REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2017.03.01, godz. 16:24, El Jarek / MARCA

Radosna gra bez goli jest mniej radosna

Fot. MARCA

Poniższą analizę dla dziennika MARCA wykonał Enrique Ortego. Dołączono do niej zamieszczone tutaj obrazki taktyczne [kolejno od góry: skład klasyczny; skład z Haliloviciem i Jesé; możliwy skład na dzisiaj na Bernabéu].

Zdarzy się, co ma się zdarzyć, ale nie można wątpić w to, że Las Palmas wieczorem postawi na to, co robi zawsze. Gra piłką, próba zdominowania rywala, prowadzenie spotkania... Wierność podstawowym schematom ma zostać zachowana nawet przeciwko liderowi i to na jego terenie.

Można rozwodzić się nad tym czy innym graczem, zimowymi wzmocnieniami czy problemami w szatni, ale styl Las Palmas pozostaje niepodważalny. Na końcu jest jedno słowo, to Quique Setiéna. Nie ma znaczenia ani rywal, ani sceneria. Nie liczy się nawet seria czterech porażek z rzędu.

Porażka po pięknej grze boli, ale mniej
Quique Setién na końcu jest w tym względzie świętszy od papieża. „Jeśli gralibyśmy źle, przyznałbym to pierwszy. Robiłem to już, gdy tak faktycznie było, na przykład w Maladze. Jednak z Granadą, Sevillą i Sociedadem graliśmy dobrze. Robiliśmy to, co potrafimy. W tych 4 meczach oddaliśmy 64 strzały na bramkę. W starciu z Sociedadem mieliśmy 6 sytuacji sam na sam. Przypomnę tylko, że na początku sezonu byliśmy drudzy, bo zamieniliśmy to na gole. Wtedy z 13 strzałów zrobiliśmy 9 bramek”, tak analizuje to Hiszpan.

Problemem nie jest to przesłanie, a skuteczność i efektywność strzałów. Trudno krytykować grę czy kontrolowanie spotkań. Nawet lekka zmiana stylu ze względu na zimowe wzmocnienia nie wpłynęła tak negatywnie na zespół, chociaż w niektórych fragmentach meczów mogło wydawać się inaczej.


Halilović i Jesé nie żyją w ekosystemie podań
Sprowadzenie Chorwata i Hiszpana miało być wisienką na wielkiej pracy klubu i trenerów. Miało skonsolidować jeden z najładniejszych stylów w La Lidze, któremu brakowało właśnie głębokości w ataku. Trzeba jeszcze poczekać na ostateczne oceny, ale na razie ta dwójka nie wnosi tego, czego od niej oczekiwano. Obaj atakujący mieli jesienią problemy z ciągłością gry w Hamburgu i PSG.

Trenerzy na razie wprowadzili ich spokojnie, krok po kroku i oddzielnie. Chorwat i Hiszpan razem od początku zagrali przeciwko Sevilli, a potem w Maladze. Dwie porażki, w których po obu było widać problem z dostosowaniem się do gry podaniami, na którą stawia zespół.

Ani jeden, ani drugi nie wspierają rozgrywających, a do tego nie pracują za mocno w obronie. A jeśli dwóch graczy z dziesięciu nie wraca w takim zespole, to widać. Chorwat może starał się mocniej włączyć do gry podaniami, ale styl obu to bardziej pojedynki indywidualne i zrywy. Przyjęcie i szukanie dziury w obronie przez samodzielną akcję.

Co więcej, jako że i Halilović, i Jesé wystawiani byli na bokach na zmienione nogi, to ciągle szukali zejść do środka, gdzie ścierali się z Boatengiem, będącym liderem zespołu w ofensywie. Setién oczywiście szybko to zauważył i w starciu z Sociedadem nie wystawił ich już razem od pierwszej minuty, stawiając na Tanę kosztem Chorwata. Wychowanek Las Palmas czuje się komfortowo w długim rozgrywaniu i wszystko wskazuje na to, że dzisiaj na Bernabéu zobaczymy także właśnie takie rozwiązanie.



REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Sezon 2016/17

Komentarze

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama