REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2009.10.24, godz. 13:07, Airwolf

RealMadryt.pl w Madrycie: Nie dać się zabić

Nigdy dotąd nie miałem okazji prowadzić samochodu po ulicach Madrytu i pewnie nieprędko będę ją mieć. A nawet jeśli, nie wydaje mi się, bym skorzystał. Dość już widziałem jako pieszy oraz klient tutejszych autobusów i taksówek.

Każdy chyba kraj ma oprócz oficjalnego kodeksu drogowego także niepisany „kodeks uzupełniający”, samoistnie wypracowany przez kierowców na przestrzeni lat. W Hiszpanii kodeks ten ma zaś w sobie delikatny posmak popisów kaskaderskich, do których mimowolnie włączani są również piesi. A to dlatego, że bodaj najbardziej rzucającym się w oczy przykładem niebezpiecznych zachowań na madryckich ulicach jest przechodzenie przez ulicę. I z góry dodam, że daleko bardziej bezpieczna wydawała mi się ta czynność na tych pomniejszych uliczkach oddalonych o sto metrów od najbliższego sygnalizatora, aniżeli na głównych arteriach wyposażonych w światła.

Tam bowiem wszystko dzieje się na zasadzie „o włos”. Samochody przejeżdżają przez skrzyżowanie i „zebrę” do ostatniej dosłownie chwili, w której zatrzyma je czerwone światło. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, iż w dokładnie tej samej chwili włącza się zielone dla pieszych. A jako że Iberowie są z natury niecierpliwi, robią krok naprzód, gdy pojazdy dopiero się zatrzymują. I nie sposób wyrzucić z siebie uczucia, iż prędzej czy później któryś kierowca się zagapi albo zamyśli.

Przyrodniczą ciekawostką jest również skrzyżowanie, przy którym Concha Espina przecina Plaza del las Sagrados Corazones. Samochody wjeżdżające na nie od strony naszego stadionu mają czerwone światło szybciej niż pojazdy jadące Conchą w kierunku na Paseo de la Castellana. Co więc robią z tym fantem Hiszpanie, czekający, by przejść na tę stronę Conchy, po której znajduje się Estadio Santiago Bernabéu? Otóż mając pewność, iż samochody nadjeżdżać będą tylko z ich prawej strony, wychodzą na jezdnię mimo czerwonego światła, dochodzą ciągłej linii idącej środkiem ulicy i tam czekają, aż po prawej również będą mieć czysto. Problem w tym, że niektórym nie chce się tam czekać, niektórzy inni zaś wydają się nie widzieć, gdzie kończy się bezpieczny pas, a zaczyna ten, dla którego wciąż obowiązuje zielone.

Samochody względem siebie zachowują się podobnie. Normą jest mijanie się na grubość lakieru czy nagłe zmienianie pasa; co ciekawe, Hiszpanie nie boją się używania przy tej okazji kierunkowskazów, przeskakują jednak z pasa na pas na tyle szybko, że nie wydaje mi się, by takie błyśnięcie miało wymierny wpływ na ostrzeżenie innych kierowców. Szczególnie dobrze widać to na rondzie przed dworcem Atocha. Każdy pas należy tam do tego, kto da radę nań wjechać, nieważne, jakim sposobem. Nie ułatwiając życia remonty prowadzone właśnie na głównych ulicach Madrytu, w ramach których gdzieniegdzie pojedyncze pasy ruchu wydzielono pod ruch pieszy.

Osobny kurs surwiwalu można przejść pod naszym stadionem tuż po zakończeniu meczu. Piesi jednak akurat nie muszą się obawiać samochodów, gdyż na wszystkich okalających Bernabéu ulicach jest ich tylu, że żaden kierowca nijak nie przejedzie, chyba że wbiłby się w żywą masę z pedałem gazu wciśniętym do oporu, ale na szczęście tak zwariowani to nawet Hiszpanie nie są. Przy okazji meczu z Milanem byłoby to zresztą szaleństwo podwójne, jeśli nie potrójne. Spotkanie z pracownikami Silvia Berlusconiego potraktowano bowiem jako mecz podwyższonego ryzyka, co wiązało się z obecnością dodatkowych sił porządkowych. I było te siły widać – o to przecież chodzi, by zapobiegać zamieszkom, gdyż jest to łatwiejsze niż ich późniejsze tłumienie. Wzdłuż samej Conchy Espiny naliczyłem czterdziestu policjantów z bronią gładkolufową, nie licząc Policia Municipal, a więc tamtejszej (lepszej niż nasza) straży miejskiej.

REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem RealMadrid.pl w Madrycie!

Komentarze

2009.10.25, godz. 16:17, Junggle
Madridista_27 to nie była Hiszpania... :|
2009.10.25, godz. 12:26, Mateo
Ja podczas pobytu w Madrycie miałem wrażenie, że kierowcy są bardzo uprzejmi. Jak szliśmy to praktycznie zawsze auta się zatrzymywały, gdy nie było świateł. Byłem tam przez tydzień i odniosłem zupełnie przeciwne wrażenie niż Airwolf.
2009.10.25, godz. 09:18, adikol515
na Teneryfie jest podobnie, tam na autostradzie zamiast wrzucenia migacza to Hiszpan wyciaga reke zza szyby zeby zasygnalizowac zmiane pasa. Na skrzyzowaniach trzeba sie pchac na chama, inaczej nie ma szans wyjechac. Tyle ze na pasach kazdy stanie:)
2009.10.24, godz. 20:07, realjuves04
eee w wloszech podobnie jest :D
2009.10.24, godz. 18:51, gregmatys
@lucyferaza: jeśli chodzi o samochody, to chyba wszyscy południowcy mają ten sam stosunek do tych maszyn. we Francji też wszędzie widziałem poobijane samochody. tam lepiej nie ryzykować parkowania na rogu uliczek parkingowych:D
ciekawą opcją były też samochody zostawione na wysepce ronda:D:D
2009.10.24, godz. 18:48, juan michael
a w Irlandii piesi chodzą jak święte krowy, na nic nie patrzą :D
2009.10.24, godz. 18:04, Inynier
ja największy cyrk takiego rodzaju widziałem w Neapolu... W ogóle tam to ciężko spotkać samochód który jest nieobity! Praktycznie każdy ma jakieś wgniecenie ostre zarysowanie... Przepisy ruchu drogowego? A istnieją tam jakieś? :)
2009.10.24, godz. 14:16, Galamark
Ja tam nie narzekałem na ich drogi i rozwiązania komunikacyjne. Naprawdę da się tam bezstresowo podróżować. Byłem samochodem w Madrycie, Barcelonie, Sewilli czy Maladze i drogi były imponujące, tak jak droga dojazdowa do Malagii. Osiem pasów w jedną stronę ! Niemniej rozwiązania komunikacyjne zastosowane w stolicy budziły czasami moje zdziwienie :)
2009.10.24, godz. 14:15, Kolinio
ja jak bylem w Anglii bylem pewny ze nie wroce w calosci xD ale jakos sie udalo, ale tam po miescie nawet jak ktos 100km/h leci to przed pasami z piskiem stanie :D
2009.10.24, godz. 14:03, polly
Podczas pobytu w Hiszpanii spotkałam się również z nietypową sytuacją. W centrum miasta, na chodniku przy ruchliwej ulicy stawali piesi w miejscu, gdzie nie było ani przejścia, ani świateł, a kierowcy stawali i ich przepuszczali. To wywoływało niesamowite zamieszanie, ale Hiszpanie chyba są do tego przyzwyczajeni. Nie wspominając już o parkowaniu poprzez przesuwanie innych samochodów zderzakiem.
2009.10.24, godz. 13:43, Airwolf
Gregmatys,

Trafne spostrzeżenie. A najciekawsze, że takie podejście błyskawicznie udziela się turystom (mnie też).
2009.10.24, godz. 13:35, Dżemik
Generalnie praktycznie kazdy Hiszpan to drugi Carlos Sainz. Jezdza jak wariaci ale z drugiej strony swietnie panuja nad samochodami. Zwlaszcza parkowanie opanowali do perfekcji. ;p
2009.10.24, godz. 13:24, gregmatys
wydaje mi się, że w Hiszpanii czerwone światło nie oznacza 'stój' a 'szybko biegnij' :D
takie odniosłem wrażenie podczas pobytu w barcelonie, gdzie ludzie nigdy nie czekają na przejściu dla pieszych aż sygnalizator zaświeci kolorem zielonym.

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama