REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2011.05.06, godz. 21:56, dziobo / RealMadryt.pl

RealMadryt.pl w Barcelonie: Tak się bawi La Rambla

Mimo że od zakończenia ostatniego Gran Derbi minęły już prawie trzy doby, emocje w stolicy Katalonii zdają się dopiero opadać. Trudno się temu dziwić, wszak awans do finału został uzyskany w dwumeczu przeciwko największemu rywalowi. Dlatego też już od środy zamessiło się na ulicach, dziwnym trafem natknąłem się też na placówkę UNICEF-u. Mimo mojego życzenia we wtorkowy wieczór fontanna przy Canaletas, Plaça Catalunya i La Rambla bynajmniej nie były najspokojniejszymi miejscami w Hiszpanii i okolicach.

Jednak atmosfera wtorkowego dnia nie zapowiadała takiego obrotu spraw. Tak jak Barcelona powitała mnie deszczem, tak pożegnała mnie prażącym słońcem, jakby śmiała mi się w twarz dzięki dokonaniom swoich popleczników z gwizdkiem. Tuż przed meczem jednak jeszcze płakała, jakby nie była pewna swojego losu. Na godziny przed meczem stadion nabrał już właściwej krasy, a jego bezpośrednie sąsiedztwo otoczyli kibice różnej maści. Mimo wygranej Barcelony w pierwszym meczu i wobec tego dużych szans na awans do finału, przed rozpoczęciem spotkania można było kupić bilety. Co prawda wejściówki w kasach już dawno zostały wyprzedane, ale pod stadionem można było spotkać wielu tzw. „koników”. Ceny oscylowały wokół 200 euro, co i tak było kwotą dwukrotnie niższą niż ta, za którą można było nabyć entradę w budce pod Sagradą Famílią. Tymczasem pod Camp Nou bilety oferowali zarówno posiadacze karnetów, jak i miejscowe cwaniaczki, chcące się obłowić przy okazji Gran Derbi. Tuż przed rozpoczęciem meczu zostali tylko ci drudzy, a po pierwszym gwizdku ceny zaczęły spadać. Jeden z ciemnoskórych „pośredników” zaczepił mnie pytaniem, czy nie potrzebuję biletu, ale nawet nie zdołałem odpowiedzieć, bo krzyknął sobie owe 200 euro. Odpowiedziałem, że nie wydam tyle na wejściówkę, na co mój „friend”, jak sam się nazwał, kazał mi się nie ruszać, a on zdoła mi załatwić bilet w tej cenie. Od razu wyjął telefon i zadzwonił do wspólnika, a potem zaczął biegać tam i z powrotem, za każdym razem przypominając mi, żebym się nie ruszał. Gdy zniknął mi z horyzontu, oddaliłem się do pobliskiego baru, bo mimo wszystko nie zdecydowałbym się wydać takiej kwoty na mecz rozgrywany na Camp Nou.

Na drugą połowę przeniosłem się już w pobliże Canaletas, by tuż po zakończeniu meczu móc obserwować zachowanie barcelonistas w zależności od wyniku. W tym pubie początkowo czułem się niczym bohaterowie „Bękartów wojny” – jedno moje niepoprawnie wypowiedziane słowo lub gest zakończy się strzelaniną. Z biegiem czasu jednak się rozluźniłem i gdy przy wyrównującej bramce cieszę się, po prostu się cieszę, to nikt nie ma do mnie pretensji. A mógłby ktoś mieć, bo cały przybytek wypełniali kibice miejscowych, którzy po końcowym gwizdku jak jeden mąż odśpiewali hymn Blaugrany. Szczęście w nieszczęściu, że spóźniłem się na początkowych kilka minut drugiej połowy…

Po zakończeniu meczu wyszedłem na znajdujący się nieopodal Plaça Catalunya, a następnie w pobliże fontanny Canaletas, którą w kilka chwil otoczył różnokolorowy tłum. Zresztą, nie tylko fontannę. Z awansu do finału cieszyli się nawet miejscowi robotnicy, którzy znaleźli sobie osobliwy sposób na puszczanie fajerwerków.

Feta w Barcelonie (video):
Początek przy Canaletas
Ole-le, ola-la, ser del Barça es el millor que hi ha
Madrid, cabrón, saluda al campeón
Pierwsza w nocy
Boixos Nois
Madridista qui no boti

W takich chwilach kibic Realu naprawdę może się nabawić schizofrenii, ale mimo wszystko podszedłem do tego na spokojnie. Nie zaciskałem z bezsilności pięści w kieszeni, tylko chłonąłem tę atmosferę. Oczyma wyobraźni widziałem bowiem to, co działo się w naszym kultowym miejscu niespełna dwa tygodnie wcześniej. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że bez takiego rywala jak Barcelona nie byłoby tak silnego Realu – i vice versa. Gdyby nie było tej drużyny, to nie przeżywalibyśmy tak wielkich emocji, nie tłuklibyśmy z kufli czy to ze szczęścia, czy to z radości, i co najmniej dwa razy w roku zapominali o całym świecie. A nasi rywale nie świętowaliby dość standardowego w ostatnim czasie awansu do finału w tak rozbuchany sposób. To, że odpadliśmy z Barceloną, oczywiście boli i nie da się ot tak zapomnieć o okolicznościach tego dwumeczu, ale mimo wszystko możemy cieszyć się z dokonań naszej drużyny i z optymizmem patrzeć w przyszłość. Mamy bowiem niewątpliwą przyjemność bycia kibicem jednego z dwóch największych klubów na świecie.

A co mógłby zrobić kibic Realu, który znalazł się przypadkiem we wtorkowy wieczór przy Canaletas i nie mógłby zdzierżyć panującej tam atmosfery? Zawsze mógłby kupić sobie dla ochłody lody reklamowane przez Iniestę, minąć tak ze trzy przystanki autobusowe, by mieć pewność, że trafi się na Piqué i udać się nad morze. Mógłby rozsiąść się na jednej z rozlicznych ławek na plaży lub wcinających się w zatokę ramblach i pomyśleć o powracającej potędze Realu Madryt. Brzmi zbyt buńczucznie? Niekoniecznie, wszak sam Antoni Gaudí nie od razu zaczynał od Sagrady Famílii, tylko od niezbyt wymyślnych latarni na – nomen omen – Królewskim Placu.

REKLAMA

Komentarze

2011.05.07, godz. 14:30, Barcel
dziobo

Równy z Ciebie gosć. Szkoda, że w Polsce nie ma takiej kultury kibicowania. Pozdrawiam VeB
2011.05.07, godz. 14:17, carrer_ample
Dziękuję za newsa! Cieszę się, że są jeszcze tacy kibice :) Pozdrawiam!
2011.05.07, godz. 11:35, Jacek770
W Barcelonie zawsze dbali o niepełnosprawnych więc nic mu nie zrobili..;)
2011.05.07, godz. 10:36, logoljunjula
Jacek770

Dokładnie masakra jak można zaprezentować takie dno emocjonalne żenada i wstyd.
2011.05.07, godz. 09:30, wadix
W przyszłym roku będzie cisza na tym ich placyku.Niech się cieszą póki mogą.
2011.05.07, godz. 01:00, matimoraw92
Dajcie więcej zdjęć, bo nigdzie nie widzę Wolfiego Starka.
2011.05.07, godz. 00:31, emigrant
1. "saxxon "

Atomowke na Camp Nou?? Ja jako kibic FC Barcelony czegos takieg byl RM nie zyczyl.

2. "garret"

Moge cie zapewnic ze w Katalonii sa setki tysiecy kibicow. RM, tak samo jak i w Madrycie sa kibice FC Barcelony. Ja bylem na Bernebéu na GD w koszulce FC Barcelony i jakos "wpi...l" nie dostalem. Ogolnie kultura na meczach w Hiszpanii jest znacznie wieksza. Nie spiewa sie co prawda tyle co w Polsce, ale kultura jest.

3. "dorotareal"

Polska jest droga jak nie wiem co. Owoce, warzywa, ubrania za tansze w Hiszpanii. Zobacz Polska katolicki kraj, a pracuja sklepy w niedziele. Hiszpania to laicki kraj i w niedziele zaden sklep nie jest otwarty.
Z minimalna pensje w Polsce kupisz ok. 300 litrow benzyny, a w Hiszpanii ok. 600 za minimalna pensje.

4. "misiek-carlos"

Ma chlopak talent!

5. "EjPii_7"

Newsy na fcbarca.com mamy dobre i z Barcelony sa swietne newsy...

"dziobo"

Szacun za news'a.







2011.05.06, godz. 23:41, thefools
Lody reklamowane przez Inieste...haha:D Filmikow nie bede ogladal bo mnie nie interesuja,ale ze zdjecia trzeba powiedziec,ze ich marny placyk nic sie nie ma do Cibeles.
2011.05.06, godz. 23:38, BartekNS
Niech się cieszą póki mogą ;) Skończy się dzień dziecka :P
2011.05.06, godz. 23:36, sphinks
Dzięki za tego newsa, można podejść do tematu z klasą jak widać, nawet sobie nie wyobrażasz jak Ci zazdroszczę, że miałeś okazję tam być. Ja kibicuje Barçy już ponad 10 lat a jeszcze nie miałem okazji się do Barcelony wybrać. Ty za to nie dość, że byłeś to jeszcze podczas GD. Pozazdrościć. :)
2011.05.06, godz. 23:29, misiek-carlos
"(...) nie tłuklibyśmy kufli czy to ze szczęścia, czy to z radości (...)"

Ten fragment lubię najbardziej :D
Dziobo, dziękujemy za relację, jesteś wielki \o/
2011.05.06, godz. 23:09, garret
Byłem w Barcelonie w dniu meczu i do godziny 15 praktycznie nie szło odczuć atmosfery Grand Derby, zaledwie kilka osób w koszulkach Messiego (głównie dzieci do 10 roku życia) i jedna osoba w barwach Realu. Niestety, ale mocno się zawiodłem, myślałem, że zbiorą się jakieś grupki Madridistas na mieście a tutaj lipa...
2011.05.06, godz. 22:58, Joteste
Mimo, iż jestem kibicem Realu. To takie coś co tam się wydarzyło, było według mnie piękne. Powiedzcie mi gdzie w Polsce w jakimś Pubie po zwycięstwie ukochanego zespołu się śpiewa hymn klubu? Śpiewają nawet kobiety, które poszły obejrzeć mecz z facetem, a nie do Pubu, bo FACET chciał mecz obejrzeć...
2011.05.06, godz. 22:49, Edward
dorotareal na to samo zwróciłem uwagę :D

Dzioboo, genialny takst;)
2011.05.06, godz. 22:45, EjPii_7
Takich artykułów to nawet na stronach Barcelony nie mają. Mogliście dać ten news w jakimś kąciku dla putek. Niech sobie oglądają :)
2011.05.06, godz. 22:29, Gerrit
..pieknie to przedstawiles..zazdroszcze Ci - widziales to wszystko na wlasne oczy - ja bylem w Barcelonie w roku 1991 - i od razu wiedzialem,ze to jest mój klub - ..esencja futbolu - musisz przejsc do Barçy..
2011.05.06, godz. 22:25, Presidente
i po **** to wstawiacie...
2011.05.06, godz. 22:12, Cris_cr7
Wszystko o farselonistach.. Syff.. Jak ten placek Piqué jest modelem?? Haha
2011.05.06, godz. 22:10, Mroowa09
genialne ;)
2011.05.06, godz. 22:09, dorotareal
kurde ale drogie te lody w barcelonie. 1,50 euro - 2 euro za jakiegoś wodnego, który w Polsce kosztowałby 1 złoty :/
2011.05.06, godz. 22:04, kubap93
Nawet nie mam zamiaru tego ogladac

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama