REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.03.11, godz. 05:10, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Duch Hitchcocka nad Santiago Bernabéu

Fot. RealMadryt.pl

Sezon 2004/05, Juventus
Sezon 2005/06, Arsenal
Sezon 2006/07, Bayern
Sezon 2007/08, Roma
Sezon 2008/09, Liverpool
Sezon 2009/10, Lyon

Podejrzewam, że dla większości z was odgadnięcie, o co chodzi w tej wyliczance nie stanowi najmniejszego problemu, jednak dla mniej zorientowanych powiem, że jest to zestawienie sezonów i drużyn, które przez sześć kolejnych lat eliminowały Królewskich w jednej ósmej finału Champions League. Choć we wczorajszym spotkaniu ani przez moment nie znajdowaliśmy się tak naprawdę poza rozgrywkami, długimi chwilami czułem się jakbym miał przed oczami wydarzenia tamtych niezwykle chudych lat Królewskich na arenie międzynarodowej.

Będąc już na stadionie po raz pierwszy dogłębnie zdałem sobie sprawę z tego, jak daleko udało mi się zajść w spełnianiu marzeń. To prawda, bywałem już na meczach Ligi MIstrzów, jednak, nie oszukujmy się, starcia z rezerwami Liverpoolu czy z Łudogorcem, w którym nie potrafiłbym teraz wymienić nazwiska ani jednego zawodnika, to nie jest faza pucharowa najbardziej elitarnych rozgrywek na Starym Kontynencie. Wczoraj hymn Champions League brzmiał dla mnie inaczej, choć przecież to była ta sama melodia, którą słyszałem już wcześniej dwa razy.

Gdy byłem po raz pierwszy w Madrycie rok temu przed Klasykiem, Los Blancos dzień wcześniej rozprawili się z Schalke w dwumeczu 9:2. Niemieccy kibice na ulicach zachowywali się jednak zupełnie jakby właśnie udało im się zakwalifikować do ćwierćfinału. Tym razem byli bardzo blisko tego, by rzeczywiście cieszyć się z awansu. Fanów klubu z Gelsenkirchen zarówno przed jak i po meczu były wczoraj w centrum miasta, podobnie jak niespełna rok temu, całe tłumy. Przyjazd Niemców do stolicy Hiszpanii oznaczał chwilowe zapomnienie o gospodarczym kryzysie, co, poza kolejkami w fast foodach, najlepiej obrazowała liczba prostytutek stojących na Calle de la Montera. Niemiecko - rumuńska misja dyplomatyczna, tak jak w marcu 2014, zakończona niewątpliwym sukcesem.
Merkel winna kryzysowi w Grecji, Irlandii, Portugalii i Hiszpanii. Może też winna słabej postawie Realu?

Niemieckim kibicom należy się jednak nieco więcej niż tylko skrawek tekstu dotyczący ich miłosnych podbojów. Podejrzewam, że niejeden madridista po raz kolejny mógł odczuć dumę z tego, że Real Madryt wydał na piłkarski świat Raúla. Naprawdę masa przyjezdnych paradowała po mieście w koszulkach, na których odwrocie znajdowało się imię legendy Królewskich. Mimo że nasz były kapitan nie grał w Schalke przecież aż tak długo, zdecydowanie da się odczuć, że przez fanów drużyny z Zagłębia Ruhry jest darzony niebywałym szacunkiem.

Samo wspieranie przez gości swoich ulubieńców z wysokości trybun to dla Hiszpanów, i chyba nie tylko dla nich, kompletnie nieosiągalny poziom. Widząc to, ile serca wkładają w doping, nie dziwię się aż tak, że Schalke było w stanie wbić na Bernabéu cztery gole, bowiem mogli się czuć jak u siebie. Tym bardziej, że kibice Realu gwizdami na swoich piłkarzy też raczej nie pomagali. Co prawda w poprzednich meczach Ligi Mistrzów kibice Liverpoolu i Łudogorca również prezentowali się bardzo solidnie, ale to, jak bawili się Niemcy to jeszcze wyższa półka. O hiszpańskich zjadaczach słonecznika, przynajmniej tych z Bernabéu, nie ma nawet sensu wspominać. Poczytaj mi, mamo. Obiekt Los Blancos zresztą może nie świecił pustkami, ale do kompletu na pewno sporo brakowało. Gęstość zaludnienia na sektorze gości była zdecydowanie większa. Wiadomo, wtorek, wizja pewnego awansu do kolejnej rundy. Ma prawo się nie chcieć... Sam zresztą po meczu z Athletikiem Bilbao na pytania znajomych o wrażenia odpowiadałem pół żartem: „Może uda nam się przejść Schalke”. Muszę się przyznać, że i ja ich lekceważyłem.


Mecz? Mówcie, co chcecie, lepszego na żywo nie widziałem. Rok temu oglądałem z wysokości trybun Klasyk zakończony wynikiem 3:4 dla Barcelony, to była ruletka. Wczoraj – rosyjska ruletka. Przed telewizorem ocenia się głównie grę. Na stadionie też zwraca się na to uwagę, to oczywiste. Ale większą wagę przykłada się do czystych emocji. Tak to przynajmniej wygląda w moim przypadku. Dlatego ze spotkania z Villarrealem wychodziłem ze stadionu... zadowolony. Podobnie było we wtorek. Wiadomo, w razie wyeliminowania byłbym wściekły, ale takie horrory z happy endem obserwowane na żywo to coś naprawdę nie do opisania. Nie patrzy się bowiem tylko na murawę. Widzisz jak dziennikarze, którzy z założenia są bezstronni pokazują, że mimo wszystko w znacznym stopniu są fanami, którym udało się wybić. Widzisz stewardów i ochronę, która wydawać by się mogło zaraz zacznie krzyczeć „Turku kończ ten mecz” (tak, wiem, sędziował Słoweniec). Zauważasz dziennikarkę klubowej telewizji, która przesłodzonym tonem głosu przed spotkaniem robiła wywiady z kibicami przybyłymi spoza Hiszpanii, a na trybunie prasowej przeklinała świat wypalając kolejnego papierosa. To coś, czego przed telewizorem się nie widzi, dlatego też staram się to wam tutaj przybliżyć.
Luka już się rozgrzewa. Może on to wszystko ogarnie?

Na Lidze Mistrzów niestety jeszcze nie udało mi się nigdy dostać pozwolenia na wejście na konferencję prasową ani do strefy mieszanej. Szczerze, w poprzednich dwóch wypadkach wcale mi tego nie było żal, ponieważ za każdym razem wygląda to tak samo. Podejrzewam jednak, że wczoraj musiało być trochę goręcej niż zwykle. Niemniej sam fakt akredytowania członków naszej redakcji na tak istotne potyczki to spory sukces nie tylko nasz, lecz także wasz. Bez waszego zainteresowania cała machina by się nie kręciła, a Bananowego Madrytu pewnie by nie było, a nawet jeśli, to dużo rzadziej. Zresztą, na okazję Champions League dają już nie tylko Colę, a także jedzenie, więc przecież nie będę złorzeczył na karmiącą mnie rękę, że nie pozwoliła mi doświadczyć po raz enty widoku uniesionej brwi Carlo.
Na Lidze Mistrzów kartki ze składami też jakieś takie lepsze. Na lidze ustawienie trzeba rozrysowywać samemu

Wczorajsza potyczka była najlepszym dowodem na to, jak krótka jest pamięć kibica piłkarskiego. Gwizdy na Ancelottiego przy wyczytywaniu jego nazwiska i śpiewy na cześć José Mourinho już na ulicy po meczu to tylko najlepsze na to dowody. Smutne to, mimo wszystko. Może to trochę naiwne myślenie, ale mi się wydaje, że to nie trener wbija sobie piłkę do bramki, wypluwa kolejną pod nogi napastnika czy wystawia w pierwszym składzie Bale'a. A nie, to ostatnie to akurat jego wina.

Tymi ostatnimi zdaniami napisanymi jedynie po to, żeby w ostatecznym rozrachunku nie było aż nazbyt optymistycznie żegnam się z wami. Nie, nie na zawsze. Gdzieś do poniedziałku. Kaszubskim zwyczajem, do uzdrzeni!

A tutaj kawałek na odprężenie, idealnie pasujący na podkład do skrótu wczorajszego meczu:



REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2015.03.11, godz. 22:11, kamilo008
Świetny tekst
2015.03.11, godz. 21:08, blanco771
Autorowi przydałoby się trochę pokory - to ciągłe przypominanie, jaki to on nie jest wyjątkowy, bardzo razi.
2015.03.11, godz. 20:13, modric1915
jak zawsze świetny tekst
2015.03.11, godz. 17:40, Banan
Nie jestem jako takim Kaszubem, ale znam ich wielu, bo to mniej więcej moje okolice (powiat pucki). Po kaszubsku znam kilka słów, ale w gimnazjum miałem nawet na świadectwie piątkę z tego języka :)
2015.03.11, godz. 17:03, Michał321
Panie Bananie, z jakich stron Kaszub jest Pan, można wiedzieć? :)
A tekst świetny, lubię takie zza kulis.
2015.03.11, godz. 16:05, WojtekK1902
Bardzo fajne w Twoich tekstach jest to, że przedstawiasz szczegóły, których zwykły kibic nigdy by nie zobaczył (np. to, co dzieje się w loży komentatorskiej). Tak trzymać!
2015.03.11, godz. 14:14, viper31
bananowy madryt jestes kaszubem jak można zapytać do uzdrzeni! to znaczy to zobaczenia
2015.03.11, godz. 13:29, BiałeSerce
Zazdroszczę Ci Banan, że możesz to wszystko przeżyć i dziękuję, że dzielisz się z nami swoimi "wypocinami" jak to nazywają niektórzy "kibice" naszego klubu, na których che się tylko wydalić wymiociny.
Pozdrawiam Hala Madrid!
2015.03.11, godz. 13:15, Deg
Snipper
A gdzie Ty u siebie widzisz jakiekolwiek argumenty? ;D
Nie musiałem ich używać bo moim celem było wyłącznie wyśmianie Ciebie ;)
Tekst o manipulacji pozostawie bez komentarza, powiem tylko, że ja jestem od kibicowania i robię to z radością od nastu lat bez narzekania i stawiania wymagań ;)
Pozdrawiam
"kibicu"
2015.03.11, godz. 13:05, CR 4ever
Ronaldo też ma za uszami. Miał prawdopodobnie i to bardzo prawdpodobnie konflikt z Mourinho. Więc też nie można powiedzieć że jest święty. To że Ronaldo Real ratuje to już nie od dziś wiadomo. Zal tylko że Mourinho zwolnili akurat rok temu. Bo z tą Barceloną to by rządził w Hiszpanii latami. A i ligę mistrzów z Bale'em by wygrał. Z Simeone też na pewno by wygrywał. A jeśli nie zawsze to na pewno częściej niż ośmieszający Real Ancelotti.
2015.03.11, godz. 11:40, Snipper
@Deg, typowa odpowiedź, zero argumentów. Klub piłkarski jest ponad zawodnikami więc klub jest ważniejszy od zawodników oraz Real Madrid zdobył trofea właśnie dzięki Ronaldo. Real Madrid nie istnieje bez Ronaldo. Mam nadzieję, że nie jesteś zmanipulowany i mi nie odpowiesz.
2015.03.11, godz. 10:58, maximus63
"ale mi się wydaje, że to nie trener wbija sobie piłkę do bramki, wypluwa kolejną pod nogi napastnika"

dziwnym trafem skromniejsze drużyny z innymi trenerami jakoś mają motywację i sobie radzą, więc jak nie trener to kto ;)
2015.03.11, godz. 10:37, Deg
Mam dosyć wypocin Pana Snippera. Nikt za nim tu nie zatęskni. Ile można narzekać i hejtować. To już jest nudne. Mózg jest do wymiany. Gdyby nie Real to Ronaldo nic by nie wygrał.
2015.03.11, godz. 09:19, andriy1993
Bardzo dobry tekst, a co do wyliczanki, to idealnie oddaje moje przemyślenia z wczoraj.
2015.03.11, godz. 08:47, Pinto z Rio
Chyba nie było osoby, która nie przypominała sobie 'cudownej' serii sprzed paru lat. No i dowód na to, że fani zgromadzeni na Bernabéu to pikniki niestety. To nie arena, to teatr.
2015.03.11, godz. 08:07, Leszczu
Pan Banan i Pan Anczoletti dimisión!
2015.03.11, godz. 07:56, Snipper
Mam dosyć wypocin Pana Banana. Real jeszcze zatęskni za Mourinho. Ile razy można mówić o jakości i równowadze. To już jest nudne. Kadra jest do wymiany. Gdyby nie Ronaldo to Real nic by nie wygrał.
2015.03.11, godz. 06:06, malak
Świetny tekst. Mialem to samo uczucie z czarna seria 1/8 finalu LM.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama