REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2016.05.09, godz. 12:16, Paczi / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Madrycie: Pożegnanie Robocopa

Fot. RealMadryt.pl

Gdy w piątek rano MARCA pierwsza opublikowała artykuł o pożegnalnym meczu Arbeloi, nie mogłem w to uwierzyć. A przecież to oczywiste – mecz z Valencią był ostatnim w tym sezonie na Bernabéu, a kontrakt Álvaro kończy się tego lata i od dłuższego czasu było jasne, że nikt w klubie nie myśli o jego przedłużeniu. Ale jakoś wypadło mi to z głowy po środowym awansie do finału Ligi Mistrzów i w ferworze walki o mistrzostwo Hiszpanii. Wszystko stało się już jasne, gdy kilka godzin później zobaczyłem główną wystawę w klubowym sklepie na stadionie. Zwykle manekiny naprzeciwko wejścia do sklepu mają na sobie koszulki najważniejszych (lub najdroższych, bo to nie zawsze idzie w parze) piłkarzy – Ronaldo, Bale’a, Jamesa… Zmienia się to tylko w wyjątkowych okazjach, jak chociażby styczniowa prezentacja Zidane’a. W piątek na wszystkich manekinach znów była jedna koszulka. Tym razem z numerem 17 i nazwiskiem Arbeloa .

W 2011 roku w Marce pojawił się tekst, w którym podano pseudonimy, jakie rzekomo nadali sobie piłkarze ówczesnej szatni. Özil miał być Nemo, Adebayor postacią z Avatara… Jeden z piłkarzy był Robocopem. Od razu pomyślałem, że chodzi o Ronaldo. Nie miałem w głowie nikogo innego, kto spędzałby tyle czasu na siłowni i zasługiwałby na takie przezwisko. Ale Cristiano to po prostu Maszyna. Robocopem piłkarze nazwali innego zawodnika, którego także cechowała ogromna praca i poświęcenie – Álvaro Arbeloę.


Robocop wrócił do Madrytu, w którym wychował się piłkarsko, w 2009 roku. W cieniu wielkich gwiazd, w cieniu rodzącej się drugiej ery Galaktycznych. Ronaldo przyciągnął na swoją prezentację cały stadion. Furorę w mediach, ale przede wszystkim w sklepach z koszulkami robili też Kaká i Benzema. Wracający wychowanek wydawał się w tym wielkim szumie jedynym transferem z rozsądku, a takie nigdy nie budzą zainteresowania marketingowców i kibiców. Wracał jako podstawowy obrońca Liverpoolu, z którym w 2007 roku miał okazję wygrać Ligę Mistrzów, ale tym razem Milan nie powtórzył porażki ze Stambułu. I w pierwszym sezonie po powrocie wniósł do drużyny więcej niż Kaká i Benzema razem wzięci. Szybko stał się piłkarzem podstawowego składu, a jeszcze ważniejszą postacią w drużynie za kadencji Mourinho, z którym do dziś łączą go przyjacielskie relacje. W sezonie 2010/11 strzelił trochę przypadkowego gola, którego będzie pamiętać do końca życia – z dużej odległości w meczu z Ajaxem. Piłka trafiła do niego po tym, gdy strzał Ronaldo z wolnego odbił się od muru. Álvaro rzadko znajdował się w takich sytuacjach, ale tym razem się nie zastanawiał i piłka wylądowała w siatce.

Za kadencji Portugalczyka przyszły pierwsze sukcesy. Puchar Króla, Mistrzostwo Hiszpanii, Superpuchar Hiszpanii. W międzyczasie dołożył do tego dwa złota Mistrzostw Europy i złoto Mistrzostw Świata z reprezentacją Hiszpanii. Kolejne triumfy Realu Madryt, La Décimę, jeszcze jeden sukces w Copa del Rey, oglądał już raczej z ławki rezerwowych. Stawał się coraz bardziej duchem drużyny, tym przez którego przemawia prawdziwe madridismo. Niekoniecznie to ze sporów z Pique na Twitterze, ale publiczność w Hiszpanii kochała go między innymi także za to. Bronił herbu Realu Madryt w każdym momencie. On i Guti mają za to dozgonną miłość madridistas.

Jeśli ktoś jeszcze mógł mieć wątpliwości, czy mecz z Valencią będzie tym ostatnim dla Arbeloi na Bernabéu, to meczowy katalog z plakatem Álvaro i napisem Gracias, Arbeloa rozwiał wszystkie wątpliwości. Zresztą hasztag z hiszpańskimi podziękowaniami już od soboty należał do najpopularniejszych na Twitterze. Jeszcze przed meczem kibice z południowej trybuny dali znać, że to Arbeloa jest dziś największym bohaterem i zadedykowali mu dwie pierwsze przyśpiewki. Potem spiker przy wyczytywaniu nazwisk zrobił pauzę po nazwisku odchodzącego wychowanka, by dać publice szansę na oklaski. Teraz wystarczyło mieć nadzieję, że mecz ułoży się na tyle dobrze, żeby Arbeloa mógł zagrać jak najwięcej minut.


Po pierwszej połowie wydawało się, że sprawy idą po myśli Królewskich. Dwubramkowe prowadzenie mogło dawać pewność przed wejściem Arbeloi, który na rozgrzewce pojawił się w 62. minucie, przywitany ogromnym aplauzem publiczności. Zidane umacniał defensywę, zostawił na boisku Danilo, nie chciał by, Arbeloa był sam na prawej obronie w trudnej końcówce. W 80. minucie Álvaro zastąpił Ronaldo, publiczność z owacją na stojąco skandowała jego nazwisko. Fani z Grada RMCF rozwinęli dużą koszulkę z numerem 17 na cały sektor. Końcówka była niepewna, Valencia strzeliła gola i trzeba było się bronić przed utratą kolejnego. Tymczasem Arbeloa mógł mieć bardzo duży udział przy nieuznanej bramce Realu z ostatnich minut.

Na szczęście Valencia nie popsuła mu święta. Po ostatnim gwizdku najpierw wyściskał się ze wszystkimi, później koledzy podrzucali go na środku boiska. Fani na stadionie zostali jeszcze długo, im też Arbeloa oczywiście dziękował. W ciągu swojej kariery, a nawet po niedzielnym meczu powtarzał, że Real Madryt to właśnie kibice. Piłkarze przychodzą i odchodzą, fani zostają na zawsze. Potem ściskał się jeszcze z prezesem. Stamtąd ruszył do strefy mieszanej, gdzie czekali już dziennikarze. Dawno go tu nie było, rzadko przecież ostatnio grał. Wywiadów udzielał w stroju meczowym i klapkach. Chyba jak najdłużej chciał mieć na sobie tę białą koszulkę.




Ponad tydzień temu, w piątek 29 kwietnia, w sali honorowej Santiago Bernabéu prezentowano kolejną edycje towarzyskiego meczu legend Corazón Classic Match. Wśród gości reprezentujących Real Madryt pojawili się byli piłkarze: Gento, Hierro, Solari, Carlos, Guti. Razem z nimi był też Arbeloa, a Florentino Pérez musiał się pilnować, żeby nie wymienić go w szeregu byłych gwiazd. Chociaż Álvaro przyznaje, że chce jeszcze grać w piłkę poza Hiszpanią, to jego domem jest Real Madryt. Wróci tu, jako rzecznik, czy w jakiejkolwiek innej funkcji. Santiago Bernabéu to jego miejsce na ziemi. I pojawi się jeszcze na tej murawie, chociażby w towarzyskim meczu legend Królewskich.


REKLAMA

Komentarze

2016.05.09, godz. 20:29, anna_duve
Bardzo smutno, bardzo... :-(
2016.05.09, godz. 15:56, saraxxoki
Zawsze smutno się robi kiedy odchodzi taki piłkarz z sercem madridismo. Fajny tekst, zazdroszczę bycia na Bernabéu w tej ważnej końcówce sezonu.😊
2016.05.09, godz. 14:43, qwertyhu
Pięknie ogrzewał miejsca na trybunach :)
2016.05.09, godz. 13:02, kukułeczka
Wolę określenie Spartanin.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama