REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.03.02, godz. 04:08, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Koneserzy sztuki, eksodus i smutny Marcelo

Fot. RealMadryt.pl

To był pracowity weekend. Jeden z tych, które sprawiają mi najwięcej satysfakcji poprzez brak stagnacji i wycieńczenie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Wiadomo, wynik potyczki z Villarrealem na pewno nie może nas zadowalać (moje trzynaste, jak się koniec końców okazało pechowe, spotkanie Królewskich w tym sezonie), jednak biorąc pod uwagę całokształt, minione trzy dni były na pewno bardzo owocne. Dwa obejrzane pojedynki w jednej ligowej kolejce, dwa kompletnie odmienne światy. Jako kolekcjoner życiowych doświadczeń i baczny obserwator otaczającej nas rzeczywistości, mogę śmiało stwierdzić, że jestem mądrzejszy niż jeszcze w zeszłym tygodniu.

Zanim przejdziemy do historii związanych stricte z wczorajszymi wydarzeniami, chciałbym się podzielić z wami spostrzeżeniem, będącym owocem kilkumiesięcznej analizy. Chodzi mianowicie o liczbę Polaków decydujących się na wyjazd na mecz do Madrytu. Tak naprawdę od początku mojego pobytu, czyli od września, nie było chyba jeszcze miesiąca, w którym nie spotkałbym się z kimś znajomym, bądź też poznanym dopiero na miejscu, kto postanowił wybrać się do stolicy Hiszpanii, by móc z wysokości trybun ujrzeć w akcji swoją ukochaną drużynę. Szczególnie urzekają mnie przypadki takie, jak wczorajszy, gdy na Santiago Bernabéu melduje się ojciec ze swoim sześcioletnim synem. Nie liczę już nawet osób, których nie miałem okazji spotkać na żywo, a które przed przylotem podpytywały mnie o różne rzeczy. Cóż, być może spełnianie marzeń przy odpowiednim podejściu do sprawy wcale nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać?
Przedni rząd od lewej: Oskar, Daniel, Kuba. Tylny rząd od lewej: Mateusz, Wiktor, Bananowy Madryt, Michał i Kasia. Wielkie dzięki za bardzo miłe towarzystwo!

Przedmeczowe procedury za każdym razem sprawiają tyle samo przyjemności. Odbiór plakietki, tym razem nie od pani Marty, lecz od pani Patrycji, winda na piąte piętro i zajęcie stałego miejsca, zawsze obok tego samego dziennikarza, jak wczoraj w końcu miałem okazję się dowiedzieć również studenta, tyle że dziennikarstwa i z Meksyku. Ogólnie, rozglądając się po trybunie prasowej dość często widuję osoby w podobnym wieku do mojego, zakładam że również będące jeszcze w trakcie edukacji. Według mnie to naprawdę budujące, że loża prasowa nie jest zarezerwowana wyłącznie dla stałych bywalców, którzy na pisaniu pozjadali zęby. Dawanie przez klub szansy rozwoju młodym dobrze rokującym żurnalistom naprawdę może okazać się nie do przecenienia w dalszej karierze zawodowej. Szczególnie, że środowisko dziennikarskie sprawia wrażenie mocno hermetycznego. Karta przetargowa w postaci bycia akredytowanym dziennikarzem na Santiago Bernabéu może stanowić spory handicap.

Jeśli chodzi o przebieg boiskowych wydarzeń w moich oczach, może to zabrzmieć trochę dziwnie, ale było to dla mnie najbardziej emocjonujące starcie, które miałem okazję śledzić z trybuny prasowej. W końcu widziałem coś, co nie byłoby pogromem czy też wygranym gładko meczem bez historii. Choć finał był bez happy endu, w końcu w głębi duszy mogłem poczuć się choć przez chwilę w siedlisku dziennikarskiej próżności, darmową coca colą w przerwie płynącym, jak kibic. Nie zaprzeczam jednak, że przed telewizorem z pewnością, podobnie jak większość z was, kończyłbym ze sporym niedosytem. Niemożność świętowania bramek podopiecznych Carlo Ancelottiego w gronie znajomych jest największym mankamentem obserwowania boiskowych poczynań Realu Madryt ze stanowiska dla mediów. Tak więc, muszę się zadowalać nerwówkami takimi, jak wczorajsza.
Przed potyczką koszykarska sekcja Realu Madryt zaprezentowała jeszcze publiczności zdobyty w zeszłym tygodniu Puchar Króla.

Odnośnie tego, co działo się na trybunach, po raz kolejny można było odczuć, że Bernabéu to teatr. Teatr, w którym się płaci, więc i się wymaga. Widzowie byli wczoraj nieco głośniejsi niż zazwyczaj, jednak nie było to spowodowane nagłym przypływem chęci dopingowania, a zniecierpliwieniem. Publiczność sprawiała raczej wrażenie klientów, którzy głośno prosili albo o trzy punkty, albo o zwrot pieniędzy.
Kibice w pierwszych rzędach już chronią twarze.

Coś czego nigdy nie będę chyba w stanie pojąć jest zakorzeniony głęboko nawyk wychodzenia ze stadionu przed końcowym gwizdkiem arbitra, nawet w takich starciach jak wczorajsze. Choć na tablicy widniał wynik remisowy, a Królewscy za wszelką cenę, choć dość nieudolnie, starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, znaczna część fanów mimo wszystko zaczęła opuszczać obiekt jeszcze przed ostatnią minutą regulaminowego czasu gry. A przecież Hiszpanie mają famę ludzi, którzy zawsze na wszystko mają czas. O ile stanie w absolutnym ścisku w barach nie przeszkadza im ani trochę, a czasami odnoszę wrażenie, że wręcz sprawia im przyjemność, o tyle tłoczenie się w metrze czy stanie w korkach jest już czymś absolutnie nie do zaakceptowania. Człowiek może nieraz pomyśleć, że tam, gdzie zaczyna się Hiszpania, kończy się logika.

Na konferencji prasowej trener gości wyglądał, jakby jeszcze trochę nie dowierzał, że praktycznie rezerwowym składem był w stanie osiągnąć na Santiago Bernabéu korzystny rezultat. To była chyba pierwsza rozmowa szkoleniowca gości na pomeczowym spotkaniu z dziennikarzami, na której do trenera przyjezdnych było więcej pytań niż przeznaczonego na nie czasu. Carlo natomiast, choć wczoraj nie miał okazji do błyśnięcia dowcipem, ani trochę nie sprawiał wrażenia zmartwionego wynikiem. Mimo że nie byłem nigdy na konferencji José Mourinho, wszyscy doskonale wiemy, że na widzeniach z prasą potrafił wywoływać burze. Carletto natomiast po takich meczach jak ten niedzielny wywołuje u mnie, i podejrzewam, że także u innych promadryckich dziennikarzy, efekt Relanium.
Marcelino pierwotnie pewnie przygotowywał inne odpowiedzi na pytania dziennikarzy.

Wizyta w strefie mieszanej, procedura za każdym razem ta sama. Najpierw wychodzą piłkarze gości, choć wczoraj bardziej uśmiechnięci niż zazwyczaj, a następnie w towarzystwie Łysego z Madrytu, którego dokładnej funkcji w drużynie nie mogę wyśledzić do dziś, meldują się zawodnicy Los Blancos. W niedzielę oczami za wynik świecić musieli Marcelo i Carvajal. Przyznać muszę, że widok Brazylijczyka, na którego twarzy nie pojawiał się uśmiech był niecodzienny. Tyle dobrego, że w końcu w mix zonie pojawił się ktoś, kto nie byłby Álvaro Arbeloą. Najdziwniej czuję się jednak, gdy jestem już w domu i dopiero wtedy dowiaduję się, co dokładnie powiedzieli zawodnicy, choć przecież jeszcze godzinę wcześniej stałem kilka metrów od nich. Taka jednak dola prasy pisanej, możesz popatrzeć, ale bez pakietu premium w postaci sprzętu radiowego bądź telewizyjnego nie za wiele usłyszysz.




Na tym czas zakończyć trzydniowy bananowy maraton. Mam nadzieję, że mimo zabójczego tempa daliście radę wyjść z niego w jednym kawałku. W tym miesiącu spotkamy się na łamach RealMadryt.pl jeszcze więcej niż raz. Tymczasem, do usłyszenia!


REKLAMA

Komentarze

2015.03.04, godz. 09:03, Raul1990
chodziło mi 2 noclegi :)
Dzięki wszystkim za odpowiedź ;)
2015.03.02, godz. 23:03, ManiekzRealu
Janusz, mówiłem Ci to, ale powtórzę jeszcze raz: jesteś mistrzem!

/Mateusz
2015.03.02, godz. 22:03, kamilo008
Świetny artykuł
2015.03.02, godz. 15:42, marcinboro
Quari44

W każdym sezonie trzeba czekać na kogoś kto nas zbawi :)
W zeszłym sezonie się czekało na cracka Jese, który miał nas zbawić w ataku.
Teraz czekamy na Lukę, co nas zbawi w pomocy.
Potem będziemy czekać na Jamesa.
Chyba lepiej żeby drużyna się wzięła do roboty, bo jakoś nie wierzę, że wróci Luka i po tak długiej nieobecności zacznie grać jak z nut....
2015.03.02, godz. 15:38, Montes12
Jak zawsze świetny artykuł.
2015.03.02, godz. 14:51, VioLaR
Od dwóch :) Ryanair bezpośredni z W-wa Modlin. W jedną stronę 40 euro, w drugą 60 euro od głowy. Oczywiście ilość miejsc w takiej cenie jest mocno ograniczona, więc trzeba się nieco spieszyć.

Łączne koszty przelotu są takie:
Całkowita opłata, Podatki, opłaty i obciążenia 796.00 PLN
Opłata za kartę kredytową 15.92 PLN

Suma płatności 811.92 PLN

Można też taniej próbować, z przesiadką w Brukseli - niestety Brussels-Charleroi, a nie Zaventem, więc do centrum się nie dostaniemy, a między lotami jest 7-9 godzin. Lepiej już dołożyć te 100zł od łebka i lecieć bezpośrednio :)

Pozdro,
violar
2015.03.02, godz. 14:33, rf17
@VioLaR koszt samolotu to raczej chyba od jednej osoby? :)
2015.03.02, godz. 13:53, VioLaR
@Raúl1990

Koszty wyjazdu w najbliższy poniedziałek (mecz z Schalke):
- 811 zł - samolot Warszawa - Madryt - Warszawa dla 2 osób dorosłych (jedynie bagaż podręczny)
- 264 zł - pociąg PKP IC Katowice - Warszawa - Katowice dla 2 osób
- 2x 77 euro - 2 bilety na Real-Schalke, można i po 57 euro na koronie
- 60 euro - 2 noclegi w centrum Madrytu dla 2 osób, hotel niedaleko Plaza Mayor/Teatro Real

Razem pi razy drzwi 900-1000zł od głowy + to co wydasz na miejscu. Jak masz bliżej do W-wy lub w niej mieszkasz to odpowiednio mniej za transport.
2015.03.02, godz. 12:00, Banan
Raúl1990

Ile noclegów?
2015.03.02, godz. 11:58, Raul1990
Banan jesteś w stanie mi powiedzieć ile mniej więcej potrzebuję gotówki aby zapewnić 2 osobom przelot/dojazd do Madrytu, 2 bilety na mecz, jakiś nocleg i powrót?
2015.03.02, godz. 11:47, matix1512
@Quari44

Bo Modric nas zbawi. Od momentu jego kontuzji, gramy kupe. Przypadek? Jak to ktos napisal pod innym newsem, Modric jest odpowiedzialny za 90% prostopadlych pilek i wyprowadzanie groznych kontratakow. Ten pilkarz jest dla nas jak zloto. Pamietaj, nie tylko atak sie liczy. Pomoc i defensywa rowniez.
2015.03.02, godz. 10:44, Quari44
jak czytam wpis ze modric nas zbawi to mnie krew zalewa
2015.03.02, godz. 10:29, kamil10025
Bananowy Madryt to chyba najlepsze artykuły jakie czytałem. Co dzień mógłbym to czytać
2015.03.02, godz. 09:10, malolatek90
wczorajszy mecz potwierdził moja opinie. Real cały czas jest w dołku. A te 3 wygrane (deportivo, schalke, elche) tylko zatuszowuja obecna słaba postawę ze względu ze są ooni "ogorkami". obawiam się również ze Modric nie wróci do pełni formy przez 2 mecze? a nawet jeśli to nie ma szans na pracownie 100% pełne 90 min. Nie wyobrażam sobie Lucasa na Barcelonę. ..
2015.03.02, godz. 08:13, szlawi
chociaż ciekawy artykuł na osłodę wczorajszego meczu
2015.03.02, godz. 04:28, Darszt93
Łysy z Madrytu :D

Hahahhahahah :D

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama