REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2014.12.30, godz. 19:59, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: Na terenie wroga w szczytnym celu

Fot. RealMadryt.pl

Poranna kawa, śniadanie, przegląd sportowych informacji z kraju i świata, wrzucenie newsa na stronę, szybka kąpiel i walka z ebolą. Tak pokrótce wyglądał mój wczorajszy dzień. Crème de la crème był oczywiście ostatni z wymienionych punktów, który jednocześnie mogę wykreślić z listy rzeczy, które miałem zrobić przed śmiercią. Zostało mi jeszcze tylko wybudowanie domu i spłodzenie syna. Drzewo już rośnie.

W jaki sposób podjąłem dzielną walkę ze śmiertelnym wirusem? Bardzo prosto. Wybrałem się na charytatywny mecz Champions for Life zorganizowany wczoraj na Vicente Calderón. W obliczu tak długiej przerwy od domowych meczów Realu Madryt, doszedłem do wniosku, że na bezrybiu i rak ryba, a jako że dodatkowo mogłem przyczynić się czymś światu, nie wahałem się zbyt długo i wraz ze znajomym (obiecane pozdrowienia dla Bruno!) udałem się na stadion naszego rywala zza miedzy. Bilety kosztowały od 5 do 15 euro i choć ostatecznie w spotkaniu nie wystąpili ani Ramos ani Iniesta, cena za zobaczenie kilku czołowych zawodników Primera i Segunda División z pewnością nie była wygórowana.

Do wczoraj Vicente Calderón widziałem tylko z zewnątrz. Charytatywny mecz potraktowałem jako rekonesans na wrogim terenie przed zbiżającymi się wielkimi krokami derbami w Pucharze Króla. Jakie będzie moje pierwsze skojarzenie związane z obiektem Atleti? Przede wszystkim straszliwe zimno. Stadion jest położony w jednym z najniższych punktów miasta tuż przy rzece Manzanares. Różnica temperatur między okolicami rzeki a wyżej położonymi miejscami jest naprawdę odczuwalna. Jeśli ktoś uważa, że Hiszpania to kraj wiecznych upałów, zapraszam. Mnie wręcz nurtuje to, jak przy takim mrozie jest możliwe, że w Madrycie jeszcze nie spadł nawet płatek śniegu.


Sam obiekt może jest i już trochę przestarzały, ale swój klimat mimo wszystko ma. Tak czy inaczej do Bernabéu sporo mu brakuje. Jakoś wcale mnie już nie dziwi, że Atlético ma przenosić się wkrótce na nowy stadion. Jestem nawet zdania, że Rojiblancos potrzebują tego zdecydowanie bardziej niż Królewscy modernizacji Santiago Bernabéu. Nie mam zamiaru jednak się wyzłośliwiać. Znajomy kibic Rayo stwierdził bowiem, że jeszcze do niedawna na Vallecas ławki rezerwowych były zbite z desek. Podejrzewam też, że w Polsce takim Vicente Calderón na pewno byśmy nie pogardzili, choć oczywiście mamy u siebie również kilka stadionów o wiele wyższym standardzie. Nie należy jednak zapominać, że nasze obiekty nie są tak leciwe. Myślę, że tym, co przeszkadzało mi najbardziej na Calderón było niewiadomoco oddzielające murawę od trybun, co początkowo wziąłem za bieżnię. Podobne wyrwy to dziś jednak w piłkarskich świątyniach spory przeżytek.

Co do meczu, piknik. Zarówno na trybunach, jak i na boisku. No ale nie można się dziwić, w końcu było to spotkanie charytatywne. Co prawda bramek nie zabrakło (wynik 3:2 dla Zachodu), jednak gra głównie w poprzek i zdecydowanie na pół gwizdka. Nie mogłem się mimo wszystko oprzeć wrażeniu, że w tym wszystkim wciąż było więcej jakości niż w polskiej ekstraklasie. Piłkarze nieraz bezcelowo popisywali się wymuszonymi technicznymi fajerwerkami, jednak wcale mi to nie przeszkadzało. Dlaczego? Bo żeby móc popisywać się techniką, trzeba ją... mieć. O tak, po prostu.

Najbardziej pozytywną postacią wczorajszego starcia był zdecydowanie Kameni. Jest on zresztą jednym z moich ulubionych bramkarzy. Nie piszę tego dlatego, ponieważ jest on czarny, a ja chcę błyszczeć polityczną poprawnością. Uważam, że wystarczy napisać, iż występuje on w Primera División już od kilku ładnych lat, a miejsca między słupkami Málagi nie oddał nawet, gdy Andaluzyjczycy sprowadzili mającego za sobą fantastyczny mundial Ochoę. Nazwisko golkipera trybuny skandowały wczoraj niejednokrotnie. Sam bramkarz poczuł moc i postanowił udobruchać publikę kilkoma technicznymi zagraniami, jak podanie raboną do obrońcy czy dryblingi z napastnikami rywali. Kameni trafił wczoraj nawet do siatki. Przy stanie 2:0 dla przeciwników wykorzystał on rzut karny. Jego zespół wygrał ostatecznie 3:2. Po takim spotkaniu nie sposób było nie poczuć do Kameruńczyka sympatii.

Kameni szykuje się do wykonania jedenastki.

Na pewno nie żałuję wydanych pięciu euro, które, gdybym nie wybrał się na Calderón, wydałbym pewnie na coś z założenia mniej pożytecznego dla ludzkości. Nawet mimo braku Ramosa i Iniesty miałem okazję ujrzeć na żywo kilku naprawdę porządnych grajków. Najbardziej cieszę się z tego, że mogłem zobaczyć na murawie José Antonio Reyesa, który w czasach gry dla Realu Madryt był moim ulubionym zawodnikiem. Większość z nas pewnie doskonale pamięta, jak w meczu z Mallorcą zapewnił nam mistrzostwo kraju... Na dziś to wszystko, kolejna świąteczno-noworoczna odsłona cyklu pojawi się na stronie 1 stycznia. Postaram się ułatwić wam choć odrobinę zapomnienie o sylwestrowym kacu.


REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2014.12.31, godz. 14:41, Amero
Uwielbiam tą serię. Super się czyta. More more !:)
2014.12.31, godz. 05:33, Banan
OliCoSieNieBoi

No i tutaj dochodzimy do sedna problemu :(
2014.12.31, godz. 03:26, OliCoSieNieBoi
Łoohoho, Ty narzekasz na 0 stopni Celcjusza, tak? To wróć do Polski i zobaczysz jaki tu mamy ziąb...
2014.12.31, godz. 03:23, OliCoSieNieBoi
Haha, a narzeczoną chociaż masz? :D Bo wiesz, żeby mieć syna... ;D
2014.12.30, godz. 23:35, tomek7sojer
Uwielbiam Twój cykl. Zawsze cierpliwie na niego czekam, po czym zabieram się za czytanie reszty newsów. Bananowy Madryt to zdecydowanie wisienka na torcie tej strony i zostawiam go na koniec. Trzymaj się ciepło i dalej żyj swoim marzeniem!
2014.12.30, godz. 23:13, besiu
ja Reyesa pamiętam jak aktorzył i turlał się z autu na murawę podczas meczu z armatkami, ale to był czas wielkiej biedy i niech już nie wraca.
2014.12.30, godz. 22:47, Pinto z Rio
A ten Reyes, to fakt, tamten mecz to było coś :D chyba najlepszy w jego wykonaniu. Pamiętam, że Diarra też coś chyba tam podziałał dobrego.
2014.12.30, godz. 22:44, Banan
Pinto z Rio

Masz rację, przez suche powietrze zimno jest też dużo bardziej odczuwalne. Minusowych temperatur nie ma, ale w nocy w okolicach Calderón 0-1 stopień to teraz raczej norma.
2014.12.30, godz. 22:42, Pinto z Rio
Fajnie tam masz

A brak opadów śniegu spowodowany jest tym, że Madryt leży mimo wszystko w strefie suchego klimatu (spójrz na roślinność), stąd mała ilość opadów. Oczywiście o ile jest temperatura poniżej 0 stopni Celsjusza :D
2014.12.30, godz. 22:05, szlawi
Zazdroszczę :)
2014.12.30, godz. 21:20, oka83
swietna robota:}
2014.12.30, godz. 21:03, Kamilrad
Życie jak w Madrycie ;)
2014.12.30, godz. 20:19, Kibic47
Te twoje wpisy sa świetne ;). Fajnie się je czyta :P

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama