REKLAMA
  • polski
  • english

Nie jesteś zalogowany! - Zaloguj się!

reklama

szukaj


 

aktualności

2008.04.18, godz. 23:04, Airwolf / Toumek / Klatus

Historyczne mecze Realu Madryt - część 4

Dziś przedstawiamy Wam historię czwartej edycji Pucharu Europy rozegranej w sezonie 1958/1959, który w lidze hiszpańskiej zakończyliśmy na drugim miejscu, cztery punkty za Barceloną.

Ponownie w 1/16 finału Real Madryt zwolniony był z udziału i spokojnie czekał, kogo przydzieli mu los. Ostatecznie trafili się nam rywale z Turcji, stambulski Beşiktaş Jimnastik Kulübü, który awans uzyskał bez walki - Grecy z Olympiakosu wycofali się bowiem z rywalizacji z klubem znad Bosforu. W taki własnie bezbolesny sposób najstarszy turecki klub sportowy, z którym sympatyzował ponoć sam Mustafa Kemal Atatürk, dostąpił zaszczytu zmierzenia się z już wtedy najbardziej utytułowanym klubem Europy.

Sprawa awansu była w dużej mierze przesądzona już po pierwszym spotkaniu - w Madrycie podopieczni Luisa Antonio Carniglii wygrali 2:0 po golach Juana Santistebana i Raymonda Kopy, a Turcy kończyli mecz w dziesiątkę i... bez bramkarza. Miejsce kontuzjowanego golkipera musiał zająć jeden z zawodników z pola i to właśnie jego pokonał Kopaszewski. W rozegranym dwa tygodnie później rewanżu padł remis 1:1, a bramkę dla Los Blancos ponownie zdobył Santisteban.

Naszym następnym rywalem zostali Austriacy z założonego w 1883 roku Wiener Sport-Clubu, którzy w 1/8 finału wyeliminowali Duklę Praga z wielkim (i nadzwyczaj wszechstronnym) Josefem Masopustem w składzie, a rundę wcześniej odprawili z kwitkiem Juventus, któremu na swoim boisku wbili aż siedem (sic!) goli.

Najwyraźniej jednak całą amunicję zużyli na turyńczyków i prażan, gdyż spotkanie w Wiedniu skończyło się bezbramkowym remisem, co dawało Austriakom pewne szanse awansu. Mecz rewanżowy przyniósł bramkę dla Los Blancos już w ósmej minucie, ale po zaledwie kilkudziesięciu sekundach wyrównał Walter Horak. W czternastej minucie odzyskaliśmy prowadzenie dzięki bramce Alfredo di Stéfano i do przerwy wynik pozostał bez zmiany. Po przerwie stan taki utrzymywał się jeszcze przez prawie dwadzieścia minut, ale w końcu przypomniał o sobie wielki Don Alfredo. W 64. minucie podwyższył na 3:1, zmuszając Austriaków do ruszenia pod naszą bramkę, ale ledwo zdołali zareagować, a Héctor Rial pokonał golkipera gości. Była 67. minuta i mieliśmy 4:1, a niespełna trzy minuty później już 5:1.

Awans był już w tym momencie przesądzony, ale Królewscy nie odpuszczali. Di Stéfano zakończył spotkanie z dorobkiem czterech goli, a ostatnią, siódmą bramkę dla naszych strzelił Paco Gento na minutę przed końcem spotkania.

Do półfinałów dotarły ostatecznie dwie drużyny hiszpańskie, jedna szwajcarska i jedna francuska. Jedną parę sformowali berneńscy Young Boys (swoją drogą, rówieśnicy FC Barcelona) oraz dobrze już nam znani Rémois, czyli Stade de Reims, w drugiej zaś rywalem Realu Madryt został nasz lokalny rywal - Atlético. Dobrym prognostykiem przed tą rywalizacją był wynik "dwumeczu" w Primera División: 22 lutego 1959 Los Colchoneros pokonali nas co prawda u siebie 2:1 (Joaquín Peiró, Vavá - Alfredo Di Stéfano), ale wcześniej, 2 listopada 1958, to my byliśmy górą, i to stosunkiem aż 5:0 (Joseíto, Kopa, Gento, Ferenc Puskás i jeszcze raz Kopa). Był to zresztą sezon obfitujący w bramki; w styczniu rozbiliśmy Las Palmas 10:1, w marcu Real Sociedad 6:1, a aż dwa razy wygraliśmy 8:0 - z Osasuną w październiku i z Sevillą w kwietniu. Mimo tego nie udało nam się zdobyć mistrzostwa, Katalończycy zdobyli zresztą nie tylko więcej punktów, ale też więcej bramek.

A wracając do głównego wątku naszej opowieści: nasze szczęście, że nie istniała jeszcze reguła rozstrzygania dwumeczów na zasadzie bramki wyjazdowej. Pierwszy mecz wygraliśmy 2:1, chociaż to goście jako pierwsi zdobyli gola. Na trafienie Antonio Gonzáleza Alvareza znanego jako Chuzo odpowiedział jednak już po dwóch minutach (a była to 15. minuta spotkania) Héctor Rial, a prowadzenie dał nam jeszcze przed przerwą strzałem z rzutu karnego Puskás. Aż do końcowego gwizdka wynik się nie zmienił, a w rozegranym 7 maja rewanżu padła tylko jedna bramka, autorstwa Enrique Collara. Gdyby więc dokładnie taki dwumecz rozegrać dziś, awansowałby klub z Estadio Vicente Calderón, ale na nasze szczęście w tamtych czasach tego typu sytuacje rozwiązywano za pomocą trzeciego, decydującego spotkania. Rozegrano go w Saragossie sześć dni później.

Tym razem to my otworzyliśmy wynik - Alfredo di Stéfano pokonał Manuela Pazosa (który był bramkarzem Realu Madryt w sezonie 1953/1954) w szesnastej minucie, ale w tamtych czasach jakoś podejrzanie często zdarzały się szybkie wyrównania. I faktycznie, również tym razem tak się stało, a autorem bramki na 1:1 był znany nam już Enrique Collar. Korzystny dla nas wynik ustalił w 42. minucie Ferenc Puskás. Na marginesie: gdyby to spotkanie zakończyło się remisem, o awansie zadecydowałby rzut monetą. Niby rzuty karne to też loteria, ale jednak bardziej uczciwa. Na drugim marginesie: Atlético zakończyło rozgrywki ligowe na piątej pozycji.

Pobierz skrót ćwierćfinałów i półfinałów z:
Rapidshare.com
Sendspace.pl

Francuzi prowadzeni przez Alberta Batteux pokonali Young Boys dość gładko - przegrali co prawda 0:1 w Bernie, lecz w rewanżu dwie bramki Rogera Piantoniego i jedna Armanda Penverne'a dały im awans.

Stade de Reims było wówczas drużyną niezwykle silną - niespełna rok wcześniej reprezentacja Francji zajęła trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata 1958, a wielu członków tamtej drużyny było piłkarzami właśnie naszych finałowych rywali. Taki choćby Just Fontaine, który na turnieju w Szwecji w sześciu meczach strzelił trzynaście goli, co jest do dziś niepobitym rekordem. Brązowymi medalami pochwalić się mogli także wspomnieni wyżej Penverne i Piantoni, bramkarz Dominique Colonna, obrońca Robert Jonquet (kapitan SdR), napastnik Jean Vincent oraz sam Albert Batteux, będący na MŚ'58 selekcjonerem Trójkolorowych.

Trzy sezony wcześniej w meczu finałowym padło aż siedem goli, w tym zaś padły tylko dwa, ale emocji i tak nie brakowało. Zaczęły się, jak to zwykle w meczach Realu Madryt bywało, bardzo szybko, już w drugiej minucie, a zdobywcą bramki został Enrique Mateos, który wystąpił w pierwszej połowie roku 1959 tylko w trzech meczach (do tego każdy był w innym miesiącu), ale za to w każdym strzelił gola - no więc strzelił i teraz. Taki wynik utrzymał się do przerwy.

Po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania znów tylko dwie minuty minęły do chwili, w której padł gol. Strzelił go oczywiście wielki Alfredo Di Stéfano, z linii pola karnego w lewy (albo prawy, jeśli spojrzymy oczyma bramkarza) dolny róg. Potem graliśmy już rozważniej, spokojnie przetrzymując ataki Francuzów i ostatecznie 72 tysiące widzów na stuttgarckim Neckarstadionie mogło oklaskiwać José Maríę Zárragę i jego kolegów cieszących się czwartym w dorobku klubu Pucharem Europy.

Pobierz skrót finału z:
Rapidshare.com
Sendspace.pl


REKLAMA

Zobacz inne aktualności powiązane z gorącym tematem Historyczne mecze Realu Madryt

Komentarze

2008.04.19, godz. 17:18, Mario
Fajnie opisane. W tamtych czasach wielki był Alfredo Di Stéfano i wielki był cały Real, bo potrafił wygrywać mecze z chociażby 6 bramkami przewagi. Brawa dla nich i brawa za robotę
2008.04.19, godz. 14:37, JulioBReal
fajny skrót
2008.04.19, godz. 12:40, El Marcelo
Hala Madrid!
2008.04.19, godz. 11:40, Szjk
Dziękuuuujeeeeeemyyyyyyy!
2008.04.19, godz. 10:49, marcin_diarra15
Brawo za inicjatywe
2008.04.19, godz. 10:22, Gorky
Hala Madrid!
2008.04.19, godz. 09:49, zielu899
Ciekawy pomysł z tym przypominaniem historii brawo za inicjatywę
2008.04.19, godz. 08:44, Filip997
Hala Heinze, czekam aż bedzie artykuł :)
2008.04.19, godz. 07:04, Marchena10 Hala Madrid !!
no co Ty ? nie ma !
2008.04.19, godz. 06:58, nike_90_madrista
Dziś Heinze ma urodziny :)
2008.04.19, godz. 02:41, Airwolf
Też mamy taką nadzieję.
2008.04.19, godz. 01:43, bodi
Naprawdę świetna robota panowie. Wielki szacunek dla was.

Mam tylko nadzieję, że ilość komentarzy nie świadczy o tym ile osób pokusiło się o przeczytanie newsa.
2008.04.19, godz. 00:26, Pempek_55
swietne!
2008.04.18, godz. 23:33, El-Moro
Mistrzostwo.Świetna robota! Brawa dla Airwolfa,Toumki Klatusa!
2008.04.18, godz. 23:11, JulioBReal
brawo królewscy

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze!

REKLAMA

archiwum

gorące tematy

profil

Pamiętaj, że sposób wyświetlania Aktualności i Komentarzy zawsze możesz dostosować do swoich potrzeb!

- Twój profil -

reklama

Sklep Realu Madryt

dołącz do nas



reklama