REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2014.10.02, godz. 16:02, Banan / RealMadryt.pl

Bananowy Madryt: (Nie)codzienność

Fot. RealMadryt.pl

Jako że Królewscy dwa ostatnie spotkania rozgrywali na wyjeździe, dzisiejszy wpis będzie dotyczył pierwszych obserwacji i refleksji, które nasunęły mi się po dwóch tygodniach pobytu w stolicy Hiszpanii. Tak więc tym razem raczej zdystansuję się od tematyki związanej stricte z futbolem. Nie widzę bowiem zbytnio sensu w opisywaniu tego, jak oglądało mi się mecze z Villarrealem i Łudogorcem w madryckich barach. Szczerze, uważam, że obserwowanie poczynań Realu Madryt nie może być przyjemniejsze niż w towarzystwie warszawskiego madridismo.

Rozmyślając nad tym, co zawrzeć w niniejszym wpisie, doszedłem do wniosku, że dobrym punktem wyjścia byłoby pokuszenie się o pierwsze porównania życia w dwóch wielkich miastach – Warszawie i Madrycie. Po głębszym zastanowieniu stwierdziłem jednak, że to niemożliwe. Dlaczego? Po prostu się nie da. Czasami człowiek nie jest w stanie stwierdzić, czy coś jest lepsze czy też gorsze. Zwyczajnie zdałem sobie sprawę, że jest inaczej. W mojej opinii to trochę jak porównywanie Cristiano i Messiego. Można prześcigać się w argumentach na temat tego, który jest numerem jeden, jednak analizując sprawę na chłodno okazuje się, że ich styl gry jest kompletnie odmienny, przez co tak naprawdę zestawianie Portugalczyka z Argentyńczykiem mija się z celem. To jednak tylko i wyłącznie mój punkt widzenia.

Po zeszłotygodniowym starciu z Elche z Santiago Bernabéu wyszedłem po 23.00. Jako że nie mieszkam aż tak daleko od stadionu, wracałem do domu pieszo. Po drodze znajduje się duży otwarty kompleks sportowy – Instalación Deportiva Canal Isabel II. Kilka boisk ze sztuczną nawierzchnią, korty tenisowe, bieżnie, a nawet pole golfowe. Abstrahując już od tego, że sam ośrodek prezentuje się doprawdy okazale, wrażenie zrobiła na mnie jedna rzecz. Jest wtorek, zbliża się północ. W środku znajduje się jednak masa osób. Nie jestem z tych, którzy powtarzają jak mantrę, że za dzieciaka podwórka były pełne i nikomu nie przeszkadzało, że bramkę trzeba było ustawiać z dwóch kamieni, natomiast teraz Orliki stoją puste, bo lepszą rozrywką w dzisiejszych czasach jest granie w Minecrafta. Niemniej fakt, że boiska o tak późnej porze wciąż były zajęte przez młodych pasjonatów futbolu, mocno mnie zaskoczył. Nie mam zamiaru porównywać poziomu, jaki prezentowali hiszpańscy nastolatkowie, bo wszędzie trafiają się zarówno podwórkowi wirtuozi, jak i, że tak to nieładnie określę, leszcze (kop po nogach albo stawaj na budzie). Tak czy inaczej myślę, że poznałem chociaż częściowo odpowiedź na pytanie, jakim cudem Hiszpanie osiągają tak dobre wyniki w sporcie.


Druga sprawa, o której napiszę jest nieco bardziej przyziemna. Mianowicie chodzi o... zwyczaj przechodzenia na czerwonym świetle. Odnoszę wrażenie, że sygnalizacja w Madrycie jest kompletnie zbędna. Możesz to zrobić nawet w obecności obserwującego cię policjanta czy strażnika miejskiego. Prawdopodobieństwo, że otrzymasz mandat jest bliskie zeru. Mi samemu zdarzało się przechodzić kilka razy przez ulicę w niedozwolonym momencie/miejscu, gdy zaledwie kilka metrów ode mnie znajdował się pracownik służb mundurowych. Jeśli poruszamy już kwestie związane z pracą policji, z mojej poprzedniej wizyty w Madrycie zapamiętałem to, że w miejscach, gdzie skupiają się duże grupy ludzi, funkcjonariusze mimo wzmożonych patroli nie wyłapują tych, którzy spożywają alkohol w miejscu publicznym, a głównie imigrantów bez pozwolenia na pracę. Do momentu, kiedy nie zaczniesz robić zbytniego hałasu, raczej nic ci nie grozi. Choć wiadomo, zawsze może trafić się ktoś wyjątkowo złośliwy. Nie mam jednak na celu w żaden sposób krytykować polskiego prawa, ponieważ nasze poczucie kontroli i poczucie kontroli Hiszpanów to raczej dwa odrębne pojęcia.

Najgorszym dniem tygodnia dla mnie były do tej pory niedziele. Nagle w czteromilionowym mieście zapada cisza. Na ulicach, nie licząc oczywiście tych najważniejszych, pustki. Większe grupy osób dostrzec można jedynie w barach. Atmosfera kompletnego lenistwa. A przecież nad mapą mojej dzielnicy wyraźnie można przeczytać napis Madrid centro. Jeśli potrzebujesz się zaopatrzyć w coś, co nie jest jedzeniem, lepiej pomyśl o tym wcześniej. No chyba, że wybierzesz się do Chińczyka. Tak czy inaczej, tym razem zakończenie tygodnia zapowiada się nieco bardziej ekscytująco, ponieważ na Bernabéu zawita Athletic Bilbao. Nie uważam, bym zdradził wam jakiś wielki sekret, jeśli napiszę w tym momencie, że możecie spodziewać się relacji z tego spotkania.


Teraz trochę o edukacji. Przyznam szczerze, że moja wiedza w zakresie hiszpańskiej polityki nie jest zbyt duża. Gołym okiem widać jednak, że studenci raczej nie są przychylni władzy. Na kampusie Universidad Complutense, która jest jedną z najstarszych uczelni w Europie, co kilka metrów można zobaczyć na ścianach napisy i rysunki krytykujące rząd, jedne bardziej, drugie mniej wyszukane. I nie chodzi tu tylko o tych, którzy aktualnie sprawują władzę. Duża część haseł jest bowiem przesiąknięta ideologią anarchistyczną. Przez pewien moment przeszło mi przez głowę, że być może wszystkie te dzieła sztuki po prostu nie zostały usunięte z murów, że treść już jest nieaktualna. Moje wątpliwości zostały jednak rozwiane po wejściu na jeden z wydziałów. Kluczowym jest wspomnieć, że studia w Hiszpanii, w odróżnieniu od Polski, są płatne. Cytując treść zawartą na zdjęciu poniżej: „Skracacie studia pierwszego stopnia, zwiększacie zapotrzebowanie na absolwentów studiów drugiego stopnia, choć nas na nie nie stać”. Bronimy państwowej edukacji. Strajk 22,23 października".


Tym optymistycznym akcentem na dziś się z wami żegnam. Jak pisałem na wstępie, są to jedynie moje odczucia, subiektywne do bólu. W końcu to mi nikt nie wlepił mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle, to moja dzielnica przypomina w niedziele bezludną wyspę i tak dalej, i tak dalej... Ktoś mógł przecież mieć zupełnie inne przygody w stolicy Hiszpanii. Tak czy inaczej w poniedziałek możecie spodziewać się kolejnego odcinka, w którym podzielę się wrażeniami ze spotkania z Athletikiem.

REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Bananowy Madryt

Komentarze

2014.10.03, godz. 22:33, Eisblume
Super artykuł. Fajnie poczytać takie ciekawostki prosto z Madrytu :)
2014.10.03, godz. 13:03, gonzalez131
jeszcze raz napisze że pewnie dwóch na trzech z nas chciało by być na Twoim miejscu, ja na pewno a wróciłem z Madrytu może 3 tygodnie temu...
Co do niedzieli to na przedmieściach jest jeszcze gorzej nawet chińczyk zamyka sklepy...nawet te spożywcze
2014.10.03, godz. 11:56, Artabazos
dobry tekst, fajnie się czyta o Madrycie
2014.10.03, godz. 11:19, nameno
jak dal mnie spoko oby wiecej takich czekamy na poniedziałek mam nadzieję, że bedą uśmiechy na twarzach po niedzielnym meczu :)
2014.10.03, godz. 10:39, Szczepano
Osobiście bardzo podoba mi się artykuł i sama idea 'bananowego Madrytu' . Warto przeczytać bo naprawde można sie dowiedzieć paru ciekawych rzeczy . No i zazdroszcze autorowi samego faktu pobytu w Madrycie i możliwości obserwowania Królewskich z bliska .
2014.10.03, godz. 09:18, zidan92
Sytuacja studentów w Hiszpanii jest beznadziejna, jednak myślałem, że przynajmniej w Madrycie młodzież będzie popierać, a przynajmniej nie szkodzić, rządom Mariano Rajoy`a z Partii Ludowej. To przecież oni popierają Real Madryt i studenci powinni mieć tego świadomość, Jak najbardziej powinni być przeciwko partii PSOE- czyli lewakom.
2014.10.03, godz. 07:13, Maillo93
Trickster

jak dla mnie długość akurat :)
2014.10.03, godz. 00:09, Trickster
Przyjemny cykl artykułów.

Parę uwag odnośnie formy:
- Więcej pewności siebie, kilka razy w tekście podkreślasz że to subiektywna opinia. To chyba jasne i wydaje mi się zupełnie zbędne.
- Więcej faktów, mniej opisów i porównań. Wbrew temu co napisałeś w tekście kilka razy porównujesz (czy raczej piszesz o porównaniach), zdarzają się też powtórzenia treści.
- Ogólnie jak na tekst takiej długości bardzo mało informacji. Postaraj się unikać tak obszernych wprowadzeń i rozpisywania się bo tekst dużo mógłby być o połowę krótszy i znacznie lepiej by się czytało.
2014.10.03, godz. 00:03, lis1981
banan
co robisz w madrycie... znacyz na co dzień? jak to się stało ze się tam znalazłes?
2014.10.02, godz. 22:27, kamilo008
Artykul swietny ;)
2014.10.02, godz. 22:13, ikerowa
nodac
Ten artykuł nie jest o niczym. Bardzo fajnie się go czyta, można skorzystać.
2014.10.02, godz. 21:34, blancos01
Świetny artykuł, naprawdę :)
2014.10.02, godz. 21:15, pixi
W niedzielę pewnie wszyscy leżą na trawce albo pływają łódkami w Retiro :-)

2014.10.02, godz. 20:26, Banan
Maillo93

Miliony!
2014.10.02, godz. 20:18, snoopy90
Bardzo fajny artykuł! Nie wiem, jak Ty, ale rok temu byłem w Madrycie na Erasmusie i odczucia miałem niemal identyczne.
2014.10.02, godz. 20:08, Maillo93
Banan
jak to się stało, że na tak długo przeniosłeś się do Madrytu? Erasmus, praca czy miliony na koncie? :P
2014.10.02, godz. 20:06, Mastero000
Bardzo fajny artykuł. Między innymi dla takich tekstów wchodzę na tą stronę.
2014.10.02, godz. 19:12, rezyser79
fajny pomysł Banan, dobrze się czyta
pozdrawiam
2014.10.02, godz. 17:40, Daro777
Bardzo fajne i ciekawe spostrzeżenia. To się ceni. Oby więcej takich artykułów. Każdy w wolnej chwili znajdzie moje zainteresowanie.

W Madrycie byłem raz. Były to prawdopodobnie najlepsze dwa tygodnie z mojego życia. Zupełnie inna kultura, ludzie, obyczaje. Wszyscy uśmiechnięci, pogodni. W Polsce uśmiechniesz się do kogoś to od razu ktoś myśli, że masz jakiś interes albo jesteś zbokiem. W nocy na ulicach ludu więcej niż w dzień. Przepełnione knajpki, restauracje czy dyskoteki. Po tych dwóch tygodniach powiedzonko „życie jak w Madrycie” nabrało nowego, niemal dosłownego znaczenia.
2014.10.02, godz. 17:35, zaba_rm
co do grania o 23:00 to może trzeba by wziąć pod uwagę, że jest tam wieczorem po prostu cieplej, natomiast w dzień jest zbyt ciepło na granie. Co do pustek w niedziele to tak powinno być! U nas ludzi muszą pracować za marną kasę w marketach spożywczych, odzieżowych czy budowlanych, a tam ludzi po prostu odpoczywają. Nikomu kapelusz z głowy nie spadnie jak sobie pomyśli o zakupach dzień czy dwa dni wcześniej. Tak jest w krajach zachodnich, Niestety tylko my jako nieliczni zapieprzamy w weekendy. Żeby nie było nie frustruje się; ja mam akurat pracę pon-pt. Ogólnie artykuł ciekawy :)
2014.10.02, godz. 17:16, krystianl
Mi się bardzo podoba ;) pisz dalej. A hejterzy jak hejterzy ;)
2014.10.02, godz. 17:13, realistyczny
@nodac
Po to, że niektórych ciekawi Hiszpania, a nie mają możliwości jej odwiedzać zbyt często.
@Banan
Przyjemnie się to czyta, staraj się wyłapywać takie smaczki, jak światła, czy picie w miejscu publicznym :P
2014.10.02, godz. 17:12, Kamilrad
Mi się ten artykuł podoba. Są tu ludzie którzy są ciekawi świata, ciekawostek najróżniejszego typu jak i footballu. Bardzo fajny.
2014.10.02, godz. 17:08, nodac
Co tu duzo gadac, artykul o niczym i po co wogole on tu jest
2014.10.02, godz. 16:50, Rio17
Artykuł beznadziejny.
/wciąż nie czytałem ;*
2014.10.02, godz. 16:48, Ronaldo7 a co
Leszczu spokój, bo będzie kara.

Artykul świetny!
2014.10.02, godz. 16:36, Iwusia1995
będąc w kataloni natknęłam się na grupę nastolatków która zablokowała ulicę by grać na niej w piłkę przejad był tam nie możliwy. W Hiszpanii jest przepis mówiący o tym,że gdy jest czerwone światło można przechodzic jeśli nic nie jedzie
2014.10.02, godz. 16:27, Leszczu
sam jesteś leszcze
2014.10.02, godz. 16:20, mario1910
Mam pytanie z innej beczki...czy wybierasz się na Gran Derbi i czy był byś w stanie kupić dodatkowe bilety ??
2014.10.02, godz. 16:20, Banan
Konsekwencja, chwali się!
2014.10.02, godz. 16:10, Rio17
Banani, tak jak mówiłem. Nie czytam ;)

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama