pierwszym meczu, ale potem nie można zacząć spotkaniu w domu w taki sposób. Nie mam na to wytłumaczenia. Poza tym tłumaczę, że to ja jestem odpowiedzialny. Ja tworzę drużynę i na końcu pomyliłem się w wielu sprawach. Teraz trzeba to przeanalizować i jutro zobaczymy, co będzie dalej. Musimy myśleć o wstaniu jutro i skupieniu się na kolejnym spotkaniu. Nie ma innego wyjścia. To ciężki cios, bardzo ciężki, bo nikt tego nie oczekiwał, ja najmniej, ale taki jest futbol.

[MARCA] W tym sezonie bronił pan piłkarzy. Czy dzisiaj jest pan zły na zawodników?
Nie, na siebie, nie na piłkarzy. Moi zawodnicy próbują, starają się, biegają, może źle to robią, ale nie są winni… Może część winy jest po ich stronie, bo oni grają na boisku, ale uważam, że to ja jestem za to odpowiedzialny. Szczególnie z powodu tego, że przez 90 minut sprawy powinny były zostać zmienione, a się nie udało. Dlatego wina leży po stronie wszystkim, ale ja jestem odpowiedzialnym.

[COPE] Mówi pan o katastrofie i że tego nie oczekiwaliście. Wydawało się, że po ostatnich dwóch wygranych drużyna wraca na dobre tory, że łapiecie rytm. Czy z tego ogólnie da się jeszcze wyjść? Czy jest jakieś rozwiązanie na to, co widzimy w tym sezonie? Tracicie 19 oczek w lidze, odpadliście z Pucharu Króla…
Rozwiązanie to dalsza praca. Przyjmuję sytuację i będę dalej pracować, co zawsze robiłem. Jest ciężko, bo jak mówisz, po dwóch wygranych i do tego po takim pierwszym meczu z dobrą obroną dzisiaj zobaczyliśmy całkowite przeciwieństwo. Rywale sprawili nam duże trudności. Możesz pytać, co dalej, co się dzieje i po prostu będziemy iść dalej. Musimy to zmienić. Mamy wiele meczów, by to zrobić. Dzisiaj to jest dla mnie katastrofa, to tak.

[Onda Cero] Zwalnia pan z odpowiedzialności zawodników, bierze pan winę na siebie, ale wielu piłkarzy wygląda źle, z podstawowego składu i z tego drugiego. Na przykład, co dzieje się z Isco i Asensio, że wyglądają tak źle w porównaniu do poprzedniego sezonu?Co dzieje się z tymi chłopakami, których pozyskiwaliście z takimi nadziejami?
Nic… Ten twój kontekst nie tłumaczy problemów w dzisiejszym meczu. Jedyny temat jest taki, że nie da się wytłumaczyć naszej pierwszej połowy. A że ktoś nie gra na swoim poziomie, cóż, taki jest futbol. Czasami jesteś wspaniały, a czasami ci nie idzie. Cóż, piłkarze starają się. W drugiej połowie próbowaliśmy. Mieliśmy okazje, ale nie trafialiśmy. Mnie rozczarowała nasza pierwsza połowa. A teraz z zawodnikami musimy wierzyć, że wyjdziemy z tego z pracą. Każdy ze mną na czele musi dać z siebie więcej, bo to, co robiliśmy teraz, to za mało. Musimy więcej pracować, trenować, myśleć o pomocy kolegom. Będziemy próbować.

[ABC] Chcę poznać pana zdanie na jeden temat. Czy czuje pan, że przy sytuacji w lidze i odpadnięciu w Pucharze Króla czuje pan, że gra o pozycję w dwumeczu z PSG? Że jeśli to odpadnięcie będzie też pana winą, to po porażce z PSG zostanie pan zwolniony?
Oczywiście [śmiech], to jest jasne. Ja jestem za to odpowiedzialny, to ja jestem trenerem. To ja muszę znaleźć rozwiązania. Znaleźliśmy je, ale bez wystarczającej regularności. Jak mówię, muszę się z tym zmierzyć. Zawsze będę walczyć, będę dalej pracować. Teraz będę próbować, szukać spraw, szukać większej wydajności tego zespołu, tyle, nic więcej.

[Cuatro] Przyjmuje pan całą odpowiedzialność. W czym zawinił pan jako trener? Czy żałuje pan, że zostawił poza tym dwumeczem Bale'a czy Cristiano?
Nie, bo jest jak zawsze. Przyjmuję na siebie to, co robię, także odpoczynek dla piłkarzy. Jednak gdy patrzysz na dzisiejszy skład, nie możesz powiedzieć, że to nie jest konkurencyjna ekipa. Ja jak zawsze w każdym meczu próbuję wystawić konkurencyjny skład. Dzisiaj wydawało się, że na papierze taki był, ale w pierwszej połowie nie rywalizowaliśmy.

[esRadio] Mówi pan o własnych błędach. Czy może pan powiedzieć o tych błędach? Jeśli nie, to jak ocenia pan pracę sztabu przy tym dwumeczu? Konkretnie treningi, analizę rywala, kadry meczowe, zmiany w meczach. Jak pan to ocenia?
Nie, błąd jest taki, że przegraliśmy mecz, mecz u siebie, nie można zrobić czegoś takiego. To jest mój błąd, że nie wygraliśmy tego spotkania, nic więcej.

[Radio MARCA] Wszyscy zastanawiali się czy 2017 rok to najlepszy kalendarzowy rok w historii Realu Madryt. Ja chcę zapytać, czy sezon 2017/18, jeśli dynamika się utrzyma, może być najgorszym sezonem w historii Realu Madryt?
Nie wiem, nie wiem i to mnie nie obchodzi. Dla mnie liczy się zawsze pozytywne myślenie, nawet przy tej porażce i tym wieczorze, za który musimy wszystkich przeprosić. Na końcu to trudny cios, bardzo ciężki. 2018 rok jednak jeszcze się nie skończył. Jak mówię, trzeba zmierzyć się z tą sytuacją, ja jako pierwszy. Jutro trzeba wstać i myśleć o sobocie, gdy gramy. I o 14 lutym, gdy mamy spotkanie w Lidze Mistrzów.

[L'Équipe/RMC; pytanie po francusku] Jest pan wobec siebie bardzo ostry, mówi o odpowiedzialności i ciosie, ale jak pan się dokładnie czuje?
Jestem bardzo zły, bo jestem za to odpowiedzialny. Tyle chcę teraz powiedzieć. Nie chodzi tu o chronienie piłkarzy i niezrzucanie winy. Oni wiedzą, w jakiej są sytuacji i co dzisiaj zrobili. Ja jestem jednak ich trenerem i to ja muszę znaleźć rozwiązanie, ja mówię kto gra, a kto nie gra. To dzisiaj dla nas bardzo zły wieczór.

[AFP; pytanie po francusku] Czy czuje pan, że zagracie o wszystko przeciwko PSG?
Cóż, oczywiście, bo już przegraliśmy jedne rozgrywki i jesteśmy daleko w lidze. Jasne, że teraz cele są inne niż te z początku sezonu. Obecnie możemy już tylko myśleć o meczach, jakie pozostają i zmierzyć się z tą całą sytuacją. Gramy już w sobotę i trzeba przygotowywać się też do spotkania 14 lutego.

Komentarze [96]

REKLAMA

- Wszystkie aktualności -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama