REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2015.02.15, godz. 01:55, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Wspomnień czar, gwizdy i wyrozumiały Silva

Fot. RealMadryt.pl

Było to ponad dziesięć lat temu. Dokładnie 7 kwietnia 2004 roku. Deportivo La Coruña mierzy się u siebie w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Champions League z Milanem. Rossoneri po zwycięstwie 4:1 na San Siro byli pewni awansu do grona najlepszej czwórki Starego Kontynentu. Na ławce Włochów zasiadał wówczas Carlo Ancelotti, natomiast w pierwszej jedenastce Galisyjczyków miejsce w środku obrony zajmował Manuel Pablo. Walter Pandiani, Juan Carlos Valerón, Albert Luque, Fran – to właśnie oni dokonali wówczas niemożliwego. Derpotivo - Milan 4:0 (słownie: cztery do zera). Półfinał ostatecznie dla Hiszpanów. Piłkarski świat w szoku.

Choć to nie Królewscy wówczas grali (zostali wyeliminowani dzień wcześniej przez późniejszego finalistę, AS Monaco), doskonale pamiętam tamten pojedynek. To były tak naprawdę początki tego, gdy do kopania piłki na ulicy z kolegami dochodziło powoli również zainteresowanie oglądaniem meczów. Dzieciakowi podobne historie bardzo łatwo zapisują się w głowie. Co prawda już wtedy byłem zadeklarowanym fanem Realu Madryt, jednak tamte wydarzenia zakorzeniły we mnie sympatię do Deportivo, która przetrwała aż do dziś. Gdyby ktoś wówczas powiedział mi, że niespełna jedenaście lat później będę miał okazję na żywo widzieć w akcji niektórych bohaterów tamtych dni, zignorowałbym to i wrócił do lektury Bravo Sport.

A jednak, z wysokości trybun widziałem wczoraj zarówno Carlo Ancelottiego, jak i Manuela Pablo, czyli po jednym egzemplarzu wyciągniętym z grona wielkich zwycięzców i wielkich przegranych tamtego ćwierćfinału. Faktem jest, że Deportivo to teraz już raczej zespół jedynie ślizgający się na granicy Primera i Segunda División, który z półfinałem Ligi Mistrzów ma tyle wspólnego, co ja z ciesielstwem, ale mimo wszystko sentymenty to rzecz, która jest, przynajmniej w moim przypadku, bardzo trudna do całkowitego zignorowania.

No dobrze, ale zostawmy już z boku melancholiczne kwestie poruszane w nieco dłuższym niż zakładałem początkowo wstępie. Po miesiącu przerwy spowodowanym powrotem do Polski w końcu mogłem wrócić na stare śmieci i zameldować się na trybunie prasowej Santiago Bernabéu. Przyznam szczerze, że z każdym razem coraz trudniej jest zauważyć coś nowego, czego jeszcze nie miałem okazji opisać w moim cyklu. Nie chodzi w nim przecież o opisywanie boiskowych wydarzeń, lecz o całą otoczkę, która, mimo wszystko, w większości przypadków wygląda tak samo lub bardzo podobnie. Tym razem jednak „pomogło” mi Atlético, które w zeszłym tygodniu zaserwowało mi na żywo film porno wart 80 euro (Real niestety w roli kobiety). Czym przysłużyli mi się podopieczni Diego Simeone? Ano tym, że zapewne nie tylko ja byłem ciekaw, jak po derbowej klęsce Bernabéu przyjmie drużynę Królewskich.

Cóż, delikatnie mówiąc, nie było zbyt miętowo. Najbardziej oberwało się Ikerowi Casillasowi oraz Carlo Ancelottiemu, choć przy wyczytywaniu nazwisk przez spikera gwizdano, w mniejszym lub większym stopniu, na niemal wszystkich. Trzeba jednak przyznać, że mniej mainstreamowa postanowiła być Grada Joven, która przywitała zawodników w nieco cieplejszy sposób. O ile reszcie graczy w trakcie meczu nieco odpuszczono, o tyle w przypadku Ikera nie było zmiłuj. Każdy kontakt z piłką kapitana w pierwszej połowie był kwitowany gwizdami. Po przerwie jednak gwizdom towarzyszyły również brawa. Wydawało się, iż po konflikcie kibiców z kapitanem z początku sezonu nie ma już śladu, ale ostatecznie historia zatoczyła koło. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby Iker po wczorajszej potyczce wypalił w rozmowie z którymś z dziennikarzy „Słupek? Jaki słupek? Uważasz, że to był słupek?”. Swoją drogą, dziwne nadeszły czasy, gdy Casillasa oklaskuje się na Calderón, a wygwizduje na Bernabéu... Czy zasłużył sobie na takie traktowanie? Wyjątkowo pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie. Tak, zasłużył.


W odniesieniu do boiskowych wydarzeń, po raz kolejny show skradł Isco. Gdybym musiał po derbach Madrytu obstawiać, który z zawodników tydzień później ma największą szansę na otrzymanie owacji na stojąco, postawiłbym właśnie na młodego Hiszpana. Ponadto nie mogę się wyzbyć wrażenia, że Marcelo to urodzony pomocnik. Gdy po wejściu Carvajala Brazylijczyk zajął miejsce na skrzydle, spisywał się moim zdaniem dużo lepiej. Poza tym szansę na debiut otrzymał w końcu Lucas Silva. Nowy nabytek Los Blancos dostał dwadzieścia minut i... na tym można by skończyć opis jego występu. Były pomocnik Cruzeiro niczym szczególnym nie zabłysnął, choć trzeba sobie powiedzieć, że na tym etapie spotkania żadnemu z zespołów już raczej nie chciało się zbytnio szarżować. Coś jednak mówi mi, że będziemy mieli z Łukasza spory pożytek.
Już za kilka sekund Lucas Silva po raz pierwszy wystąpi na Santiago Bernabéu

Po meczu jak zwykle – zwijanie dobytku zanim odszuka mnie komornik sądowy i postój w kolejce do windy zjeżdżającej na parter. Nie wspominałbym słowem o oczekiwaniu na dźwig osobowy, gdyby nie to, że moją uwagę zwrócił pewien kibic, który stał pod stadionem i zamiast cieszyć się ze zwycięstwa Los Blancos wolał wykrzykiwać obraźliwe hasła pod adresem Lionela Messiego, trzymając dumnie w rękach szalik z napisem „Messi karzeł”. Jak więc widać, nie tylko w Polsce nie trzeba przechodzić przez testy na inteligencję przed wejściem na stadion. Na Zachodzie również nie brakuje średnio lotnych ludzi. Zarówno wśród fanów, jak i producentów szalików.

Pomeczowe konferencje z udziałem Carlo Ancelottiego zawsze działają bardzo dobrze na poprawę nastroju. Włoch już na samym początku błysnął poczuciem humoru, gdy jeden z dziennikarzy, zadając pytanie pomylił wynik i stwierdził, że potyczka zakończyła się rezultatem 2:1. Carletto ze szczerym uśmiechem odparł, że chyba nie przegapił gola rywali. Szkoleniowiec Realu nie ma również problemu z proszeniem o językowe porady dziennikarzy, jeśli ma wątpliwości przy odmianie jakiegoś czasownika. Media lubią Carlo i jest to naprawdę bardzo zauważalne.

W strefie mieszanej pojawili się wczoraj natomiast Álvaro Arbeloa oraz Lucas Silva. Mam wrażenie, że pierwszy z wymienionych ma chyba wykupiony karnet na mix zonę, ponieważ jak sięgam pamięcią, gdy tylko Spartanin grał, chyba zawsze udzielał wypowiedzi. Łukasz natomiast sprawiał wrażenie nieco przestraszonego. Najbardziej rozbawił mnie fakt, że dziennikarze zadawali mu pytania po angielsku, zaś pomocnik początku odpowiedzi udzielał po angielsku, po czym przechodził w mieszankę hiszpańskiego i portugalskiego. Stała się również rzecz naprawdę niebywała. Brazylijczyk bowiem chyba jako pierwszy piłkarz w historii klubu zatrzymał się przy stanowisku dla prasy pisanej. On chyba jeszcze nie wiedział, że z zasady powinno się nas olewać. Do zdjęć, owszem, niektórzy się zatrzymywali, ale wywiady to zupełnie inna bajka. No nic, jeszcze się pewnie nauczy omijać nas szerokim łukiem. Tak czy inaczej, plus dla niego.




I don't know, mas eu acho que...

Koniec tego dobrego. Na dzisiaj to wszystko. Podejrzewam, że jeszcze zdążymy się spotkać w tym miesiącu. Do następnego zatem!


REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2015.02.15, godz. 22:33, modric1915
ludzie musieli mieć ciekawe miny gdy lucas podszedł do tamtych dziennikarzy
2015.02.15, godz. 13:08, cyprok
Mario893
Chyba żartujesz z tym MVP.
2015.02.15, godz. 11:55, Virus_RMpl
Widzę nie tylko ja derby skojarzyłem z "Serbskim filmem" :)
2015.02.15, godz. 11:08, engization
dudek666

a nie było tak?

Atlético wuchało Real, Banan stracił 80 € bo postawił na Real ;p
2015.02.15, godz. 10:38, creativeopinion
No to Lucas już zapisał się w historii klubu :) Congrats.
2015.02.15, godz. 09:58, dudek666
"Tym razem jednak „pomogło” mi Atlético, które w zeszłym tygodniu zaserwowało mi na żywo film porno wart 80 euro (Real niestety w roli kobiety)."
Dobrze się czujesz panie Bananie??????
2015.02.15, godz. 08:08, Mario893
sebo8125
I ciągnął cały ten nasz napompowany gwiazdami kramik, kiedy nikomu już nie chciało się grać. Straty to normalna rzecz na jego pozycji, ale trzeba się raczej skupić na tym, ile dobrego wniósł do ofensywy. MVP bez wątpienia.
2015.02.15, godz. 07:19, sebo8125
sry ale Isco poza golem miał bardzo dużo strat
2015.02.15, godz. 05:01, sayki88
Wyjaśniając jedną kwestie. Jeśli mogła się podoba podobać gra Realu w tym meczu to tylko pierwsze 30 minut gdzie po dwóch poprzeczkach i bo bodajze dwóch niezłych sytuacjach bramkowych można było liczyć na goleade, tak później real nie stworzył żadnej groźnej sytuacji (nie mówiąc o bramkowej, poza golem Benzemy) ciekaw jestem swoją drogą, jak wyglądała by statystyka posiadania piłki, biorąc pod uwagę tylko drugą połowę. Nie wiem dlaczego autor napisał, że Lukas Silva nic nie zrobił. Może i jakoś specjalnie się nie wyróżniał, jednak miała tylko 20 min a moim zdaniem i tak zrobił więcej niż Illaramendi (chyba żadnego podania do przodu). Ostatnia sprawa gwiazdy na Carletto Carletto, owszem były przy czytaniu nazwisk, jak i na Casilliasa zresztą, ale dało się słyszeć na stadionie, że zdecydowana większość kibiców i tak próbowała zagłuszyć gwiazdy oklaskami dla kapitana od samego początku. Wiem, widziałem i słyszałem na żywo na własne uszy:) ogólnie twierdzę, że mecz bardzo słaby. Cristiano też zdecydowanie poniżej oczekiwań.
2015.02.15, godz. 02:07, krismichalik
Jeśli napiszę, że Ci zazdroszczę, to nic nie napiszę. Hala Banan!

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama