REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2018.02.20, godz. 11:32, Mateo / as.com

Garitano: Spodziewam się innego Realu Madryt

Fot. Getty Images

Asier Garitano, trener Leganés, udzielił wywiadu dziennikowi AS. Mówił o zbliżającym się spotkaniu z Realem Madryt, a także o swojej przyszłości w klubie.

Sukces pana nie zmienił?
Myślę, że nie. Wyobrażam sobie jednak, że ludzie z zewnątrz zauważą więcej rzeczy.

W centrum Leganés rzadziej można pana spotkać.
Ponieważ nie wpadamy na siebie… Poza tym miałem mniej czasu przez taką liczbę meczów.

Przygotowanie do meczu z Realem Madryt zajmuje tyle samo czasu?
Tak, jak zwykle.

Oglądając Puchar Króla, można było odnieść wrażenie, że Zidane nie przestudiował odpowiednio Leganés.
Podtrzymał sposób gry, który stosowali w Pucharze Króla, nie zmienił nic. Pomyślałem, że z nami zrobią dokładnie do samo, i tak było. Na Butarque przyjechali bardzo przygotowani i wygrali 1:0. Być może przez to pojawiły się wątpliwości, a nam drugi mecz wyszedł.

Oczekuje pan takiego samego Realu Madryt?
Innego. Zmienili obraz i nastawienie. Takie drużyny w drugiej rundzie są bardzo groźne, ale już ich raz pokonaliśmy. Zobaczymy, czy uda nam się to po raz drugi.

Zależy od tego, czy zagra Cristiano?
Jeśli nie zagra, to wyjdą Bale, Lucas, Ceballos, Asensio… Musimy być przygotowani i skoncentrowani, żeby móc rozegrać znakomite spotkanie. Jeśli będzie inaczej, jesteśmy przegrani.

Lepiej, gdy nie gra BBC?
Obojętnie, oni zawsze pracują, utrzymują wysoki rytm i intensywność. Mówimy tutaj o najlepszych piłkarzach na świecie.

Pan już miał okazję cierpieć przez Asensio w Segundzie.
Wtedy można było zauważyć, że ma ogromny potencjał, a jeszcze się rozwinął. Nikt nie zna jego granic. Zaprezentował wielką osobowość. Ma wszystko, by odnieść sukces.

Krytycy Zidane’a mówią, że on nie jest dobrym trenerem.
Co znaczy bycie dobrym trenerem? Trzeba opanować wiele rzeczy i on udowodnił w Realu Madryt, że świetnie sobie z tym radzi. Jeśli byłoby inaczej, nie osiągnąłby tego, co osiągnął.

W tej szatni ważniejsze jest bycie legendą niż posiadanie warsztatu?
Ani to, ani to. Jeśli nie jesteś wielkim trenerem, niemożliwe jest otrzymanie pracy w Realu Madryt. Potrzeba wszystkiego po trochu, a Zidane to ma. Zapracował sobie na szacunek.

Mówiąc o ławkach rezerwowych, zostanie pan w Leganés?
Nie mam pojęcia. Skupiam się na obecnym sezonie.

Nie dłuży się to panu?
Nie, zawsze było tak samo.

Ale kończy się panu kontrakt…
Nie wiem… Moim celem jest zakończyć sezon i ocenić wszystko, co się wydarzyło. Jeśli dojdziemy do porozumienia, super. Jeśli nie, rozpocznie się nowa historia.

Zależy to od pieniędzy?
Nie, od wszystkiego po trochu, od wszystkiego co wydarzyło się od lipca. Wiem, co było, ale teraz skupiam się na sezonie. Mamy czas.

Nie będzie pan czekał na atrakcyjną ofertę z innego klubu?
Nie.

Może pan odejść, nie mając propozycji z innego klubu?
Nie wiem, żyję z dnia na dzień. Stanie się to, co ma się stać.

Trzy lata temu miał pan ofertę z Eibaru.
Pytali o mnie. Moim celem było trenowanie klubu w Primera División. To była jedyna realna opcja, żeby odejść.

Na pewno? Latem miał pan jedną propozycję…
Ale nie udało się… nie było żadnej opcji. Kiedy nie ma możliwości, żeby odejść, do rozwiązania potrzeba dziesięciu sekund. Myślisz, że jest jakaś opcja, ale mówią ci: „Niemożliwe, kontynuujemy projekt”.

Wtedy spotkałeś się z Leganés.
Trwało to dziesięć sekund, jak zwykle. Powiedzieli mi, że są zachwyceni moją pracą i tyle. Jestem tutaj i bardzo mi się tu podoba.

Jeśli szybko zapewnicie sobie utrzymanie, negocjacje przyspieszą?
Oczywiście, ale to jest bardzo trudne, a teraz jestem skupiony na aspekcie sportowym. Jednak kiedy tylko się utrzymamy, z pewnością porozmawiamy.

Komentarze [3]

REKLAMA

2018.02.20, godz. 11:08, El Jarek / Facebook

Kwadrans dzisiejszego treningu [VIDEO]

Królewscy po godzinie 11:00 rozpoczęli w Valdebebas ostatni trening przed jutrzejszym meczem z Leganés. Wstępnie niedostępni na to spotkanie pozostają kontuzjowani Jesús Vallejo, Marcelo i Toni Kroos. Pozostałych 21 graczy wstępnie jest do pełnej dyspozycji Zinédine'a Zidane'a.

Przedstawiamy transmisję z pierwszych otwartych 15 minut tych zajęć, jaką zamieściła RealMadrid TV.



Aktualizacja 11:11: Z grupą nie trenuje także Luka Modrić.

Komentarze [5]

REKLAMA

2018.02.20, godz. 10:12, Banan

Bananowy poniedziałek: Joaquín nareszcie Królewski!

Fot. Getty Images

Dzisiaj dzień później, ale tak to czasami już jest, że najpierw obowiązki, a potem przyjemności. A z dbałości o markę – byle jaką, no ale zawsze – nazwy cyklu przecież zmieniać nie będę.

* * *

Rzecz, o której zaraz będzie mowa, działa się w czasach gimnazjalnych. Były to te piękne lata, w których każda transferowa saga z udziałem Królewskich potrafiła sprawić, że zachowywałem się tak, jakby od tego, czy jakiś piłkarz podpisze kontrakt czy też nie zależało moje życie (choć w sumie w jakimś tam stopniu chyba rzeczywiście mogło zależeć). Brat do dziś zresztą czasami śmieje się z tego, że potrafiłem z przejęciem w głosie gadać przez sen o Antonio Cassano.

Dzień 28 grudnia 2005 roku pamiętam doskonale do dziś. Jak zwykle pierwszą wykonaną przeze mnie czynnością, gdy wreszcie udało mi się dorwać do komputera, była – uwaga, niespodzianka – wizyta na RealMadryt.pl. Wpisuję w przeglądarce adres, czekam aż strona się załaduje... Okej, jest. Wtem serce podchodzi mi do gardła, ręce zaczynają drżeć, a wnętrze przepełnia euforia pomieszana z ekscytacją.

„Joaquín nareszcie Królewski!” – to te trzy słowa z tytułu niusa na stronie głównej doprowadziły mnie do podobnego stanu. W pierwszym akapicie można było zaś przeczytać co następuje:

„Hiszpański skrzydłowy, Joaquín Sánchez, dziś w nocy porozumiał się z działaczami Betisu Sewilla, którzy wydali zgodę na jego transfer do Realu Madryt. Dzisiejszego dnia o godzinie 18:00 Joaquín pojawi się na podmadryckim lotnisku Barajas, skąd uda się prosto na Santiago Bernabéu, gdzie podpisze 4-letnią umowę z Blancos. Transfer kosztował włodarzy Królewskich 8,5 milionów euro”.

Jakaś cholera mnie podkusiła, by w przypływie dzikiej radości przeczytać tekst do końca. Do pewnego momentu wszystko wyglądało po bożemu – Florentino nazywa Joaquína zawodnikiem kompletnym, sam piłkarz nie posiada się z radości, a prezes Betisu przyznaje, że musiał przystać na warunki transakcji, bo z czasem cena byłaby coraz mniejsza. Gdy pochłonąłem już właściwą część tekstu, z zaciekawieniem spojrzałem, że na dole jest jeszcze fragment napisany grubą czcionką i kursywą.

Uczucie, które towarzyszyło mi, kiedy dowiedziałem się, że chodzi o żart z okazji hiszpańskiego Święta Niewiniątek można było porównać do tego, co czuje się, gdy tracisz gola w ostatniej minucie jakiegoś niezwykle istotnego meczu. Oczywiście starałem się jeszcze sam siebie oszukać, że przecież od początku nie wierzyłem w te doniesienia, ale tak naprawdę łyknąłem wszystko od pierwszego do ostatniego słowa jak pelikan.

Jakkolwiek bym się starał, za każdym razem, gdy przychodzi nam grać z Betisem, sytuacja tamta staje mi przed oczami niczym żywa. Tym bardziej teraz, gdy w ekipie z południa znów występuje właśnie Joaquín. Autora tamtego sensacyjnego komunikatu, Chooba, nigdy osobiście nie miałem okazji poznać. I choć pewien jestem, że w porządku z niego facet, to tej trwającej po dziś dzień traumy nie wybaczę mu już nigdy. Sądząc jednak po liczbie komentarzy (bodaj największa liczba w historii portalu, większa nawet niż po oficjalnym ogłoszeniu transferu Cristiano Ronaldo czy zdobyciu Décimy) chyba nie tylko ja. Całego niusa możecie przeczytać w tym miejscu.

Swoją drogą pięknie starzeje się niedoszły piłkarz Realu Madryt. Jest to tym bardziej godne podziwu, że przecież nie mówimy o bramkarzu, stoperze czy rozgrywającym, którzy nie muszą aż tak bardzo bazować na dynamice i żelaznych płucach, a o skrzydłowym, który w wieku 36 lat gra cały mecz przeciwko Królewskim i wypracowuje swojej drużynie dwa gole.

Dzięki takim gościowi jak Joaquín byłbym nawet w stanie polubić Betis, gdyby nie to, że Andaluzyjczycy zwykli grać w biało-zielonych strojach.

* * *

„Sędzia w oczywisty sposób nam zaszkodził”, „W rewanżu chciałbym tego samego arbitra jeśli znów ma gwizdać pod gospodarzy”, „Nie było karnego, za to była ręka Ramosa”, i tak dalej, i tak dalej. Do wygadywania kocopołów przez Xaviego zdążyłem się już przyzwyczaić. Po Emerym takiego braku klasy kompletnie się jednak nie spodziewałem.

Może zamiast narzekać na poziom sędziowania po prostu trzeba było – przepraszam za wyrażenie, ale jestem poirytowany do granic możliwości – nie srać w gacie i nie wpuszczać za napastnika prawego obrońcy? Fakt, że ktoś taki jak Emery miał tupet, by napisać książkę, której tłumaczenie w języku polskim brzmiałoby „Mentalność zwycięzcy”, brzmi jak jakiś wyjątkowo absurdalny żart.

Wiem, że awans jeszcze nie jest klepnięty. Tak czy inaczej krew mnie zalewa na samą myśl, że tak bezczelny i arogancki typ może utrzeć nam nosa. Niech Emery wraca tam skąd przyszedł – do Ligi Europy.

* * *

Mówcie co chcecie, ale w temacie lewitującej piłki przy golu z karnego Cristiano z PSG uważam, że to nie żadne magiczne silniczki (co oni w tej Katalonii biorą?!), ćwiczone patenty, tąpnięcie słonia czy jeszcze inne wymyślne fortele, a zwykły przypadek. Jakoś nie chce mi się wierzyć, by Portugalczykowi chciało się próbować tego typu sztuczek akurat w tak ważnym momencie.

Tak czy owak, nie zmienia to jednak faktu, że – być może kiedyś już o tym pisałem – nigdy nie byłem zwolennikiem deprecjonowania bramek zdobytych z wapna. Nie wykluczam, że dzieje się tak dlatego, iż sam potrafiłem się psychicznie spalić przy wykonywaniu karnego nawet na międzyklasowym turnieju w liceum.

Goli strzelonych z kolana również nie deprecjonuję. Jak dla mnie Ronaldo może trafiać nawet ogonem, rogiem albo garbem, byleby zawsze znajdował się tam, gdzie być powinien. Łatwo się kogoś uczepić, że nie zdobywa już tak często bramek po indywidualnych rajdach i strzałach z dystansu (choć wolne mógłby już rzeczywiście oddać). Trudniej docenić, że nawet gdy zatracasz pewne walory, potrafisz nadrobić je innymi tak, by w księgowości i tak wszystko się zgadzało.

Komentarze [16]

REKLAMA

2018.02.20, godz. 09:40, Klatus / as.com

Zidane odnalazł nowe tridente

Fot. Getty Images

Trzech piłkarzy, trzy mecze i trzy manity. To równowaga, którą Real Madryt miał w trzech ostatnich spotkaniach, w których Cristiano Ronaldo, Marco Asensio i Lucas Vázquez wybiegli w wyjściowej jedenastce. Sevilla (5:0), Real Sociedad (5:2) i Betis (3:5) padły ofiarami tego nietypowego tridente. Gdy BBC jest kwestionowane na każdym kroku, a Real B nie przekonuje jak przed rokiem, trenerowi udaje się w końcu znaleźć pośrednie rozwiązanie, w którym prym wiedzie dwóch najlepszych strzelców zespołu, nie tylko w samej La Lidze, ale we wszystkich rozgrywkach.

Jeśli pominiemy goleadę z Deportivo (7:1) to okaże się, że trzy najokazalsze wygrane w tym sezonie ligowym wydarzyły się, gdy na murawie przebywało alternatywne tridente. Dziewięć z piętnastu bramek zdobytych w tych trzech meczach padło przy udziale wspomnianej trójki, która na dodatek zaliczyła też w tych starciach sześć asyst. W niedzielę Zizou nie wahał się, by pochwalić Asensio oraz Lucasa i na pomeczowej konferencji prasowej wyraźnie zaznaczył, że trzeba docenić ich wysiłek włożono w starcie na Benito Villamarín.

Ten tercet rozumie się nie tylko w La Lidze, ale także w Lidze Mistrzów. W starciu z PSG to właśnie wejście Asensio i Lucasa pozwoliło na odwrócenie losów meczu. Między innymi to dzięki nim Real jest teraz bliżej ćwierćfinałów. Wszyscy trzej tylko raz zagrali w wyjściowej jedenastce w Champions League – w wygranej 6:0 z APOEL-em.

Cristiano, Asensio i Lucas zaczynali wspólnie jeszcze dwa inne spotkania – z Deportivo Alavés i Getafe. One też zakończyły się wygranymi Realu. Oznacza to, że tridente CAL zagrało razem w sześciu meczach i we wszystkich z nich górą byli Królewscy. Warto zauważyć też, że czterokrotnie towarzyszył im Karim Benzema – z Getafe, APOEL-em, Sevillą i Realem Sociedad.

Wkład w grę Lucasa i Asensio nie ogranicza się oczywiście tylko do goli oraz asyst. To także ogromna praca w defensywie i mnóstwo przebiegniętych kilometrów w każdym ze spotkań, co daje drużynie wymierne korzyści, czego świadkami byliśmy choćby w niedzielę, gdy ta dwójka regularnie wywierała presję na rywalach. O grze obronnej ich obu wystarczy napisać tyle, że Lucas odzyskał z Betisem aż dziewięć piłek, tylko o jedną mniej niż Casemiro.

Odbiory to wręcz specjalność zakładu Lucasa, który przechwytuje piłkę średnio co 16,38 minut, gdy średnia całego zespołu wynosi 16,40. Asensio jest pod tym względem nieco słabszy, bo notuje odbiór raz na 28 minut, ale obaj i tak zostawiają daleko w tyle całe BBC. Cristiano kradnie futbolówkę rywalowi średnio co 44,26 minuty, Bale co 46,05, a Benzema co 50,78. Lucas odbiera więc rywalowi tyle samo piłek co całe BBC.

Pod względem asyst oraz bramek Asensio i Lucas wcale nie odstają na tle Benzemy i Bale'a, a wręcz są od nich lepsi. Asensio ma na swoim koncie aż 10 goli i 5 końcowych podań. Z kolei Lucas może pochwalić się 6 bramkami i aż 8 asystami, co jest najlepszy wynikiem w drużynie. Kroku im obu dotrzymuje tylko Walijczyk, który uzbierał 9 trafień i 5 asyst, a nieco w tyle pozostaje Francuz, który strzelił 7 goli i 5-krotnie obsługiwał kolegów ostatnim podaniem. Niekwestionowanym liderem tych statystyk jest oczywiście Cristiano – 26 bramek i 5 asyst.

Komentarze [23]

REKLAMA

2018.02.20, godz. 09:30, Piwwwko / realmadrid.com

Asensio – specjalista w otwieraniu wyniku

Fot. Getty Images

Marco Asensio był jednym z najlepszych zawodników Realu Madryt podczas niedzielnej wygranej na Estadio Benito Villamarín z Betisem. Hiszpan ustrzelił dublet i z 10 bramkami jest drugim najskuteczniejszym zawodnikiem Królewskich w tym sezonie. 22-latek otworzył wynik meczu z Los Verdiblancos i ponownie okazał się kluczowym zawodnikiem w talii Zinédine’a Zidane’a. Co ciekawe, połowa bramek zdobytych przez Asensio w bieżących rozgrywkach otwierała wyniki spotkań.

Marco był kluczowy w dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii z Barceloną, zdobywając w rewanżu na Bernabéu bramkę na 1:0. W starciu 2. kolejki La Ligi z Valencią ponownie otworzył wynik meczu, popisując się inteligentnym strzałem zza pola karnego. W Pucharze Króla zdobywał bramki na 1:0 w pierwszym meczu 1/16 finału z Fuenlabradą i wyjazdowym spotkaniu 1/4 finału z Leganésem.

Asensio znacznie poprawia liczby z ubiegłego sezonu, który był dla niego pierwszym w barwach Los Blancos. Konfrontacja na Benito Villamarín była dla hiszpańskiego pomocnika 35 meczem w bieżącej kampanii. W sumie zdobył już 10 bramek i zanotował 5 asyst. Na tym samym etapie ubiegłego sezonu Marco rozegrał 23 spotkania, w których strzelił 7 goli i zanotował jedną asystę.

Komentarze [5]

REKLAMA

- Archiwum -

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama