REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2017.09.24, godz. 21:50, Klatus

Geny Marcosa Llorente wypełnione są Realem Madryt

Fot. Getty Images

Stworzenie drzewa genealogicznego własnej rodziny wydaje się być niejednokrotnie kolosalnym problemem dla wielu ludzi, którzy poświęcają całe życie, by latami poszukiwać informacji o swoich przodkach w archiwach i urzędach stanu cywilnego. To niezwykle czasochłonna i żmudna praca, która wielokrotnie utyka w martwym punkcie i tylko nieoczekiwany chichot losu sprawia, że można dalej ją kontynuować, gdy przypadkiem trafi się na swojsko brzmiące nazwisko lub wydarzenie, które pozwala połączyć ze sobą pewne fakty. Są jednak rodziny, w których wszystko układa się w jedną całość bez większego wysiłku i konieczności wertowania dawnych ksiąg, a wystarczy tylko zapukać do właściwych drzwi i przekartkować jeden tytuł. I wcale nie trzeba mieć w żyłach królewskiej krwi, czy wywodzić się z magnackiego rodu Wołłowiczów herbu Bogoria. Wystarczy, że dzieje twoich bliskich są związane z niemal jedną instytucją. I właśnie tak jest w przypadku Marcosa Llorente.

„Real Madryt to moje życie, to klub, w którym grała cała moja rodzina”, mówił dziś z uśmiechem na ustach młody pomocnik, bo kilka chwil wcześniej Florentino Pérez uścisnął mu dłoń i podał kontrakt, na którym ten złożył podpis i związał się z Królewskimi do 2021 roku. Gdy z bliska przyjrzymy się jego krewnym, szybko stwierdzimy, że pod tymi słowami wcale nie kryje się żadna hiperbola czy szczeniacka zarozumiałość. W tym krótkim zdaniu zawarta jest po prostu cała przeszłość Marcosa Llorente. Jego geny wypełnione są Realem Madryt i nie sposób z tym polemizować.

Trudno znaleźć w Hiszpanii, a być może nawet na całej planecie, drugą tak usportowioną rodzinę, jak ta, z której wywodzi się wychowanek Los Blancos. Trudno też znaleźć drugą taką, której przeszłość byłaby tak mocno zakorzeniona w ponad stuletniej historii Realu Madryt.

Cała historia miała początek w 1953 roku, gdy legendarny Santiago Bernabéu dostrzegł talent Paco Gento i wykupił go z Racingu Santander za milion i siedemset pięćdziesiąt tysięcy peset (dzisiaj kwota warta dziesięciu i pół tysiąca euro), rozpoczynając przy tym tworzenie wielkiej drużyny, która hurtowo sięgała po Puchary Europy i mistrzostwa kraju. Jeszcze wtedy nikt nie mógł przypuszczać, że Wichura z Kantabryjskiego morza, jak nazywany był Gento przez swoją zawrotną szybkość, zostanie w przyszłości najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii Realu i zdobędzie z nim aż dwadzieścia trzy puchary. To właśnie obecny Honorowy Prezes Królewskich jest najbardziej rozpoznawalnym członkiem rodziny Marcosa, a młodzian jest jego stryjecznym wnukiem.

W Hiszpanii nazwisko Gento jest kojarzone nie tylko z Paco. Kilka lat po jego transferze, do stolicy sprowadzono też jego dwóch młodszych braci, Julio i Antonio, dla których oczywiście Marcos też jest stryjecznym wnukiem. W Madrycie liczono po cichu, że początek lat sześćdziesiątych będzie stał pod znakiem Gento I, Gento II i Gento III, którzy mieliby stanowić o sile ataku Los Blancos. Julio i Antonio grali początkowo w klubie o enigmatycznie brzmiącej nazwie A. D. Plus Ultra, który dziś znamy jako Real Madryt Castilla. Obaj nie zdołali jednak przebić się na stałe do pierwszego zespołu, choć Anotonio w 1962 roku zaliczył kilka występów w drużynie Miguela Muñoza, by ostatecznie przenieść się do Levante, a karierę zakończyć w Racingu Santander. Liczba meczów rozegranych przez Julio była jeszcze mniejsza i ten też szybko opuścił stolicę, by w latach sześćdziesiątych reprezentować takie kluby jak Elche, Deportivo de La Coruña, Málaga czy Racing. W zeszłym roku zmarł śmiercią naturalną w wieku 77 lat. Koniec końców trzech braci Gento zagrało wspólnie tylko w jednym spotkaniu dla Realu Madryt. Stało się to w styczniu 1959 roku, kiedy Królewscy wygrali z Zurychem 5:2.

Skąd jednak związek trójki braci z Marcosem? Rodzina Gento liczyła wiele rodzeństwa, w tym siostrę Antoninę, która poślubiła José Luisa Llorente. Początkowo wydawało się, że para nie będzie miała nic wspólnego ze sportem, ale wszystko uległo zmianie po narodzinach czwórki synów – Julio, Toñína, José Luisa i Paco Llorente Gento. Bratankowie Paco, Julio i Antonio postanowili, że pójdą ich śladami i udowodnią, że hasła o klubowych DNA nie są wyssane z palca. Cała czwórka reprezentowała barwy Realu Madryt, z tą różnicą, że José Luis i Toñín postanowili zostać koszykarzami. Ten pierwszy zrobił większą karierę i grał dla Królewskich w latach 1979-1983 i 1987-1992, będąc przy tym reprezentantem kraju i zdobywcą srebrnego medalu Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles. Z samym Realem wygrał dwa mistrzostwa i Puchar Europy, występując u boku takich legend jak Rafael Rullán czy Wayne Brabender. Przygoda Toñína nie była naznaczona tak wieloma sukcesami. Co prawda karierę rozpoczynał w szkółce Los Blancos, ale później tułał się po słabszych klubach, by dopiero na sam koniec trafić do pierwszej drużyny Królewskich, gdzie w 2002 roku zakończył karierę w wieku 38 lat.

Julio i Paco postanowili natomiast, że zostaną piłkarzami. Młodszy o rok Julio był naturalnie wychowankiem Realu i w latach 1984-1987 grał w Castilli, skąd trafił na roczne wypożyczenie do Realu Mallorca, by wrócić później już prosto do pierwszej drużyny. Tam nie zagrzał jednak miejsca na długo, bo jedynie przez dwa sezony, podczas których był zmiennikiem Chendo na prawej obronie i nie zaliczył zbyt wielu występów. Swoje miejsce na ziemi odnalazł dopiero na Teneryfie, gdzie przeniósł się z Madrytu i został legendą tamtejszego klubu, w którym grał od 1990 do 1999 roku. Walnie przyczynił się też do odebrania Królewskim dwóch tytułów mistrzowskich, gdy Tenerife na własnym boisku pokonywało Real w ostatnich kolejkach sezonów 1991/92 i 1992/93.

By nie pogubić się w głównym wątku historii, uściślijmy, że Marcos Llorente jest bratankiem koszykarzy José Luisa i Toñína oraz piłkarza Julio. Pozostaje więc czwarty z braci, czyli Paco, który, jak nie trudno już się domyślić, jest ojcem obecnego zawodnika Realu. Jego historia wydaje się być jednak najbardziej interesująca, ponieważ początkowo mógł uchodzić za brzydkie kaczątko w rodzinie, która tak mocno związana była z najbardziej utytułowanym klubem świata. Ale po kolei. Futbolowa przygoda Paco, który nosi imię po legendarnym Gento, zaczęła się nieco inaczej, niż miało to miejsce w przypadku jego brata, José Luisa. Francisco, bo tak brzmi jego pełne imię, rozpoczynał karierę w juniorach małego klubu Urbis i dopiero po roku przeniósł się do cantery Realu. Tam też przebywał jedynie przez rok, bo trenerzy nie dostrzegali w prawoskrzydłowym aż tak dużego potencjału, który przejawiał jego brat. Paco trafił więc do szkółki CD Móstoles, a stamtąd do… rezerw Atlético Madryt.

Przyszły ojciec Marcosa pokazał się z dobrej strony w drugiej drużynie Atleti i sezon 1985/86 rozpoczął już od występów na Vicente Calderón. Tam udowodnił, jak mylnie oceniono jego potencjalny rozwój w drużynie zza miedzy. Jego gole, szybkość i umiejętności odziedziczone po wujkach sprawiły, że Królewscy postanowili z powrotem sprowadzić go do siebie, ale już do pierwszej drużyny.

Paco zadomowił się w Realu na kilka lat i po murawie Estadio Santiago Bernabéu biegał od 1987 do 1994 roku. Przez dwa sezony bronił więc barw klubu razem ze swoim bratem. O występy w wyjściowej jedenastce nie było mu jednak łatwo, bo na jego pozycji grał wówczas Míchel. Paco mógł występować też w ataku, ale tam brylowali z kolei Hugo Sánchez i Emilio Butragueño. Kibice zapamiętali go najlepiej z pucharowych meczów przeciwko Porto w sezonie 1987/88, gdy pojawiał się na murawie z ławki i dwukrotnie podrywał zespół do remontad ze stanu 0:1 na 2:1. Szczególnie przyczynił się do wygranej w Portugalii, gdzie szalał na skrzydle niczym jego wujek Gento i zaliczył asysty przy dwóch golach Míchela. W latach dziewięćdziesiątych grał jeszcze mniej, a Benito Floro próbował wystawiać go nawet na boku obrony. W końcu odszedł do Composteli, gdzie w 1998 roku zakończył karierę.

Historia wydaje się być zagmatwana już teraz, ale to jeszcze nie koniec madrycko-sportowych powiązań w rodzinie Marcosa Llorente. Jego matką jest bowiem María Ángela Moreno, znana bardziej jako Gelu Moreno, która była całkiem niezłą koszykarką i grała nawet w reprezentacji Hiszpanii. Jej smykałka do sportu nie wzięła się znikąd, a to dlatego, że jej ojcem jest Ramón Grosso, czyli wychowanek i jedna z legend Realu Madryt, a jednocześnie dziadek Marcosa. Żeby było jeszcze ciekawiej, Grosso grał w jednej drużynie z Paco Gento i wspólnie byli członkiem słynnego Realu Yé-yé, który w 1966 roku sięgał po szósty Puchar Europy. Ramón bronił białej koszulki przez dwanaście sezonów i zdobył z Królewskimi jedenaście pucharów. W wieku 58 lat przegrał długą walkę z nowotworem i zmarł w swoim domu w Madrycie.

Marcos kultywuje więc rodzinną tradycję, która trwa już od ponad sześćdziesięciu lat. Jego madrycka historia zaczęła się w 2008 roku, gdy w wieku 13 lat trafił do La Fábriki i piął się po jej kolejnych szczeblach, by wylądować ostatecznie w pierwszej drużynie. Naszą uwagę przykuł już wtedy, gdy bronił barw klubu w Lidze Młodzieżowej UEFA, a my porównywaliśmy go do Xabiego Alonso. Szersze grono usłyszało jednak o nim dopiero, gdy w 2014 roku Carlo Ancelotti zabrał go na obóz przygotowawczy w USA, a rok później Rafael Benítez dał szansę debiutu w ligowym spotkaniu z Levante na Santiago Bernabéu. Teraz nie pozostaje mu nic innego, jak walczyć o pierwsze miejsce w składzie i kontynuować piękną historię pisaną latami przez jego rodzinę.

Rodzina Marcosa Llorente:
Jest synem Paco Llorente (piłkarz Atlético w latach 1985–1987 i Realu w latach 1987–1994);
Synem Gelu Moreno (reprezentantka Hiszpanii w koszykówce w latach 80.);
Wnuczkiem Ramóna Grosso (wychowanek i piłkarz Realu w latach 1964–1976);
Bratankiem Julio Llorente (wychowanek i piłkarz Realu w latach 1988–1990);
Bratankiem Toñína Llorente (wychowanek i koszykarz Realu w latach 2001–2002);
Bratankiem José Luisa Llorente (wychowanek i koszykarz Realu w latach 1979–1983 i 1987–1992);
Wnukiem stryjecznym Paco Gento (piłkarz Realu w latach 1953–1971 i Honorowy Prezes klubu);
Wnukiem stryjecznym Julio Gento (wychowanek Realu i piłkarz Castilli w latach 1957–1960);
Wnukiem stryjecznym Antonio Gento (wychowanek i piłkarz Realu w 1962 roku);
Kuzynem Sergio Llorente (syn José Luisa Llorente i koszykarz Fuenlabrady).


REKLAMA

Komentarze

2017.09.25, godz. 04:58, wadix
  aldon - BAN (Kultura )   7 dni
2017.09.25, godz. 00:24, Syntia
Białemu sercu trzeba dawać szanse i według mnie Marcos ma wszystko aby tutaj zatriumfować ,jego gra jest mało spektakularna ,duża w tym rola pozycji jaką jest Def.Pomocnik który ma za zadanie odbierać i kasować kontry ,martwi mnie słabo zbudowana masa mięśniowa ale to jeszcze dziecko więc ma czas : )
2017.09.24, godz. 22:21, saraxxoki
Interesujące a zarazem niezwykłe, życzę mu jeszcze większych osiągnięć niż jego krewni 👍🏼😁
2017.09.24, godz. 22:19, Mar4cyk
Pamiętam jak w 1988 Górnik Zabrze grał z Realem Madryt w pierwszym meczu Real wygrał na wyjeździe 0:1 ale u siebie w rewanżu przegrywał 1:2, wszedł Paco Llorente i odwrócił losy spotkania, Real wygrał mecz 3:2.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama